Realizacja Machina preprodukcyjna zaczęła się rozkręcać w październiku 1987 roku, 20 miesięcy przed premierą. Aby całkowicie poświęcić się Jonesowi, Spielberg odpuścił sobie dwa poważne projekty, oscarowego "Rain Mana" i "Big" z Tomem Hanksem. Równolegle był jednak producentem wykonawczym trzech bajek: "Kto wrobił królika Rogera", "*batteries not included" i animowanego "The Land before Time". Lucas ponownie skrzyknął na plan ekipę dwóch poprzednich filmów. Sędziwy Douglas Slocombe po raz ostatni w karierze odpowiadał za zdjęcia (tradycyjnie nie używając światłomierza), Elliot Scott zaprojektował scenografię, przyspawany do Spielberga montażysta Michael Kahn po raz kolejny dokonał mistrzowskiego pokazu klejenia i cięcia, a kolejny "spielbergowiec" John Williams dostał angaż w oczywisty sposób. Steven Spielberg swoim zwyczajem narysował storyboardy, które były wizualną bazą dla projektowania dekoracji i scen. Pomagali mu David Jonas i Ed Verreaux.
Na plan powrócili John Rhys-Davies i Denholm Elliott. Davies tryskał dobrym humorem, bo "Poszukiwacze zaginionej arki" znacznie poprawiły ilość ról i, co za tym idzie, jego stan posiadania. Dobry nastrój skończył się tuż przed rozpoczęciem zdjęć. John Rhys-Davies nabawił się ostrej rwy kulszowej i tylko środki przeciwbólowe pozwoliły mu wziąć udział w filmie. Elliott ucieszył się, że zagra komediową postać Marcusa w całym filmie, a nie tylko w kilku scenach, jak miało to miejsce przy pierwszym Jonesie. Casting do pozostałych ról odbył się w Londynie, skąd taśmy video przesłano do Spielberga w Los Angeles.
Szefem kaskaderów tradycyjnie został Vic Armstrong. Na jego barkach spoczywała choreografia i zabezpieczenie wszystkich niebezpiecznych scen z udziałem ludzi oraz rzadkie dublowanie Harrisona Forda (wespół z Martinem Grace'em). To Vic ponownie wykonał jeden z najsłynniejszych numerów kaskaderskich w historii kina - czterometrowy skok z pędzącego konia wprost na pokład jadącego czołgu. Ford osobiście wykonał niemal wszystkie pozostałe niebezpieczne sceny, co stawało Armstrongowi ością w gardle. Pewnego razu podebrał Forda sposobem, tłumacząc, że jeśli aktor nadal będzie wykonywał jego pracę, to on tę pracę straci. Poskutkowało, choć na krótko. Vic Armstrong po latach stwierdził, że najbardziej kaskaderskie w jego karierze było odsuwanie Forda od niebezpiecznych scen.
Chronologia zdjęć jak zwykle nie odpowiadała kolejności fabularnej. Zdjęcia rozpoczęto od sekwencji czołgowej 16 maja 1988 roku w Almerii na południu Hiszpanii. Potem przeniesiono się na Majorkę, gdzie na opuszczonym pasie lotniska nakręcono scenę ataku samolotów na samochód Jonesów. Na plaży Majorki powstała także scena z ptakami. Potem ekipa wróciła na stały ląd, by w hiszpańskiej Granadzie nakręcić plenery miasta Iskenderun. Po blisko miesiącu zdjęć w Hiszpanii ekipa przeniosła się do znajomych hal Elstree w Londynie. Przez kolejnych 10 tygodni powstawały tam sceny w dekoracjach wzniesionych przez ekipę Elliota Scotta. Następnie wykorzystano plenery Tilbury Docks pod Londynem, gdzie nakręcono pościg motorówkowy. 7 sierpnia ekipa poleciała do Wenecji, a kilka dni później do Jordanii, gdzie w ruinach miasta Petra zarejestrowano plenery świątyni Graala.
Czołówka tradycyjnie poprzedzona jest starą wersją logo Paramountu, płynnie łączącego się z filmową górą. Cała sekwencja wstępna powstała jako ostatnia w planie zdjęciowym. Twórcy chcieli plenery nakręcić w Parku Narodowym Mesa Verde w Kolorado, ale miejscowi Indianie stwierdzili, że strasznie wkurzyłoby to duchy ich przodków, pochowanych w ziemi. Tej ziemi. Tak więc ekipa przeniosła się do Parku Narodowego Arches w Utah.
Udział Rivera Phoenixa był największą produkcyjną tajemnicą filmu. Kiedy zaczęły szerzyć się plotki o udziale młodej gwiazdy w filmie Spielberga, LucasFilm wypuściło fałszywą informację, że River gra młodszego brata Indy'ego. Ford i Phoenix spotkali się rok wcześniej na planie "Wybrzeża Moskitów" Petera Weira, gdzie grali ojca i syna. Harrison Ford był obecny podczas kręcenia sekwencji wstępnej i udzielał Phoenixowi bezcennych rad o graniu Indiany Jonesa.
