Strona główna KMF


GODZILLA
Efekty specjalne


Znakomita czołówka filmu, ukazująca próby nuklearne na Polinezji Francuskiej, została zmontowana z archiwalnych materiałów dokumentalnych. Dodano do nich nakręconą w studio dekorację matecznika z jajami. Jaszczury częściowo nakręcono na zielonym ekranie, w który następnie wkopiowano obrazy prawdziwych eksplozji nuklearnych. Ujęcie wybuchu z wojskowym samolotem na pierwszym planie, stanowiło z kolei połączenie dwóch obrazów dokumentalnych. Całość skąpano w sepii i dodano ziarno oraz efekt starej, zniszczonej taśmy filmowej.

Japoński statek do połowów ryb, zaatakowany przez Godzillę, był kilkumetrowej długości modelem, ustawionym na zanurzonej w wodzie hydraulicznej platformie, zdolnej w ciągu 6 sekund obrócić model o 90 stopni. W ujęciach z zewnątrz, fizycznie wykonane efekty atmosferyczne zostały wzbogacone komputerowo.

Szpony Godzilli przebijające pokład, zostały wykonane jako kilkumetrowy model animatroniczny, natomiast ogon zmiatający jednym uderzeniem mostek, był pierwszym w filmie efektem, opartym na animacji komputerowej. Mostek zbudowano w miniaturze, natomiast ludzi nakręcono na tle zielonego ekranu.

Kiedy bohater filmu, grany przez Matthew Brodericka, przyjeżdża do Czarnobyla i zatrzymuje samochód, na prawdziwe ujęcie została cyfrowo nałożona panorama kompleksu elektrowni atomowej.

Efektowny odjazd kamery w górę, ukazujący Brodericka w olbrzymim odcisku stopy Godzilli, również musiał zostać cyfrowo poprawiony, ponieważ dziura w ziemi wykopana na planie, różniła się nieco od łap wykreowanej znacznie później komputerowej Godzilli.

Także ślady jaszczura, widoczne z helikopterowego ujęcia, są nałożone cyfrowo. Widok Manhattanu z lotu ptaka został uzupełniony o cyfrowy deszcz.

Zniszczony przez Godzillę statek, znaleziony w wybrzeży Jamajki, powstał w całości jako obiekt komputerowy. Animatorzy włożyli mnóstwo pracy w ścisłe dopasowanie ruchu ujęcia, nakręconego ze śmigłowca, do cyfrowego planu, na którym animowano ruch wirtualnej kamery wokół trójwymiarowego modelu statku. Widoczne w kadrze śmigłowce były prawdziwe. Natomiast miniaturowy model statku wykorzystano w ujęciu podchodzenia doń Nicka Tatopoulosa.

Trzy małe kutry, których załoga miała wątpliwą przyjemność spotkania z Godzillą, zostały nakręcone jako modele w skali 1/4, w zbiorniku False Lake (Fałszywe jezioro), leżącym na terenie Universal Studios w Los Angeles. Do ujęć aktorskich zbudowano pełnowymiarową replikę jednej łodzi. Dzięki odpowiedniemu kadrowaniu i montażowi, ta jedna dekoracja z powodzeniem udawała wszystkie trzy łodzie. W szerokich planach komponowano miniatury z ludźmi i zdarzeniami wodnymi, nakręconymi osobno na zielonym tle.

Najmniej zauważalnym efektem w "Godzilli" była z pewnością wymiana nazwy piwa z butelki, sączonej przez dziadka wędkarza, który miał zaszczyt "złowić" Godzillę. Ta scena również została nakręcona na terenie False Lake.

Wyłaniający się z wody łeb Godzilli nakręcono z użyciem modelu, ciągniętego po zanurzonych w wodzie szynach. Kładka, po której ucieka przerażony starszy pan to także miniatura, wysadzana w powietrze przez Joe Vyskocila, autora widowiskowej pirotechniki w "Dniu Niepodległości".

Podskakujące w tym samym rytmie samochody i szlabany na ulicach Nowego Jorku, wykonano na żywo na planie, za pomocą uruchamianych jednocześnie podnośników pneumatycznych. W ujęciach rozpadających się budynków, mamy do czynienia z połączeniem żywej akcji z miniaturowymi modelami, nakręconymi w studio.

Ekipa Patricka Tatopoulosa zbudowała dwa animatroniczne modele Godzilli w skali 1/6 (8 metrów wysokości) i 1/24 (2 metry). Miały one zostać wykorzystane w bardzo szerokim zakresie. Lecz w trakcie przygotowań do filmu okazało się, że tylko animacja 3D będzie w stanie wiarygodnie oddać wielkość i ruch gigantycznego zwierzęcia.

Ujęcie pokazujące zniszczenia na jednej z nowojorskich ulic, stanowiło połączenie żywego planu z miniaturami zwalonych budynków w tle i cyfrowym śmigłowcem, przelatującym nad ulicą. Podobną techniką zrealizowano widok dziury w wieżowcu MetLife. Dziura była prawdziwym elementem, nakręconym na zielonym tle, wkomponowanym w prawdziwe ujęcie.

Śmigłowcowe ujęcie mostu, którym ewakuują się nowojorczycy z Manhattanu, nieoczekiwanie przysporzyło wiele pracy ekipie animatorów. W oryginalnym ujęciu oba pasy były pełne samochodów, zmierzających w przeciwnych kierunkach. Komputerowcy wymazali samochody wjeżdżające na Manhattan, pozostawiając jeden pas pusty. Gdy dumni pokazali efekt swej pracy producentowi Deanowi Devlinowi, ten zgasił ich radość i polecił cyfrowo zapełnić pusty pas dodatkowymi kolumnami wozów, także opuszczającymi Manhattan.

