Strona główna KMF


SZKLANA PUŁAPKA 2
Realizacja

Choć "Szklana pułapka 2" miała swoją premierę dwa lata po pierwszym filmie, akcja sequela toczy się w rok po wydarzeniach w budynku Nakatomi.

Autorem zdjęć był brytyjski operator Oliver Wood, wówczas znany ze swych osiągnięć na polu reklam i teledysków. W "Die Hard 2" wykonał swe zadanie na bardzo wysokim poziomie, choć w jego pracy zabrakło wizualnego szaleństwa, dynamiki i ekstrawagancji, cechujących wspaniałe zdjęcia Jana de Bonta z pierwszego filmu.

Pomimo że praktycznie cały film zasypany jest wiecznie padającym śniegiem, "Szklaną pułapkę 2" realizowano podczas kompletnie bezśnieżnej zimy. Na pełnym chodzie pracowały armatki śnieżne, strażacka piana gaśnicza, farby, spraye, watowane elementy z warsztatu scenografa, biały puch robiono także ze skrawków papieru, płatków ziemniaczanych i drobno zmielonego tworzywa sztucznego.

Tak samo postąpiono przy realizacji scen wokół kościółka, bedącego bazą terrorystów. Szukając plenerów, znaleziono tę lokalizację niedaleko Denver, stan Kolorado. Lecz gdy w lutym 1990 roku przyszło do kręcenia, z nieba nie spadł ani jeden płatek śniegu. Wnętrza kościoła zrealizowano już w warunkach studyjnych.

W filmie sekwencje lotniskowe dzieją się w waszyngtońskim porcie lotniczym Dulles, lecz wszystkie sceny wewnątrz pełnego ludzi terminalu, zrealizowano na prawdziwym lotnisku w Los Angeles, jesienią 1989 roku. Aby nie paraliżować normalnego ruchu pasażerskiego, ekipa dostała do dyspozycji połowę terminalu. Sceny na zewnątrz lotniska nakręcono w Denver.

Generał Ramon Esperanza był eskortowany do USA z fikcyjnego południowoamerykańskiego państewka Valverde. Scenarzysta Steven E. de Souza wykorzystał tu pomysł Shane'a Blacka, autora scenariusza do "Commando", gdzie również padała nazwa tego kraju.

Kiedy John dzwoni do swej żony Holly z publicznego telefonu, mamy do czynienia z podwójnym filmowym matactwem. Po pierwsze nie można dzwonić w ten sposób na pokład samolotu (w drugą stronę owszem, jak później robi to dziennikarska hiena Richard Thornberg), a poza tym aparat z którego korzysta McClane, ma na sobie logo Pacific Bell. Ta sieć telefoniczna - jak mówi nazwa aparatu - obsługuje tylko zachodnie wybrzeże USA. Harlin, kręcąc tę scenę na lotnisku w L.A., miał po prostu za mały staż w USA, żeby się zorientować, że w Waszyngtonie nie byłoby to możliwe.

Starsza pani, siedząca obok Holly w samolocie, podczas prezentacji paralizatora ma przy sobie kolorowe pisemko, "przypadkiem" otwarte na stronie z plakatem "Zabójczej broni 2", z kolejnego przebojowego cyklu Joela Silvera, producenta "Szklanej pułapki". Kilkadziesiąt minut później po raz pierwszy i ostatni, na ekranie pojawia się znajomy symbol korporacji Nakatomi, dla której - jak widać - wciąż pracuje Holly, pomimo przeprowadzki na drugi koniec kraju.

Scenka przypadkowego spotkania McClane'a i Stewarta na lotnisku, to oczywiste nawiązanie do pierwszego filmu, zawierajacego doskonałą scenę między McClane'em i Hansem Gruberem. Podobnie było ze śmiercią kościelnego ciecia, z zimną krwią zastrzelonego przez terrorystów. Tu zacytowano bliźniaczy epizod z portierem wieżowca Nakatomi.

W epizodycznych rolach terrorystów (choć w pamiętnych scenach) wystąpili nieznani wówczas Robert Patrick (rok później zagrał T-1000 u Jamesa Camerona) i John Leguizamo, pamiętany choćby z "Moulin Rouge" Baza Luhrmanna.

Czarnoskóry bagażowy, otwierający Johnowi drzwi na zaplecze, został zagrany przez człowieka bez żadnego doświadczenia aktorskiego. Przed filmem był on... bezdomnym, żebrzącym na ulicach L.A. Kierownik obsady wykazał się humanitaryzmem i dał mu szansę zarobienia na planie wyokobudżetowego filmu akcji.

Hala transportu bagażu została zbudowana w studio, ponieważ władze lotniska nie zezwoliły na kręcenie u siebie. Poza tym prawdziwa hala transportowa była za ciasna dla ekipy, a poprzez nagromadzenie urządzeń technicznych, stanowiła także zbyt niebezpieczne miejsce dla aktorów. Zrekonstruowanie jej we wnętrzach studyjnych, dało także możliwość odpowiedniego pokierowania choreografią walk i strzelanin, rozgrywających się wokół pracujących taśmociągów.

