Efekty specjalne "AVPR" to film, którego reżyserzy mieli wyjątkowy wpływ na kształt efektów specjalnych. Bracia Strause bowiem są właścicielami studia Hydraulx, zajmującego się animacją komputerową. Ich ekipa połączyła siły z Amalgamated Dynamics (ADI), firmą Toma Woodruffa Jr. i Aleca Gillisa, autorów efektów animatronicznych do "Obcego 3", "Obcego: Przebudzenia" i "AVP". Warto dodać, że Woodruff Jr. i Gillis pracowali także przy realizacji "Obcych" Jamesa Camerona jako pracownicy Stan Winston Studios. Główne założenie specjalistów od efektów brzmiało: jak najwięcej pokazać w kamerze. Do animacji komputerowej uciekano się tylko wtedy, gdy było to absolutnie niezbędne. Jako że film kręcono głównie w kanadyjskich plenerach, ze względów finansowych musiano ograniczyć liczbę efekciarzy pracujących na planie. ADI wzięło więc tylko ośmiu najlepszych i niezbędnych pracowników - przy czym w pierwszym "AVP" samego Obcego animowało aż dwadzieścia osób. Skład ekipy musiano uzupełnić w Vancouver, gdzie pozyskano autorów efektów m.in. do "Scary Movie 3" i "Santa Clause 2". Do planowania ujęć - także tych bez efektów - używano prewizualizacji, czyli prostej grafiki komputerowej pozwalającej zorientować się, co i gdzie powinno zostać umieszczone na planie. Prewizualizacja okazała się przydatna także w fazie montażu, kiedy sklejono roboczą wersję filmu z efektami rodem z gry komputerowej sprzed dwunastu lat. Pozwoliło to dokładnie wybrać ujęcia, które miały zostać poddane obróbce, i zaoszczędzić pieniądze na tworzeniu czegoś, co mogłoby zostać usunięte w fazie montażu. Jednak zanim cokolwiek wstawiono do filmu, trzeba było to zaprojektować. Najwięcej pracy zabrało wymyślanie całej kultury Predatorów - należało wpasować się w to, co wiadomo o nich z poprzednich filmów, jednocześnie starając się stworzyć coś oryginalnego. Artyści, opierając się m.in. na scenie retrospekcji z "AVP", próbowali połączyć sztukę ameryki południowej z elementami futurystycznymi. Tak powstała planeta Łowców, której kolorystykę zaczerpnięto z wnętrza statku kosmicznego z "Predatora 2". Nie chciano, by wyglądała ona zbyt złowrogo, więc często proponowane strumienie lawy zamieniono na okalające budowle listowie. Końcowy projekt wyrenderowano za pomocą komputerów.
Wnętrze statku Predatorów zostało wykonane w całości za pomocą komputera. Prawdziwi w rozgrywanych w nim scenach są tylko Predatorzy, którzy grali na tle zielonego ekranu - a i to nie zawsze, gdyż np. w ujęciach z punktu widzenia Łowcy wszystko jest animacją komputerową. Statki kosmiczne widziane z zewnątrz oraz katastrofa jednego z nich to także animacja komputerowa.
A teraz konkurs: jakiego rodzaju efektem jest leżący na ziemi wrak statku Predatorów, do którego zbliża się myśliwy z synem? Możesz spokojnie aplikować do Scotland Yardu, jeśli rozpoznałeś\rozpoznałaś, że to... CGI. Tak, ten absolutnie materialny przedmiot to wytwór komputerów - na trop mogło naprowadzić ujęcie, w którym Buddy stuka kolbą karabinu w kadłub. Po co miałby to robić? Gdyż pierwotnie wrak miał być niewidzialny - zakamuflowany znanym sposobem Predatorów. Z tego pomysłu jednak zrezygnowano, ale materiał z pukającym w kadłub myśliwym był już od dawna nakręcony.
Podobnie, czyli za pomocą CGI, wykonano "salę tronową" Wolfa. Na planie znajdował się tylko Ian Whyte w kostiumie i proste siedzisko pomalowane na zielono, komputerowo zastępione efektownym ruchomym fotelem. Ostatnim realnym elementem scenografii była ściana zbrojowni.
