Strona główna KMF


A.I. SZTUCZNA INTELIGENCJA
Realizacja

"A.I. Artificial Intelligence" był pierwszym filmem Spielberga od 1977 roku (czyli od "Bliskich spotkań trzeciego stopnia"), do którego osobiście napisał scenariusz oraz pierwszym od "Poltergeista" (1982), w którym pojawia się jako współautor scenariusza. Obawiając się, że tak szczegółowo opracowana z Kubrickiem wizja filmu może zostać zniekształcona poprzez współpracę ze scenarzystą "z zewnątrz", twórca "Parku Jurajskiego" zrobił to samodzielnie. Dokonując setek drobnych zmian w projekcie Kubricka, Spielberg nieco przekierunkował "A.I." na swoją modłę, nie gubiąc jednocześnie wyraźnego ducha Stanleya Kubricka, tchniętego w ten film.

Autor zdjęć Janusz Kamiński, w trakcie pracy nad "A.I." musiał się zmierzyć z aż trzema koncepcjami operatorsko - oświetleniowymi. Zimne, sterylne, precyzyjne, prawdziwie kubrickowskie kadry dominowały w trakcie pierwszej części filmu, dziejącej się w domu Swintonów. Paradoksalnie ostoja ciepła i miłości została potraktowana niczym statek kosmiczny z "2001: Odysei Kosmicznej". Oświetlany przez Kamińskiego dom to swego rodzaju przedziwne laboratorium, gdzie ludzkie rozterki są skonfrontowane z zaprogramowaną dobrocią i miłością sztucznej istoty. Co prawda pastelowe barwy dekoracji nieco rozbijają ten chłód, lecz wrażenie obcości pozostaje. Ta część filmu jest dodatkowo scharakteryzowana przez partyturę Johna Williamsa, niemal bliźniaczo podobną do ilustracji muzycznej ujęć, dziejących się na statku Discovery w "2001: Odysei Kosmicznej".

Ten klucz plastyczny ulega drastycznej zmianie, gdy losy porzuconego w lesie Davida splatają się z postacią Gigolo Joe. Obaj uciekają ze złomowiska robotów, unikają brutalnej egzekucji w amfiteatrze i odwiedzają Rouge City. Tutaj światło jest agresywne, ostre, "uwolniona" kamera pozornie nie dba już o precyzyjne, niemal matematycznie zakomponowane kadry, a neonowe Różowe Miasto pyszni się feerią barw.

Trzeci akt filmu, rozgrywający się na zatopionym Manhattanie to powrót do koncepcji z początku filmu. Znów obcujemy z zimnymi barwami i niemalże od linijki odmierzoną scenografią. Obrazy wystających z oceanu drapaczy chmur potrafią zachwycić oko, jednocześnie dając do zrozumienia, że to świat pusty, opuszczony, w którym wygasło wszelkie życie wraz z opuszczeniem tego miejsca przez ludzi. Kontrast z pulsującym życiem Rouge City jest aż nadto wyraźny.

Wreszcie następuje spełnienie marzeń Davida. Oto po dwóch tysiącach lat obce istoty dają mu szansę ponownego spotkania z mamą. Oczekiwanie na cud zostało podkreślone przez wyraźne zmiękczenie i znaczne podbicie kontrastowości obrazu. Dzięki temu barwy nabrały nienaturalnej intensywności, a szeroka paleta półcieni została zredukowana na rzecz niemal przepalonego światła rysującego.

Pierwotnie Kubrick zamierzał "obsadzić" w roli Davida animatroniczny model. Gdy Spielberg zaczął mieć coraz więcej do powiedzenia, szybko wybił Stanleyowi ten pomysł z głowy. Kolejna koncepcja całkowicie komputerowego głównego bohatera również nie doczekała się realizacji. Spielberg doszedł do - słusznego nawet dzisiaj - wniosku, że cyfrowa animacja nie jest jeszcze w stanie wykreować całkowicie wiarygodnej ludzkiej postaci na ekranie. Po śmierci Kubricka, Steven Spielberg dokonał jedynego słusznego wyboru. Davida zagrała genialna dziecięca gwiazda "Szóstego zmysłu", 12-letni Haley Joel Osment. Podczas prac przygotowawczych na początku lat 90. Spielberg i Kubrick w roli robota widzieli Josepha Mazello, chłopaka z obsady obu "Parków Jurajskich".

Drobną niedogodnością dla Osmenta (zresztą wymyśloną przez niego samego) był całkowity brak... mrugania powiekami przez jego mechanicznego bohatera. Młoda gwiazda nie uciekła również od obowiązków szkolnych, spełnianych po trzy godziny dziennie.

