Strona główna KMF


OBCY - DECYDUJĄCE STARCIE
Realizacja


"Obcy - decydujące starcie" to jedyny film z serii, nakręcony z proporcjami obrazu 1,85:1. Pozostałe części posiadały aspect ratio 2,35:1. Odmiennej decyzji Camerona należy szukać jeszcze w 1981 roku, gdy był on operatorem kamery efektów wizualnych do "Ucieczki z Nowego Jorku" Johna Carpentera. Znienawidził on wtedy anamorficzny sposób rejestracji (gdzie obraz formatu 2,35:1 jest ściskany za pomocą soczewek tak, by zmieścił się na dwukrotnie węższej taśmie 35 mm; podczas projekcji następuje proces odwrotny.), stwarzający mnóstwo kłopotów podczas realizacji efektów wizualnych. Cameron chciał do "Aliens" użyć techniki Super 35, pozwalającej na wykadrowanie pełnej panoramy z 35 mm kadru, lecz Kodak nie produkował jeszcze wtedy tak czułych negatywów, by można było na nich kadrować obraz bez utraty jakości i pojawienia się ziarna. Dlatego reżyser użył formatu 1,85:1, pozwalającego na zapis obrazu na całej powierzchni klatki, bez anamorficznych sztuczek. Realizacja w Super 35 stała się możliwa dopiero po 1986 roku, gdy Kodak wreszcie zaoferował odpowiedniej jakości negatyw. Od "Otchłani" (1989), każdy kolejny film Jamesa Camerona był zrealizowany tą techniką.

Jednym z wielu problemów, przed którym stanęła ekipa "Aliens", było nieufne i szorstkie traktowanie młodych amerykańskich twórców, przez Anglików, biorących udział w produkcji (film kręcono w słynnych Pinewood Studios pod Londynem). Wyspiarze wyznają bardzo tradycyjny, europejski pogląd na zawód reżysera, który wg nich, zanim zabierze się do takiej superprodukcji, musi najpierw przejść przez wieloletnią szkołę terminowania u starszych, uznanych twórców, nie mówiąc o własnym, reprezentatywnym dorobku. Tymczasem James Cameron zawitał do Zjednoczonego Królestwa, zanim jego fenomenalny "Terminator" rozpoczął zwycięski pochód przez brytyjskie sale kinowe.

Także Gale Anne Hurd była obiektem niewybrednych żartów ze strony Anglików, ponieważ traktowano ją raczej jako żonę reżysera, nie zaś jako producentkę filmu (byli małżeństwem w latach 1985-1989). Po latach autor efektów Stan Winston przyznał, że była ona najlepszą i najbardziej bezkompromisową producentką, z jaką kiedykolwiek pracował. Również tandem Cameron-Hurd, uznał Winston za wzór współpracy pomiędzy reżyserem i producentem. No coż, trudno się dziwić - własną żonę traktuje się nieco inaczej, nawet jeśli jest ona producentką filmów męża...

Zwalczając wiele uprzedzeń brytyjskiej ekipy, Cameron nie uporał się tylko z... herbatką o piątej po południu. Ten święty obyczaj wyspiarzy, był bowiem zapisany na stałe w prawie pracy filmowych związków zawodowych w Wielkiej Brytanii.

Wg Camerona, cała idea walki wyszkolonych i uzbrojonych po zęby marines z obcymi, została wymyślona wg schematu wojny wietnamskiej. Tam również lepiej wyszkoleni i uzbrojeni Amerykanie, paradoksalnie przerżnęli z kretesem wojnę na obcej ziemi, z teoretycznie dużo słabszym wrogiem.

"Obcy - decydujące starcie" był debiutem Adriana Biddle w roli autora zdjęć. Pierwszy kontakt pana Biddle z wielkim kinem, także miał miejsce na planie "Obcego", lecz w reżyserii Ridleya Scotta, gdzie jako asystent operatora, odpowiadał on za pracę transfokatora. Pierwotnie operatorem obrazu w "Aliens" był Brytyjczyk Dick Bush. Lecz nie mógł on znaleźć wspólnego języka z Cameronem, nie uznającym własnego (czyt. odmiennego) zdania współpracowników. Po miesiącu kłótni o oświetlenie planu i po zwolnieniu Busha, Cameron chciał zatrudnić Dereka Vanlinta, operatora z pierwszego "Obcego". Vanlint nie był zainteresowany, lecz zarekomendował Adriana Biddle z firmy Ridleya i Tony'ego Scottów, zajmującej się produkcją telewizyjnych reklam.

