|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Save as many as you can... Tak brzmiący tagline Zjazdu sprawdził się już w piątek z samego rana, kiedy to nasz angielski korespondent Bucho zadzwonił o 7:20 rano do Deiny z zapytaniem gdzie jest Zjazd, jak tam dojechać i czy mogłaby mu kupić szczoteczkę do zębów, maszynkę do golenia i ręcznik, bo się źle spakował ;). Od tego momentu wszystko potoczyło się w ekspresowo-ekstremalnym tempie, które można by jedynie podsumować pewnym cytatem z "Dnia Świra" ("Jizes, kurwa, ja pierdolę" - dla niewtajemniczonych ;). Niesieni doświadczeniami klubowych spotkań w środku lasu (Borsuki 2005 & Grabina 2006), i tym razem wylądowaliśmy w centrum dziczy, konkretnie w Budach Grabskich koło Skierniewic, a organizatorem stał się Beowulf, który zebrał wszystko i wszystkich do przysłowiowej kupy w sposób szybki i skuteczny. Szkoda tylko, że organizacja nie przełożyła się na jakość miejsca zjazdowego, ale o tym będzie dalej ;).
Pierwsi na miejscu pojawili się... a zresztą kogo to interesuje ;). Ważne, że wszyscy dojechali szczęśliwie, choć niektórzy dość długo błądzili po skierniewickich kniejach - ostatni na miejsce dotarł Desjudi (dopiero po 23), swoim nowym, pięknym samochodem marki Citroen, kupionym okazyjnie od Francuza (przez co samochód był jeszcze na francuskich rejestracjach - światowy z Desa człowiek), choć krążyły plotki, że Desjudi po prostu ten samochód ukradł ;). ShOOmir miał przyjechać żukiem, ale w ostatniej chwili dał radę kupić coś lepszego, dzięki czemu swoją Astrą ciął ostre zakręty prowadzące do "Sosenki" niczym Marcus Grönholm, mijając po drodze ogromne, wykarczowane z drzew pole (które według Adiego posłużyło Scottowi za plenery do nakręcenia bitwy z Germanami z "Gladiatora" ;). Natomiast Bocian (debiut zjazdowy) wraz z kolegą Kaszpirem (do tej pory niektórzy nie wiedzą od czego pochodzi ta ksywa...) przyjechali... a nie, oni piechotą przyszli, ale chłopaki są z Częstochowy, więc pielgrzymki nie są im obce ;). Warto, a nawet trzeba wspomnieć o luksusach, jakie oferował nam Ośrodek (czy raczej "ośrodek"...) Wypoczynkowy "Sosenka". Najpierw domki. Hm... standard nieco lepszy niż w Borsukach, bo dziur w dachach nie było ;). Następnie sanitariaty, które znajdowały się 200-300 metrów od domku - stosunkowo niebezpieczna odległość w tzw. nagłych przypadkach. Ich stan? Tylko w jednym (na sześć) światło (i to w damskim! I gdzie tu sprawiedliwość?), w drugim odpadają drzwi, a z pryszniców tylko zimna woda leci - oceńcie sami jakość "Sosenki" ;). W każdym razie zaplanowaliśmy, że następnym razem pójdziemy na całość i zorganizujemy total-hardcore-Zjazd za 5zł / doba, albo za pomysłem Bucho skorzystamy ze stron typu www.jebnijsienaschodachzadarmo.pl ;). Dobrze, że chociaż między domkami było zadaszenie z ławeczkami i światłem, dzięki czemu wszyscy mogli posiedzieć i porozmawiać na zewnątrz oraz zamówić sobie w miejscowym barze pizzę z lodem (Jimi i Alieen z wielkim niepokojem patrzyli na właścicielkę, która podając komuś pizzę stwierdziła, że "powinna być już gotowa" ;). Tak więc mieliśmy prawdziwie spartańskie warunki, i tylko żałować należy, że nie było nas tam trzystu ;). Tym bardziej, że komarów-Persów było chyba co najmniej milion, gdyż bombardowały nas ze wszystkich stron co sekundę, jednak niektórzy byli twardzi i skutecznie przeciwstawiali się atakom miażdżąc krwiożercze bestie osiadające na odsłoniętych przedramionach, jak np. Romeck, który po zabiciu komara wydarł się na cały głos "This is Spartaaaa!" ;). Większość wolała jednak odegrać rolę mięczaków i spryskała się OFF-em. Zostawmy już wygląd i jakość ośrodka "Sosenka", bo szkoda na ten temat więcej pisać (heh), i wróćmy do właściwych wydarzeń zjazdowych...
