Strona główna KMF


OBCY: PRZEBUDZENIE
Realizacja

Pierwsze dwa filmy o Obcym powstały w brytyjskich halach zdjęciowych Shepperton i Pinewood. Film Finchera także kręcono pod Londynem, lecz dokrętki i przekrętki według nieustannie zmienianego scenariusza "Obcego 3" powstały w Los Angeles. Tam również rozlokowała się ekipa Jean-Pierre'a Jeuneta. Była to decyzja Sigourney Weaver, która nie miała najmniejszej ochoty na powtórkę psychicznego i fizycznego dyskomfortu pracy poza granicami USA. Olbrzymie dekoracje Nigela Phelpsa wzniesiono w czterech halach Fox Studios.

Jean-Pierre Jeunet przyjechał do Hollywood ze swoimi ludźmi ze Starego Kontynentu. Za stronę wizualną odpowiadał wybitny francuski autor zdjęć irańskiego pochodzenia Darius Khondji, współpracujący także z m.in Davidem Fincherem ("Siedem", "Azyl"). Szefem efektów wizualnych został mianowany Pitof. Jeunet sprowadził z Europy także kilku aktorów - Rona Perlmana, który zagrał w "Mieście zaginionych dzieci" i swojego aktora-fetysza Dominique'a Pinona, którego uroczo brzydka facjata zagrała we wszystkich wcześniejszych i późniejszych filmach Jeuneta. Całość zmontował Herve Schneid, stały współpracownik Jeuneta.

Darius Khondji, fan pierwszego "Obcego", zainicjował prace nad filmem na siedem miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć. Zdecydował o użyciu formatu Super 35, który bardzo sobie ceni i w którym wcześniej nakręcił "Se7en" i "Stealing Beauty". Nie lubi ciężkich obiektywów anamorficznych, które, wg niego, nie nadają się do realizacji bardzo szybkich ujęć i zniekształcają obraz na makrozbliżeniach twarzy, tak lubianych przez Jeuneta.

Zdecydowano, że świat czwartej części nie będzie wyglądał na specjalnie zaawansowany technologicznie (choć 200 lat różnicy od czasu wydarzeń na Fiorinie, powinno zrobić swoje). Film Jeuneta miał być zbliżony do świata wykreowanego przez Ridleya Scotta.

Autorem projektów scenograficznych (conceptual artist) i storyboardów został francuski pasjonat Sylvain Despretz, uczeń słynnego Moebiusa. We Francji pracował m.in. nad "Piątym elementem" i "Miastem zaginionych dzieci" Jeuneta, a w USA po "Obcym: Przebudzeniu" projektował wizualne patenty m.in. "Gladiatora", "Planety małp", "Helikoptera w ogniu" i czwartej części" Harry'ego Pottera". Jego dziełem był wygląd broni palnej, wzorowanej na prawdziwych giwerach. Pierwsze projekty kostiumów były autorstwa Marca Caro.

Projekty Nigela Phelpsa, dotyczące zewnętrznego wyglądu statku medycznego USM Auriga, bazowały na koncepcji, że ma on przypominać wielki krzyż, zawieszony w kosmosie. Jeunet nie był do końca zadowolony z pomysłów Phelpsa, gdyż rozrośnięty w pionie statek nie wyglądałby dobrze na panoramicznym ekranie. Nowy wygląd Aurigi zaprojektował Sylvain Despretz.

Jean-Pierre Jeunet (po raz pierwszy solo przy funkcji "directed by") należy do tej kategorii reżyserów, którzy przykładają ogromną wagę do etapu preprodukcyjnego. Scenariusz szybko zyskał formę 220-stronicowego quasi-komiksu, zawierającego kolumny małych obrazków, a obok nich stosowne opisy. Na podstawie storyboardów ekipa wykonała dla niego małe modele dekoracji ze styropianu. W ten sposób Jeunet za pomocą miniaturowej kamery "przerobił" większość scenariusza.

Pisząc postać nieprzyjemnego dr. Wrena, Joss Whedon miał przed oczami Billa Murraya, bo wymyślił sobie trzeci film z udziałem aktorskiego duetu Weaver-Murray (po obu częściach "Ghostbusters"). Lecz aktor nie był zainteresowany. Whedon chciał także, aby ludzkim czarnym charakterem była kobieta. Ten pomysł także spalił na panewce, ponieważ już dwie główne postaci filmu były kobietami.