Początek filmu to nawiązanie klimatem i zdjęciami do pierwowzoru Ridleya Scotta. Ponieważ scenariusz i plan produkcyjny tego nie zakładał, Cameron z własnych pieniędzy sfinansował zbudowanie mechanicznego ramienia z laserem, przeczesującym wnętrze promu ratunkowego Narcissus. Kostiumy ekipy ratunkowej, wcześniej zagrały w filmie "Outland" Petera Hyamsa (1980). Do 'Aliens" zostały one nieco zmodyfikowane. Pomimo że scena ta otwiera film, jej nakręcenie było ostatnią rzeczą w planie zdjęć aktorskich.

Co zrobił Cameron, by uzyskać efektowne syczenie kota Jonesa w scenie koszmaru Ripley? Po prostu skonfrontował futrzaka z innym kotem... Scenę tę nakręcono z prędkością przesuwu taśmy w kamerze 48 klatek na sekundę. Odtworzenie taśmy z normalną prędkością, dało bardzo dobry efekt zwolnionych zdjęć.

Zdjęcia zabitych członków załogi Nostromo, wyświetlanych na ekranie w scenie przesłuchania Ripley, pochodzą z materiałów promocyjnych filmu Ridleya Scotta.

W filmie tylko dwa razy słychać muzykę, nie napisaną przez - wówczas 31-letniego - Jamesa Hornera. Pierwszą jest "Gayaneh Ballet Suite" Gyorgy Ligetiego, rozbrzmiewająca na napisach początkowych filmu. Utwór ten towarzyszył także ujęciom statku Discovery w "2001 : Odysei Kosmicznej" Stanleya Kubricka. Drugi temat, autorstwa Jerry'ego Goldsmitha, pochodzi z pierwszego filmu o Obcym. Słychać go w wersji reżyserskiej, podczas znalezienia obcego statku przez rodzinę Jorden.

Malutka łazienka w mieszkanku Ripley na stacji Gateway, to w rzeczywistości toaleta z Boeinga 707, kupiona od British Airways.

James Cameron, wzorem Scotta, również skorzystał z twórczości Josepha Conrada podczas pisania scenariusza "Aliens". Statek bojowy Sulaco, swoją nazwę zawdzięcza nazwie miasta z kart Conradowskiego "Nostromo".

Każda szafka żołnierza na Sulaco, była wyposażona w otwierany indywidualną kartą, w pełni sprawny zamek szyfrowy, odpowiedni dla każdej postaci. Cameron nie nakręcił żadnego ujęcia, pokazującego działanie zamków.

W "Obcych - decydującym starciu" zagrało aż trzech aktorów, którzy wcześniej pracowali z Jamesem Cameronem na planie "Terminatora" : Michael Biehn, Lance Henriksen i Bill Paxton.

Grający androida Bishopa Lance Henriksen, trenował przez miesiąc sztuczkę z z nożem. Zamiast nudnej prezentacji robociej precyzji, jak zakładał to scenariusz, Henriksen namówił Camerona na dodatkowe użycie dłoni Billa Paxtona. Ciekawe, czy inspiracją do tej sceny był "Nóż w wodzie" Romana Polańskiego, gdzie w jednej ze scen Zygmunt Malanowicz wykonywał mniej więcej to samo...

Henriksen wykazał inicjatywę już przed rozpoczęciem zdjęć. Osobiście zainwestował w soczewki kontaktowe, zakrywające całe oko i sprawiające wrażenie, że ich właściciel ma po dwie źrenice na jedno oko. Miało to podkreślić ciemną stronę Bishopa. Cameron, początkowo zapaliwszy się do tego pomysłu, ostatecznie z niego zrezygnował, ponieważ Bishop był postacią pozytywną.

