Realizacja Większość filmu nakręcono w plenerach, w okolicach Vancouver w Kanadzie, udających stan Kolorado. To, wraz z krótkim okresem zdjęciowym, było przyczyną wielu trudności. Cały sprzęt musiano pakować, przemieszczać i rozstawiać na nowo ponad 40 razy; bywały dni, w których kilkudziesięcioosobowa ekipa ruszała się z miejsca na miejsce nawet czterokrotnie.
Nie wszystko, co Shane Salerno zawarł pierwotnie w scenariuszu, dostało się na taśmę filmową; w niektórych przypadkach zaś tekst uzupełniono o nowe elementy. W pierwszej wersji scenariusza Predalien wprawdzie pojawiał się, ale tylko po to, by zginąć w drugiej minucie, podczas katastrofy statku kosmicznego. Reżyserzy nalegali, by zostawić stwora i uczynić z niego motywację do działań Predatora. Ich prośby zostały łaskawie wysłuchane przez szefów wytwórni i nowy potwór dostał rozbudowaną rolę. W scenariuszu określano go pseudonimem Chet (imię postaci Billa Paxtona z filmu "Dziewczyna z komputera"). Ksywka miała zabezpieczyć "tożsamość" nowej atrakcji filmu na wypadek wycieku scenariusza do mediów.
Rozmnażanie metodą usta-usta początkowo mieli praktykować szeregowi Obcy. Dla Predaliena zarezerwowano coś bardziej widowiskowego: stwór miał żądlić ofiary końcówką ogona i wstrzykiwać im mieszaninę kwasu i obcego DNA, rozpuszczającego ciała od wewnątrz i czyniącego z wnętrzności pokarm dla formującego się embrionu. Nowy osobnik miał dorastać w ciągu kilku minut. Ostatecznie jednak zdecydowano, że hybrydzie przypadnie zapładnianie przez otwór gębowy - zdaniem reżyserów miałoby to wyjaśniać, w jaki sposób młoda królowa (bo młodą królową jest właśnie Chet) przygotowuje sobie armię mającą ją chronić, gdy zacznie składać jaja. Gdyby film powstał według pierwszej wersji scenariusza, nie znalazłby się w nim także fałszywy porucznik Stevens - jego miejsce miał zająć niejaki Garber, czyli jeden z ocalałych członków grupy ścigającej kosmitę z "Predatora 2". Nie zobaczylibyśmy także planety Łowców, gdyż o jej dodaniu zdecydowano już podczas produkcji. Przez jakiś czas myślano także o zaprezentowaniu planety Obcych, ale porzucono tę ideę. Tak samo do kosza trafił pomysł pokazania "trybu widzenia" Ksenomorfa - miał on przypominać echolokację którą wykorzystują nietoperze.
Co natomiast zgadza się ze scenariuszem, to sposób konstrukcji postaci Predatora. Miał on być nastarszym i najbardziej doświadczonym Łowcą z tych, których dotąd widzieliśmy w filmach. Zgodnie z logiką twórców, osobniki z pierwszych "Predatorów" były bowiem młodzikami, w "AVP" pokazano "nastolatków", wystarczająco doświadczonych by dostąpić rytuału przejścia, zaś w "Requiem" bohaterem jest członek starszyzny. Tego doświadczonego, ślepego na jedno oko i pokrytego bliznami wojownika nazwano Wolf - jest to nawiązanie do Winstona Wolfa, jednego z bohaterów "Pulp Fiction", także zajmującego się zacieraniem śladów.
Sceny leśne, z myśliwym i jego synem znajdującymi rozbity statek, kręcono w lasach w Vancouver, a dokładniej na polance o kształcie krateru. Ekipa dostała pozwolenie na wycięcie kilku drzew i rozkopanie terenu. Twórców rozpierała duma ze znalezienia tak malowniczego pleneru - do czasu, aż miejscowi uświadomili ich, że ekipa "Z archiwum X" odwiedzała te tereny regularnie przez 10 lat. Sceny rozgrywające się o poranku nakręcono w trzy dni - były to jedyne pogodne dni z 52-dniowego okresu zdjęciowego. Najwięcej problemów w tym czasie przysporzyły ujęcia z helikoptera - maszyna często odmawiała współpracy. Dobrze, że jedynie przed startem. Niełatwe było także znalezienie nagryzionej zębem czasu ciężarówki, którą jeździ Ricky.
