Strona główna KMF


APOLLO 13
Realizacja


Podstawowym zadaniem dla scenarzystów i reżysera "Apollo 13", było łatwo przyswajalne oswojenie widza z techniczną terminologią misji księżycowych, która stanowiła jeden z najistotniejszych elementów fabuły. Adaptacji technicznego bełkotu, zrozumiałego w swej pierwotnej formie tylko dla fachowców z NASA, posłużyło uproszczenie dialogów, zawierających komendy i procedury pokładowe, oraz wmontowanie w film fragmentów autentycznych programów telewizyjnych, które w poglądowy, popularnonaukowy sposób objaśniały kluczowe kwestie techniczne.

Narratorem prologu oraz jedną z głównych postaci początku filmu, był Walter Cronkite, gwiazda amerykańskiej telewizji lat 60-tych. Do ujęć, pokazujących transmisję z lądowania Apollo 11, wykorzystano archiwalne materiały telewizyjne. Natomiast do ujęć, w których słychać tylko głos Cronkite'a, do postsynchronów reżyser Ron Howard zaangażował emerytowanego już prezentera we własnej osobie. Ponowne nagranie komentarzy znacznie uwypukliło uroczysty nastrój początku filmu.

Wiele elementów dekoracji filmowego domu Lovellów, stanowiło własność gospodarzy. To, co nie uchowało się do czasu produkcji filmu, zostało odtworzone przez scenografa Michaela Corenblitha, na podstawie zdjęć z albumu rodzinnego Lovellów.

W nocnej scenie ogrodowej, Marilyn Lovell pyta swego męża, gdzie na Księżycu jest jej góra. To nie wymysł scenarzystów. Jim rzczeczywiście "załatwił" nazwanie jednej z księżycowych gór imieniem swojej żony, w ramach przywilejów, których dostąpił po dowodzonej przez siebie misji Apollo 8.

Jednego z gości, oprowadzanych przez Lovella po hali budowy rakiet na przylądku Kennedy'ego, zagrał sam Roger Corman. Ten legendarny król taniego kina klasy B, wychował całe pokolenie największych amerykańskich reżyserów, w tym Rona Howarda, twórcę "Apollo 13".

Senny koszmar Marilyn, w którym załogę dosięga zagłada, to pokłosie jej reakcji na film Johna Sturgesa "Alarm w kosmosie" (1969), na który to nieopatrznie Jim zabrał swoją żonę do kina.

Scena, kiedy Jim odpowiada na pytania syna o astronautów, którzy zginęli w pożarze Apollo 1, ma swoje źródło w rozmowie Rona Howarda, z jednym z uczestników misji wahadłowców. Kiedy po katastrofie Challengera w 1986 roku, tenże astronauta wybierał się w kolejną wyprawę kosmiczną, jego syn zadawał mu takie same niewygodne pytania.

Kierowcę, który na drodze ze swego samochodu pozdrawiał Jima Lovella, zagrał Todd Hallowell, producent filmu. Jego szybki start po zmianie świateł na skrzyżowaniu, to ukłon w stronę "American Graffiti" George'a Lucasa (1973), w którym Ron Howard i Kathleen Quinlan grali parę.

Stosunkowo najtrudniejsze zadanie aktorskie stało się udziałem Kevina Bacona, grającego astronautę Jacka Swigerta, dołączonego do załogi Apollo 13 na dwa dni przed lotem. Reszta obsady korzystała z konsultacji z prawdziwymi uczestnikami wydarzeń, natomiast pierwowzór postaci granej przez Bacona, zmarł pod koniec lat 80-tych na raka.

Prawdziwa Marilyn Lovell pojawiła się w filmie dosłownie na sekundę, w scenie startu. To ta pani w różowej sukience, stojąca przed Kathleen Quinlan.