Al Matthews nie miał kłopotów z rolą sierżanta Apone'a, ponieważ podczas wojny wietnamskiej był on prawdziwym sierżantem, notabene pierwszym czarnym w wojennej historii marines, który został awansowany do tej rangi. Matthews dowodził także dwutygodniowym, żołnierskim przygotowaniem aktorów. Pomogło to w skonsolidowaniu ekranowych marines, którzy w filmie naprawdę wyglądali jak starzy przyjaciele. Trening był prowadzony z fachurami z Special Air Service, brytyjskiej jednostki antyterrorystycznej. Aktorzy dostali także do przeczytania powieść Roberta A. Heinleina "Starship Troopers". W treningach nie brali udziału William Hope oraz Paul Reiser, ponieważ Cameron chciał ukazać dystans pomiędzy nimi a resztą marines. Sigourney Weaver i Michael Biehn także nie przygotowywali się z resztą aktorów, ale z zupełnie innych powodów.

Zdjęcia z Sigourney Weaver rozpoczęły się aż trzy tygodnie później, w stosunku do właściwego rozpoczęcia prac na planie. Powodem obsuwy były przeciągające się zdjęcia do wcześniejszego filmu aktorki, dramatu "Ulica Półksiężyca" Boba Swaima (1986).

Michael Biehn dostał rolę Hicksa po tym, jak James Remar ("Co kryje prawda") zrezygnował z niej tuż po rozpoczęciu zdjęć. Decyzja Biehna była błyskawiczna - w piątek z Londynu zadzwonił Cameron, a już w poniedziałek aktor zameldował się na planie.

Dla Jenette Goldstein, grającej szer. Vasquez, "Aliens" był filmowym debiutem. Aktorka pojawiła się na planie u Camerona jeszcze dwa razy : jako macocha Johna Connora w "Terminatorze 2" (1991) oraz w epizodzie matki na "Titanicu" (1997). W odróżnieniu od swej wojowniczej bohaterki, Jenette nie darzy broni palnej sympatią.

Swobodne zachowanie żołnierzy marines, to skutek niewiedzy Jamesa Camerona, który pisząc scenariusz, nie miał pojęcia o zdyscyplinowaniu wśród tego typu jednostek. W filmie maniery Hudsona czy Vasquez, przypominają raczej atmosferę panującą w zwykłej armii.

Każda broń w filmie była prawdziwym gnatem, nieco tylko przearanżowanym przez rekwizytorów, w celu nadania futurystyczego wyglądu. Każda sztuka broni miała swój lekki odpowiednik z włókna szklanego, korzystniejszy wagowo dla aktorów. Uprzęże, wspomagające olbrzymie giwery Smart Gun Drake'a i Vasquez, w rzeczywistości były częścią osprzętu dla steadicamów, czyli kamer, wykorzystywanych do płynnych ujęć "z ręki".

Z kolei opancerzony transporter APC, był nieco przefasonowanym scenograficznie pojazdem, który wypożyczono z londyńskiego lotniska Heathrow. Tam używano takich wehikułów do holowania jumbo-jetów. Po wtoczeniu się na plan, 72-tonowa maszyna została okrojona wagowo do 28 ton, co pozwoliło na rozpędzenie jej do zawrotnej prędkości 56 km/h. Pojazd miał napęd na cztery koła, wszystkie w pełni kierowalne. Do ujęć jeżdżonych zaangażowano prawdziwych lotniskowych kierowców.

Wnętrze oryginalnego transportera lotniskowego jest jedną wielką maszynownią. Dekoracja wnętrza filmowego transportera opancerzonego jest zaś przestronnym pomieszczeniem, w dodatku wyższym, niż na zewnątrz.

Każdy z dwóch efektownych statków desantowych, miał namalowane na kadłubie logo, wraz ze stosowną sentencją. Pierwszy statek nosił nazwę "Bug Stomper", z adnotacją "We Endanger Species". W trakcie zdjęć, logo kilkakrotnie lekko zmieniało swoją formę graficzną, w zależności, czy było pokazywane na pełnowymiarowym modelu statku, czy też na jego miniaturowej wersji.

