Strona główna KMF


OBCY KONTRA PREDATOR
Efekty specjalne

Na planie "AVP" spotkali się weterani trzech poprzednich filmów o Obcych - Alec Gillis i Tom Woodruff Jr., oraz stały współpracownik Jamesa Camerona, John Bruno, współtwórca efektów wizualnych m.in. "Terminatora 2", "Otchłani", "Prawdziwych kłamstw" i "Titanica". Reżyser wymagał od nich, by jak najwięcej efektów specjalnych powstało w obiektywie kamery, bez ingerencji komputerów. Na koszulkach ekipy wypisano "Not Good Enough" - "Niewystarczająco dobrze", aby zmobilizować ją do wytężonej pracy. I rzeczywiście - efekty w "Obcy kontra Predator" są niemal perfekcyjne, a zrealizowano je przy budżecie dużo mniejszym niż w większości współczesnych produkcji.

Już pierwsze ujęcie filmu jest efektem specjalnym. Satelita Weyland, który oglądany pod odpowiednim kątem przypomina królową Obcych, to mierząca niecałe dwa metry miniatura sfotografowana dzięki systemowi motion control, pozwalającemu wielokrotnie odtworzyć ten sam ruch kamery i obiektów na planie. Zbliżenie obiektywu to druga miniatura, o wysokości 1,2 m.

Widziana z oddali Lex na ścianie lodowca to prawdziwa alpinistka podczas wspinaczki, natomiast ujęcia, w których widać twarz Saany Lathan zostały zrealizowane techniką podobną do tej z "Na krawędzi". Najpierw przez cztery dni polewano niewysoką skalną ścianę wodą, by zamarzając utworzyła przekonywające sople, a następnie zarejestrowano wspinającą się aktorkę na tle niebieskiego ekranu, który w postprodukcji zamieniono na górski plener.

Wykopaliska w Teotihuacan nakręcono podczas śnieżnego dnia w dziurze wykopanej w piachu koło hali zdjęciowej w Pradze. Piramidy w tle wstawiono cyfrowo.

Wnętrze starożytnej budowli, do której zagląda Sebastian, to także cyfrowy matte painting.

Wnętrze helikoptera, którym lecą Lex i Miller, jest potrząsaną urządzeniami hydraulicznymi scenografią.

Lodołamacz majestatycznie sunący przez ocean nie jest, wbrew pozorom, efektem komputerowym. Śnieg i lód wykonano z soli i cukru. Statek i śmigłowiec to modele nakręcone z prędkością trzech klatek na sekundę. Cyfrowe są tylko woda, niebo i wirniki helikoptera. To ujęcie udowadnia, że można uzyskać wspaniałe rezultaty starymi metodami.

Roland Emmerich zaprezentował widzom bardzo podobny, stworzony cyfrowo widok w "Pojutrzu". Czy lepiej naśladują rzeczywistość komputery, czy makiety - oceńcie sami. Poniżej dwie klatki z produkcji Emmericha.

Wnętrze statku Predatorów to scenografia, wewnątrz której obracano umocowaną na wysięgniku kamerę. W tle, tam gdzie w kinie widać gwiazdy i Ziemię, umieszczono zielony ekran, dzięki czemu twórcy nie musieli lecieć w kosmos żeby dokończyć ujęcie.

Jadące pługi to miniatury ciągnięte na drutach, nakręcone z prędkością 70 klatek na sekundę.

Śnieg w scenach w osadzie wielorybniczej był wykonany z pianki. Podczas kręcenia niektórych ujęć nie korzystano ze sztucznego śniegu, dodając go w postprodukcji jako nakładkę nagraną na zielonym tle lub jako efekt komputerowy.

Kiedy grupa poszukiwaczy podziwia opuszczoną osadę, aktorzy grają do zielonego ekranu, w który następnie wstawiono zdjęcia makiety. Atmosfera zimy została przekonywająco oddana, gdyż na planie stale panowała niska temperatura. Tak niska, że musiano ogrzewać pingwina.