Dom Ricky'ego i Dallasa to plan, którego w żaden sposób nie dekorowano. Twórcy znaleźli i wynajęli odpowiednio zagracone lokum, pełne śmieci, porozrzucanych ubrań i pustych opakowań po nabojach. Po zakończeniu zdjęć dom wyglądał lepiej niż przed nimi, gdyż ekipa postanowiła... posprzątać. Wielki numer na drzwiach tegoż samego domostwa także był prawdziwy. Wyglądał jednak tak dziwnie, że przez pewien czas myślano o cyfrowym wymazaniu go z kadru, w obawie że widzowie uznają go za dziwny wybryk dekoratorów.
W ujęciu, w którym patolog zasuwa worek na zwłoki, można dopatrzyć się... obdartego ze skóry penisa. Nie jest to jednak organ męski, a część sztucznych flaków, która podczas przesuwania rekwizytu niezauważenie wyślizgnęła się ze swojego miejsca.
Sekwencje w kanałach to jedne z niewielu scen nakręconych w studio. Plan zaprojektowano jako tubę z kilkoma ślepymi odnogami, wyglądającymi jak fragmenty innych korytary. Po czterech dniach kręcenia w wodzie sięgającej pasa dekoracja pełna śluzu i brudu zaczęła tak śmierdzieć, że musiano ją osuszyć i ponownie napełnić wodą.
Scena z kelnerką zaczyna się od ujęcia, w którym kobieta patrzy w górę, a następnie wyciera rękę. To pozostałość po pierwotnej wersji tej sekwencji, w której Predalien zakradał się na dach i stamtąd przechodził do środka knajpy. Elektrownia, w której Predator zostaje przebity metalowym prętem, była i wciąż jest działającym zakładem, z dziesiątkami pracowników mrowiącymi się we wnętrzu olbrzymiej instalacji. Nic dziwnego, że zdobycie pozwolenia na filmowanie przysporzyło ekipie wielu problemów. Plotka na planie głosiła, że niechęć zarządców do filmowców wywołało niechlujstwo poprzedniej ekipy kręcącej film w tym miejscu.
Na nakręcenie sceny z Predatorem zajmującym się Obcymi w szkolnym basenie twórcy mieli tylko dwie godziny, gdyż rankiem - jak każdego dnia - mieli się tam zjawić uczniowie. Napięte terminy sprawiły, że ten etap produkcji zmienił się w wyścig z czasem - błyskawicznie ustawiano niezbędne ujęcia, rezygnując z wielu wcześniej zaplanowanych, rozbudowujących scenę fragmentów. Malownicze rozpryski krwi w szatni tegoż basenu to efekt nadgorliwości scenografów. Reżyserzy poprosili o krew na ścianach - następstwo poszatkowania jednego z nastolatków. Podczas wizyty na planie ze zdziwieniem zobaczyli posokę rozsmarowaną w takich ilościach, że wystarczyłoby jej na tuzin ofiar. Nie kazali jednak niczego zmieniać - w końcu film miał być krwawy, prawda?
Pracę na planie z drzewem, na którym Predator bawi się w małego chirurga, przerwała wizyta specjalistki do spraw ochrony środowiska. Kobieta zażądała dokładnego spisu chemikaliów użytych do produkcji zielonej krwi kosmity, jako że drzewo drzewo znajdowało się pod ochroną. Znalezienie listy składników zajęło trochę czasu, ale kiedy wreszcie dostarczono kobiecie dokument, ta rzuciła na niego okiem - najwyraźniej znając na pamięć wszystkie środki chemiczne i ich wpływ na rośliny - po czym łaskawie pozwoliła na kontynuowanie zdjęć.