Cała sekwencja wstępna to przegląd jonesowych technik działania ("wymyślę coś po drodze"), etyki zawodowej ("to powinno być w muzeum"), wyjaśnienie wężofobii, pochodzenia kapelusza, kurtki, bata i blizny na brodzie Jonesa (sprytnie nawiązano do prawdziwej blizny Forda). Przez chwilę widać psa Indianę (taki sam malamut, jakiego miał Lucas), a także po raz pierwszy mamy do czynienia z charakterem Jonesa seniora, który woli studiować legendę Graala, niż wysłuchać własnego syna.
Przeznaczony do użytku turystycznego wąskotorowy pociąg, kursujący między Kolorado i Nowym Meksykiem, posłużył jako scenograficzna baza do zbudowania pociągu cyrkowego, na którym rozgrywa się większość walki między młodym Indym a łowcami skarbów. Wnętrza wagonów sfilmowano w dekoracjach Universal Studios w Los Angeles. Postawiono je na ruchomych platformach, imitujących kołysanie wagonów.
Twórcy skutecznie zmylili widzów co do identyfikacji młodego Jonesa. Zanim z mroku wyłoniła się twarz Rivera Phoenixa, można było stawiać fortuny na to, że młodym Jonesem jest znalazca krzyża Coronado, grany przez Richarda Younga. Postać ta jest w filmie anonimowa, ale w napisach końcowych nosi przydomek Fedora (od noszonego kapelusza). Natomiast we wcześniejszych wersjach scenariusza Fedora nazywał się Abner Ravenwood. To personalia ojca Marion, wspomnianego w "Poszukiwaczach zaginionej arki".
Twórcy wypełnili trzeci film całą furą nawiązań do "Poszukiwaczy zaginionej arki". Krzyk młodego Jonesa, dobiegający z filmowanego z zewnątrz wagonu, to nawiązanie do podobnej sceny z pierwszego filmu. Tam Marion walnęła Jonesa lustrem, a wrzask Indiany wyklejono ujęciem statku z zewnątrz.
Upadek młodego Indiany na dach pociągu to autocytat z podobnego ujęcia z "Poszukiwaczy zaginionej arki", gdzie Jones padł na ziemię w trakcie walki z mechanikiem Flying Winga.
Jones wpadający do wagonu z lwem był grany przez ewidentnego dublera. Nie zasłoniła tego nawet bujna grzywka młodego Jonesa.
Kolejne nawiązanie do "Poszukiwaczy..." - hasło "Podaj bat!" w końcówce sceny z lwem, słyszeliśmy także z ust Harrisona Forda w peruwiańskiej świątyni. Ech, Ameryka - u nas byłoby najwyżej "Podaj cegłę"... Jedyną wewnętrzną dekoracją zbudowaną w prawdziwym wagonie było pomieszczenie ze skrzynią. Indy wchodzi do niej, zamyka wieko, następnie wchodzi Fedora, ze zdumieniem widzi pustą skrzynię, przechodzi przez wagon, otwiera drzwi i patrzy na uciekającego po torze Indianę. Scenograf Elliot Scott zasugerował Spielbergowi, aby nakręcić całość w jednym ujęciu i tym samym uwiarygodnić miejsce akcji w prawdziwym pociągu. River Phoenix nie musiał uczyć się wyskakiwania z podwozia jadącego wagonu. Aktor został schowany pod podłogą, natomiast po torze biegł jego dubler.
W tym momencie warto przyjrzeć się odbiciu w szybie drzwi wagonu. Na zewnątrz siedział sobie członek ekipy w białym T-shircie. Może to ten sam, który w pierwszym filmie łaził po planie Kairu?
Pierwsza w filmie scena z Harrisonem Fordem ma miejsce na targanym sztormem parowcu przy brzegu Portugalii. Morskie warunki zrekonstruowano w zewnętrznym basenie na terenie Elstree przy pomocy ruchomej platformy hydraulicznej o rozmiarach 12 x 18 metrów, na której zbudowano pokład statku. Choć warunki pracy w studio są nieporównanie bezpieczniejsze od zdjęć stricte plenerowych, to realizacja tej sceny należała do najniebezpieczniejszych. Wszystko przez symulację sztormu. Aktorom i kaskaderom nie szczędzono hektolitrów lodowato zimnej wody (nie było możliwości jej ogrzania), wylewanej z 12 zbiorników umieszczonych wokół ruchomej dekoracji. Efekt wspomagano dmuchawami i wiatrakami, oczywiście przy ciągle zmieniającym się kącie nachylenia podłogi.
Wpadka: krew płynąca z rozbitej wargi Jonesa raz jest po lewej, raz po prawej stronie.
W porównaniu z "Poszukiwaczami zaginionej arki" zmieniono budynek udający nowojorski uniwersytet, na którym Indy wkładał studentom archeologię do głów. Tym razem wykorzystano fasadę i wnętrza angielskiej Rickmansworth Masonic School w Hertfordshire.
Producent Robert Watts do roli nazistowskiego pułkownika Vogla upatrzył sobie Brytyjczyka, szekspirowskiego aktora Juliana Glovera, którego zapamiętał z niewielkiej roli płk. Veersa, dowódcy AT-AT w "Imperium kontratakuje". Lecz Spielberg zobaczył w Gloverze idealny materiał na Waltera Donovana (we wcześniejszych wersjach scenariusza nosił nazwisko Chandler), amerykańskiego kolekcjonera sztuki, który "sprzedałby własną matkę za etruską wazę", jak celnie określił jego łajdactwo Henry Jones Senior. Rolę Vogla dostał Michael Byrne, który dekadę wcześniej spotkał się już z Fordem na planie "Komandosów z Nawarony".
