Realizacja Główny bohater "Cast away" nazywa się Chuck Noland. Jest to ewidentna gra słów, korespondująca z rzeczywistością, zastaną przez niego na bezludnej, otoczonej tylko oceanem wyspie (Noland - no land). Złośliwi twierdzą, że "Cast away" to monstrualna reklama amerykańskiej firmy kurierskiej FedEx, w której pracuje Chuck Noland, wspaniale grany przez Toma Hanksa. Idąc tym tropem można sądzić, że twórcy filmu dodatkowo zarobili na tym ewidentnym product placement. Wg Zemeckisa, dementującego to przy każdej możliwej okazji, sprawy mają się zgoła odwrotnie. Logo i nazwę Federal Express (oczywiście za entuzjastyczną zgodą firmy), wykorzystano celem uwiarygodnienia ekranowej fikcji, zaś budżet filmu nie wzbogacił się dzięki temu nawet o dolara. Powód ? Firma płaci, więc wymaga, więc wtrąca się do scenariusza i produkcji. A na to tak wybitny (i kasowy) reżyser jak Zemeckis, po prostu sobie nie pozwala. Reżyser stosuje tą nader bezpieczną taktykę, już od czasu trylogii "Powrót do przyszlości", gdzie w pierwszej i drugiej części widnieje logo koncernu paliwowego Texaco. Jak łatwo się domyślić, Texaco również nie miało nic do powiedzenia przy produkcji przygód Marty McFly'a, ponieważ firma ta nie partycypowała w kosztach, użyczając jedynie swej nazwy. Sekwencję moskiewską, nakręcono niemal w całości przy użyciu steadicamu, stabilizowanej żyroskopowo ręcznej kamery. Samolot, którym Noland odlatuje ze stolicy Rosji, należy do FedEx-u.
Podczas zdjęć na Placu Czerwonym nakręcono scenę, której nie ma w filmie, natomiast proces jej powstawania dokumentuje film o kręceniu "Cast away". Chuck Noland rozmawia (poprzez tłumacza) z rosyjskimi krawężnikami, oferując im po 25 dolarów i karton Marlboro na twarz, w zamian za zdjęcie blokady z koła samochodu FedEx-u. Ujęcia do sceny kolacji z udziałem wielu osób przy stole, kręcono przy użyciu dwóch steadicamów na raz. Zapewniło to większą interakcję i wiarygodniejsze reakcje ludzi, rozmawiających ze sobą po obu stronach stołu i montowanych równolegle.
Po zdjęciach moskiewskich, w lutym 1999 roku ekipa przeniosła się do hal zdjęciowych Culver City w Los Angeles, gdzie nakręcono sekwencję katastrofy samolotu. Aby zasymulować nieco niestabilne wnętrze samolotu FedEx, tuż przed sekwencją katastrofy, operator używał kamery z małym urządzeniem, wprawiającym sprzęt w niewielkie drgania. Widok chmur za oknami sterówki samolotu był całkowicie cyfrowy, nałożony na żywe ujęcie w postprodukcji.
Zemeckis miał zamiar kręcić całą "bezludną" część filmu na Hawajach, aby w ten sposób nie przenosić produkcji poza USA. Lecz na miejscu niemożliwym okazało się znalezienie wyspy, bez jakiejkolwiek turystyczno-osadniczej infrastruktury. Innymi słowy, gdzie Chuck Noland by nie wylądował, tam znajdował się hotel :). Mary Morgan, odpowiedzialna za szukanie plenerów do filmu, zwiedziła niemal wszystkie wyspiarskie kraje Oceanii w celu znalezienia innej, dziwiczej lokalizacji. Znalazła ją na Monu Riki, maleńkiej wulkanicznej wysepce w archipelagu Fidżi, oddalonej od cywilizacji o 1,5 godziny łodzią. Tam w marcu 1999 roku rozpoczęto zdjęcia.