Drugi drop-ship ochrzszczono "Smart Ass", zaś dowcipne motto informowało 'We Aim by P.F.M.". Skrót "P.F.M." oznaczał "Pure Fucking Magic". Cały Cameron...

Także aktorzy wykazali się inwencją, wynikającą z indentyfikacji z rolą (choć może tylko dobrze się bawili, jak mali chłopcy z dużymi giwerami). Bill Paxton napisał na noszonym przez siebie ochraniaczu imię swojej żony Louise, Dietrich napisała sobie na mundurze "Blue Angel" (tytuł filmu z Marleną Dietrich), zaś Mark Rolston, wzorem Rocha Kowalskiego z "Potopu", pokochał swojego Smart Guna miłością wielką, wypisując na nim subtelne i pieszczotliwe "My Bitch".

Trzęsący się kadr w scenie desantu na LV-426, to zasługa Camerona, który stał za operatorem i zapamiętale trząsł kamerą. Naramienne latarki, stanowiące część wyposażenia marines, nastręczały sporo problemów ekipie, ponieważ zasilające je baterie bardzo szybko się rozładowywały.

Dźwięki wydawane przez statek bojowy podczas lotu, oraz wrzaski Królowej Obcych, powstały w głównej mierze przy pomocy syntezatora Fairlight.

Widok stóp marines, którzy w bojowych butach opuszczają pokład APC, został przez Camerona powtórzony podczas przylotu żołnierzy na pokład Benthic Explorera w "Otchłani" (1989).

Podczas przeczesywania kolonii Hadley's Hope, oddział wchodzi do laboratorium, gdzie trzymane są twarzołapy. Cameron napisał ten epizod, ponieważ chciał szczegółowo pokazać injektory, którymi te formy obcych składały jaja w ludzkich wnętrzach. A tego anatomicznego detalu nie ukazał należycie Ridley Scott.

Do roli Newt przesłuchano ponad 500 dziewczynek w Wielkiej Brytanii. Pomimo że każda z nich (lub jej rodziców) miała ambicje aktorskie, a zdecydowana większość z nich legitymowała się rolami aktorskimi w telewizyjnych reklamówkach, żadna nie spełniła koniecznych warunków, do zagrania Newt. Przyczyna była prozaiczna - wszystkie dziewczynki z ekranową przeszłością, były obciążone nawykiem z reklam i po prostu uśmiechały się po podaniu dialogu. To absolutnie dyskwalifikowało je, jako kandydatki do roli zamkniętej w sobie, przerażonej i zdruzgotanej śmiercią całej rodziny dziewczynki. Wreszcie na castingu pojawiła się 9-letnia Carrie Henn, córka pracownika cywilnego w amerykańskiej bazie wojskowej na Wyspach Brytyjskich. Carrie bez żadnego doświadczenia aktorskiego, tak dobrze wypadła podczas przesłuchania, że dostała rolę Newt, która zresztą była jej pierwszym i ostatnim występem w filmie. Jej brata Timmy'ego, zagrał jej autentyczny brat, Christopher Henn.

James Cameron, jakkolwiek zachwycony samorodnym talentem Carrie Henn, musiał uciekać się do wielu sztuczek, by wydobyć z małej aktorki określone zachowania. Przed realizacją sceny, kiedy Ripley znajduje Newt w jej graciarni, Cameron zabronił wejścia na plan rodzicom Carrie, by osiągnąć pożądany niepokój dziewczynki, wywołany brakiem obok bliskiej osoby. W scenie pierwszej rozmowy Ripley z Newt, reżyser chciał uzyskać na dziewczynce efekt martwego patrzenia się przed siebie. Zrobił to poprzez narysowanie punktu na przeciwległej ścianie dekoracji, w który Carrie po prostu wlepiała swój wzrok.

Bardzo ważna była także wzajemna więź pomiędzy Newt i Ripley. 36-letnia Sigourney Weaver nie miała jeszcze dzieci podczas realizacji filmu, więc jej niemal matczyny stosunek do Carrie przenosił się niejako na ich relacje ekranowe.

