Efekty specjalne "Piąty element" to najprawdziwszy fajerwerk nowoczesnych, hollywoodzkich efektów wizualnych, zrealizowanych z amerykańską rozrzutnością i europejską ekstrawagancją artystyczną. Lecz pomimo zaangażowania francuskich pieniędzy i brytyjskich hal zdjęciowych, Besson nie znalazł na Starym Kontynencie na tyle silnej firmy, mogącej udźwignąć olbrzymi balast produkcyjny, związany z efektami wizualnymi. Ich kreacją zajęła się amerykańska Digital Domain, założona przez Jamesa Camerona, Scotta Rossa i Stana Winstona. Ekipa DD musiała się podzielić na dwa fronty. W tym samym czasie bowiem powstawał "Titanic" i główne siły Digital Domain skierowano właśnie do produkcji oscarowych efektów dla Jamesa Camerona. Nie oznaczało to oczywiście potraktowania filmu Bessona po macoszemu, choć nazwiska głównych efekciarzy "Piątego elementu" nie były tak słynne w branży, jak chociaży Robert Legato, główny magik "Titanica". W "Piątym elemencie" szefem efektów wizualnych został Mark Stetson. Odpowiadał on za prace zespołu, tworzącego efekty oparte na trójwymiarowej animacji komputerowej, która była najtrudniejszym i najbardziej spektakularnym elementem filmu. Cyfrowo dokonywano również łączenia animacji i grafiki z żywą akcją, oraz miniaturami, które z kolei były dziełem firmy Vision Crew Unlimited. Nad charakteryzacją specjalną i animatronicznymi monstrami, czuwał zespół Brytyjczyka Nicka Dudmana. Prace związane z samą rejestracją ujęć, potrzebnych do realizacji efektów trwały aż sześć miesięcy. Równolegle opracowywano ujęcia, zawierające animację 3D. Grupa Mondoshawanów, kosmitów wizytujących Egipt na początku XX wieku, została w większości zagrana tradycyjną metodą, czyli ze statystami w fantazyjnych kostiumach. Tylko w bliskich planach, wymagających ruchu części ciała, wykorzystano animatroniczne modele, zdalnie sterowane z zewnątrz.
Atak Mangalorów na statek Mondoshawanów został zrealizowany przy pomocy modelu statku i całkowicie cyfrowej animacji pozostałych elementów kadru - widoku Ziemi, gwiazd i świateł kosmicznej kontroli ruchu. Także małe ścigacze Mangalorów były cyfrowe.
Eksplozja statku Mangalorów na pustyni była połączeniem zdjęć modelu i wykonanego na żywo wybuchu. Cyfrowa ingerencja polegała na kompozycji tych dwóch obrazów, by uzyskać wrażenie wybuchającego statku.
Mangalorowie, kosmiczni najeźdźcy z obleśnymi ryjami, zostali stworzeni przez ekipę Nicka Dudmana. Stroje aktorów były wykonane z silikonu, natomiast skóra dłoni i głowy z miękkiego lateksu. Same głowy to dość niezwykłe połączenie charakteryzacji specjalnej i mechanicznego modelu. Pomimo że w gumowych łbach kryły się prawdziwe głowy aktorów, to za mimikę Mangalorów odpowiadały serwomechanizmy, umieszczone pod lateksem i sterowane radiowo z zewnątrz.
Bajkowo urzekająca scena powołania do życia Leeloo, zawdzięcza swą urodę plastyczną animacji komputerowej, bez której w ogóle Luc Besson nie mógł marzyć o realizacji filmu. Pierwsze ujęcie najazdu kamery na komorę, było połączeniem rzeczywistego ujęcia i cyfrowych elementów w środku.
O ile dwa kolejne ujęcia, przedstawiające detale maszyny, były prawdziwe, o tyle następne trzy ujęcia pracy wewnątrz komory, to już wyłącznie dzieło magików z Digital Domain i programu animacyjnego Softimage.
Choć scena ta sprawia wrażenie naładowanej animacją po same brzegi, tylko trzy ujęcia powstały wyłącznie w komputerach. Cała reszta została sprytnie zastąpiona prostą, siatkową animacją na ekranach komputerowych.
Bandaże osłaniające najbardziej strategiczne miejsca na ciele Leeloo, w scenie ich zakładania były animacją 3D. W filmie nazwano je bandażami cieplnymi. Zastanawiam się jak te skrawki materiału miały chronić Piąty Element przed zimnem...