Mieszkanie Donovana to dekoracja w Elstree, za którą umieszczono cykloramę z namalowanym widokiem Nowego Jorku. Żonę Waltera Donovana zagrała Isla Blair, prawdziwa żona Juliana Glovera. I tu mamy wyjaśnienie zagadki, czemu służyło to kompletnie niepotrzebne ujęcie.
Mając pod ręką aż trzy gwiazdy w rolach Jonesów (River Phoenix, Sean Connery, Harrison Ford), Jeffrey Boam musiał dokonać nie lada sztuki, by każdemu z nich dać wystarczająco sporo czasu ekranowego i jednocześnie tak wprowadzać kolejnych aktorów, by nie wchodzili sobie w paradę. Innymi słowy między ostatnim ujęciem Phoenixa i pierwszym ujęciem Connery'ego musiało minąć tyle czasu, by Ford zdołał zawładnąć ekranem. Takie prawa gwiazdorstwa. Lecz w jednej scenie widać jednocześnie całą trójkę - kiedy Ford patrzy na fotografię ojca i syna z czasów młodości Indiany.
Podczas pracy nad pierwszym filmem udało się znaleźć niesprawny hydroplan, któremu poruszało się tylko jedno śmigło. Do filmu to wystarczyło. w "Ostatniej krucjacie" znów widzimy samolot, któremu także porusza się tylko jedno śmigło.
7 sierpnia 1988 roku ekipa przeniosła się w zatłoczone plenery Wenecji. Robert Watts musiał stanąć na głowie, by umiejętnie i na bardzo krótkie okresy czasu wydzierać turystom fragmenty miasta i umieścić tam ekipę Spielberga (Grand Canal był wynajęty na jeden dzień od 7.00 do 13.00), nie wspominając o scenograficznym przygotowaniu placów, kanałów, ulic i statystów pod rok 1938. Na szczęście władze Wenecji były przychylne filmowcom i pomagały w logistycznym przygotowaniu tak szerokich i malowniczych planów miasta, jak na poniższych zdjęciach.
Postać Austriaczki Elsy Schneider miała w sobie cechy zarówno dzielnej, choć chłopięcej Marion i wrzeszczącej, ale bardzo kobiecej Willie. Aby jej postać stanowiła solidną przeciwwagę dla testosteronu Jonesów, Boam uczynił z niej uwodzicielskiego historyka sztuki. Fizyczność zimnej irlandzkiej blondynki Alison Doody dopełniła dzieła. Zanim aktorka stanęła przed Spielbergiem, spalała się w brytyjskiej telewizji. W 1985 roku została dziewczyną Bonda w "Zabójczym widoku". Łazienka, w której Elsa gryzła Indy'emu ucho, znajduje się w weneckim hotelu Danieli.
W filmach często stosuje się trik narracyjno-montażowy polegający na tym, że zachowując ciągłość dialogu, bohaterowie nagle diametralnie zmieniają miejsce akcji. Tutaj taki manewr wykonano w sekwencji weneckiej. Indy rozmawia z Elsą o bibliotece. Na długo przed wejściem do budynku Indy wyraża myśl, że biblioteka przypomina kościół (grany przez autentyczną świątynię San Barnaba). Cięcie. Następnie już we wnętrzu świątyni (dekoracje w Elstree) Elsa potwierdza słowa Jonesa. A ciągłość dialogu została zachowana. Wniosek - Elsa i Indy milczeli przez kilkadziesiąt metrów spaceru, żeby dr Schneider mogła dopiero w murach kościoła odpowiedzieć na pytanie zadane na zewnątrz. Wiem, czepiam się. Filmy to skrótowa narracja, a po wydarzenia mające miejsce między filmowymi cięciami trzeba sięgnąć do telenowel, których esencją jest celebracja fabularnych wypełniaczy i miejsc w nawiasie.
Twórcy wreszcie poszli po ironię do głowy i przynajmniej na jedną scenę pozbawili Jonesa syndromu człowieka, który się nie myli. Indy w szkole tłumaczy studentom, że archeolog nie szuka skarbów z mapą w ręku, a X nigdy nie oznacza celu. Kilkanaście scen dalej, w zaciszu weneckiej biblioteki okazuje się, że X jednak oznacza cel.
W drugiej części Indy powtórzył scenkę z "Poszukiwaczy..." kiedy chciał zastrzelić Hindusów i nagle zabrakło mu pistoletu. Na ścieżce dźwiękowej na moment zagrał temat Johna Williamsa z pierwszego filmu. W trzecim filmie znalazło się miejsce na takie samo puszczenie oka do widza. Na ścianie weneckich katakumbów Indy z Elsą natykają się na wizerunek Arki Przymierza. Przez chwilę słychać pamiętny, mroczny temat muzyczny. W kolejnym ujęciu przez moment widać cień mikrofonu.