Winona Ryder była tak zachwycona propozycją zagrania w "Alien: Resurrection", że zgodziła się bez czytania scenariusza. Nie obchodziło jej nawet to, czy jej bohaterka przypadkiem nie ginie po pięciu minutach.

Czołówkę filmu, zawierającą serię morphingów z obrazami nieudanych klonów Ripley, wymyślono dopiero podczas montażu. Jeunet chciał otworzyć swój film w bardziej spektakularny sposób, lecz na to zabrakło pieniędzy. Jego pierwotny pomysł został doprowadzony do końca dopiero podczas przygotowywania wydawnictwa DVD Alien Quadrilogy, na potrzeby którego firma Frantic Films wykonała tę czołówkę do Wersji Specjalnej.

Scenograficznie "Obcy: Przebudzenie" to wciąż to samo środowisko, co w poprzednich filmach, czyli niekończący się labirynt korytarzy z kilkunastoma kluczowymi pomieszczeniami. Jeunet zastosował tu metodę Camerona - wszystkie korytarze w filmie to tylko dwie rozbudowane dekoracje. Jeśli się dobrze przyjrzeć, aktorzy wciąż biegają w tych samych miejscach. Wrażenie powtarzalności zniwelowano za pomocą każdorazowo innego oświetlenia, zmiennego kadrowania, różnej długości obiektywów oraz całej masy filtrów i dymów zasnuwających plan.

Zanim Sigourney Weaver weszła na plan z piłką do koszykówki, zaciekle trenowała przez dwa tygodnie. To ona wpadła na pomysł, by zakończyć tę scenę idealnym wrzutem do kosza, idąc tyłem do kierunku lotu piłki. Nie chciała słyszeć o zastosowaniu efektów, ani o wspomaganiu drugą piłką, celnie wrzuconą przez kogoś zza kadru, choć ustawienie kadru pozwalało na taki manewr (piłka na chwilę znika z pola widzenia). Aktorka zagrała scenę, po czym rzuciła piłkę daleko zza linii rzutu za trzy punkty. Zaledwie za szóstym razem trafiła idealnie. Montażysta Herve Schneid musiał uciąć to ujęcie zaraz po wrzucie, by nie pokazać natychmiastowego, nieplanowanego wybuchu radości w wykonaniu Rona Perlmana.

Jeunet już w "Mieście zaginionych dzieci" chciał umieścić scenę, w której wystrzelony pocisk rykoszetem zabija postać. Okazja do takiego epizodu trafiła się dopiero na planie "Alien: Resurrection", w scenie strzelaniny między załogami Betty i Aurigi.

Śmierć gen. Pereza miała początkowo wyglądać zupełnie inaczej. Żołnierz miał zostać wyssany w kosmos, jak obcy w poprzednich filmach. Lecz Jeunet chciał ten patent zachować na finał z Newbornem, a Pereza potraktować tanio i przewrotnie zabawnie. Wymyślił więc scenę z obcym, który przebija potylicę generała. Wytwórni się to nie spodobało, więc Jeunet poprosił o jeszcze jeden pokaz dla testowej publiczości w Las Vegas. Audytorium było zadowolone, więc scena została.

Pierwszą scenę z Lelandem Orserem grającym Purvisa, spanikowanego "inkubatora" obcego, trzeba było nakręcić w jeden dzień. Dlatego Jeunet musiał skorzystać z czterech równolegle pracujących kamer, co nie wprawiło go w specjalny zachwyt. Reżyser lubi używać szerokich obiektywów, umieszczanych bardzo blisko aktorów, a w tym wypadku każdą kamerę musiał umieścić w takiej odległości, by po prostu jedna nie wchodziła w kadr drugiej. Poza tym Jeunet z powodzeniem stosuje metodę Hitchcocka, czyli zdjęcia dokładnie wg storyboardów, bez chybionych ujęć, niewykorzystanych kilometrów taśmy, straconego czasu i pieniędzy. A tutaj jego montażysta musiał ociosać materiał do 1/4. Ci filmowcy to mają problemy...