Kreacja ekranowego Nowego Jorku AD 2214, to swoiste nawiązanie i jednocześnie odwrotność tego, co zaprezentował nowoczesny archetyp wizji miasta, jakim bez wątpienia jest "Łowca androidów". Nowy Jork Bessona jest równie zatłoczony, kipiący życiem i brudny, co Los Angeles Scotta. Jednocześnie Besson nie kryje niczego za fasadą nocy, w większości spowijającej miasto w "Blade Runnerze". Nowy Jork jest jasny, wręcz jaskrawy. Nie ma tu budowania tzw. atmosfery wyszukanym światłocieniem. Całość jest niemal kiczowato kolorowa i równomiernie oświetlona. Właśnie to nastręczyło najwięcej problemów magikom z Digital Domain, przygotowujących wizję Nowego Jorku.
Budowle które w ujęciach widać na pierwszym planie, były miniaturowymi dekoracjami, wysokości niekiedy aż 5-6 metrów, nakręconymi kamerami motion control na planie w Pinewood. Następnym etapem było poszerzenie planu o cyfrowe budynki i widoki ulic w dalekiej perspektywie. Nie posiłkowano się modelami ani animacją, do tego celu wystarczyły statyczne zdjęcia, optycznie przedłużające miniaturowe dekoracje i odpowiednio cyfrowo zgrane z bezustannie ruchliwym kadrem.
Aby wszystkie widoki Nowego Jorku nabrały życia, wypełniono je setkami cyfrowych pojazdów. Widoczni w tych ujęciach ludzie, to także owoc animacji 3D. Wyjątek stanowiły postaci stosunkowo najbliżej kamery. Tutaj efekciarze pobawili się we własnym gronie i sami poprzebierali się za statystów. Ich sylwetki nakręcone na niebieskim tle, zostały później cyfrowo wkomponowane w kadr.
Leeloo idąca po gzymsie, to prawdziwy obraz nałożony na efektowy widok Nowego Jorku. Na planie był tylko fragment dekoracji, za którym umieszczono zielony ekran.
Kapsuła policyjna w scenie zatrzymania Leeloo, została zrealizowana na dwa sposoby. W pierwszym ujęciu była to miniatura, nakręcona na zielonym tle, zaś w kontrplanie widać naturalnej wielkości atrapę.
Flagowe ujęcie filmu, skok Leeloo w otchłań nowojorskich ulic, został wykonany z udziałem Mirjam Montandon, dublerki Milli Jovovich. Jego praktyczna realizacja trwała sekundę - Mirjam po prostu skoczyła kilkanaście metrów w dół, lądując na zielonej poduszce powietrznej.
Wszystkie ujęcia z taksówką i Korbenem w środku, powstały z wykorzystaniem naturalnej wielkości modelu pojazdu, umieszczonego na hydraulicznej platformie i nakręconego przed zielonym ekranem. Kiedy widzimy trzęsący się, albo stający dęba pojazd, to znaczy że model taksówki na planie dokładne tak się zachowywał. Oczywiście Bruce Willis i Milla Jovovich we wnętrzu pojazdu nie mieli wyjścia i byli tarmoszeni w tę i z powrotem, w imię wyrafinowanych efektów wizualnych.
Widok sześciu wozów policyjnych w jednym kadrze, w scenie obławy na Korbena, to kolejne połączenie miniatur i animacji. To ujęcie zawiera w sobie ciekawostkę: każdy z sześciu samochodolotów był jednym i tym samym modelem, nakręconym sześć razy pod innym kątem. Ostrzeliwana taksówka Korbena w tej scenie była pełnowymiarowym modelem, na którym poużywali sobie pirotechnicy.
Bardzo krótkie, choć szalenie efektowne ujęcie zamiany głowy Mangalora Aknota z ludzkiej na własną, wykonano dzięki technice morphingu. Trzepoczący głową aktor Clifton Lloyd Bryan w kostiumie, został nakręcony na zielonym tle, natomiast wielki łeb Mangalora należał do dublera, którego ubrano w lateksową maskę i nakręcono na zielonym tle. W trakcie morphingu zamieniono wyłącznie głowy, pozostawiając obraz kostiumu. Następnie całość połączono z aktorskim tłem, nakręconym jako osobna warstwa obrazu.
Kolejny drobny element tej sceny, samoczynne rozkładanie się nowej broni Zorga, to także efekt cyfrowy. Na planie nakręcona była broń już po rozłożeniu. Komputerowa ingerencja dokonała animacji tego rekwizytu, zanim Gary Oldman wziął go do ręki.