Tradycja filmów z Jonesem każe zrobić przynajmniej jedną scenę z ogromną ilością paskudnych, pełzających, kroczących i wyłażących ze wszystkich zakamarków zwierząt. Po wężach ze Studni Dusz, robalach ze Świątyni Zagłady i ponownie wężach z prologu "Ostatniej krucjaty" przyszła kolej na szczury. Prawdziwe, kanałowe, oślizłe. Spielberg zażądał 1000 sztuk. Fachowiec od zwierząt Mike Culling, który współpracował przy dwóch poprzednich Jonesach powiedział że prawdziwych kanałowców nie znajdzie aż tyle. Doradził ekipie założenie własnej hodowli, bo szczury rozmnażają się bardzo szybko. I po pięciu miesiącach Spielberg miał do dyspozycji 2000 szczurów, każdy z certyfikatem czystości sanitarnej. Płonące szczury pod koniec sekwencji w katakumbach to już kilkaset mechanicznych atrap.
Niewielką, bo okrojoną w scenariuszu i montażu rolę Kazima, strażnika z chroniącego Graala Bractwa Miecza Krzyżowego, zagrał Kevork Malikyan. Aktor chciał zagrać Sallaha już w "Poszukiwaczach zaginionej arki", ale z powodu korków ulicznych nie zdążył na casting. W sumie dobrze...
Choć pościg motorówkowy teoretycznie ma miejsce w Wenecji, nakręcono go wcześniej, w dokach Tilbury w hrabstwie Essex w południowo-wschodniej Anglii. Nawet otwierające tę sekwencję ujęcie lądu, z którego bohaterowie wskakują do motorówki, powstało w Tilbury z atrapami weneckich budynków. Widać to po żurawiach portowych na horyzoncie, które zresztą nie mogły tam stać w 1938 roku, nawet gdyby postawili je u siebie Wenecjanie.
Wskutek niedogadania się w ferworze walki, Elsa wjeżdża wprost między dwa stojące w porcie statki. Żeby konwencji stało się zadość, jeden ze statków, pchany przez holownik, zbliża się do drugiego, niebezpiecznie zmniejszając pole dla obu motorówek. Scena ta na planie wyglądała bardzo podobnie, tzn. z użyciem obu statków i holownika. Tyle, że oba statki były zabezpieczone linami, które nie dopuszczały do krytycznego zbliżenia, uniemożliwiającego przejazd motorówek. Jedna z nich podczas ujęcia niebezpiecznie otarła się o burtę statku.
Wiecie, kto to był Jesse Owens? To czarny amerykański lekkoatleta, który na olimpiadzie w Berlinie w 1936 roku upokorzył butnych Aryjczyków i zdobył 4 złote medale w biegach. I to właśnie jego wspomina sztywny odźwierny zamku Brunwald. Ale w postprodukcji twórcy doszli do wniosku, że świat może nie pamiętać Owensa i dowcip się nie uda. Zmienili go na przedwojenną gwiazdkę ekranu Mae West, ale też zrezygnowali. Wreszcie wybrali symbol uniwersalny. Dlatego odźwierny powiedział do Jonesa "Jeśli pan jest szkockim lordem, to ja jestem myszką Miki!". Tę zmianę widać na ekranie. Aktor mówi o Owensie, ale w dźwięku jest myszka Miki.
W tej scenie warto popatrzeć na drugi plan, konkretnie na bramę, którą wszedł Indy z Elsą. W pewnym momencie widać cień przechodzący za dekoracją. Może to znowu ten sam facet w T-shircie?
Dla Spielberga obsadzenie roli Jonesa seniora było oczywiste - tylko jeden facet w historii kina mógłby stanąć przy Jonesie jak równy z równym. James Bond, czyli Sean Connery. Spielberg, który jeszcze w latach 70. marzył o wyreżyserowaniu jakiegoś Bonda, od początku nie brał pod uwagę nikogo innego. Za to Lucas owszem. Wyobraźnia twórcy Gwiezdnej Sagi nie mogła przebrnąć przez obraz Connery'ego w roli nobliwego, zdziwaczałego starszego pana z tytułem profesorskim. Choć widział w tej roli kogoś w stylu Gregory Pecka, Lucas ostatecznie ustąpił, ale nadal martwiło go dociążenie głównej obsady taką gwiazdą, czego wcześniej w filmach z Jonesem nie praktykowano. Sean Connery zagrał ojca Indiany, choć jest tylko 12 lat starszy od Harrisona Forda. Lecz zanim wyraził zgodę, zapytał Spielberga, czy za tą propozycją kryje się prosty marketing pod hasłem "Indy spotyka Bonda". Spielberg odparł, że chodzi o sytuację "Indy spotyka najbardziej krzepkiego ojca, jak chodzi po tym świecie". Connery zapamiętał sobie te słowa i zażądał zmian w scenariuszu. Jeffrey Boam musiał zdynamizować charakter postaci i przerobić wiele scen i dialogów, by uwiarygadniały tak nietypowe sytuacje, jak Indiana stawiany przez ojca na baczność, czy przyjmujący od niego ojcowskiego plaskacza w twarz. Wcześniej nie do pomyślenia, ale w sumie wyszło to na dobre zarówno postaci seniora, jak i juniora. Obaj stali się niemal równi sobie, zarówno w wypełnianiu archeologicznych powinności, jak i zdolności przetrwania największych zagrożeń. Obaj także mieli okazję odkryć więzy rodzinne i zdjąć ubranie z Elsy Schneider.
