Efekty specjalne Podstawą w produkcji spektakularnych efektów wizualnych w "Dniu Niepodległości" było założenie, żeby jak najwięcej ujęć nakręcić na żywo, przy użyciu miniatur, pirotechniki, szybkostrzelnych kamer i prostych trików operatorskich, ograniczając użycie drogiej animacji komputerowej do niezbędnego minimum. Szef sekcji efektów wizualnych, 31-letni wówczas Volker Engel, współpracował już z Emmerichem przy filmach "Księżyc 44" i "Uniwersalny żołnierz". Do pracy przy "ID4" zebrał on swoich 10 byłych studentów z niemieckiej Akademii Filmowej Badenii-Wirtembergii w Ludwigsburgu, którzy utworzyli główną ekipę "efekciarzy".
W całym filmie jest ponad 400 ujęć z efektami wizualnymi, które z kolei złożono z ponad 6000 oddzielnie sfilmowanych, bądź komputerowo wygenerowanych elementów składowych. Napisy początkowe z literami składanymi z boków, a następnie odrzucanymi wprost w widza, są tak naprawdę odwrotną wersją pierwotnej koncepcji. Emmerich po obejrzeniu wstępnych projektów, zdecydował o ich odwrotnej animacji. Pierwszym znakiem nadciągania obcych statków był cień, zakrywający powiechrznię Księżyca. Srebrny Glob wykonano w miniaturze, księżycowy pył imitowały drobno zmielone trociny, natomiast ruchomy cień nakręcono na żywo, bez uciekania się do efektów komputerowych. Tą prostą technikę stosowano w filmie naprzemiennie z komputerową symulacją cieni. Natomiast pierwsze wejście gigantycznego statku, majestatycznie lecącego w kierunku Ziemi, było oczywistym nawiązaniem do prologu "Gwiezdnych wojen. Nowej nadziei".
Ujęcie oddzielania się kilkunastu mniejszych UFO (pierwotnie miało być ich tylko 3) od statku-matki, zrealizowano przy użyciu tylko jednego modelu, nakręconego w kilku planach z komputerowo sterowanej kamery (motion control). Efekt kłębiących się chmur wykonano dokładnie wg pomysłu, opracowanego już na potrzeby "Bliskich spotkań trzeciego stopnia" Spielberga z 1977 roku.
Efekt sunącego cienia, okrywającego pomnik Lincolna, waszyngtońskiego monumentu i Białego Domu, nakręcono przy użyciu miniaturowych modeli, zakrywanych na żywo na planie. Z kolei cień w szerokich, krajobrazowych planach, był dodany cyfrowo.
W scenie przyjazdu Davida z ojcem w pobliże Białego Domu, widać tą budowlę zza ogrodzenia. Tak naprawdę w pozornej perspektywie widać tylko dwumetrowej wysokości model siedziby prezydenta USA, który później wykorzystano do efektownego wysadzenia w powietrze, podczas sekwencji ataku obcych. Modelami były również Kongres, budynki, wylatujące w powietrze samochody, śmigłowce i wszystkie samoloty z Air Force One włącznie.
W ujęciu dolatywania śmigłowców powitalnych do statku, widać nocną perspektywę Waszyngtonu. Tak naprawdę to ujęcie Los Angeles, helikoptery były modelami, a UFO - obiektem cyfrowym. Spektakularne ujęcia ściany ognia, niszczącej wszystko na swej drodze, wykonano stosunkowo prostą techniką, bez uciekania się do cyfrowego generowania płomieni. Makietę miasta ze szczegółowo zbudowanymi w skali 1:24 modelami budynków umieszczono na platformie, którą postawiono pionowo z odchyłem 10 stopni. Kamerę z przyspieszonym klatkażem 300 klatek/sek. zamocowano na szczycie, natomiast wszystkie ładunki pirotechniczne u podstawy makiety. Po odpaleniu pirotechniki (co trwało sekundę) i odtworzeniu taśmy z prędkością 24 klatek/sek, uzyskano żądany efekt, ponieważ ogień po prostu unosił się do góry, wprost w kamerę.
Ujęcia, na których widać główne budynki, niszczone w pierwszej kolejności, kręcono osobno z modelami na czarnym, bądź niebieskim tle. Do nakręcenia pamiętnych zdmuchnięć gipsowego Białego Domu i Kapitolu (których modele w skali 1:12, radośnie wysadzone w powietrze, kosztowały jedyne 50 tys. dolarów sztuka), użyto ośmiu kamer na raz.
Samochody wysadzane w powietrze były maleńkimi modelami, nakręconymi w miniaturowych dekoracjach ulic, na tle niebieskiego ekranu. W powietrze były wyrzucane dzięki sprężonemu powietrzu, emitowanemu przez otwory w podłożu. Te obrazy nałożono następnie na ścianę ognia. Uciekających ludzi, widocznych w kadrze wraz ze ścianą ognia, nakręcono na niebieskim ekranie. Oprócz tego niszczono samochody naturalnej wielkości.