Zanim przystąpiono do budowy scenografii Centrum Kontroli Lotów w Houston, NASA zaoferowało filmowcom własne, nieużywane od lat urządzenia. Jednak Ron Howard wolał funkcjonalne atrapy, zbudowane przez pion scenograficzny. Całe instrumentarium wyglądało tak realistycznie, że nawet niepoinformowani konsultanci filmu z NASA myśleli, że to prawdziwy sprzęt. Poniżej kondygnacji, gdzie zbudowano tą dekorację, mieściło się pomieszczenie wypełnione komputerami, które podawały obraz do wszystkich ekranów Hali Kontroli. Podobnie, jak w późniejszym "Kontakcie" Roberta Zemeckisa (1997), mnóstwo czasu zajęła precyzyjna synchronizacja ekranowych animacji z grą aktorów.

Grający Haise'a Bill Paxton, oczywiście nie miał nudności podczas zdjęć, on jedynie pluł wegetariańską zupką... Kilka minut później, po zacumowaniu modułu księżycowego, głodny Haise stwierdził "I could eat the ass out of a dead rhinoceros" (w dosłownym tłum. "mógłbym wszamać dupsko martwego nosorożca"). Ta iście farmerska odzywka, to efekt odwiedzin na planie przez aktora Gary'ego Buseya ("Zabójcza broń"), do którego Bill Paxton zwrócił się z prośbą, o jakiś efektowny tekst do tej sceny, nie mający zresztą żadnego związku z prawdziwymi wydarzeniami. Tak przynajmniej twierdzą astronauci.

Jednym z największych wyzwań stojących przed ekipą, było pokazanie nieważkości, w której przecież funkcjonowali prawdziwi uczestnicy misji Apollo. Odrzuciwszy rozwiązania, typu zwolnione zdjęcia, lub system linek podtrzymujacy aktorów w powietrzu, Ron Howard wybrał wariant, którego nie stosowano jeszcze w historii filmu. Dzięki współpracy z NASA, ekipa skorzystała z samolotu KC-135, który najpierw wznosił się przy prędkości 1 macha i kącie 45 stopni do góry, by następnie swobodnie opadać po paraboli. Ponieważ prędkość opadania samolotu zgadzała się z prędkością swobodnego spadania człowieka, w ten sposób uzyskiwano na pokładzie symulację nieważkości. Piloci z NASA, obsługujący samolot KC-135, nadali mu odstraszającą, choć adekwatną nazwę "Vomit Comet", czyli "Rzygająca kometa".

Wewnątrz samolotu zbudowano dekorację modułu załogowego, statku księżycowego oraz łączącego je tunelu, w których aktorzy mogli bez użycia efektów specjalnych grać przy zerowym ciążeniu. Ponieważ stan ten mógł trwać tylko przez 25 sekund, samolot wykonał aż 612 tego typu operacji wznoszenia i opadania, co dało łączny czas zaledwie 4 godzin, w ciągu 13 dni zdjęciowych.

Na pokładzie KC-135 zrealizowano tylko najniezbędniejsze ujęcia w stanie nieważkości. Resztę nakręcono na planie w hali zdjęciowej Universal Pictures. Tutaj Ron Howard musiał popisać się nie mniejsza pomysłowością, ponieważ filmowa nieważkość musiała zostać zasymulowana poprzez system podnośników, do których podczepiono aktorów, cały wachlarz operatorskich sztuczek, okłamujących oko widza, oraz wspaniałą, nagrodzoną Oscarem pracę montażystów Mike'a Hilla i Dana Hanleya, stałych współpracowników Howarda.

Tą wirtuozerię doskonale ilustruje ujęcie w 75 minucie filmu, gdzie Swigert zwisa głową w dół, a Jim i Fred siedzą w normalnej pozycji pionowej. Ujęcie to nie zostało nakręcone w stanie symulowanej nieważkości, lecz powstało w studio, przy normalnej grawitacji. Tom Hanks siedział, przymocowany do ściany, Bill Paxton prawie leżał na przeciwległej ścianie, natomiast Kevina Bacona przymocowano do wysięgnika, przesuwającego aktora tam i z powrotem. Następnie wszystko nakręcono kamerą, odwróconą o 90 stopni.

Jednego z członków ekipy w Centrum Dowodzenia, zagrał brat reżysera, Clint Howard. Ten brzydal to aktor-fetysz Howarda, pojawiający się niemal w każdym filmie swego słynnego brata.