Tunel prowadzący do piramidy to - zależnie od ujęcia - komputerowo wydłużona scenografia o długości kilku metrów lub miniatura. Wrzucona do wnętrza flara była miniaturą zasilaną elektrycznie. Wrzucony do wnętrza Lance Henriksen nie był miniaturą. To prawdziwy aktor zjeżdżający na wózku po szynach biegnących wzdłuż tunelu. Szyny cyfrowo usunięto w postprodukcji.

Podczas kręcenia filmu pomylono cyfry, które miały pokazać się na wyświetlaczu wyciągarki. W postprodukcji komputerowo naprawiono błąd, sprawiając że nawet w tym krótkim ujęciu znajduje się efekt specjalny.

Przejście ujęcia z osady w dwuwymiarowy hologram Predatorów osiągnięto wycinając części kadru jako osobne tekstury i obracając każdą niezależnie od pozostałych.

Wysunięcie niedorzecznie długich ostrzy Łowcy to efekt komputerowy - nie sposób zmieścić równie wielkich maczet w przyborniku przyczepionym do nadgarstka.

Statek Predatorów jest w całości cyfrowy - krótki okres produkcji sprawił, że nie było czasu na zbudowanie modelu. Kapsuły kosmitów to miniatury w skali 1:4.

Sceny w jaskini kręcono w studio - jej wnętrze to ogromny plan.

Piramida w tle to miniatura nałożona na zielony ekran. Makieta była dwukrotnie wyższa od człowieka; zbudowano ją z drewna i tektury. Ornamenty to pojedyncze, małe elementy, które doklejano na szkielet konstrukcji.

Ujęcie z ekipą na schodach to zbliżenie modelu, w które wkomponowano aktorów nagranych w szczątkowej dekoracji schodów.

Zamrożona królowa Obcych wyciągana na łańcuchach jest miniaturowym modelem o długości pięciu metrów, nakręconym w odpowiednio pomniejszonej dekoracji. Jęzory ognia są efektem komputerowym. Zbliżenia potwora to już pełnowymiarowa kukła, zaś iskry pobudzające go do życia to kolejna animacja cyfrowa.

Pierwotnie Predatorzy mieli pierwszy raz pokazać się w scenie przebudzenia z ich odpowiednika kriogenicznego snu, w który zapadali na czas podróży. Hibernacja odbywałaby się w kapsułach wypełnionych czarną, oleistą cieczą. Pomysł nie znalazł się w ostatecznej wersji filmu, lecz przygotowano tę scenę pod kątem efektów, tworząc miniaturowe lalki, które miały zagrać "uśpionych" Łowców.

Maskowanie Predatorów wykonano w całości komputerowo. Łowca tracący kamuflaż w wyniku postrzału został nakręcony na zielonym ekranie i cyfrowo wymazany. Następnie odsłaniano kolejne fragmenty jego ciała.

Widok z oczu Predatora został nakręcony kamerą reagującą na ciepło, którą na co dzień posługuje się wojsko.

Twarz Łowcy to maska, na której umieszczono mechaniczne, zdalnie sterowane elementy odpowiadające za mimikę. Gumowa skóra została odlana w formie zdjętej z glinianej rzeźby. Podobnie - dzięki formie zdjętej z modelu - odlano maski Predatorów, wykonane z włókna szklanego. Na gotowym rekwizycie domalowywano szczegóły.

Działko naramienne Łowcy porusza się dzięki prostemu mechanizmowi, zamaskowanemu powłoką z włókna szklanego.

Facehuggery wydostające się z jaj to efekt pracy lalkarzy siedzących pod stołem, którzy na komendę musieli wysuwać dłonie z rękawicami w kształcie twarzołapów. Scena ta, podobnie jak jej późniejszy odpowiednik z udziałem Ewena Bremnera, okazała się wyzwaniem dla koordynatora, który musiał zadbać o zgranie w czasie kilkunastu animatorów.

Twarzołapy lecące w zwolnionym tempie to efekt pracy komputerów. Natomiast stwory przyczepione do głów ofiar były nieskomplikowanymi maskami. Wdechy i wydechy poruszające workowatymi organami kreatur to dzieło aktorów, dmuchających w rurkę doprowadzającą powietrze do woreczków.

Huggery wdrapujące się na twarze Indian to mechaniczne, zdalnie sterowane roboty.

Efekt narodzin chestburstera został zrobiony zgodnie z tradycją serii - przez klatkę piersiową manekina wypchnięto animatroniczną kukłę.