Na potrzeby filmu odnowiono manekina Predatora z pierwszego "AVP", wykorzystanego w nakręconej na nowo scenie narodzin Predaliena. Dwa ujęcia wykonano z użyciem dekoracji "trumny", pod którą siedziało dwóch animatorów, poruszających kukiełką małego Predaliena. Zielone tło w postprodukcji zastąpiono oknem statku kosmicznego. Efekciarze z ADI stworzyli także dwa manekiny obdartych ze skóry Predatorów, których Wolf miał spotkać we wraku statku, podwieszonych pod sufitem. Ich nieciekawy stan spowodowały instynkty Predaliena, który według założeń twórców przejął od nosiciela nie tylko cechy zewnętrzne. Wszystko było przygotowane do kręcenia, pomysł jednak porzucono. Powody podaje się różne: a to że scena nie wyszła przekonywająco, a to że uznano że Obcy obdzierający ze skóry to jednak zbyt wiele. Faza projektowania Wolfa, niekwestionowanego głównego bohatera filmu, zaczęła się od rysowania setek szkiców koncepcyjnych. Dopiero po ich zatwierdzeniu tworzono miniatury, a następnie pełnowymiarowe rzeźby, z których zdejmowano formę służącą do odlewania części kostiumów. Niektóre elementy stroju Łowcy rzeźbiono bezpośrednio na odlewie ciała wcielającego się w Wolfa Iana Whyte'a. Miało to na celu jak najdokładniejsze dopasowanie kostiumu, zapewniające aktorowi maksymalną wygodę.
Głównym artystą odpowiedzialnym za szkice koncepcyjne był Farzad Varahramyan, autor całej masy ciekawych koncepcji, które nie dostały się do filmu. Jedną z nich były rękawice z gigantycznymi szponami, czyniące z Predatora kosmiczną wersję Freddy'ego Kruegera.
Po raz pierwszy w swojej ekranowej historii oczy Predatora nie były oczami aktora zakrytymi kolorowymi soczewkami. Aby uczynić spojrzenie potwora bardziej obcym, specjaliści z ADI użyli mechanicznych gałek, poruszanych zdalnie przez animatorów. Sprawiło to, że podczas kręcenia ujęć z widoczną twarzą Łowcy, Ian Whyte grał zupełnie na ślepo, powtarzając zaplanowane wcześniej ruchy. Maska Wolfa to jeden z masy projektów, którymi artyści zarzucili braci Strause. W "AVPR" po raz pierwszy widać wnętrze maski. Skóra Łowcy, w odróżnieniu od plastikowo i tandetnie wyglądającej skóry z pierwszego "AVP", prezentuje się niezwykle realistycznie. Wykonano ją bowiem z tego samego rodzaju silikonu, którego użyto w produkcji "Predatora". A żeby potwór prezentował się jeszcze naturalniej i sprawiał wrażenie, że Wolf to kosmita po przejściach, kostium został odpowiednio ubrudzony - co znów kontrastuje z idealną czystością Predatorów z "AVP". Poniżej porównanie wyglądu Predatora z obu części "AVP". Arsenał Łowcy jest jak zawsze rozbudowany. Zwracają uwagę przede wszystkim nowe bronie, z biczem wymyślonym przez Varahramyana na czele. Składał się on z wielu rzeźbionych segmentów, a kończył kolcem z ogona Obcego. Inna możliwość bicza, niezaprezentowana w filmie, to wystrzelenie linki z hakiem, której mechanizm mógł wciągać Predatora na duże wysokości.
Reżyserzy pragnęli powrócić do krótkich ostrzy na nadgarstkach kosmity. Uznano, iż Wolf jest doświadczonym i na tyle precyzyjnym łowcą, że niepotrzebne mu dwumetrowe maczety z "AVP". W plecaku kosmita trzymał m.in. narzędzia do zacierania śladów po Obcych. Zbudowano dwa egzemplarze tego rekwizytu: zamknięty do scen w których nie był używany, oraz zmechanizowany, otwierający się, wykorzystany w kilku ujęciach. Miny z tnącymi wszystko laserami według jednego z konceptów miały być wyposażone w świdry, pozwalające im wwiercać się w ściany.
Pozostały jeszcze trzy nowe elementy ekwipunku Predatora: strzykawka analizująca skład płynów, płyn rozpuszczający oraz widoczna na ekranie dosłownie przez sekundę rękawica energetyczna. Ten ostatni przyrząd pozwolił Wolfowi przebić się z kanałów na ulicę.
