Efekty specjalne Obecna skala filmowych widowisk, mnogość technik, stopień skomplikowania efektów oraz napięte plany produkcyjne, wymuszone z góry ustalonym terminem premiery powodują, że przy jednym filmie pracuje kilka renomowanych ekip i nazwisk na raz (w odróżnieniu od lat 80-tych, kiedy jedna Industrial Light & Magic wykonywała całą robotę). "Armageddon" jest tego najlepszym dowodem. Za cyfrowe efekty wizualne i animację komputerową odpowiadali fachowcy z Dream Quest Images, dowodzeni przez Richarda Hoovera. Inna legenda DQI - Hoyt Yeatman, nadzorował wyłącznie wspaniałą sekwencję zniszczenia Paryża. Część cyfrowych efektów wykonało Digital Domain pod wodzą Roberta Legato. Skomplikowane zdjęcia z miniaturami realizowała ekipa kierowana przez Pata McClunga, mistrza tego typu efektów z 20-letnim stażem. Łącznie na efekty wizualne w "Armageddonie", złożyła się praca ponad 20 firm, co jest liczbą imponującą, choć w obecnych czasach należy to uznać za normę. Kosmiczny prolog sprzed 65 mln lat, ukazujacy uderzenie meteorytu w Ziemię, stworzono jako animację 3D, bez udziału rzeczywistych modeli. Narratorem tego wstępu był Charlton Heston, zdobywca Oscara za "Ben-Hura". Aktor ten został przez reżysera wybrany ze względu na wspaniały, niski głos.
Porażające realizmem zniszczenie nowojorskiego dworca kolejowego Grand Central Station, zrealizowano przy użyciu miniaturowego modelu długości 5 metrów. Posiłkowano się także statycznymi zdjeciami prawdziwego obiektu. Ludzie na pierwszym planie byli nakręceni na zielonym tle.
Sceny bombardowania na nowojorskich ulicach nekręcono z kaskaderami, uciekającymi pomiędzy atrapami samochodów, wyrzucanymi w powietrze za pomocą hydraulicznych wyrzutników. Kluczowa w tych scenach była swoista choreografia wybuchającego żelastwa, szczegółowo zgrana z ruchem kaskaderów na planie. Całą sekwencję nakręcono w ciągu zaledwie czterech dni.
Spadająca iglica budynku Chryslera była miniaturowym modelem. Do spektakularnego ujęcia zniszczenia tego budynku dołożono także nakręconą osobno pirotechnikę, oraz kaskaderów zarejestrowanych na zielonym tle.
W dynamicznej sekwencji przygotowań do startu, w jednym ujęciu widzimy wielki pojazd gąsienicowy, transportujący wahadłowiec do wyrzutni. Pojazd był prawdziwy, lecz sam wahadłowiec był miniaturowym modelem. Ujęcie przedstawiające dwa wahadłowce o świcie, także zrealizowano z modelami, wielkości 3 metrów każdy.
Wahadłowce Freedom i Independence, powstały zarówno jako cyfrowa animacja, jak i rzeczywiste modele. Do różnego typu ujęć zbudowano trzy modele promów kosmicznych. Model w skali 1/20, długości 1,5 metra, wykorzystywany był do ujęć na niebieskim lub zielonym tle, rejestrowanych za pomocą kamery motion control. Drugi, trzymetrowy model w skali 1/12, zagrał w ujęciach wymagających fizycznej interakcji z pyłem i pirotechniką. Szczególnie wykorzystywano go w scenie lądowania na asteroidzie.
Zbudowano także 12-metrowy model w skali 1/4, który był wyposażony w ruchome części. Zagrał on w ujęciach, wymagających pokazania m.in. otwierającego się włazu
Począwszy od pierwszych ujęć wyjścia z atmosfery, aż do lądowania Freedom na asteroidzie (za wyjątkiem sekwencji z MIR-em), każdy z wahadłowców był cyfrowym modelem. Miało to szczególne znaczenie w ujęciach wlotu w atmosferę asteroidy, ponieważ zastosowanie cyfrowych modeli i cyfrowych chmur gazów, znacznie ułatwiło interakcję pomiędzy tymi elementami.
Stacja MIR zostałą zbudowana jako 2,5-metrowy obiekt, oraz kilka modeli w większej skali, przedstawiających poszczególne sekcje stacji.
Wszystkie eksplozje MIR-a zarejestrowano szybkostrzelnymi kamerami na modelu, umieszczonym na linkach nad parkingiem przed halą studia. Każdy wybuch był wspomagany cyfrowo wygenerowanymi cząsteczkami, dla podniesienia wrażenia ogromu każdej z eksplozji.
