Strona główna KMF


COŚ
Efekty specjalne


Pierwszym efektem specjalnym w filmie był statek kosmiczny obcego, lecący w kierunku Ziemi i rozbijający się na Antarktydzie, przed narodzinami ludzkiej cywilizacji. Plastikowy model statku miał metr średnicy a dookoła rozmieszczono 144 punkty świetlne. Autorka modelu Susan Turner wzorowała się pewnie na startrekowym Enterprise... Samo ujęcie przelotu złożono z czterech ujęć, różniących się innymi światłami, emitowanymi ze statku.

Słynne pojawienie się logo filmu to efekt pomysłowości Petera Kurana z firmy Visual Concept Engineering. Najpierw wyciął on litery tytułu w kawałku blachy. Następnie okleił ją od spodu folią. Pod tą konstrukcją umieścił silną lampę, nad nią postawił kamerę i wszystko zasnuł dymem. Następnie podpalił folię, która topiąc się odsłoniła wycięty tytuł a ostro oświetlany dym zapewnił "promienie" emitowane przez litery. Proste, prawda?

John Carpenter chciał za wszelką cenę uniknąć pokazywania obcej istoty jako człowieka przebranego w kostium, jak miało to miejsce w pierwowzorze. Aby uwiarygodnić niesamowite metamorfozy obcego, zaangażował 22-letniego Roba Bottina, wsławionego już efektami mechanicznymi do "Skowytu" Joe Dantego. Bottin wykorzystał i dalece udoskonalił technikę Carlo Rambaldiego z "Obcego", zastępując aktora mechaniczną konstrukcją, powleczoną gumą i oblepioną składnikami do produkcji spożywczej, symulującymi śluz.

Rob Bottin, mając 19 lat i pierwsze doświadczenia zdobyte przy "King Kongu" u boku mistrza Ricka Bakera, po raz pierwszy pracował z Carpenterem przy "Mgle" (1980). Jako miłośnika makabry zafascynował go reżyser, potrafiący zbudować tak doskonały klimat strachu i zagrożenia w "Halloween" (1978). Było więc naturalną koleją rzeczy, że do kreacji "czegoś" Carpenter ponownie zatrudnił Roba Bottina. Reżyser był pod takim wrażeniem kreatywności i zapału Roba Bottina, że w efekcie dał mu wolną rękę w kwestii wyglądu kolejnych wybuchowych metamorfoz obcego, które tak na dobrą sprawę daleko wyprzedzały wszystko, co do tej pory prezentowała technika mechanicznych efektów specjalnych. Osobiście zaryzykuję twierdzenie, że nawet do tej pory nie widziałem na ekranie niczego, co przewyższałoby tą wręcz krańcową konsekwencję w realizacji tego typu efektów.

Pierwszą, spektakularną demonstracją transformacji obcej formy życia była słynna scena z psami. Aby płynnie zamienić żywego, leżącego psa na mechaniczną imitację, Carpenter montował oba rowiązania naprzemiennie. Oczywiście nagłe rozerwanie się psiego łba było już efektem mechanicznym.

Nieoczekiwany efekt wychodzenia z psiego tułowia macek i odnóży nakręcono w stosunkowo prosty sposób. Wszystkie elementy ruchome były wciągane do sztucznego tułowia i dodatkowo poruszane sprężonym powietrzem w celu osiągnięcia efektu gwałtownego ruchu. Następnie w montażu odwrócono bieg taśmy. Sztuczkę można zdemaskować poprzez nienaturalnie zachowujący się dym, spowijający scenografię. Trik ten stosowano w filmie wiele razy.

Aktorzy mieli tutaj trudne zadanie do wykonania, ponieważ grali (i strzelali) do pustej przestrzeni a wszystkie ujęcia z efektami dokręcono kilka miesięcy później.

Efekt ruchu psa-obcego osiągnięto poprzez poruszanie modelu ręką lalkarza, umieszczoną w jego środku. Jedynie paszcza była animowana za pomocą urządzeń mechanicznych.

Ta sekwencja była jedyną, przy efektach której nie pracował Rob Bottin. Ze względu na napięty grafik, żmudne przygotowywanie innych scen z mechanicznymi efektami specjalnymi oraz poważnie nadszarpnięte szaleńczą, 13-miesięczną pracą zdrowie Roba, psia sekwencja to jeden z pierwszych spektakularnych popisów Stana Winstona, późniejszego kreatora postaci Terminatora, Królowej Obcych, Edwarda Nożycorękiego czy spielbergowskich dinozaurów.