Wyspa była zachowana w nienaruszonym stanie, ponieważ mieszkańcy Fidżi uznawali ją za świętą i nie osiedlali się na niej. Aby filmowcy mogli w ogóle myśleć o wyspie, jako o planie zdjęciowym, najpierw musieli zaskarbić sobie przychylność kilkudziesięcioosobowej, tubylczej rodziny, która decydowała o tym, czyja stopa może stanąć na ich świętej ziemi. Przełomowa okazała się uroczystość, podczas której Mary Morgan ofiarowała tubylcom wielce ceniony i uważany za dowód przyjaźni dar - ząb wieloryba. Mieszkańcy Fidżi, dla których było to pierwsze spotkanie z ludźmi cywilizacji zachodu, docenili integracyjną zapobiegliwość filmowców i pozwolili na zdjęcia.
Logistycznym problemem okazało się przebywanie na tak małej powierzchni kilkusetosobowej ekipy, kręcącej film o jednym człowieku. Aby nie naruszać piasku na plaży (co wiązałoby się z jej każdorazowym przygotowywaniem przed ujęciami), ekipa chcąc zmienić lokalizację, musiała przemieszczać się łodziami wzdłuż brzegu lub na piechotę w płytkiej wodzie.
W warstwie dźwiękowej Zemeckis wspólnie z Alanem Silvestri, dokonali niezwykłego wyboru. Przez CAŁą część filmu, rozgrywającą się na wyspie, obrazowi nie towarzyszy nawet jedna nuta muzyki. Na początku filmu słychać tylko rosyjskie chóry i piosenkę Elvisa Presleya. Muzyka Alana Silvestri rozbrzmiewa z ekranu dopiero w 93 minucie filmu, gdy Chuck rzuca pożegnalne spojrzenia w kierunku wyspy, z której odpływa. Silvestri skomponował do filmu tylko niecałe 10 minut muzyki na obój, smyczki i fortepian. Dlatego też ścieżka dźwiękowa z "Cast away", oprócz tego jednego utworu jest po prostu składanką najlepszych tematów Alana Silvestri, napisanych do wcześniejszych filmów Roberta Zemeckisa. Reżyser zrezygnował także z jakichkolwiek odgłosów zwierząt, typu śpiew ptaków, kumkanie żab czy choćby cykanie jakichś tropikalnych świerszczy :). Jedyną żywą istotą, wydającą dźwięki na wyspie, był Chuck Noland. Praktycznie całą ścieżkę dźwiękową wyspowej części filmu, trzeba było zrekonstruować w warunkach studyjnych, ponieważ dźwięk zarejestrowany na planie był bezużyteczny. Zaś wizualnym założeniem było, by nie epatować widza pejzażami wyspy, jako tropikalnego raju, tak spopularyzowanego filmami typu "Błękitna laguna". Dramatyczna epopeja Nolanda wymagała ukazania wyspy, jak najprawdziwszej szkoły przetrwania, gdzie ładne widoczki nie mogą odwracać uwagi widza od człowieka, rzuconego w zupełnie abstrakcyjne dla niego środowisko.
Wszystkie ujęcia nocne (z wyjątkiem sceny ogniska, rozpalonego przez dumnego z siebie Nolanda), zrealizowano metodą, którą Francois Truffaut nazwał jeden ze swoich filmów ("Noc amerykańska", 1973). Chodzi o kręcenie scen nocnych w biały dzień, przy użyciu nakładanych na obiektyw filtrów, imitujących noc. Robert Zemeckis nawiązał do tej tradycyjnej techniki, lecz filtry optyczne zastąpił obróbką cyfrową.
Wszystkie sceny rozgrywające się w jaskini, nakręcono w hali zdjęciowej Sony Pictures w Culver City, Kalifornia. Podczas pisania scenariusza, ciekawie przystąpiono do kwestii zawartości przesyłek, otwieranych przez Chucka. Broyles, Zemeckis i Hanks wymyślili najbardziej bezużyteczne i kuriozalne przedmioty, w których posiadanie można wejść na bezludnej wyspie : kasety video, łyżwy, piłkę czy też ekstrawagancką sukienkę. Następnie zapytano ekspertów ds survivalu i epoki kamienia łupanego, jak można w ekstremalnych warunkach wykorzystać te przedmioty. Efekty ich pomysłowości widac na filmie. Eksperci owi zafundowali także szkołę przetrwania dla Williama Broylesa Jr, gdy przygotowywał się on do pisania scenariusza.