Normalną praktyką w hollywoodzkich megaprodukcjach z gwiazdorską obsadą, jest zamiana aktorów na kaskaderskich dublerów w niebezpiecznych scenach akcji. Przyczyna jest prozaiczna - jeśli kilkadziesiąt lub kilkaset milionów zależy od jednego Bruce'a Willisa, to absolutnie nie może mu stać się żadna krzywda ani na planie, ani podczas kampanii promocyjnej na czerwonych dywanach. Cała sztuka polega na umiejętnym sprzedaniu kaskadera, dublującego gwiazdę. O ile np w serii o Indiana Jonesie, ten patent jest wykonany wzorcowo (choć nasz klubowy Hunter posiadł tajemną wiedzę, kiedy zamiast Harrisona Forda występuje Vic Armstrong :)) ), to "Szklana pułapka 2" jest wręcz modelowym antyprzykładem stosowania dublerów. Dociekliwym polecam szególnie scenę mordobicia w hali bagażowej. Co drugie ujęcie z powodzeniem nadaje się do działu WPADKI, gdyż oprócz zbliżeń z udziałem właściwych aktorów, cała reszta tej sceny jak na dłoni pokazuje obu dublerów. Nie potrafi tego ukryć nawet znakomity, dynamiczny montaż.

Kolejnymi nawiązaniami do pierwszego filmu, naturalnie splatającymi obie opowieści, były postaci dziennikarza Thornberga i sierżanta Powella. Sceny w samolocie wykonano oczywiście w studyjnej dekoracji, natomiast miejsce pracy Powella nakręcono w rzeczywistej lokalizacji wieżowca w Los Angeles. Aby oddać wizualny nastrój pory dnia, na okna nalepiono pomarańczowy filtr, dający złudzenie popołudniowego słońca.

Wiele urządzeń lotniskowych to owoc wyobraźni twórców. Szczególnie mowa tu o eksponowanym w scenie katastrofy brytyjskiego samolotu ekranie, pokazującym zmieniany poziom lotniska. Takie wizualizacje są nawigatorom całkowicie zbędne, lecz z laickiego punktu widzenia twórców, pozwalają one zaoszczędzić widzowi wiele niepotrzebnych słów, padających z ekranu.

Sekwencja katastrofy brytyjskiego samolotu pasażerskiego, była ością w gardle producentów z Foxa. Taka hekatomba nie mieściła się w ich pojęciu rozrywkowego kina akcji. Renny Harlin wysunął argument o udowodnieniu widzowi i bohaterom filmu śmiertelnego zagrożenia, reprezentowanego przez terrorystów. Wytwórnia przystała na to, lecz zaproponowała samolot towarowy, w którym ofiary byłyby zredukowane wyłącznie do kilku pilotów. Reżyser mimo to nakręcił wersję pasażerską, decydując się na osąd widzów podczas pokazów testowych gotowego filmu. Widownia kupiła wersję reżysera.

Rozległe pogorzelisko po eksplozji samolotu, nakręcono na lotnisku w Denver, sprowadzając na plan kilkanaście ton żelastwa, pozostałego po zezłomowanych samolotach.

Podziemia lotniska nakręcono w dwóch miejscach. Siedzibę ciecia Marvina wzniesiono w studio, natomiast szerokie tunele, pełne przemysłowej infrastruktury, nakręcono w elektrowni w Los Angeles. Tutaj studyjną dekracją była tylko końcówka tunelu z drabinką, prowdzącą do włazu na pasie startowym.

Szarpiąca nerwy, znakomicie zmontowana konfrontacja McClane'a ze zbliżającym się nieubłaganie samolotem, została nakręcona na lotnisku w Denver. Koła samolotu na pierwszym planie były osobnym elementem (innymi słowy w tym ujęciu były tylko koła, bez samolotu :) ), natomiast do ostatnich ujęć hamującej maszyny wykorzystano model w skali 1:1, wykonany głównie ze sklejki.

Z kolei scenę na zewnątrz samolotu, między uwolnieniem Esperanzy przez terrorystów, a eksplozją samolotu z McClane'em na pokładzie, nakręcono w hali zdjęciowej. Aby było bardziej wiarygodnie, obniżono temperaturę studia, co dało efekt pary z ust aktorów. Samochód terrorystów to prywatna własność Renny Harlina. Jeszcze jedno - tego typu samoloty nie posiadają katapulty, która w filmie uratowała McClane'a.

W samolocie w którym leciała Holly, w pewnym momencie zapodano widzom czwarty odcinek kultowej serii rysunkowej Matta Groeninga "Simpsonowie", zatytułowany "There's No Disgrace Like Home". Gdy Harlinowi zaproponowano "Simpsonów", reżyser wyraził zdziwienie, gdyż nie miał zielonego pojęcia o tej genialnej kreskówce, która właśnie rozpoczęła swój ekranowy byt.