Sean Connery wytknął także pojawienie się prof. Henry'ego Jonesa dopiero na 70. stronie scenariusza (czyli mniej więcej w 70. minucie filmu). Boam stanął na głowie i wprowadził postać 20 stron wcześniej, a także dopisał dialog, w którym Jones senior mimochodem chwali się bzyknięciem Elsy. Connery został usatysfakcjonowany, lecz wciąż nalegał na doprawienie jego postaci solidną dawką humoru. Nie bez racji dostrzegł bowiem komediowy potencjał między wizerunkiem szacownego historyka, a najbardziej wariackimi przygodami, w których brał udział. Dzięki niemu np. scena motocyklowej ucieczki Jonesów przed nazistami była kontrapunktowana kamienną twarzą seniora, patrzącego na uradowanego, popisującego się jak dziecko juniora. Nie mówiąc już o najlepszym bon-mocie z całej serii - "Don't call me junior!". Najzabawniejszy pościg motocyklowy w historii kina nakręcono na terenie parku stanowego Mt. Talpais w Kalifornii, niedaleko Skywalker Ranch Lucasa.
Fani skrupulatnie wypunktowali wszystkie powiązania obsadowe między trzecim Jonesem i Bondami (nie licząc Seana Connery). John Rhys-Davies w 1987 roku grał gen. Puszkina w "The Living Daylights". Alison Doody była dziewczyną Bonda w "A View to a Kill" (1985). Julian Glover i Stefan Kalipha (jeden z czołgistów) byli czarnymi charakterami w "For your eyes only" (1981). Grający złego Vogla Michael Byrne 10 lat później został admirałem Kellym w "Tomorrow never dies". Pat Roach w 1983 roku zagrał w nieoficjalnym Bondzie "Nigdy nie mów nigdy". Vernon Dobtcheff, który zagrał śmieszny epizod odźwiernego, w 1977 roku wystąpił w "The Spy who loved me". W ramach ciekawostek warto też wspomnieć o żywiącej się Bondami genialnej komedii sensacyjnej "Prawdziwe kłamstwa" Jamesa Camerona (1994). Otóż na wikipedii pod hasłem "Sean Connery" można znaleźć akapit, informujący, że ucharakteryzowany do niepoznaki Sean Connery anonimowo zagrał jednego z szejków naftowych w prologu filmu. Chodzi o jednego z dwóch arabskich nafciarzy, których Arnold Schwarzenegger wita na wejściu do sali balowej. Ktoś, kto zamieścił na wikipedii ten wpis twierdzi, że Connery był pojawiającym się z prawej strony kadru szejkiem w bardzo podobnych okularach, które aktor nosił na planie "Ostatniej krucjaty". W sumie fajna teoria, ale niezbyt poważna.
Hiszpańskie miasto Granada udawało południowotureckie miasto Iskenderun. Ta nazwą mija się z prawdą historyczną, ponieważ w 1938 roku Iskenderun nosił wymienianą w dialogach nazwę Alexandretta. Stacja kolejowa w Granadzie została scenograficznie przerobiona w kawałek bliskowschodniego miasteczka.
Kiedy Elsa mówi "Tak żegnają się Austriacy", na kontrplanie zza jej pleców wyraźnie widać, że aktorka nie poruszała ustami. Chwilę później Vogel mówi "A tak żegnają się Niemcy" i wali Jonesa w twarz. Dubbingując film na swój rynek, Niemcy przerobili niewygodne dla nich uogólnienie wszystkich Niemców jako nazistów, wstawiając w usta Michaela Byrne'a słowa "A tak żegnamy się w SS".
Zapalniczka, która za sprawą dmuchania Jonesa seniora powoduje podpalenie całej komnaty, zmienia strony w kolejnych ujęciach.
Sekwencję zjazdu nazistów nakręcono w plenerach Wielkiej Brytanii. Kiedy Spielberg instruował statystów, jak należy salutować "Sieg Heil!", zażartował, aby dla czystości sumienia palce drugiej ręki mieli skrzyżowane. Joanna Johnston nie musiała projektować ani nadzorować szycia kostiumów, udających nazistowskie mundury. Może się to wydać dziwne i podejrzane, ale 43 lata po II wojnie (czyli w 1988 roku) skorzystano z doskonale zakonserwowanych oryginalnych mundurów, wypożyczonych z przepastnych magazynów legendarnej wytwórni Babelsberg pod Berlinem. Czego by nie mówić o nabitej agentami Stasi, nieistniejącej już kolonii Sowietów zwanej NRD, to wytwórnię, w której Fritz Lang nakręcił "Metropolis", Niemcy wschodni pielęgnowali z należytym szacunkiem. Dochodziło nawet do tego, że polskie produkcje, biorące na warsztat II wojnę, także zaopatrywały się w oryginalne mundury z Babelsbergu.
W fenomenalnie pomyślanym epizodzie spotkania Indy'ego z Adolfem Hitlerem, fuhrera sportretował Michael Sheard, który w "Poszukiwaczach zaginionej arki" zagrał epizodyczną rolę dowódcy łodzi podwodnej. Użyta w tej sekwencji muzyka to klasyczna kompozycja Johanna Gottfrieda Piefke "Königgrätzer Marsch". Wybór był nieprzypadkowy. Utwór ten słychać także w legendarnym dokumencie Leni Riefenstahl "Triumf woli" ze zjazdu nazistów w Norymberdze w 1934. Do postaci Riefenstahl nawiązano także w wyciętej z filmu scenie (więcej o tym w SCENACH WYCIĘTYCH).