Ten wielki aktor doskonale wywiązał się z tak nietypowego zadania, jakim było... zachowanie kamiennej twarzy bez jednego mrugnięcia okiem. Chodzi oczywiście o scenę potężnego wybuchu za jego plecami. Nie było tu żadnych trików z nakładaniem obrazów. Całość została na żywo nakręcona pod gołym niebem, na parkingu przed halą zdjęciową. Fabularnie to powtórzenie niemal analogicznej sceny, obecnej w reżyserskiej wersji "Leona zawodowca".
Cudaczny zwierz z długim nochalem, maskotka Zorga, został zrealizowany jako animatroniczna marionetka, przez ekipę Nicka Dudmana. Pod jej gumową powierzchownością znajdowały się sterowane kablami mechanizmy, odpowiadające za ruchy gałek ocznych, odnóży i trąby.
Scenę z tajskim kucharzem na swoim statku, wykonano w identyczny sposób, co ujęcia na ulicach Nowego Jorku, opisywane wyżej. Sama łódź była nakręconym na zielonym tle modelem w pełnej skali, umieszczonym na kołyszącej się hydraulicznej platformie. W szerokim planie, cyfrowo dołożono pracujący silnik łodzi.
Spektakularne ujęcia z olbrzymim statkiem morskim, wykonano z udziałem 2,5-metrowego modelu statku, Wszystko dookoła było cyfrowe, nawet woda.
Sporo problemów dostarczyła kreacja nieziemskiej śpiewaczki, Divy Plavalaguny. Z uwagi na charakter całej sekwencji operowej, jej charakteryzacja w żaden sposób nie mogła się opierać o sterowane kablami mechanizmy. Kostium musiał być niezależną jednostką. Pierwotnie wykonano go z prześwitującego silikonu, który okazał się za ciężki i po prostu opadał pod własnym ciężarem. Ostatecznie zamieniono go na lateks, który pomalowano silnie odblaskową farbą.
Widok planety, dostojnie obracającej się za plecami Plavalaguny, został wykonany dopiero w komputerach, jako animacja 2D, nałożona na zielone tło za aktorką. Obraz ten to nawiązanie do niemal identycznego kadru z "2001: Odysei Kosmicznej" i sceny rozmowy Heywooda Floyda ze swoją córką. Szeroki plan hangaru w ujęciu z Zorgiem, zmierzającym do swojego statku, stanowi połaczenie żywej akcji z obrazem matte-painting. Prawdziwy w tym ujęciu jest Gary Oldman i fragment dekoracji najbliższy jego sylwetce. Wszystko pozostałe dookoła to grafika 2D.
Eksplozja podczas walki Korbena z Mangalorami w Odlotowym Raju, w swoim czasie była największym wybuchem w historii kina, jaki kiedykolwiek zrealizowano we wnętrzach hali zdjęciowej. W rejestracji tego marzenia każdego pirotechnika, brało udział aż 11 kamer. W niebezpiecznych ujęciach, Bruce'a Willisa zastępował kaskader Terry Jackson.
Zarówno w tej scenie, jak i kilkadziesiąt minut wcześniej, w momencie przybycia Korbena i Leeloo do Odlotowego Raju, ścianę tej dekoracji zwieńcza rząd owalnych okien. Nie były one jednak dziełem dekoratorów, lecz grafików komputerowych, którzy ten obraz interakcyjnie dodali do ujęć rzeczywistej dekoracji.
Cyfrowym przedłużeniem dekoracji był także przeszklony sufit korytarza, w scenie paniki w Odlotowym Raju. Pierwotnie w tym miejscu był niebieski ekran. Komputerowo zamieniono go na kompozycję miniaturowego statku kosmicznego i kapsuł ratowniczych, wygenerowanych jako animacja 3D.
Eksplozja Odlotowego Raju powstała dzięki połączeniu komputerowego tła, modelu statku i nakręconych na żywo wybuchów. Sam model statku nie został zniszczony na potrzeby tego ujęcia, mimo że na ekranie widać, jak statek pęka na dwie części, niczym cameronowski Titanic. Po prostu nakręcono go w dwóch ujęciach, różniących się od siebie nachyleniem modelu. Reszty dokonało odpowiednie połączenie wszystkich obrazów w jedną wybuchową całość.
Efekt "włączania" czterech kamieni, składał się z mechanicznie sterowanych wypustek na każdym z kamieni, oraz przepięknie użytej, choć niespecjalnie skomplkowanej, "cząsteczkowej" animacji komputerowej. Odblaski świateł kamieni na twarzach aktorów, wykonali oświetlacze na planie.
|