Wielką scenę paniki w terminalu lotniska Dulles, nakręcono na lotnisku w L.A. w środku nocy. Pomimo wrażenia, że wszyscy statyści zostali puszczeni na żywioł, cała akcja była ściśle opracowana "choreograficznie". Każdy upadek tratowanych ludzi był przygotowanym wcześniej elementem, w którym brali udział kaskaderzy, kierowani przez Charlesa Piceriniego, pracującego przy poprzedniej "Szklanej pułapce". Z rodzimego podwórka - swego czasu ogromne wrażenie (i przerażenie u bardziej wrażliwych widzów) robiły realistyczne wywrotki jeżdżców na koniach w "Krzyżakach" Aleksandra Forda. Podobnie jak u Harlina, u nas również były to precyzyjnie przygotowane ewolucje kaskaderskie, gdzie nikomu żadna poważniejsza krzywda się nie stała.

Pech związany z brakiem śniegu, najsilniej dał się ekipie we znaki podczas kręcenia sekwencji startu Boeinga 747 w końcówce filmu. Nakręcono ją (podobnie jak końcówkę filmu z lądującymi samolotami) w Alpena, stan Michigan, w styczniu 1990 roku. Całą powierzchnię pasa startowego przykryto olbrzymimi połaciami materiału imitującego śnieg. Lecz gdy samolot odpalił silniki, wszystko zaczęło fruwać w powietrzu i nie pomogło żadne mocowanie materiału do podłoża. Nadzieje wiązano ze śniegiem, sprowadzanym olbrzymimi ciężarówkami aż z Kanady. Niestety, podczas transportu maszyny musiały przejeżdżać przez cieplejsze rejony, wskutek czego lód się roztopił, a następnie znowu zamroził, gdy transport dojeżdżał na miejsce, gdzie panował kilkunastostopniowy mróz. Skutkiem tego Renny Harlin zamiast śniegu, musiał przywitać się z lodowymi blokami. Koniec końców do sekwencji z Boeingiem wykorzystano armatki śniegowe.

Do sekwencji walk McClane'a na skrzydle Boeinga, w hali zdjęciowej wybudowano replikę skrzydła. Tam zrealizowano wszystkie ujecia do tej sceny, z wyjątkiem szerokich planów, które nakręcono pod gołym niebem.

Każdy film z trylogii "Die Hard" uszlachetniono solidnym kawałkiem muzyki klasycznej. W pierwszej części była to "Oda do radości" Beethovena (tak na marginesie - ta przepiękna pieśń zdążyła mi już doszczętnie obrzydnąć, odkąd Polska wstąpiła do Unii Europejskiej i bez unijnego hymnu nie może się obyć żadna oficjalna uroczystość, ze szkolnymi akademiami włącznie); część trzecia rozbrzmiewała słynną melodią wojskową "When Johnny comes marching Home". Renny Harlin z kolei wykorzystał "Finlandię" swego rodaka Jeana Sibeliusa. Utwór ten słychać w triumfalnej scenie lądowania samolotów w końcówce filmu.

Aby zdążyć na ustalony z góry termin premiery (4 lipca 1990) Renny Harlin roboczo montował film już podczas zdjęć. Ostatnią nakręconą sceną było przechwycenie wojskowego samolotu przez gen. Esperanzę. Pierwsza wersja montażowa ujrzała światło dzienne zaledwie w dwa dni po zakończeniu zdjęć na początku kwietnia 1990 roku. Harlin równolegle montował "The Adventures of Ford Fairlane", swój wcześniejszy film, którego montaż zarzucił zaraz po zdjęciach, rozpoczynając pracę przy "Die Hard 2". Nadmienić należy, że film posiada swój nieoficjalny podtytuł "Die Harder", nie pojawiający się w czołówce, lecz funkcjonujący w zwiastunach, na plakatach i okładkach wydań kasetowych i DVD.

Na koniec refleksja. W jednen ze scen Trudeau dobija McClane'a tekstem, że samolot z Holly na pokładzie, ma paliwa tylko na 90 minut lotu. Wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych to jeden z najsilniej zurbanizowanych miejsc na świecie. Rzut oka na mapę okolic Waszyngtonu, ukazuje w promieniu 300 km kilka wielkich miast, posiadających lotniska: Norfolk, Pittsburgh, Nowy Jork i Filadelfia. Nieco dalej jest także Boston z Ally McBeal. Konkluzja nasuwa się sama - a niech sobie płk Stewart robi co chce, skoro samoloty można przekierować na inne lotniska (co Trudeau nawet uczynił w jednej ze scen). Samolot z Holly i dzielnymi pilotami, również by zdążył wylądować gdzie indziej. No, ale gdyby Steven De Souza podszedł zdroworozsądkowo do sprawy, to nie byłoby po co robić filmu...




POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2004.09.28