Sekwencje rozgrywające się we wnętrzu procesora atmosferycznego, nakręcono we wnętrzach nieczynnej londyńskiej elektrowni węglowej Acton Lane, wybudowanej w latach 50-tych. Miejsce to zamknięto w 1983 roku, z powodu dużej ilości azbestu, wykorzystanego do budowy elektrowni. Zanim ekipa Camerona rozpoczęła pracę, azbest musiał zostać usunięty. Dopiero po nakręceniu wszystkich ujęć w tym miejscu, ekipa przeniosła się do Pinewood Studios. Pozostałości scenograficzne po "Aliens", wykorzystał kilka lat później Tim Burton, który w Acton Lane nakręcił wnętrza fabryki z "Batmana".

Scena w której Obcy przebija łapą szybę pędzącego APC i chce złapać siedzącą za sterem Ripley, to niemal dosłowne powtórzenie "Terminatora", gdzie cyborg próbuje zabić Sarah, przez wybitą szybę samochodu.

James Cameron w bardzo prosty sposób wyjaśnił inteligencję obcych, w stosunku do wyłącznie zwierzęcego instynktu Aliena z pierwszego filmu. Otóż Obcy u Scotta przebywał na Nostromo tylko przez kilkadziesiąt godzin. Fizycznie zdołał urosnąć do dorosłej postaci, lecz ciągle reprezentował "dziecinny" brak doświadczenia. Obcy z drugiej części, były już w pełni dorosłymi osobnikami (wojownicy), poza tym mieli wystarczająco sporo czasu, by zapoznać się z infrastrukturą Hadley's Hope, zanim wylądowała tu ekipa z Sulaco. To pozwoliło im wyłączyć prąd w kolonii, ku niezmiernemu zdziwieniu Hudsona.

Fenomenalne, nowatorskie podejście do ekranowych strzelanin, zaprezentowane w "Terminatorze", Cameron z równie mistrzowską finezją rozwinął w "Aliens". Jednym z prostych trików montażowych, wzmagającym efekt strzelającej broni, była jedna, całkowicie biała klatka, wklejana w obraz po każdym większym wystrzale. W "Terminatorze" można znaleźć ten efekt m.in. w scenie strzelania Kyle'a Reesa do Terminatora w barze Tech-Noir.

Ujęcie pokazujące od tyłu postacie Ripley i Newt, patrzące na płonącą kolonię po katastrofie statku, zostało nakręcone kilka miesięcy po zakończeniu zdjęć aktorskich. Wystąpiły z nim dublerki Sigourney Weaver i Carrie Henn.

Producentka Gale Anne Hurd pojawiła się na ekranie we własnej osobie. A raczej we własnych rękach, ponieważ to do niej należały na zbliżeniach dłonie Vasquez, rozwalające za pomocą pistoletu głowę Obcego w kanałach wentylacyjnych. Powodem tej zamiany była słaba kondycja dłoni Jenette Goldstein (kto by pomyślał...); aktorka nie potrafiła zapanować nad odrzutem strzelającej broni. Otrzaskana ze śmiercionośnym żelastwem Gale Anne Hurd, widząc te niedomagania, po prostu przebrała się za Vasquez i zagrała epizod w filmie.

Drabinka statku desantowego, na którą wskakuje Ripley, uciekając przed Królową Obcych, była osobnym elementem scenograficznym, nie stanowiącym części modelu statku. Stopa podwozia w rzeczywistości spełniała tę samą rolę, lecz w brytyjskim bombowcu Vulcan.

Głównym powodem, dla którego James Cameron zatrudnił Raya Lovejoya do zmontowania "Aliens", była jego wcześniejsza, wspaniała praca przy filmach Stanleya Kubricka, ulubionego reżysera Camerona. Lovejoy miał sporo problemów ze zrozumieniem montażowej filozofii Camerona, zakładającej dużo ostrych i szybkich cięć w sekwencjach akcji. Przełomowy montażowy styl "Terminatora", miał także dominować w drugiej części "Obcego". Cameron miał w odwodzie drugiego, asystujacego montażystę, którego praca momentami bardziej przypadała do gustu reżyserowi, niż to, co prezentował weteran Lovejoy. Tarcia pomiędzy twórcami trwały aż do chwili składania w jedną całość sekwencji tytanicznej walki Ripley z Królową Obcych. Zdenerwowany Ray Lovejoy zabrał cały materiał zdjęciowy do montażowni i zażądał zostawienia go w spokoju. Gdy jako kłębek nerwów pokazał Cameronowi gotową, zmontowaną sekwencję, zachwycony reżyser wreszcie odetchnął z ulgą. Lovejoy w końcu załapał specyficzny styl Camerona.