W scenie wsiadania dzielnych amerykańskich chłopaków do swoich wspaniałych maszyn, na planie był tylko jeden, w dodatku nieprawdziwy F-18, który musiał po kolei zamarkować wszystkie, do których wsiadali piloci. Lecące samoloty w tle były małymi modelami na sznurkach. Także w scenie nalotu obcych na bazę wojskową wykorzystano modele - tym razem pełnowymiarowe, w celu zapełnienia scenografii lotniska. Ujęcia z eskadrami atakujących F-18, składały się z siedmiu połączonych zachodów słońca (nakręconych wcześniej przez Emmericha na pustyni), rzeczywistych, miniaturowych dekoracji powierzchni Ziemi, prawdziwych wybuchów, miniaturowych modeli samolotów różnej wielkości na pierwszym planie i cyfrowych samolotów w tle. Proces generowania cyfrowych samolotów i statków kosmicznych obcych obejmował kilka etapów. Najpierw wykonano w komputerze siatkowy model obiektu. Później, na podstawie zeskanowanych zdjęć prawdziwych myśliwców, na siatki nałożono tekstury, czyli faktury powierzchni - w tym przypadku - samolotów. Kolejnym etapem była animacja i dopasowanie ruchu obiektów do nakręconych ujęć, wyrównanie warunków oświetleniowych i końcowy rendering, z uwzględnieniem pełnej interakcji cyfrowych fantomów z elementami rzeczywistego ujęcia. Temu, w skrócie opisanemu procesowi, podlegał każdy element filmu, nie nakręcony kamerą na planie, a są w "Dniu Niepodległości" ujęcia, zawierające w sobie po kilkaset tego typu obiektów na raz.
Smugi, ciągnące się za rakietami, bombardującymi UFO były cyfrowe, podobnie, jak efekt "zatrzymania" pocisków przez pole siłowe statku. Elementami rzeczywistymi były natomiast wybuchy bomb.
Sekwencja pościgowa w Wielkim Kanionie została zrealizowana przy pomocy trzech technik : żywych zdjęć śmigłowcowych, miniaturowych modeli i scenografii oraz animacji komputerowej. Końcówka pościgu to oranie ziemi przez UFO i lądowanie Hillera na spadochronie - jedno i drugie to były miniaturowe modele.
W ujęciu wchodzenia prezydenta do hangaru Strefy 51, widzimy Air Force One, stojący na płycie lotniska. To był kolejny miniaturowy model, cyfrowo wkomponowany w żywy obraz. Twórcą animatronicznych modeli obcych był Grek z pochodzenia, Patrick Tatopoulos. Współpracował on z Emmerichem także przy "Godzilli", gdzie reżyser swoim zwyczajem, nazwał głównego bohatera filmu właśnie nazwiskiem Tatopoulosa.
Tatopoulos wykonał dwa projekty obcych. Pierwszy był oślizłym, pająkowatym, mackowatym, delikatnym stworem a drugi był potężniejszy, z twardą powłoką i przypominał Obcego z filmu Ridleya Scotta. Emmerich, stojąc przed trudnym wyborem, zdecydował się na oba warianty. Pancerz stał się biomechanicznym skafandrem, chroniącym właściwego obcego w swym wnętrzu.
Do realizacji sekwencji z uwolnionym obcym użyto kilku osobnych modeli. Pierwszy to obcy od "pasa" w górę, którego atrapę zakładano na aktora, animującego dodatkowo ręce. Drugi element to osobne kończyny dolne i górne, z animatronicznie poruszanymi palcami, natomiast trzeci to model pełnej sylwetki, którego użyto w ujęciach zastrzelenia przybysza z kosmosu. Dodatkowo wykonano powiększoną wersję głowy, do zbliżenia otwierającego się oka. W scenę rozmowy obcego z prezydentem USA, zaangażowanych było aż siedmiu lalkarzy, animujących aliena.
Wnętrze hali, w której prowadzono badania nad statkiem obcych, musiano odtworzyć w miniaturze, dla potrzeb scen startu tejże machiny z Davidem i kpt Hillerem na pokładzie. We wnętrzu statku-matki widzimy kilkanaście ogromnych kolumn. W rzeczywistości wykonano pięć sztuk, z czego tylko jedna była wyrzeźbiona na całym obwodzie, pozostałe były płaskorzeźbami. Kilka ujęć dalej widać armię obcych, szykujących się do inwazji, wykonaną przy pomocy tylko jednego, animatronicznego modelu, nakręconego w różnych wariantach ruchowych. Osłony okien kokpitu, z których musieli skorzystać nasi bohaterowie, były cyfrowo dodane w postprodukcji.
Podczas bombardowania przez obcych Strefy 51, wybuchy na płycie lotniska były prawdziwe. Natomiast ujęcie, przedstawiające ludzi, uciekających do hangaru, składało się z cyfrowego tła, miniaturowej scenografii i aktorów, nakręconych na zielonym tle.
Pierwsze kilka klatek finałowej eksplozji, wywołanej wlotem Russella Casse'a w promień niszczący, było wybuchem modelu Empire State Building, tyle, że odwróconym o 180 stopni.
W ujęciach wybuchających statków kosmicznych najeźdżców, nie niszczono modeli, ponieważ wszystkie wybuchy, eksplozje, dymy i połacie ognia nakręcono jako setki osobnych elementów, które następnie złożono w jeden obraz.
|