Sobota - najlepsze piwo to Lubelski Full W sobotę niektórzy chcieli zgrywać cwaniaków i wziąć prysznic, ale zimna woda w połączeniu ze strumieniem o prędkości kilku kropel na sekundę skutecznie zniechęciła ich do tego jakże szalonego, niecodziennego pomysłu ;). W domku imprezowym (to ten w pobliżu zadaszenia) już od rana zaczęto zadawać tradycyjne pytanie "a w jakim filmie...?" i wkrótce jakieś 7-8 osób z rozkoszą oddawało się wysiłkowi umysłowemu, a zagadki były różne i wyjątkowo podchwytliwe (np. "główny bohater tego filmu świetnie zwisa z gzymsu" - to "Szklana Pułapka" rzecz jasna :). Coś koło 9:00 nieobecny na Zjeździe Tomashec uraczył kilka osób SMS-em o treści "Wstawaj pijaku :->" - postanowiliśmy natychmiast wyjaśnić sprawę i po krótkim sprawozdaniu przez komórkę, nasz szczeciński Klubowicz a.k.a. Śledziowy Sknerus rozłączył się, by zmienić pieluchę synowi :).
Nadszedł czas urodzinowej imprezy Very, na której był szampan, tort oraz ciasta kruche i niekruche... Odśpiewaliśmy mega-gromkie "Sto lat!", były życzenia i łzy... No dobra, przesadziliśmy, łez nie było. Ale chociaż fajnie sobie Verę popodrzucaliśmy ;) (fajnie, fajnie... szkoda, że Vera nie jest chłopcem ;). Była Klubowiczka (obecnie stale z KMF współpracująca) dostała od Klubowiczów prezent w postaci albumu "Najpiękniejsze miejsca świata" - szukaliśmy w nim Bud Grabskich i ośrodka "Sosenka" - bezskutecznie. Z kolei Artemis, Adi i Alieen szukali tam twarzy znanych aktorów - nie wiadomo po co i dlaczego ;). Warto nadmienić, że propozycje prezentów dla Very były różne - od książki o fizyce kwantowej zaczynając, a na wibratorze w kształcie chestburstera kończąc ;). Gdy wszyscy się najedli i napoili, zaczął się prawdziwy rollercoaster... Świetlica a.k.a. sala "kominkowa" przeżyła lekki Armageddon, gdy kilka osób zaczęło "szprycować się" napojami wysokoprocentowymi... Zresztą co będziemy owijać w bawełnę - po prostu piliśmy dużo wódki ;). Przy bardzo głośno grającej muzyce zaczęły się wyczyny ekstremalne wesołego trio Alieen-Bucho-Jimi, z pomocą innych (Beowulf) i przy akompaniamencie obserwatorów (najwierniejszym był Kelley - wytrzymał aż do końca :). I tak Jimi rozpoczął swój niesamowity taniec z krzesłem w rytm muzyki Daft Punk, z przerwami na chwilę zadumy i refleksji... Alieen i Bucho wesoło hasali po stołach, a Bucho to nawet raz zawisnął jakimś cudem pod blatem, niczym człowiek-pająk... Zaczęły latać poduszki... Zaczęły się jakieś dzikie odgłosy... Ktoś się wywrócił... Ktoś się turlał po podłodze... A Dziadek stał z boku i obserwował ten jeden wielki chaos, i - chcąc zwrócić na siebie uwagę - po prostu upuścił piwo ;). Jednak sztuczka się nie udała, strzaskana butelka szybko została sprzątnięta, i szaleństwo zaczęło się na nowo. No to Dziadek się zdenerwował, wyszedł na zewnątrz i wszedł do śmietnika ;). Ludzie-wariaci ze świetlicy podchwycili ten pomysł, dołączyli do Dziadka, a jako, że był to zadbany i wyjątkowo czysty śmietnik, to już wkrótce na sali imprezowej pojawili się ludzie-kartony, lansujący nową modę (która na pewno wkrótce dotrze do Wielkiej Brytanii i zepchnie na drugi plan "rzepaki" ;). Nawiasem mówiąc Alieen z podłużnym kartonem na głowie łudząco przypominał Obcego...