Predaliena zaprojektowano z zachowaniem proporcji 90% Obcego i 10% Predatora. Od Łowcy zapożyczono oczywiście szczęki i ubarwienie oraz "dredy". Strąki nie są jednak typowymi włosami. To powielony model ogonu małego Obcego z "Obcego 3". Na jego wykorzystanie wpadł Alec Gillis, zniechęcony koniecznością rzeźbienia każdego włosa z osobna. Głowa hybrydy przypomina natomiast głowę Królowej - gdyż Predalien w zamyśle jest właśnie młodą Królową Obcych. Czoło potwora jest półprzezroczyste, a pod nim znajduje się czaszka Predatora - tego jednak nie sposób zauważyć w filmie ze względu na skąpe oświetlenie i dynamiczny montaż.
Zanim Predalien nabrał ostatecznego kształtu, powstała masa ciekawych projektów. Oto niektóre z nich.
Z kostiumem hybrydy wiąże się ciekawa sztuczka, której użyto w celu "odczłowieczenia" Obcego, tzn. zatarcia w widzu wrażenia, że stwór na ekranie to jakiś facet w gumowym wdzianku. Mianowicie pewne części kostiumu - dłonie, ramiona i głowa - były nieproporcjonalnie wielkie do reszty ciała. Na planie wyglądało to dość komicznie, ale odpowiednio dobrane kąty patrzenia kamery i oświetlenie pozwoliły nadać Predalienowi odpowiednio nieludzkich kształtów.
W kostium Obcego po raz czwarty wcisnął się Tom Woodruff Jr. Przemodelowany jak zwykle w stosunku do poprzednich filmów strój zaprojektowano tak, by można go było założyć i ściągnąć w pół godziny. Pozwoliło to aktorowi na robienie przerw np. na posiedzenie w terminalu kanalizacji miejskiej. Aby Woodruff nie potykał się o własne nogi, w szyi Obcego zostawiono dwie małe dziurki, przez które można było dojrzeć skrawek podłogi. Przygotowano także mniej szczegółowe kostiumy, które można było szybciej naprawić w razie uszkodzenia. Używali ich kaskaderzy. Ogony wszystkich kostiumów w części ujęć były podwieszonymi na linkach częściami kostiumu; w pozostałych przypadkach stanowiły animację komputerową.
W kwestii metod pokazywania chestbursterów i twarzołapów nic się nie zmieniło od czasów "Przebudzenia", więc ciekawych tej kwestii odsyłam do analiz poprzednich filmów. Dla leniwych: były to albo modele animatroniczne, albo nakładane na dłonie "pacynki", albo efekty komputerowe. Wszystkie co do jednego odgłosy wydawane przez Obcych to cyfrowo odnowione dźwięki z pierwszych trzech filmów sagi (głownie z "Aliens"). W różnych momentach usłyszeć można także m.in. stukanie komputera Matki, pikanie wykrywacza ruchu i masę innych dźwięków pochodzących z "Obcych". Piski i świsty ekwipunku Predatora także zaimportowano z poprzednich filmów. Na nowo nagrano tylko klekot potwora, gdyż odseparowanie go od reszty dźwięków okazało się niemożliwe. Jak nagrywa się klekot, zapytacie? Znajduje się człowieka, który potrafi taki dziwny dźwięk z siebie wydobyć. Przesłuchanie do "AVPR" wygrał Matthew Santoro, członek ekipy Hydraulx. Scenę wychodzenia Predatora z wody zrealizowano częściowo w plenerach, częściowo w studio. W plenerze zdjęcia realizowano za dnia, a nocne oświetlenie (czy raczej jego brak) dodano w postprodukcji. Pod powierzchnią jeziora ustawiono kładkę, by Ian Whyte nie zapadał się po kolana w błocie. W ujęciach kręconych na tle zielonego ekranu, w tle pojawia się matte painting - komputerowa domalowanka - przedstawiająca okolice jeziora. Wnętrze rozbitego statku zostało wybudowane "do góry nogami". Rozgrywająca się w nim scena miała być dłuższa. Planowano, że Predator znajdzie swoich ziomków obdartych ze skóry i podwieszonych pod sufitem (w tym przypadku pod podłogą). Miało to pokazać, że Predalien przejął po nosicielu nie tylko cechy zewnętrzne. Z pomysłu jednak zrezygnowano, choć scenografia z manekinami zabitych Łowców była gotowa. Czas na odrobinę staroszkolnego rozlewu krwi. Przeżarta kwasem i odpadająca ręka myśliwego to proteza przyczepiona do ramienia aktora. Efekt rozpuszczania ciał niebieskim płynem zrealizowano tworząc manekiny zwłok, a następnie dodając do nich komputerową animację "gnicia". Pracownik elektrowni, któremu Obcy rozłupuje czaszkę, został do tego ujęcia zastąpiony manekinem. Głowa, przebita później przez mechaniczny język, była wypełniona zabarioną na czerwono bananową papką udającą mózg. Ricky, jeden z bohaterów, w pewnym momencie się rozpływa - bynajmniej nie z rozkoszy. Przeżeranie twarzy kwasem Obcych zrealizowano pokrywając głowę aktora odpowiednio obrzydliwym makijażem i dodając cyfrową animację postępującej dewastacji tkanek. Podczas kręcenia sceny ataku na kelnerkę w barze, kostium Predaliena nie był jeszcze gotowy. Część ujęć nakręcono z nieco przemodelowanym i przemalowanym zwykłym Obcym, a w pozostałych aktorka była na planie sama. Predaliena nagrano później na tle zielonego ekranu i cyfrowo wstawiono w obraz.