Podczas transmisji telewizyjnej z pokładu statku, Haise bawi się nieważkim walkmanem, co wywołuje śmiech jego dzieci w Centrum Dowodzenia. Aby na planie zmusić dzieciarnię do śmiania się z czegoś, czego nie widziały, Ron Howard stanął przed nimi i tłukł się po głowie zwiniętą w rulon gazetą.

Starą matkę Jima Lovella, z zainteresowaniem obserwującą, co też jej syn wyprawia w kosmosie, znakomicie zagrała matka reżysera, Jean Speegle Howard.

Kiedy już po awarii statku, Jim Lovell mówi "straciliśmy Księżyc", za nim w iluminatorze, na dosłownie sekundę pojawia się maleńkie szare kółko, które można uznać za synchroniczną ilustrację tej kwestii dialogowej.

Kiedy astronauci walczyli z wyciekiem tlenu, na Ziemi sfrustrowany Ken Mattingly z piwem w dłoni oglądał w telewizji "The Dick Cavett Show". Gary Sinise rok wcześniej zagrał u Roberta Zemeckisa w "Forreście Gumpie", gdzie jego kolega z planu, Tom Hanks, zagrał jedną scenę u boku prawdziwego Dicka Cavetta (oraz Johna Lennona).

Kierujący wyprawą z Ziemi Gene Kranz tylko raz, podczas akcji ratunkowej, pozwolił sobie na wybuch złości. Tej sceny nie było w scenariuszu. Podpowiedział ją Howardowi konsultant naukowy filmu Gerry Griffin, w przeszłości jeden z szef kontroli lotów w Houston podczas misji Apollo. Griffin udzielał się także przy produkcji "Kontaktu" Roberta Zemeckisa, gdzie zagrał mały epizod.

Dekorację do ujęcia przyjazdu Kena Mattingly do Centrum Kontroli Lotów, zbudowano w oparciu o prawdziwy korytarz wejściowy do hali zdjęciowej Universalu. W trakcie ujęcia wewnątrz korytarza widać zmieniający się klucz barwny kadru z przyczerwienionego na naturalny. Ponieważ korytarz, w przeciwieństwie do pleneru, był oświetlony światłem sztucznym, wymusiło to zmianę kolorystyki w postprodukcji, aby uzyskać wrażenie, że kamera podczas ujęcia dostosowała balans bieli do zmiany temperatury barwowej światła.

Ojciec reżysera Rance Howard, podobnie jak matka także zagrał u syna, lecz jako ksiądz, wspierający rodzinę Lovellów podczas dramatycznych chwil powrotu załogi na Ziemię. Rok później Rance ponownie założył sutannę, by zagrać epizodzik kapelana wojskowego, udzielającego ślubu kpt Hillerowi i Jasmine w "Dniu Niepodległości" Rolanda Emmericha.

Gdy w Centrum Kontroli Lotów wszyscy w napięciu oczekiwali wiadomości od lądującej załogi, w tle pomiędzy aktorami, pojawił się prawdziwy Gene Kranz, którego w filmie odtwarzał Ed Harris.

Sam Jim Lovell zagrał w "Apollo 13" epizod kapitana lotniskowca Iwo Jima, na który zostali zabrani astronauci po szcześliwym wylądowaniu na Ziemi. Ron Howard chciał, aby Lovell założył dystynkcje admirała, lecz Lovell powiedział, że skoro odszedł na emeryturę w stopniu kapitana, jako kapitan zagra również w filmie.

"Apollo 13" był pierwszym pełnometrażowym filmem fabularnym, który został zaadaptowany dla potrzeb trójwymiarowego kina IMAX. Premiera odbyła się w sierpniu 2002 roku. W tej wersji zabrakło jednakże około 20 minut filmu. Wśród wyciętych scen jest m.in. odmowa Marilyn Lovell na oblężenie dziennikarzy pod swoim domem, oraz moment wymiotowania Freda Haise'a. Czyżby technicy IMXA-a, konwertujący film do tej technologii, obawiali się, że kosmiczny paw będzie zbyt naturalny dla widzów ? A może chcieli zaoszczędzić na papierowych torebkach, rozdawanych na wszelki wypadek przy wejściu na salę z 20-metrowym ekranem ? :)



POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2004.01.15