Siedem słów, którymi Monica aktywuje uczucia Davida (cirrus, Socrates, particle, decibel, hurricane, dolphin, tulip), to oryginalny, niezmieniony przez Spielberga pomysł Kubricka.

Postać Gigolo Joe, robota zaspokajającego nieszczęśliwe panie, została wprowadzona do pierwszych wersji scenariusza przez Iana Watsona. Robot żigolak miał stanowić dorosłą przeciwwagę dla dziecinnego duetu David - pluszowy miś Teddy. Kubrick zaakceptował pomysł Watsona, jednocześnie żegnając się z planowaną dziecięcą widownią "A.I.". Ideą Spielberga natomiast były taneczne zdolności Gigolo Joe, wzorowane na technikach Freda Astaire'a i Gene'a Kelly'ego. Jude Law uczył się układów choreograficznych przez trzy miesiące przed rozpoczęciem zdjęć.

Steven Spielberg jak zwykle zaangażował Johna Williamsa do napisania muzyki do "A.I.". Jednakże jeden z najbardziej rozpoznawalnych momentów na ścieżce dźwiękowej filmu nie jest autorstwa Williamsa. To walc z opery "Der Rosenkavalier" Richarda Straussa, zacytowany w scenie wjazdu Davida i Gigolo Joe do Rouge City. Stanley Kubrick, pamiętany z genialnego wykorzystywania w swych filmach dzieł muzyki klasycznej, wyraźnie zaznaczył w projekcie scenariusza zagranie tego właśnie utworu.

Podobnie jak w innych filmach Spielberga, postać Henry'ego Swintona, czyli "ojczyma" Davida, została potraktowana dość marginalnie. Pierwsze skrzypce w relacjach Davida z rodzicami gra mama Monica.

Z uwagi na główną kobiecą rolę w drugiej części "Parku Jurajskiego", jako Monica miała początkowo wystąpić Julianne Moore. Ostatecznie rolę tę zagrała mniej znana Frances O'Connor.

Logo producenta filmu, wytwórni DreamWorks, pojawia się w filmie w dekoracji sypialni Martina, prawdziwego syna Swintonów.

Duch Kubricka w Rouge City obecny jest m.in. pod postacią modelu rzeźby leżącej kobiety, jako żywo kojarzącej się ze scenografią baru Korova z "Mechanicznej pomarańczy". Z projektów Kubricka ostał się również budynek w kształcie penisa, lecz Spielberg kazał go cyfrowo usunąć z gotowego filmu, by udobruchać cenzurę, która chciała z tego powodu zablokować film dla widzów poniżej 13. roku życia.

Dźwięk amfibikoptera w otmętach zatopionego Manhattanu to bardzo nisko zagrana próbka dziecięcego chóru. Kilka dekoracji do tej sekwencji Spielberg pożyczył z planu zakończonej dwa lata wcześniej produkcji filmu "Gniew oceanu" Wolfganga Petersena.

Steven Spielberg nosił się z zamiarem wymazania z filmu obu wież World Trade Center, które zostały zniszczone kilka miesięcy po premierze filmu. Na szczęście tego nie zrobił.

W sekwencji lodowego przebudzenia Davida przez obcych, aby zachować jak najdalej idący realizm, lód na planie był autentyczny. Każdego dnia zdjęciowego, na trzy godziny przed kręceniem, pokrywano dekorację prawdziwym lodem, który naprawdę topniał przed kamerą.

"A.I." to wyjątkowo rzadki przykład filmu, w którym gra aż czworo zdobywców Oscara, z których tylko jeden - William Hurt - pojawił się na ekranie we własnej osobie. Pozostali zaistnieli wyłącznie jako głosy. W prologu i końcówce filmu słyszymy Bena Kingsleya, jako dowódcę ekspedycji obcych istot, który okazuje się narratorem całej opowieści; Meryl Streep, użyczającej głosu Błękitnej Wróżce oraz Robina Williamsa, który swoim temperamentem wypełnił postać wszystkowiedzącego Dr. Know w Rouge City. Któżby odmówił Spielbergowi...

Krótka lista płac w zwiastunach filmu i plakatach promocyjnych zawierała kilka fikcyjnych funkcji i nazwisk (m.in. Jeanine Salla - robocia terapeutka), które były po prostu elementem nietypowej kampanii reklamowej filmu.

W filmie brak sceny, w której David śmieje się podczas sekwencji na basenie. Widać ją jednak w zwiastunie. Druga nieobecna scena przedstawia Davida, patrzącego z ciekawością na dopiero-co przywiezionego Martina z Kliniki Kriogenicznej. Migawkę z realizacji tej ostatniej sceny można zobaczyć w filmach dokumentalnych, poświęconych realizacji "Sztucznej inteligencji".




POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2003.11.12