Zewnętrzny widok terminalu berlińskiego lotniska Tempelhof to połączenie żywego obrazu i matte-painting. Plener z budynkiem w stylu art deco znaleziono na terenie dawnego wojskowego lotniska na wyspie Treasure w zatoce San Francisco (4 km od wyspy Alcatraz). Znany japoński grafik Yusei Uesugi domalował wieżę kontrolną, transparenty, napisy i stojące samochody. Halę lotniskową zagrało westminsterskie wnętrze Royal Horticultural Halls & Conference Centre w Londynie.
Kiedy "Indiana Jones i ostatnia krucjata" wszedł na ekrany, pierwsi widzowie mogli się dowiedzieć, że filmowy sterowiec nosi widoczną w kadrze słynną nazwę Hindenburg. Potem twórcy się zreflektowali i usunęli ten napis, ponieważ dotarło do nich, że Hindenburg spłonął w 1937 roku, dwa lata przed akcją filmu.
Henry Jones senior czyta niemiecką gazetę do góry nogami. W jednym ujęciu pojawił się weteran trzech pierwszych Jonesów, Pat Roach, który w "Poszukiwaczach zaginionej arki" zagrał Szerpę w Nepalu i łysego mechanika Flying Winga, a w drugim filmie był nadzorcą w kopalni. Kilka ujęć na pokładzie sterowca z jego udziałem zostało wyciętych w montażu. Więcej Jonesów na swoim koncie wśród aktorów miał tylko Harrison Ford.
Poważny dialog, w którym Jonesowie na pokładzie sterowca roztrząsają lata rozłąki, nawiązuje do często powtarzanej przez Spielberga sytuacji swych bohaterów, pozbawionych ojcowskiego wsparcia. Tekst do tej sceny anonimowo napisał słynny dramaturg Tom Stoppard, autor scenariusza "Imperium słońca". Dostał za to 120 tys. dolarów, a w obliczu box-office'owego triumfu filmu kolejny milion. Zabawnie wyglądała realizacja tej sceny. Na planie było wyjątkowo gorąco, więc najpierw Connery, a za nim Ford zdjęli spodnie, które były poza kadrem.
Aby pokazać przesiadanie się Jonesów ze sterowca do samolotu, zbudowano w pełnej skali dekorację spodu sterowca, którą zawieszono 12 metrów nad ziemią. Do tej dekoracji podwieszono atrapę dwupłatowca, którą wykorzystano w kolejnych ujęciach z Jonesami, usiłującymi wylądować. Scenę ataku samolotów na samochód z Jonesami nakręcono na opuszczonym lotnisku, które znaleziono na Majorce.
"Niechaj moimi wojskami będą skały i drzewa i ptaki w niebiesiech" - tak Jones senior podsumował zaprzęgnięcie mew do walki z nazistowskimi siepaczami. Twórcy mieli nieco trudniejsze zadanie, a i pomysłowości im nie zabrakło. Wszystko z powodu mew, a raczej ich braku, który musiał być sztukowany czym się dało. Miłośnicy ptactwa stwierdzili bowiem, że mewy są nietresowalne, nikt ich nie hoduje i nic po nich na planie filmowym. Tak więc stado mew stojące na plaży na Majorce to gipsowe atrapy z poruszanymi przez wiatr piórami. Na otwierającym tę scenę dojeździe kamery do twarzy Jonesa, w okularach Connery'ego odbija się kamera.
Kręcone długim obiektywem zabawne ujęcie płoszenia stada przez Jonesa seniora można było zrealizować dzięki wypuszczanym z klatek gołębiom i naręczom puchu, wyrzucanym przez ekipę. Mała głębia ostrości ukryła fałszerstwo. Parafrazując "Misia" - ptak jest ptak, nakręcić zawsze można.
Wbrew pozorom, Republika Hatay to nie był wytwór wyobraźni Jeffreya Boama. To państewko naprawdę istniało, ze stolicą w znanym z filmu mieście Alexandretta. Hatay proklamowało niepodległość 7 września 1938 roku, po oderwaniu się od będącej pod francuskim panowaniem Syrii. Ale już 29 czerwca 1939 roku Turcja zaanektowała Hatay i uczyniła jedną ze swych prowincji, zaś Alexandretta zmieniła nazwę na Iskenderun. Małą rólkę władcy Hatay zagrał kontrowersyjny brytyjski komik Alexei Sayle. Kiedy film opuścił sale kinowe, dokonano ingerencji w dialog. Pierwotnie Donovan mówił do władcy "Oto dary najlepszych niemieckich rodzin żydowskich". Na VHS, DVD i w telewizji nie usłyszano już słowa "żydowskich". Montażysta miał farta - słówko to pada z ust Donovana wtedy, kiedy na chwilę zasłania go przechodzący przed nim władca Hatay. Pewnie chodziło o to, by nie sugerować, że to efekt grabieży po pogromie żydowskim w Rzeszy w 1938 roku, którzy przeszedł do historii jako "noc kryształowa".