Rano wszyscy - o dziwo - stosunkowo wcześnie powstawali... Tylko Mauej wciąż brakowało, i gdy ktoś poszedł ją obudzić, to usłyszał w odpowiedzi "jeszcze troszeczkę, do 9:30..." - pomińmy fakt, że było już grubo po 12 :). Podczas ostatniego śniadania wszyscy napawali się ostatnimi chwilami kończącego się powoli spotkania. W pewnej chwili ktoś coś wspomniał o HD i BlueRay, i już w ułamku sekundy na miejscu rozmowy pojawił się HD-Phonik, który odpowiadał na wszystkie pytania związane z tymi formatami z prędkością karabinu maszynowego ;). Beowulf stwierdził, że już niedługo Natalie Portman przekona się, co traci nie znając jego wspaniałej osobowości i rozmarzył się wyobrażając sobie, jakby fajnie brzmiało Natalie Kuźma... Wkrótce kilka innych osób chciało się uszczęśliwić i tak powstali Adrian Alba (Adi), Jessica Fedorowicz (tribute to hOPS - nieobecny na Zjeździe) czy Philip Jamry (kompozytor Philip Glass i prawdziwe nazwisko Dziadka). Bucho natomiast długo zastanawiał się, z kim odjechać, przebierając w samochodach (choć miał wyjechać w sobotę wieczorem, z Michugiem, ale spodobało mu się i został dłużej ;). I tak na propozycję podwiezienia do Warszawy przez Romecka, Bucho nieco się skrzywił, po czym spojrzał na stojące nieopodal auto marki Renault Laguna, i dowiedziawszy się, że to samochód Prezesa, dobitnie i stanowczo stwierdził "To ja jadę z Duxem" :). Ostatecznie Bucho odjechał z Desjudim, bo zupełnie zapomniał o jego nowym, fajnym, francuskim aucie :). Chwilę później Bocian z Kaszpirem dzielnie ruszyli z tzw. "buta" do Skierniewic, choć za niespełna godzinę nieco im współczuliśmy, bo się solidnie rozpadało, ale podobno Panowie już nie takie rzeczy widzieli i spokojnie dotarli na pociąg do domu. Wypada im wierzyć na słowo, choć ostatnia widziała ich ekipa w samochodzie Romecka - Bocian i Kaszpir ostro parli przed siebie, i zachodziły obawy, że w tej ścianie deszczu przypadkiem miną Skierniewice i dojdą od razu do Częstochowy :). Na koniec Alieen zrobił sobie pamiątkowe zdjęcie z papierem toaletowym marki "Kaczory" (100% ekologiczny) i wszyscy się rozjechali do domów, zostawiając "Sosenkę" daleko w tyle. Chciałoby się napisać, że jeszcze tam wrócimy, ale spójrzmy prawdzie w oczy - MY TAM NIE WRÓCIMY :).
P.S. Na Zjeździe miał się pojawić Gerard Butler i zrobić wykład o emisji głosu, ale niestety aktor w drodze do nas pogubił się w skierniewickich kniejach, a że pokonywał drogę techniką slow-motion i zamiast komórki wziął ze sobą tarczę i włócznię, to nie mógł się z nikim skontaktować... No nic panie Gerardzie, następnym razem się uda! P.S. 2. Dux po Zjeździe trafił do szpitala - nie, spotkanie nie było aż tak "ostre" :). Po prostu nadszedł termin od dawna oczekiwanej przez niego, bardzo skomplikowanej operacji biodra. Panie Prezesie, życzymy udanej operacji (na chwilę obecną już wiemy, że operacja przebiegła bezproblemowo i wszystko jest OK) i jak najszybszego powrotu do zdrowia i do KMF!
Od lewej, stoją: Jimi, Pati, Kelley, Michug, Karol, Romeck i Kasia, Beowulf,ShOOmir, Adi, Desjudi, Kaszpir, Hunter, Phonik, Bucho, Artemis, Alieen i Dobermann Kucają/siedzą: Dux, Mati, Maua, Vera, Dziadek, Dejna i Bocian WESOŁA GALERIA Obejrzyj najweselszych imprezowiczów, człowieka o stu twarzach oraz, jako bonus, kilkanaście zdjęć bez jakiegokolwiek komentarza
|