Efektowne ujęcie przedstawiające przeskok Predatora nad głowami bohaterów było złożonym efektem. Użyto szybkostrzelnej kamery motion control aby w zwolnionym tempie zarejestrować przeskok kaskadera na linkach. Następnie dodano komputerowo poruszające się ściany, usunięto liny i sprawiono, że Łowca zniknął.

Na potrzeby filmu przygotowano trzy rodzaje flegmy Obcych, które wykorzystywano do różnych celów - ślinienia paszcz potworów, ich ciał, czy pokrywania wydzieliną elementów otoczenia.

Sami Obcy byli wykonani w trzech technikach. Pierwsza: Tom Woodruff Jr., jak w dwóch poprzednich filmach o Alienach, zakładał kostium. Było to uciążliwe rozwiązanie, choć niezbędne w ujęciach wymagających płynnego, naturalnego ruchu. Druga: na plan wprowadzano animatroniczną kukłę. Jej gesty były bardzo szybkie, co z połączeniu z chudą sylwetką sprawiało, że potwór tracił ludzkie cechy. Trzech lalkarzy operowało ciałem Obcego, dwóch zajmowało się rękami, a sześć osób obsługiwało komputer przekazujący dane z kontrolerów do marionetki. Trzecia technika pokazywania stworów to animacja komputerowa.

Rozpłatany na dwoje facehugger to, zależnie od ujęcia, mechaniczna lalka lub obraz wygenerowany komputerowo.

Lex i Predator uczepieni sań wylatujących z szybu to manekiny. Wskutek złej konstrukcji wyrzutni, za pierwszym razem "pocisk" wystrzelił pod niewłaściwym kątem i zniszczył kamerę, ku rozpaczy rozkochanego w tych urządzeniach operatora Davida Johnsona.

Na czas kręcenia ucieczki z eksplodującego tunelu, kamery owinięto w ognioodporne koce i zasłonięto grubą szybą, by zapobiec ich stopieniu. Scena okazała się bardziej efektowna niż planowano - sąsiednie elementy scenografii zajęły się ogniem i w kilka sekund wybuchł potężny pożar. Dzięki sprawnej interwencji strażaków nikomu nic się nie stało, a na dodatek zdołano uratować kamerę.

Zapadająca się stacja wielorybnicza to wspaniały efekt uzyskany dzięki miniaturom, nad którymi pieczę sprawował Richard van der Bergh. Efekt miał polegać na wysunięciu stołu spod modelu w skali 1:6. Najpierw wybudowano model domu z drewna i aluminium i zepchnięto go ze stołu.

Makieta rozpadła się zgodnie z planem, więc kolejne testy przeprowadzono z większymi modelami. Budynki stały na klockach ze styropianu, pokrytych sztucznym śniegiem. Po wysunięciu blatu starannie wykonane budynki, z takimi detalami jak meble znajdujące się we wnętrzach, malowniczo runęły na podłogę.

Skoro było już wiadomo, że wszystko powinno zadziałać, zbudowano makietę całej osady. Na przesuwanym blacie ustawiono ciężarki ucharakteryzowane na elementy scenografii - miały one pociągnąć budynki w dół. Po tych zabiegach ostateczna rozwałka była formalnością.

Animatroniczna królowa została wykonana według starych projektów Jamesa Camerona. Potężne cielsko osadzono na ramieniu dźwigu i kontrolowano systemem motion control. Kukła miała pięćdziesiąt ruchomych części ciała - dwa razy więcej niż tyranozaur w "Jurassic Park". Co ciekawe, królowa w "AVP" nie była wcale większa niż w "Aliens". Obie są tych samych rozmiarów, ale inny wachlarz ruchów i dobór kątów patrzenia kamery sprawiają, że stworzenie z "Obcy kontra Predator" wydaje się dużo większe.

Wszystkie sceny w końcówce, gdy pojawia się wygenerowana komputerowo królowa, powstały najpierw jako animowane storyboardy. Potem zarejestrowano tzw. plates, czyli ujęcia z samą scenografią i aktorami. Na końcu dodano elementy cyfrowe, w tym ogromnego potwora.




POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2007.08.01