Orser ponownie spotkał się na planie filmu z Dariusem Khondjim, który dwa lata wcześniej kręcił go w "Se7en" Finchera. W obu przypadkach aktor miał do zagrania właściwie to samo, czyli zszokowanego człowieka, któremu nie mieści się w głowie co musiał zrobić (w "Siedem" John Doe zmusił go do kopulacji z prostytutką za pomocą noża), lub co się z nim nieuchronnie stanie (w "Obcy: Przebudzenie" czekały go narodziny obcego).

Zdjęcia rozpoczęto od najtrudniejszej sekwencji filmu, mianowicie podwodnego pościgu obcych za załogą frachtowca Betty. Początkowy dylemat pt. "gdzie to nakręcić", rozwiązała decyzja Foxa, by halę numer 16 przerobić w stałe studio do zdjęć podwodnych. Podłogę studia pogłębiono o 4 metry, zaś cały basen miał rozmiary 30 x 15 metrów. Jego napełnianie trwało niemal tydzień.

Autorem zdjęć podwodnych był Peter Romano, wybitny fachowiec od tego typu realizacji, z pokaźnym dorobkiem ponad 70 filmów, w większości hollywoodzkich blockbusterów (ma na swoim koncie m.in. podwodno-filmowe tour de force - na planie cameronowskiej "Otchłani" był projektantem podwodnego oświetlenia). Romano i Khondji, także jako operatorzy kamer w tej sekwencji, rozwiązali problem oświetlenia planu poprzez pionierskie użycie pod wodą lamp fluorescencyjnych, umieszczonych w ogromnych tubach. Dodatkowo w wodzie rozpuszczono mleko w celu nadania środowisku jeszcze więcej jasności.

Realizacja wszystkich ujęć trwała ponad trzy tygodnie. Była poprzedzona kilkunastoma próbami na sucho i dwoma tygodniami prób w basenie. Aktorzy przeżyli ciężkie chwile. Sigourney Weaver musiała pokonać klaustrofobię, potęgowaną tym, że część zatopionej dekoracji była zamknięta od góry. Gary Dourdan (Christie) pływał, a właściwie czołgał się pod wodą z Dominique'em Pinonem na plecach. Winona Ryder musiała pokonać samą siebie i strach przed nurkowaniem - kiedy miała 12 lat, niemal się utopiła. Zanim na powrót wylądowała pod wodą, proponowała zastąpienie siebie dublerką, lecz jej krótkie włosy od razu odsłoniłyby fałszerstwo. Zastępstwo zdało egzamin w kolejnej scenie, kiedy postrzelona Call spada do wody.

Najgorzej miał Tom Woodruff, Jr, grający w pełnym gumowym umundurowaniu obcego. Jego kostium, z którego nie mógł się wydostać między ujęciami, szybko tężał od wody, a głowa obcego błyskawicznie nabierała wody. Powietrze podawano mu przez wąską dziurę w szyi kostiumu. Dodatkowo był spięty kablami z lalkarzami, odpowiedzialnymi za ruch animatronicznej paszczy aliena.

Występujące w całej sadze androidy noszą imiona, zaczynające się od kolejnych liter alfabetu - Ash, Bishop, Call.

Komputer Aurigi nosi nazwę "Ojciec". To nawiązanie do filmu Scotta, gdzie komputer pokładowy był "Matką".

W scenie pierwszego kontaktu Ripley z Newbornem, Sigourney Weaver wykorzystała swe doświadczenia z planu "Goryli we mgle". Tam nauczyła się, że podczas pierwszego kontaktu nie warto patrzeć zwierzętom prosto w oczy.

Newborn miał pierwotnie wyglądać dużo bardziej demonicznie - rozmiar Królowej, cztery nogi, brak oczu, czerwone żyły wokół głowy, wysuwana szczęka (jak inni obcy), plus dwie kolejne po obu stronach głowy (to do skutecznego trzymania ofiary podczas poczęstunku). Ostatecznie zredukowano ten śmiały pomysł do wyglądu pośredniego między człowiekiem i obcym.