Oprócz lokalnych władz rozmaitego kalibru, filmowcom przeszkadzali także sami mieszkańcy miasteczka, próbujący zajrzeć tam, gdzie zaglądać nie powinni. Ekipa odczuła to zwłaszcza podczas kręcenia sceny z Obcym widzianym w noktowizorze. Aby nie przyciągać niepotrzebnej uwagi, zaparkowano samochody ekipy w oddali i przeniesiono niezbędny sprzęt pod osłoną nocy. Toma Woodruffa Jr. w kostiumie Obcego okryto ręcznikami i wprowadzono w ogródek, z którego miał łypać do kamery. Niespodziewanie pojawił się problem - okazało się, że kostium nie prezentuje się zbyt dobrze w kamerze noktowizyjnej. A dokładniej - wygląda tanio, gumowo i tandetnie. Czas naglił, więc postanowiono skryć Obcego w krzakach. Woodruff na ślepo wcisnął się między czyjeś krzewy róży - czyjeś bardzo drogie krzewy róży - kompletnie je dewastując. Krzaczory odpłaciły Woodruffowi drapiąc jego nogi do krwi i niszcząc kostium długimi, ostrymi kolcami. Tuż po nakręceniu sceny strój Obcego został oddany do naprawy. Cała konspiracja z cichym przemycaniem sprzętu okazała się fiaskiem - następnego dnia amatorski filmik z kręcenia sceny wyciekł do internetu. Kolejnym skutkiem stykania się ekipy z miejscowymi było zniknięcie jednego z kostiumów Obcych. Niedługo potem na aukcji internetowej pojawiła się oferta sprzedaży "oryginalnego rekwizytu z filmu Alian vs. Preditor". Producenci wynajęli prywatnego detektywa, a ten we współpracy z policją zastawił pułapkę na złodzieja. Kostium wrócił do rekwizytorni w nienaruszonym stanie. Kiedy nadeszła chwila, gdy trzeba było zacząć realizację scen z deszczem w tle, mało kto był z tego faktu zadowolony. Wprawdzie pogoda była idealna - lało bez przerwy - ale prawdziwy deszcz na taśmie filmowej nie prezentuje się widowiskowo i twórcy modlili się, żeby nie zepsuł im ujęcia. Do hydrantów podłączono wielkie sikawki, symulujące "lepszy gatunkowo" opad. Temperatura z ledwością przekraczała 0 stopni, więc aktorzy między ujęciami kursowali do namiotów z grzejnikami. W najgorszej sytuacji był Tom Woodruff Jr. wciśnięty w kostium Obcego - gumowaty materiał stroju pochłaniał lodowatą wodę niczym gąbka, a zatem nie dość, że był zimny, to jeszcze stawał się ciężki. Kręcenie nocnych scen w plenerze było uciążliwe nie tylko ze względu na lodowaty deszcz. Ekipa była ograniczona czasowo, gdyż dziewczynka grająca Molly mogła pracować tylko do 22. Kolejny raz reżyserzy byli zmuszeni wybierać tylko absolutnie niezbędne ujęcia i rezygnować z realizacji innych.
Wiele czasu zmarnowano także na nakręcenie wątku, który skończył na podłodze montażowni. Dość znane było swego czasu promujące film zdjęcie z Obcym na dachu samochodu - to część historii dwojga nastolatków, którzy mieli dołączyć do ludzi czekających na ratunek. Zdjęcia z nimi powstały w błyskawicznym, niechlujnym tempie wymuszonym ograniczeniami czasowymi. Efekt nie był zadowalający, choć przez wycięcie go poległo kilka scen, z których bracia Strause byli zadowoleni, np. efektowne ujęcie szycia rozciętej ręki chłopca. Obecnie reżyserzy twierdzą, że porzucenie wątku rodzeństwa było dobrym posunięciem, jako że w filmie znalazło się wystarczająco dużo nastolatków. Gogle noktowizyjne używane przez żołnierzy to najnowocześniejszy typ tego sprzętu, w "AVP-R" debiutujący na dużym ekranie. Broń używana przez armię to już żadna nowinka, choć mieszkańcy miasteczka w którym kręcono film zapamiętają ją dużo lepiej. Zwłaszcza działko zamontowane na dżipie - podobno jego nocną kanonadę słyszano w promieniu pięciu mil.
Sceny rozgrywające się w sklepie z bronią wyglądają inaczej, niż to pierwotnie zaplanowano. Bohaterowie mieli zostać uwięzieni między Predatorem a stadkiem Obcych, co metaforycznie oddawałoby istotę całego filmu. Wszystko było przygotowane do realizacji, jednak w ostatniej chwili właściciel sklepu stwierdził, że nie chce u siebie filmowców. Szybko znaleziono zastępczą lokalizację - z tym, że kilkakrotnie mniejszą niż pierwotna. Musiano zmienić scenariusz - teraz zamiast całej grupy, między Obcymi a Predatorem uwięziony zostaje tylko Dale. W scenariuszu Salerno bohaterowie nie poruszają się po mieście pojazdem opancerzonym, a zwykłym vanem - to jednak, zdaniem reżyserów, nie było zbyt widowiskowe, więc uległo zmianie. Wóz widoczny na filmie to działający z trudem, przeciekający prototyp. Twórcy chcieli wypożyczyć pełnowartościowy pojazd na czas zdjęć, ale okazało się, że wszystko co potrafi jeździć i nie przecieka zostało wysłane do Iraku. Dlatego, jeśli dobrze się przyjrzeć w scenach we wnętrzu, można podobno dostrzec wodę spływającą po ścianach.