Ponieważ głównym "czarnym charakterem" filmu jest asteroida zmierzająca ku Ziemi, Michael Bay postanowił ją odpowiednio "ucharakteryzować". Widok zwykłego kawałka nagiej skały (co byłoby naukowo dopuszczalne), był nie do przyjęcia w tej klasie widowiska. Poszarpana, otoczona chmurami gazów asteroida została pokazana niemal jak żywa istota, sapiąca nienawiścią (jak śmiesznie by to nie zabrzmiało).
Prace nad modelem asteroidy rozpoczęto od wykonania komputerowych grafik i stworzenia mniejszego, piankowego modelu długości ok. 1,5 metra, wykorzystanego do ujęć próbnych. Następnie na podstawie tych obrazków wykonano szablony, które wyświetlono na styropianowych blokach, z których z kolei wycięto wszystkie części składowe modelu asteroidy. Ostateczny model miał rozmiary 7,5 x 3,5 metra. Dzięki temu kamera mogła bez przeszkód zagłębiać się w środek modelu, który wciąż zachowywał wrażenie rzeczywistego obiektu. Model zamocowano na ruchomym stalowym ramieniu, które zostało podłączone do urządzenia motion control.
Wszystkie ujęcia z asteroidą nakręcone na tle zielonego ekranu, były podstawą do dalszej obróbki. W komputerze zamieniono zielone tło na cyfrowe pejzaże kosmosu, zaś do samej asteroidy dodano jej atmosferę, chmury różnokolorowych gazów, oraz setki mniejszych okruchów skalnych.
Do sekwencji podchodzenia wahadłowców do lądowania, wykonano osobne, jeszcze bardziej szczegółowe modele asteroidy. Skupiono się na jej części tylnej, której model miał imponujące rozmiary 24 x 7,5 x 4,5 metra.
Szeroki krajobraz asteroidy w ujęciach z przetrzebioną załogą Independence, to połączenie żywych ujęć, wykonanych nocą w krajobrazie Południowej Dakoty, z obrazami matte-painting.
Krótkie ujęcie kamienia, rzuconego przez A.J.-a, niemal w całości wykonano na planie. Kamień umieszczono na pręcie, obracanym przez mały silniczek. Całość na sztywno przymocowano do obudowy kamery. Kamera zaś była umieszczona na kranie, który oddalał ją od Bena Afflecka. W postprodukcji cyfrowo usunięto pręty podtrzymujące kamień.
Lot pancernika Armadillo ponad powierzchnią asteroidy, wykonano kilkoma metodami. W ujęciach na których Armadillo nie zderza się z fragmentami asteroidy, wykorzystano metrowej długości model pancernika, nakręcony na zielonym tle. Przy zderzeniach z twardym gruntem, zastosowano naturalnej wielkości model pancernika, zawieszony na linkach. Każde zetknięcie się z powierzchnią dodatkowo wzmagano pirotechniką. Ładunki wybuchowe były umieszczane w każdej skale, w którą uderzał Armadillo. Do każdego ujęcia z miniaturą i pełnowymiarowym modelem, dodano cyfrowe chmury gazów, otaczających pancernik. W ten sposób osiągnięto wzorcową interakcję pomiędzy rzeczywistymi elementami i komputerowym tłem.
Fizyczny efekt trzęsienia ziemi na powierzchni astroidy, osiągnięto poprzez umieszczenie pod dekoracją kilku hydraulicznych platform o długości 6 metrów. Krótka, lecz niezwykle widowiskowa scena zniszczenia Paryża, została włączona do filmu dopiero po pokazach próbnych. Michael Bay wcześniej skreślił ją z planu zdjęciowego ze względów budżetowych, lecz znakomite przyjęcie filmu na seansach testowych, pozwoliło na jej dokręcenie i wmontowanie. Scenariuszowo rzecz była również jak najbardziej na miejscu, gdyż po wybuchowym początku i zbombardowaniu Szanghaju, trzeba było przypomnieć widowni, z czym ciągle mają do czynienia bohaterowie filmu. Scenę tę stworzyła ekipa z Dream Quest Images pod wodzą Hoyta Yeatmana. Podstawą efektu był obraz kolejno wybuchających warstw ziemi. Fizycznie efekt ten wykonano na połaci ziemi o rozmiarach 30 x 27 metrów, nachylonej pod kątem 8'. Na tak przygotowanym gruncie położono stalowe płyty. Rozłożono na nich 80 koncentrycznie umieszczonych lontów, obłożonych dynamitem i przymocowanych do plastikowych rurek. Każdy lont był podłączony do osobnego detonatora. Pełną kontrolę nad eksplozją uzyskano dzięki komputerowemu sterowaniu detonatorów, przygotowanemu na podstawie cyfrowej symulacji. Całość została przykryta 30-centymetrową warstwą piasku i ziemi.
