Strona główna KMF


ZAGINIONY ŚWIAT: JURASSIC PARK
Efekty specjalne

Trzon ekipy tworzącej efekty specjalne stanowili, podobnie jak w przypadku poprzedniej części, Stan Winston, Dennis Muren i Michael Lantieri, zaś na etapie projektowania dinozaurów ponownie zatrudniono paleontologa Jacka Hornera w roli konsultanta.

Pierwszym krokiem podczas ustalania wyglądu dinozaurów było zbieranie informacji w bibliotekach oraz kontakty z paleontologami. Następnie powstawały szkice, które przedstawiano do zaaprobowania Spielbergowi, a kiedy ten pozytywnie zaopiniował projekt, tworzono miniaturowe modele - podstawę dalszych prac.

Dalsze prace to oczywiście przygotowywanie animatronicznych kukieł w naturalnych rozmiarach. Na tym etapie studio Stana Winstona często nachodził sam reżyser, dopytując się, upewniając i radząc, tak by marionetki były w stanie wykonać każdy ruch, jaki chciałby sfilmować. Winston postanowił tak przerobić mechanikę gadów znanych już z poprzedniej części, żeby poruszały się bardziej płynnie i zwinnie. W pracach nad ruchomymi modelami brało udział ponad sto osób.

Ruchy animatronicznych i cyfrowych dinozaurów wzorowano, podobnie jak w pierwszej części filmu, na ruchach różnych zwierząt, podobnych do danego gatunku. Przykładowo, małe kompsognaty poruszają się jak ptaki.

Kompsognaty w pierwszej scenie to, zależnie od ujęcia, lalki animowane dzięki kijom, które usunięto w postprodukcji, lub modele komputerowe.

Makiety, które posłużyły za wzór twórcom pełnowymiarowych lalek, zostały także wykorzystane przez grafików komputerowych z Industrial Light & Magic, którzy wygenerowali cyfrowe dinozaury właśnie w oparciu o miniatury. Kiedy za pomocą stacji graficznych "wyrzeźbiono" jednego osobnika z danego gatunku, stanowiącego swego rodzaju "bazę" dalszych prac, kolejne dinozaury powstawały dzięki modyfikacjom tejże właśnie podstawy. Dla przykładu: stado stegozaurów to jeden model, lecz kilkakrotnie powielony, odpowiednio powiększony lub pomniejszony, z różnymi zestawami tekstur czy drobnymi zmianami w wyglądzie (np. złamana płyta grzbietowa).

Do nakręcenia słynnej sekwencji ze stegozaurami używano równolegle dwóch planów w kalifornijskim lesie. Na pierwszym filmowano animatroniczne dinozaury Stana Winstona, czyli malucha fotografowanego przez Sarę oraz machającego ogonem dorosłego. Marionetkami manipulowano dzięki skomplikowanemu okablowaniu, przy czym do poruszania ogonem rozwścieczonego gada użyto systemu odczytywania ruchu miniaturowego modelu. Znaczy to tyle, że dwaj animatorzy zgodnie z poleceniami reżysera wyginali podłączony do komputera szkielet ogona, zaś kukła powtarzała ich ruchy. Pozostałe dinozaury cyfrowo wkomponowano w ujęcia.

Tuż obok, na drugim planie ekipa ILM symultanicznie kręciła ujęcia z Malcolmem, Eddie'em i Nickiem, w które w postprodukcji wstawiono komputerowe dinozaury.

Scena polowania na dinozaury, a dokładniej ujęcie z motorem wjeżdżającym pod nogi brontozaura, najpierw powstało jako prosta, komputerowa animacja, mająca na celu ułatwienie ekipie rozplanowania sekwencji. Następnie nakręcono jazdę motoru na pustym planie, dinozaury zaś zostały stworzone w komputerze.

W ujęciu, w którym rozjuszony mały pachycephalosaurus taranuje drzwi dżipa, sprawiając że stojący przy nich łowca przelatuje przez wnętrze samochodu, tylko dinozaur jest animowany komputerowo. Drzwi samochodu miały zamontowany mechanizm, który powodował implozję metalu - wgniecenie go do wewnątrz. Kaskadera widocznego w ujęciu przeciągnięto przez wóz za pomocą liny, którą wymazano z kadru w postprodukcji.

W "Zaginionym świecie" znajduje się kilka efektów, które są dla widzów niemal niedostrzegalne. Jeden z nich jest obecny w scenie ujarzmiania parasaurolophusa. Dinozaur to oczywiście kreacja komputerowa, lecz około połowa przytrzymujących go łowców również została wygenerowana cyfrowo. Pozostali aktorzy na planie trzymali liny przywiązane do długiego pala, który został zasłonięty komputerową animacją gada.

Mały tyranozaur niesiony na rękach przez Vince'a Vaughna to, jak mówi Stan Winston, "całkowicie samowystarczalna kukła". Z marionetki nie wystawały żadne kable ani części mechaniczne, zaś jej ruchami sterowano drogą radiową. Pozwoliło to na wykreowanie bardzo realistycznych ujęć, w których młody dinozaur wygląda i zachowuje się jak prawdziwe zwierzę.

Na potrzeby produkcji Spielberga powstały dwa pełnowymiarowe tyranozaury. Ich mechanika została znacznie zmodyfikowana od czasów pierwszego filmu, przez co modele stały się szybsze i dysponowały większym wachlarzem ruchów. Skóra samicy powstała w tej samej formie, co skóra t-rexa z "Parku Jurajskiego", zaś w celu wykreowania samca wprowadzono do niej pewne zmiany. Modele ważyły po osiem ton każdy (w poprzedniej części tyranozaur ważył 4 tony) i poruszały się po szynach. Były tak ciężkie i trudno do poruszenia, że nie przemieszczano ich po planie, lecz przebudowywano scenografię wokół nich. Praca z tak wielkimi i niebezpiecznymi maszynami, filmowanymi na dodatek w bliskim kontakcie z wodą, wymagała wielkiej ostrożności i dokładności. Podczas kręcenia scen z użyciem gigantycznych kukieł w pobliżu planu nie mógł znajdować się nikt oprócz niezbędnych członków ekipy.