We wcześniejszych wersjach scenariusza, pojawiały się fantasmagoryczne wizje Nolanda : piłka Wilson, która ożywała i rozmawiała z Chuckiem, czy też Kelly (Helen Hunt), wyłaniająca się z dymu ogniska. Rozważano nawet schizofreniczny pomysł, by Chuck stworzył we własnym umyśle drugą, gorszą wersję samego siebie, z którą mógłby rozmawiać (coś na kształt duetu Gollum-Smeagol z "Władcy Pierścieni"). Ostatecznie kwestię tą rozwiązała piłka siatkowa marki Wilson, która stała się niemym towarzyszem Nolanda. Jeden z trzech "występujących" w filmie Wilsonów, został po premierze sprzedany na aukcji za ponad 18 tys. dolarów.
W wersji scenariusza, która została zatwierdzona przez wytwórnię, William Broyles Jr umieścił znacznie więcej dialogów (a właściwie monologów) Nolanda na bezludnej wyspie. Podczas zdjęć, Hanks i Zemeckis sukcesywnie wykreślali kwestie mówione, wychodząc z założenia, że czteroletni pobyt na wyspie wymusił na Chucku odzywanie się tylko wtedy, gdy naprawdę istniała taka potrzeba. Doświadczenia Toma Hanksa w kwestii odchudzania się, nabyte podczas realizacji "Filadelfii" Jonathana Demme (1993), zostały ponownie wykorzystane przy "Cast away". Aktor potrzebował aż roku na zrzucenie kilkunastu kilogramów wagi i zapuszczenie włosów i zarostu, aby uwiarygodnić czteroletni pobyt w miejscu, gdzie nie ma fast-foodów :).
Robert Zemeckis, nie tracąc czasu i pieniędzy, które musiałby wypłacać za roczną bezczynność czekającej w pogotowiu ekipie, z tymi samymi ludźmi nakręcił doskonały, hitchcockowski horror "Co kryje prawda". Jedynie ekipa Kena Ralstona, pracująca nad efektami wizualnymi, nie brała udziału w tym filmie. Do "Co kryje prawda" Zemeckis zaangażował więc Roberta Legato (Oscar za "Titanica"), czyniąc tym samym wyjątek w swej karierze, ponieważ od czasów pierwszego "Powrotu do przyszłości", za efekty wizualne w jego filmach zawsze odpowiadał Ken Ralston. Ulubionym filmem Toma Hanksa jest "2001 : Odyseja Kosmiczna". W "Cast away", w scenie znalezienia na brzegu dużego kawałka plastiku, aktor zagrał w sposób przypominający małpy, które w filmie Kubricka starają się zbliżyć do Czarnego Monolitu.
Na pokładzie samolotu, którym Chuck wrócił do USA, poczęstowano go m.in. napojem Dr Pepper. To samo Hanks pił na planie "Forresta Gumpa", co zmusiło jego bohatera do słynnej odzywki "muszę siku", skierowanej do prezydenta Kennedy'ego. Szef Federal Express Fred Smith, zagrał samego siebie w scenie powitania Nolanda, którą widać na monitorach w pomieszczeniu lotniska. Samochód Chucka Nolanda nosi numery rejestracyjne KAZ 2AY, co fonetycznie odpowiada tytułowi filmu.
Na początku filmu kurier FedEx-u wjeżdża do posiadłości nadawczyni, przez bramę zwieńczoną łukiem z napisem "Dick & Bettina". Gdy Noland na końcu filmu przywozi do tej samej kobiety jedyną uratowaną z wyspy paczkę, w łuku nad bramą nie ma już imienia Dick. Pewnie Bettina dowiedziała się o moskiewskiej wiarołomności męża...
Zapytany co było w paczce, której Noland nie otworzył na bezludnej wyspie, Robert Zemeckis odpowiedział, że w środku był wodoodporny, napędzany energią słoneczną, telefon satelitarny. Ciekawe, czy to ironiczny chwyt pod publiczkę, czy nieujawniony fakt scenariuszowy. W końcu adresatka również mieszkała na pustkowiu... Premierę "Cast away" poprzedzono dwoma zwiastunami. Pierwszy dźwiękowo utrzymany był w surowej stylistyce filmu, natomiast drugi rozbrzmiewał muzyką, lecz nie Alana Silvestri, tylko Jamesa Hornera z "Braveheart". |