Współpraca Jamesa Camerona z kompozytorem muzyki Jamesem Hornerem, również z początku nie układała się dobrze. Gdy Horner przybył do Wielkiej Brytanii, by obejrzeć nakręcony materiał, okazało się, że zdjęcia wciąż trwają, Ray Lovejoy dopiero-co zabrał się za pierwsze sklejki, sprzęt nagraniowy w Abbey Road Studios jest przestarzały, a na napisanie muzyki jest tylko sześć tygodni. Reżyser to co usłyszał podczas sesji nagraniowej uznał za znakomite, lecz nijak nie pasowało to do filmu. Horner zaś nie miał czasu na poprawki, ponieważ gonił go termin kolejnego nagrania muzyki do innego filmu. Przez to większość muzyki do "Aliens", powstało właściwie na stole montażowym, gdzie łączono w jedną całość różne fragmenty muzyki orkiestrowej, napisanej przez Jamesa Hornera. Choć trzeba przyznać, że ta łatanina dała jeden z najbardziej pamiętnych soundtracków w historii kina. Obaj panowie spotkali się ponownie przy realizacji "Titanica" (1997), gdzie już znacznie więcej czasu poświęcili na wzajemną komunikację.

Jako ciekawostkę należy dodać, że niewykorzystany fragment muzyki do finału "Aliens", zabrzmiał w całej chwale w końcówce "Szklanej pułapki" Johna McTiernana, dokładnie w nieco groteskowej scenie zastrzelenia blondwłosego terrorysty przez czarnoskórego sierż. Powella.

Sigourney Weaver za rolę Ripley w "Aliens", otrzymała swoją pierwszą (z dotychczasowych trzech) nominację do Oscara. Nie byłoby w tym nic dziwnego, zważywszy na jej wspaniałą kreację w filmie Camerona, gdyby nie niezrozumiała postawa Amerykańskiej Akademii Filmowej, która niezwykle rzadko nominuje i nagradza aktorów za role w filmach SF. Istnieje nawet żartobliwy, lecz niestety prawdziwy przesąd, że Oscara nie można dostać za grę z dziećmi lub zwierzętami. Sigourney Weaver w "Aliens" dopuściła się jednego i drugiego (jeśli za zwierzęta uznać Obcych), na dodatek grając w rzetelnym filmie science fiction. Może dlatego skończyło się tylko na nominacji, podobnie jak w przypadku "Goryli we mgle" Michaela Apteda, gdzie występowała z tytułowymi małpami. Do czasu "Aliens", Akademia nagrodziła Oscarem chyba tylko dwoje aktorów, za role w filmach z szeroko pojętej fantastyki - Fredrica Marcha ("Dr Jekyll i Mr Hyde" Roberta Mamouliana, 1932) i Cliffa Robertsona ("Charly" Ralpha Nelsona, 1968). W czasach Kina Nowej Przygody, nominacje otrzymywali m.in. Melinda Dillon ("Bliskie spotkania trzeciego stopnia" Stevena Spielberga, 1977) i Jeff Bridges ("Starman" Johna Carpentera, 1984).

Także pierwszą nominację za "Aliens", otrzymał kompozytor muzyki James Horner. Aż dwie statuetki Amerykańskiej Akademii Filmowej (druga za piosenkę), Horner odebrał 11 lat później, także za muzykę do filmu Jamesa Camerona. Chodzi oczywiście o "Titanica" (1997).

Efekty wizualne w "Aliens", również zostały nominowane do Oscara i tylko w tej kategorii (podobnie, jak jego poprzednik), film zdobył uznanie Akademików.




POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2004.05.15