Spektakularna sekwencja pościgowa z udziałem koni i czołgu, choć fabularnie umieszczona w drugiej połowie filmu, otworzyła 16 maja 1988 roku etap zdjęciowy. Ekipa zainstalowała się na dnie wyschniętej rzeki w Almerii na południu Hiszpanii. Na niedalekich, także andaluzyjskich pustkowiach Spielberg wcześniej kręcił "Imperium słońca". Pamiętając słynny samochodowy pościg za Arką Przymierza, Spielberg znacznie rozbudował dramaturgię pościgu w stosunku do tego, co przewidywał scenariusz (a także jego wczesna wersja Chrisa Columbusa), czyniąc go największą sekwencją akcji w całym filmie. Zadanie było o tyle trudniejsze, że w trakcie pościgu bohaterowie mieli znacznie więcej do roboty. Szczególnie prof. Jones, objawiający we wnętrzu czołgu swą bohaterską naturę.
W scenie obserwowania przez Jonesów niemieckiego pochodu przez góry, mamy kilka poważnych wpadek oświetleniowych. Raz słońce świeci z tej, raz z tej. Twórcy w ogóle nie przejmowali się kierunkami - Jones z lornetką jest oświetlony kontrowo z tyłu, a w kontrplanie światło pada z drugiej strony. Od razu przypomina mi się finałowa scena dialogowa z "Twierdzy" - Nicolas Cage i William Forsythe stoją naprzeciw siebie i za każdym z nich widać zachodzące słońce. Czasami filmy sprawiają wrażenie kręconych na Tatooine, gdzie też były dwa słońca.
Za czołg służyła replika brytyjsko-amerykańskiego czołgu Mark VIII z I wojny światowej. Odpowiedzialny za jego budowę George Gibbs miał sporo szczęścia. Do naszych czasów zachował się tylko jeden z nielicznych egzemplarzy, ważący 28 ton i stojący w muzeum czołgów w Wielkiej Brytanii. Posłużył on jako wzór do zbudowania wiernej kopii ze stali, bo tylko taka interesowała Spielberga i Lucasa. Budowany przez cztery miesiące w Wielkiej Brytanii pojazd był napędzany dwoma silnikami Range Rover V-8.
Gibbs zbudował także imitację górnej części czołgu, przeznaczoną do poważniejszych scen aktorskich. Była to aluminiowa konstrukcja o wadze ośmiu ton z bezpiecznymi dla aktorów i kaskaderów gumowymi atrapami gąsienic. Całość umieszczono na wojskowej przyczepie, ciągniętej przez truck z napędem na cztery koła (na filmie zresztą widać śladu kół, zamiast gąsienic). Aby podczas kręcenia scen walk nikt nie spadł na hiszpańską glebę, na krawędziach przyczepy stacjonowali kaskaderzy, gotowi złapać każdego nieuważnego artystę. Realizacja całej sekwencji czołgowej trwała dwa tygodnie i kosztowała ok. 2 mln dolarów.
Wpadka: Jones kopnął w peryskop, który przekręcił się w lewo, natomiast w środku niemiecki żołnierz dostał w łeb z peryskopu obracającego się w prawo. Koń używany przez Harrisona Forda i Vica Armstronga, wcześniej nosił na grzbiecie Sylvestra Stallone na planie "Rambo III".
Nigdy nie zrozumiem, w jaki sposób pasek od torby Jonesa mógł sam przewiesić się przez długą lufę, a potem sam się z niej odwiesić. Twórcy nad wyraz gładko obeszli pokazanie tych czynności na ekranie, wychodząc z założenia, że wystarczy samo spektakularne zagrożenie życia Indiany Jonesa.
Wpadka: w scenie nad klifem zmienia się wygląd brody Henry'ego Jonesa.
Po kilku dniach spędzonych w Wenecji ekipa poleciała do Jordanii, by nakręcić tam plenery Kanionu Półksiężyca, miejsca w którego świątyni miał być ukryty Graal. Wybrano jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na świecie, ruiny ukrytego w skalnej dolinie miasta Petra, ogłoszonego w 2007 roku jednym z siedmiu tzw. nowych cudów świata. Wykute w skalnych ścianach budowle powstały między III w. p.n.e. a III w. n.e. Twórcy filmu wybrali architekturę Chazne (El Khazneh), "Skarbca Faraona", budowli, która słusznie uchodzi za turystyczną i historyczną wizytówkę Petry. Zdjęcia plenerowe w Petrze kręcono przez trzy dni. Ekipie towarzyszyła zaciekawiona rodzina królewska Jordanii.
Reszta powstała w halach Elstree, bowiem w Petrze tylko plener wyglądał tak imponująco. Wnętrze "Skarbca Faraona" to jedna pusta komnata. Szarpiąca nerwy konfrontacja Jonesa z trzema próbami: Oddech Boga, Imię Boga i Ścieżka Boga, znalazła się w filmie dzięki Spielbergowi.
W ujęciu leżącego Jonesa, mówiącego "Musisz wierzyć, chłopcze. Musisz wierzyć" Spielberg powtórzył swój "szczękowy" numer, kręcąc Seana Connery z "efektem vertigo", czyli jednoczesnym odjazdem wózka i zbliżeniem transfokatora.
Wpadka: Indy wylewa z Graala całą wodę. Lecz kiedy Jones senior bierze kielich do ręki, na jego dnie widać jeszcze trochę wody. Jednym słowem cuda - Graal sam się napełniał.