Szpital z zewnątrz to odpowiednio udekorowany miejski ratusz. Wnętrze natomiast to wnętrze szpitala... psychiatrycznego, w którym zdarzało się, że na plan przybłąkiwali się zagubieni pacjenci. Personel medyczny radził ich po prostu ignorować. Plan ten dołączył do nieskończonej listy rzeczy, które sprawiły twórcom filmu wiele kłopotów. Tym razem problemem był rozmiar szpitala - placówka była zbyt mała, by sensownie rozmieścić kamery do wielu ujęć. Spowodowało to rezygnację ze sceny, w której rodzeństwo nastolatków jest ścigane przez Predaliena niczym dzieci z "Parku Jurajskiego" we fragmencie z raptorami. Pomieszczenia były zbyt ciasne by przekonać widza, że kosmita mógł nie zauważyć dwojga ludzi. Ale to i tak bez znaczenia, bo jak pamiętamy cały wątek z dziećmi został wywalony do kosza ze względu na niedopracowanie.
Obca narośl na ścianach szpitala to rzeźbiony i pomalowany styropian, dla ochrony pokryty warstwą elastycznego kleju. Wnętrze ula chciano zbudować na podniesieniu, dającym możiwość realizacji efektu przeżerania podłogi przez kwas, ale taki zabieg kosztowałby dziesięciokrotnie więcej niż standardowe rozwiązanie. Do sceny, w której Jessie uderza o ścianę przebita ostrzem Predatora, zaangażowano kaskaderkę. Kobieta została rzucona niespodziewanie mocno - na tyle, że obawiano się czy nie skręciła karku przy uderzeniu. Tragedii jednak nie było, a ujęcie trzeba było powtórzyć jeszcze dwukrotnie.
Dekorację dachu zbudowano na dużym parkingu otoczonym drzewami. Odpowiednie oświetlenie sprawiło, że drzewa zniknęły w mroku i dało wrażenie przebywania wysoko ponad powierzchnią ziemi. Plan skąpano w strugach sztucznego deszczu, który mieszał się z padającym wówczas śniegiem. Było tak zimno, że wciśnięty w kostium Obcego Tom Woodruff Jr. dostał niekontrolowanych dreszczy z wyziębienia i musiano przerwać zdjęcia w obawie o jego zdrowie. W scenie walki Predatora z Predalienem etatowego Obcego - Woodruffa Jr., i grającego Predatora Iana Whyte'a zastąpili kaskaderzy. Kręcenie tego fragmentu było wyjątkowo ciężkie, gdyż waga kostiumów sprawiała, że aktorzy szybko się męczyli. Realizowano więc krótkie ujęcia, które potem złożono w dynamiczną sekwencję. W pierwszej wersji montażowej bijatyka trwała piętnaście minut.
Ostatnia scena, czyli wizyta w siedzibie korporacji Yutani, była realizowana w wielkiej hali sportowej. Po nakręceniu filmu, zmontowaniu go i dodaniu efektów specjalnych, pozostało jeszcze dodanie ścieżki muzycznej. Współpraca reżyserów z kompozytorem Brianem Tylerem należała do przyjemnych i efektywnych, jako że Tyler posiada własne studio nagrań, wobec czego nie ogranicza go czas wynajmu. Strause'owie odwiedzali więc muzyka co jakiś czas i odsłuchiwali gotowych fragmentów proponując zmiany, wprowadzane na bieżąco przez kompozytora. "AVP-R" nie miał pokazów testowych, czego reżyserzy żałują, gdyż mogliby wyciąć partie dialogowe podczas których widownia - wbrew intencjom - wybuchała śmiechem. Chodzi przede wszystkim o niesławne "People are dying... We need guns". Pokazów testowych nie przeprowadzono, gdyż szefowie wytwórni obawiali się wycieknięcia spojlerów do internetu. Debiut braci Strause został zmiażdżony przez krytykę i część widzów, choć zdobył także wielu zwolenników. Opinie co do filmu są zazwyczaj skrajne, w przeciwieństwie do pierwowzoru uznawanego powszechnie za produkcję przeciętną. W USA "AVPR" zarobił 41 mln. dolarów, czyli przyniósł tylko milion dolarów zysku. Za granicą poradził sobie jednak o wiele lepiej, a łączny przychód z filmu wyniósł niecałe 129 milionów. Jednak na tym się nie skończyło - niespodziewanie "AVPR" stał się hitem na DVD i Blu-Ray, w pierwszym tygodniu sprzedaży zajmując pierwsze miejsce listy przebojów i zarabiając 11 mln. dolarów. "AVPR" nie zdobył żadnych nagród, choć był trzykrotnie nominowany, w tym dwa razy do Złotej Maliny - za najgorszy sequel oraz najgorszy pretekst do realizacji horroru. Ostatnią nominację otrzymał od gremium MTV Movie Awards za najlepszą scenę walki. |