Ujęcie, w którym trzech mężczyzn stoi na brzegu krateru i patrzy na odkryty latający talerz, tak naprawdę nakręcono na blue-boxie a statek kosmiczny był tłem, namalowanym przez weterana tego typu efektów, Alberta Whitlocka.

Kilka ujęć dalej widzimy naszych chłopców idących w stronę dziury w lodzie, z której Norwedzy wyjęli obcego. Również to ujęcie prawie w całości jest namalowane a jedynym prawdziwym elementem były trzy sylwetki ludzi, których nakręcono na białej płachcie przed halą zdjęciową Universalu.

Najsłynniejsza efektowa scena filmu rozpoczyna się defibrylacją omdlałego Norrisa (Charles Hallahan). Ponieważ wszystkie efekty realizowano na planie, bez udziału elementów wkopiowywanych optycznie w postprodukcji, Hallahan musiał spędzić 8 godzin na charakteryzacji, leżąc na stole, podczas gdy ekipa Roba Bottina doprawiała mu sztuczny tułów (który z kompletną sylwetką odwzorowywano z aktora przez 10 dni).

Efekt "przegryzienia" rąk doktora przez żarłoczną paszczę brzucha Norrisa, osiągnięto w ten sposób, że z wosku wykonano sztuczne ręce, które powleczono żelem i gumą imitującą skórę.

Kolejnym problemem było pełne ujęcie z aktorem bez rąk. W tym celu znaleziono człowieka, który w wyniku wypadku miał amputowane obie ręce w okolicach łokcia, do których przyczepiono sztuczne przedłużenia rąk, pożarte przez "coś". Aby uniknąć wpadki, ekipa charakteryzatorska Roba Bottina nałożyła mu sztuczną twarz aktora Richarda Dysarta.

Fenomenalny efekt odrywania się głowy Norrisa od reszty ciała wykonano za pomocą rozgrzanej gumy balonowej, symulującej pękające pęcherze w szyi oraz topionego plastiku, który udawał rozrywaną skórę i mięśnie. Podczas pierwszego kręcenia tego ujęcia, nie dopilnowano interakcji płomieni z gazem emitowanym przez topiący się plastik, wskutek czego cały pieczołowicie przygotowany przez kilka miesięcy animatroniczny model rozerwał się na strzępy. W filmie widzimy drugie podejście do tego efektu.

Efekt zaczepienia językiem (?) głowy Norrisa o krzesło był zrealizowany metodą odwróconego ruchu. Natomiast ujęcie wychodzenia z głowy pajęczych nóg i oczu wykonano za pomocą techników, którzy pod podłogą wypychali na zewnątrz owe elementy.

Kiedy MacReady dotyka rozżarzonym drutem krwi Palmera, który okazuje się "czymś", ręka Kurta Russella trzymająca próbkę krwi była sztuczna. Carpenter umieścił ją już kilka ujęć wcześniej, aby niepostrzeżenie dokonać zamiany. Z kolei efekt "uciekającej krwi" wykonano w ten sposób, że fragment stołu symulujący podłogę, przechylono wraz z kamerą.

Przemiana Palmera w surrealistyczne monstrum nie była zrealizowana tak, jak sobie dokładnie życzył tego Carpenter. Zabrakło kilku ujęć pośrednich a całość wygląda, jakby Palmer w ciągu sekundy z normalnego człowieka przemienił się w bryzgającą krwią masę wybuchającego mięcha.

Przedostatnim efektem filmu "Coś" było uprowadzenie Garry'ego przez Blaira, który dosłownie włożył mu rękę pod skórę twarzy. Ta sztuczka znowu była nakręcona od tyłu a ręka, która dokonuje tej makabry, należała do autora efektów Roba Bottina.

Jedynymi scenami, w której zastosowano archaiczną dziś technikę animacji poklatkowej, był moment wyskoczenia obcego spod podłogi w piwnicy oraz wyjście psiej sylwetki z największego monstrum, w jakie przemieniło się "coś".

Poprzedzający tą scenę efekt rozrywania podłogi wykonano na dekoracji, wzniesionej kilka metrów nad podłogą. Pod dekoracją umieszczono metalową kulę, która ciągnięta po szynach rozrywała górną częścią powierzchnię planu zdjęciowego.



POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2003.11.23