I jeszcze jedna wpadka: kilka ujęć dalej Sallah bierze karabin do ręki i, celując w niemieckich żołnierzy, prosi ich o rzucenie broni. A zaraz potem Michael Kahn umieścił ujęcie, na którym młody Indy pomaga ojcu wstać. W tle widać Sallaha, który stoi sobie bez broni, choć przed chwilą celował w nazistowskich siepaczy. Znów cuda.
Opuszczając świątynię Graala, Jonesowie widzą rycerza przy wejściu do komnaty. Piękna scena. Lecz chciałbym się dowiedzieć, jakim cudem 700-letni staruszek, którego przewrócił podniesiony miecz, skakał sobie chyżo po kamieniach z imieniem Boga. No bo machnijmy ręką na niski tunel między jego pieczarą a ścieżką Boga - to mógł przejść na kolanach. Ale potem musiał przeskoczyć po literowanych kamieniach. Chyba, że znał jakieś boczne przejście, ale gdyby takowe istniało, Jones już by o tym wiedział. Nie wspominając o tym, że ze względu na 700 lat językiem rycerza powinna być łacina, a nie angielski. No ale w amerykańskich filmach nawet kosmici muszą mówić po angielsku. Muszą.
Finałowe ujęcia nakręcono na teksańskich pustkowiach z dublerami wszystkich czterech aktorów. Koniec podstawowego etapu zdjęciowego odtrąbiono 30 września 1988 roku. Do zrobienia twórcy mieli jeszcze wszystkie sceny aktorskie na niebieskim tle oraz całość ujęć efektowych.
Premiera odbyła się 24 maja 1989 roku. Od premiery pierwszych "Gwiezdnych wojen" Lucas wybiera końcówkę maja na premierę swoich najgłośniejszych filmów ("Nowa nadzieja" - 25 maja, "Imperium kontratakuje" - 21 maja, "Powrót Jedi" - 25 maja, "Mroczne widomo" - 19 maja, "Atak klonów" - 16 maja, "Zemsta Sithów" - 15 maja, "Willow" - 20 maja, "Indiana Jones i Świątynia Zagłady" - 23 maja, "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki" - 22 maja). Jedynie "Poszukiwacze zaginionej arki" z datą premiery 12 lipca 1981 roku wyłamali się z tej prawidłowości. Film wszedł jednocześnie na ekrany aż 2327 kin w USA i Kanadzie. Oprócz tradycyjnych kopii 35mm, "Indiana Jones i ostatnia krucjata" doczekał się 70mm kopii z wielokanałowym dźwiękiem surround. Dziś mamy to w domach, ale wówczas takie atrakcje można było usłyszeć tylko w kinach, wyposażonych w odpowiednie zaplecze nagłośnieniowe. W USA był to drugi najbardziej kasowy film 1989 roku (195 mln martwych prezydentów). Przegrał tylko z "Batmanem" Tima Burtona. Trzecia część przygód Jonesa na całym świecie zarobiła w kinach prawie pół miliarda dolarów. A to wszystko za niecałe 50 mln $ władowanych w produkcję. Film zdobył Oscara za montaż efektów dźwiękowych (Ben Burtt i Richard Hymns). Nominacje otrzymali John Williams za muzykę oraz Ben Burtt, Tony Dawe, Shawn Murphy i Gary Summers za dźwięk. Sean Connery za swą wspaniałą rolę otrzymał tylko nominacje do BAFTY i Złotego Globu. Kilku członków ekipy nie doczekało premiery czwartej części. 14 grudnia 1991 zmarł 83-letni Robert Eddison, który grał strażnika Graala. 6 października 1992 roku zmarł na AIDS Denholm Elliott (70 l.). Rok później narkotyki przedawkował River Phoenix (23 l.). 24 stycznia 2000 roku z powodu choroby płuc odszedł 44-letni scenarzysta Jeffrey Boam. Natomiast 17 sierpnia 2004 roku 67-letni Pat Roach przegrał walkę z rakiem gardła.
"Indiana Jones i ostatnia krucjata", choćby z racji tytułu, była traktowana jako pożegnanie z najsłynniejszym archeologiem wszechczasów. Wspaniale prezentująca się scena konnej jazdy czterech jeźdźców ku zachodzącemu słońcu, towarzysząca napisom końcowym, wydawała się perfekcyjnym domknięciem trylogii. Lecz krytycy i dziennikarze dostrzegli w zakończeniu filmu przesłankę do dalszego ciągu. W końcu żaden pozytywny bohater nie zginął, a ich triumfalny odjazd od Kanionu Półksiężyca mógłby być zaczynem kolejnych ekscytujących przygód. Zagadnięty o to Spielberg (choć przed realizacją ogłaszał, że to jego ostatni film z Jonesem) oświadczył po premierze, że tak naprawdę nie ma nic przeciwko zrobieniu kolejnego filmu, tym bardziej, że "Ostatnia krucjata" stała się jego ulubioną częścią. Lucas także nie miał obiekcji, choć zaznaczył, że teraz zajmie się prequelowym serialem "Kroniki młodego Indiany Jonesa", a potem wróci do Gwiezdnej Sagi. Słowa dotrzymał. A na przełomie wieków obaj twórcy oświadczyli, że czekają na mózgowca, który wymyśli dla nich scenariusz czwartej części. Ale to już zupełnie inna opowieść... |