Obcy biegający po ścianach kanałów to twory komputera. Kręcenie sekwencji walki w kanalizacji było utrudnione, gdyż kostiumy nasiąkały wodą i spowalniały ruchy aktorów. Stroje stawały się tak ciężkie, że gdyby aktor upadł, zanurzając się w wodzie, nie miałby szans by samemu się podnieść - dlatego w każdej chwili kilka osób miało oko na wykonawców, upewniając się że żaden z nich nie utonie. Kiedy zakończono dzień zdjęciowy, nasiąknięte wodą stroje - wyjątkowo łatwo ulegające zniszczeniu - oddawano do naprawy. Na potrzeby tej części realizacji filmu ustanowiono grupę, która zajmowała się wyłącznie suszeniem i łataniem kostiumów. Scena, w której Predator wlewa do basenu świecący płyn, była wspomagana efektami komputerowymi i sprytnym montażem. Twórcy nie mogli bowiem niczego dodawać do wody - kręcili na basenie, w którym codziennie pływały tabuny uczniów. Sam płyn jest więc cyfrowy, zaś odpowiednio dodane kąty patrzenia kamery pozwoliły zataić fakt, że nikt niczego nigdzie nie wlewał.
A teraz efekty z serii "wbrew pozorom to robota komputera". Tło w ujęciu z wozami policji i straży pożarnej gromadzącymi się przed płonącą elektrownią jest cyfrowe. Predalien zapładniający ciężarną kobietę w szpitalu to także animacja komputerowa. W ujęciach nieprzedstawiających wpychania płodów do przełyku potworem był Woodruff Jr. w kostiumie.
Iskry na pancerzu Predatora, gdy ten jest ostrzeliwany przez Ricky'ego, zostały dodane w postprodukcji. Podobnie zrobiono przy produkcji Predatora 2, gdy iskry na pancerzu zostaly... dorysowane.
Walka Predatora i Prealiena była wspomagana linkami, pozwalającymi wspomagać ruchy aktorów bądź "rzucać" nimi po planie. Linki też pozwoliły m.in. zapewnić, że lot ciśniętej włóczni będzie wyglądał naturalnie. Wszelkie okablowanie usunięto cyfrowo w postprodukcji. Pierwotnie walka miała trwać dłużej, ale ograniczenia czasowe i budżetowe nie pozwoliły zrealizować wielu efektów. Planowano, że Predator zostanie zmasakrowany do tego stopnia, że po całym jego ciele będzie spływać świecąca krew - płyn jednak był co chwilę zmywany przez deszcz. Chciano także, by kwas z rany po wyrwanym języku Predaliena rozpuścił rękę Łowcy, lecz nie starczyło pieniędzy na ten efekt. Ostatnia faza postprodukcji - korekcja kolorów - także była pełna problemów. Technik zajmujący się tym elementem skąpał wszystko w takim mroku, że widząc efekty jego pracy, reżyserzy natychmiast go zwolnili. Jego następca nie miał czasu, by pracować nad filmem od początku, więc poprawił tylko kilka szczegółów. Film wyszedł zbyt ciemny, jednak Strause'owie obiecywali rozjaśnienie obrazu w edycji DVD. Tak się jednak nie stało, przynajmniej w wydaniu europejskim. Niektóre pirackie wersje filmu, jak i fragmenty pokazywane na dysku z dodatkami, są bowiem dużo wyraźniejsze niż gotowy film. |