Jean-Pierre Jeunet wymyślił sobie cyfrową kreację Newborna, by mieć możliwość swobodnego puszczenia go w pościg za Ripley. Lecz budżet na to nie pozwalał.

Jeden z kilku rozważanych finałów filmu zakładał walkę Ripley i Call z Newbornem na powierzchni Ziemi. Do wyboru było kilka lokalizacji - ośnieżone szczyty górskie, szpitalna porodówka (co za pomysł...), gigantyczne złomowisko, skalne urwisko i pustynia. Do kinowej wersji nie trafiła żadna z tych alternatyw, a lądowanie na zniszczonej powierzchni Ziemi w Wersji Specjalnej także nie stało się okazją do walki z obcym-albinosem.

Aktorski etap zdjęciowy trwał cztery miesiące i zakończył się 24 kwietnia 1997 roku.

W wersji kinowej nie pojawiło się nazwisko H.R. Gigera, jako pomysłodawcy oryginalnego wyglądu Obcego. Szwajcarski artysta wysłał list protestacyjny do Foxa, skutkiem którego jego nazwisko pojawiło się w napisach końcowych edycji kasetowej.

Każdy z filmów o Obcym miał być tym ostatnim. Arcydzieło Scotta wydawało się nieprzekraczalne, a jednak Cameron pokazał że można, choć zrobił to w zupełnie innym stylu. Po jego filmie sytuacja się powtórzyła, lecz film Finchera gładko, choć w ponury sposób przeczołgał Ripley przez kolejną, zdawałoby się, nieodwołalnie finalną konfrontację. Mimo to Joss Whedon znalazł karkołomny, choć przyjęty wiarygodnie sposób na kolejny film. Co dalej? Czy można nadal eksploatować coraz starszą, obecnie coraz bliżej 60. roku życia Sigourney Weaver, bez jawnych posądzeń o autoparodię? Wyjściem awaryjnym okazały się komiksy, rozwijające alternatywne, niewykorzystane wątki fabularne "Obcego". "Alien vs. Predator" Paula Andersona pociągnął gatunek obcych w kierunku crossovera z rasą Predatorów. Powstało sprawne kosmiczne widowisko, naładowane po brzegi zarówno absurdami, jak i aluzjami do obu serii, lecz była to tylko zabawa klockami dla fanów, którzy byli w stanie przełknąć każde fabularne nieprawdopodobieństwo, byleby tylko ich bohaterowie mogli jeszcze raz pohasać po ekranie. "Alien vs. Predator 2" rozciągnie tę zabawę o kolejne dwie godziny. A prawdziwy świat filmów Scotta, Camerona, Finchera, Jeuneta i Weaver wydaje się być definitywnie zamknięty. No bo co to za "Obcy" bez tej jednej, jedynej aktorki? Pozostanie tylko rekwizytornia, traktowana jako magazyn gotowych patentów, dowolnie układanych, przekładanych i konfrontowanych z czymkolwiek.

Została jeszcze jedna, organicznie zrośnięta z serią, niewykorzystana zagadka - jak wygląda planeta obcych? Ta, z której przyleciał statek, znaleziony przez załogę Nostromo. W końcu planeta, nazwana przez O'Bannona i Shusetta Acheronem, a przez Camerona ochrzczona jako LV-426, nie jest rdzenną planetą obcych. Tutaj tylko rozbił się statek kolejnej nieznanej cywilizacji, która, jak załoga kpt. Dallasa, zabrała na pokład obcych. Otwiera się całe fabularne spektrum, czekające na napisanie i sfilmowanie. Ale na dobrą sprawę nawet to można podczepić pod patent "Alien vs. coś tam 15". Czyli w sumie nie ma na co narzekać? W końcu heroina kosmosu Sigourney Weaver skończy na podkładaniu głosu Ripley w komputerowych sequelach i spin-offach "Obcego", a sama seria po czterech prequelach skończy się serialem telewizyjnym z możliwością wyboru zakończenia przez widzów, wysyłających SMS-y z hasłami "zabić" - "uwolnić". Obecnie nawet symfonie Beethovena kończą żywot jako polifoniczne dzwonki do komórek. A my mamy dopiero kilka filmów kinowych i garść komiksów. Niech się nasze dzieci martwią.



POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2006.11.30