W pierwszym ujęciu wychodzenia Godzilli spod nowojorskich kanałów, wykorzystano model w skali 1/24. W kolejnych ujęciach, potwór był już kreacją w pełni cyfrową, oprócz zbliżenia oka i ryczącej paszczy, nakręconych z modelem w skali 1/6.

Scenariuszowo nonsensowne, lecz bardzo efektowne wizualnie potyczki Godzilli z wojskowymi śmigłowcami, zrealizowano przy użyciu miniaturowych modeli budynków, w które wkomponowano cyfrowo wygenerowane monstrum, helikoptery i całą wystrzeliwaną amunicję. Wybuchy nakręcono jako osobne elementy. Obrazy miasta widoczne zza okien dekoracji kokpitów, wykonano na planie przy pomocy tylnej projekcji.

Kiedy operator Victor i reporterka Audrey przekradają się na teren przepompowni, z ujęcia plenerowego musiano cyfrowo wymazać budynek Chryslera, ponieważ kilkanaście minut wcześniej został on zniszczony, przez jak zwykle nieskuteczną u Emmericha armię Stanów Zjednoczonych :). Ten wieżowiec z charakterystyczną iglicą jest wyjątkowo chołubiony przez filmowców, jako efektowny obiekt do... zniszczenia. Oprócz "Godzilli", jego zagładę można było podziwiać w "Dniu Niepodleglości" i "Armageddonie".

Ingerencji cyfrowych wymagały nawet tak niepozorne ujęcia jak to, kiedy Victor i Audrey dostają się przed Madison Square Garden i patrzą w górę na francuskich żołnierzy. Dolna część kadru była miniaturowym modelem, dach hali był domalowany, natomiast sylwetki żolnierzy i flesze ich latarek były elementami, nakręconymi osobno na zielonym tle.

Ekipa scenograficzna wykonała ponad 200 (w większości miniaturowych) jaj do sekwencji wewnątrz Madison Square Garden. Kilkanaście z nich było pełnowymiarowych. Te wykorzystywane na pierwszym planie, wykonane były z włókna szklanego i składały się z kilku zdejmowalnych części.

W ujęciach opuszczania jaj przez ich właścicieli, małe godzille zagrali ludzie w gumowych kostiumach (ukłon w stronę japońskiej tradycji). Jedynie głowy były osobno sterowanymi, animatronicznymi modelami. W wielu kolejnych ujęciach stosowano kombinację efektów mechanicznych z cyfrowo animowanymi gadami.

Bombowce F-18, dokonujące nalotu na Madison Square Garden, były modelami, które ekipa Volkera Engela wykorzystała już przy "Dniu Niepodległości".

Tylko w kilku powietrznych ujęciach nalotu na Madison Square Garden, widać rzeczywisty nowojorski budynek. Ujęcia wewnątrz powstały w studio w Los Angeles, natomiast eksplozję wykonano na dwóch miniaturowych modelach budynku. Pierwszy, zbudowany w skali 1/24, wysadzono w szerokich planach, natomiast drugi, wykonany w skali 1/10, był modelem wybuchającej ściany frontowej budynku, na który nałożono obrazy uciekających ludzi. Kolejne ujęcia powietrzne z perspektywy odlatujących samolotów, stanowiły połączenie prawdziwych zdjęć powietrznych, nakręconych nad Nowym Jorkiem, z cyfrowo wkomponowanym wybuchem.

W pierwszym ujęciu wychodzenia Godzilli ze zgliszcz Madison Square Garden, monstrum zagrał człowiek w kostiumie. Dopiero w kolejnych ujęciach zastosowano cyfrowy model.

Taksówka w ujęciu wjeżdżania na Most Brooklyński, była miniaturowym modelem. Do ujęć, w których Godzilla próbuje pożreć samochód, stosowano miniaturowe modele auta i paszczy, dekorację i elementy animatroniczne w pełnej skali oraz animację komputerową w ujęciach, pokazujących rozszalałe zwierzę w całej okazałości. Wyjazd taksówki z paszczy Godzilli wykonano z całkowicie cyfrowym modelem samochodu.

Ujęcia pościgu na Moście Brooklyńskim składały się w znakomitej większości z cyfrowo animowanej Godzilli, cyfrowej wody oraz miniaturowych elementów mostu.

W ciekawy sposób rozwiązano montaż filmu, tak przecież naładowanego efektami wizualnymi. Pierwszą wersję montażową (first cut), Roland Emmerich przygotował z ujęciami, które nie zawierały efektów wizualnych; reżyser miał do dyspozycji tylko tzw plates, czyli efektowe ujęcia robocze, w które dopiero animatorzy miali wstawić efekty cyfrowe i kompozycyjne. Pierwszą wersję montażową oddawano do pracowni komputerowych, gdzie efekciarze uzupełniali kadry o animacje w stanie surowym, wykonane w niskiej rozdzielczości. Na tej podstawie wykonywano dopiero właściwy montaż filmu, dzięki czemu spece od efektów wiedzieli, ile trwa i jak jest umiejscowione każde ujęcie, zawierające wizualną manipulację. Dopiero na tym etapie dokonywano ostatecznego połączenia elementów sztucznych z żywym obrazem. Ta metoda oszczędziła również cenny czas, potrzebny na końcowy rendering postaci cyfrowych, ponieważ żadne efektowe ujęcie nie trwało dłużej, niż było to konieczne.




POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2004.02.14