Pirotechnika w ujęciu spadającej asteroidy składała się z dwóch wybuchów. Pierwszy z nich to oślepiający blask na linii horyzontu, w miejscu uderzenia. Wykonano go za pomocą kanistrów wypełnionych pyłem aluminiowym. Kolejna seria wybuchów wiązała się z wysadzeniem w powietrze opisanej wyżej koncentrycznej konstrukcji ziemnej. Obie eksplozje wykonano w tym samym ujęciu, zarejestrowanym szybkostrzelną kamerą Photosonic, umieszczoną w specjalnym bunkrze. W rzeczywistym czasie całość trwała tylko 4/10 sekundy, a czas między odpalaniem każdego pierścienia wynosił zaledwie 1/5000 sekundy. Bardzo ważna była także pora dnia i ustawienie światła słonecznego względem planu, by obraz wybuchu pasował do ujęcia roboczego, zarejestrowanego przez ekipę operatorską w Paryżu.
Michael Bay wymyślił sobie, że zniszczenie Paryża będzie widoczne z wysokiego punktu katedry Notre Dame. W studio zbudowano szczątkowy plan budowli z charakterystycznymi rzeźbami na tle niebieskiego ekranu. W miarę ruchu kamery VistaVision na wózku, dokonano fizycznego zniszczenia piankowych rzeźb za pomocą silnego strumienia powietrza, zanieczyszczonego piaskiem i ziemią. Dodatkowo nakręcono kilka gołębi na tle niebieskiego ekranu. Te trzy ujęcia (wybuch, dekoracje, gołębie) stały się podstawą do dalszej, cyfrowej obróbki.
Kolejnym etapem pracy było stworzenie cyfrowego widoku Paryża. Animatorzy z Dream Quest Images poskładali w komputerze stolicę Francji na podstawie zdjęć lotniczych i satelitarnych. Wykorzystano także ujęcia, wykonane z wieży Eiffela, choć w filmie widzimy destrukcję z zupełnie innego miejsca. Zdjęcia te nałożono na komputerowy model miasta. Następnie wirtualne budynki poddano animacyjnemu efektowi rozpadu cząsteczkowego.
Choreografia niszczenia budynków została ustawiona na podstawie wygenerowanej cyfrowo fali uderzeniowej. Pozwoliło to na dokładne dopasowanie czasu i prędkości rozprzestrzeniania się fali, do kolejności cząsteczkowego rozpadania się kolejnych wirtualnych części zabudowy Paryża. Kilka najbardziej charakterystycznych budowli było osobno animowanymi elementami, które zintegrowano z resztą obrazu zniszczenia.
Do wszystkich opisanych wyżej elementów dodano cyfrową animację samej asteroidy i osobną warstwę obrazu nieba. Połączono ze sobą żywe ujęcia wybuchów, rozpadajacych się dekoracji i wielowarstwowych efektów animacyjnych, dodano cyfrowy efekt trzęsącego się kadru. Połączone siły pirotechniki, efektów fizycznych, zdjęć z wykorzystaniem niebieskiego ekranu, cyfrowej animacji i kompozycji kadru, dały w rezultacie jeden z najbardziej pamiętnych obrazów w historii kina.
Finałowa eksplozja asteroidy składała się z wielu nałożonych na siebie pojedyńczych obrazów. Najpierw nakręcono model asteroidy, na której powierzchni odpalano małe ładunki wybuchowe. Następnym etapem było zarejestrowanie wysadzania niemal wszystkiego co wpadło w łapska pirotechników - brył lodu, siekanego lodu, soli w kamieniu, soli sypkiej, piasku, ziemi, skrawków papieru, płatków śniadaniowych a nawet końskiego łajna. Wszystkie eksplozje, nakręcone na parkingu przed halą zdjęciową, nałożono na wybuchającą asteroidę.
Widowiskowa fala uderzeniowa, widoczna w szerokim planie, to już cyfrowa animacja, wspomagana zarejestrowanymi na żywo wybuchami różnego rodzaju alkoholi.
|