Scena, w której rex "zjada" samochód Eddie'ego, a następnie jego samego, była polem do popisu dla ulepszonych marionetek Winstona. Tyranozaur miał nie tylko stać, warczeć i kręcić głową; musiał także zedrzeć dach wozu, siedzenia, a następnie chwycić kaskadera za nogę i podnieść go. Drobny błąd czy zacięcie mechanizmu mogło pozbawić dublera kończyny, lecz na szczęście obyło się bez wypadków, choć t-rex musiał podnosić aktorów jeszcze dwukrotnie - w scenie wyciągnięcia Burke'a spod wodospadu oraz pochwycenia Petera Ludlowa w końcówce.

Ujęcie rozerwania i podrzucenia Eddie'ego to już animacja komputerowa. Główny animator Danny Gordon Taylor starał się nadać zwierzętom jak najwięcej charakteru - dlatego para tyranozaurów "kłóci się" o zdobycz. To dość drastyczne ujęcie jak na film familijny, dlatego postarano się by nie wyglądało zbyt brutalnie. Odpowiedni efekt osiągnięto ukrywając szczegóły w cieniu.

Wisząca na skraju urwiska przyczepa to w wielu ujęciach model naturalnej wielkości, tak duży i ciężki, że w celu podniesienia go, specjaliści od efektów musieli wyciąć dziurę w dachu hali zdjęciowej i wykorzystać ramię stojącego na zewnątrz dźwigu. Część zdjęć do tej sceny powstawała na parkingu przed halami studia, udekorowanym na podobieństwo plenerów z filmu. Pod przyczepą rozciągnięto niebieski ekran, w którego miejsce wstawiono widok morskiej kipieli.

Pęknięcia pojawiające się na szybie pod ciężarem Sary to animacja komputerowa.

Spadająca w przepaść przyczepa i jej wybuch to efekt komputerowy nałożony na niebieski ekran, przed którym grali aktorzy. Poświata ognia pojawiająca się na ich twarzach jest natomiast efektem praktycznym, który osiągnięto wydmuchując jęzor ognia ze specjalnego urządzenia znajdującego się na planie.

Aby upewnić się, że w ujęciach, w których widać cyfrowego t-rexa, aktorzy patrzą w odpowiednie miejsca planu, zastosowano sztuczkę z "Parku Jurajskiego": po planie krążył mężczyzna z kartonową głową dinozaura zatkniętą na kiju. Poza tym jako punktów odniesienia używano piłeczek pingpongowych i balonów z helem.

Wodospad, za którym kryją się bohaterowie, to łatwe do przenoszenia urządzenie pompujące gładki strumień wody. Krew pojawiająca się po pochwycenia Burke'a przez tyranozaura została wpompowana z osobnego kabla w urządzeniu. Opisywaną scenę sfilmowano na końcu produkcji, gdyż obawiano się że takie ilości wody mogą uszkodzić animatronicznego t-rexa. Model Stana Winstona przetrwał próbę bez najmniejszej usterki.

Kompsognaty przyczepione do Dietera (Peter Stormare) to proste kukły z ruchomymi ogonami, którymi poruszano dzięki zdalnemu sterowaniu.

Aby nakręcić scenę z raptorami w wysokiej trawie, wpierw musiano przez kilka miesięcy hodować trawę. Na gotowym polu porozmieszczano tory, po których miały posuwać się modele raptorów. Ścieżki w postprodukcji pokryto komputerową trawą, którą stopniowo odsłaniano, co dało efekt wydeptywania trasy przez zwierzęta.

Jeff Goldblum, uciekający przed skaczącymi po samochodach i wybijającymi szyby raptorami, tak naprawdę zmagał się z pustką. Wgniecenia, stłuczenia, bujanie wozem i tym podobne efekty robiono na planie z użyciem urządzeń hydraulicznych i małych ładunków wybuchowych. Trudność stanowiło zgranie ruchu kamery z zachowaniami Goldbluma oraz poczynaniami komputerowych raptorów. Aktor miał tym bardziej problematyczne zadanie, że nie mógł ułatwić sobie orientacji, patrząc na faceta z głową dinozaura na kiju, tak jak w scenach z t-rexem. Dla ułatwienia odegrano najpierw kilka prób z ludźmi zastępującymi dinozaury.

W ujęciu, w którym raptor skacze na drzwi trzymane przez Malcolma, nie wykorzystano żadnego urządzenia mechanicznego. Goldblum musiał sam trzasnąć się drzwiami w głowę. Po kilku próbach nakręcono ujęcie, a wtedy poszło z górki - wystarczyło bowiem wstawić cyfrowego dinozaura, co zajęło ekipie od efektów zaledwie pół roku.

Statek wbijający się w nabrzeże to miniatura filmowana z prędkością 96 klatek na sekundę. Wrażenie ciężaru i wielkości statku osiągnięto puszczając gotowe ujęcia ze zwykłą prędkością 24 kl/s.

Po ulicach San Diego wbrew pozorom nie biegał żaden dinozaur. Autobus staranowany przez t-rexa był tak zaprojektowany, by jedna z jego ścian uległa efektownej implozji, zupełnie jakby została uderzona wielkim cielskiem. Z drugiej strony pojazdu przez okna wyskoczyli kaskaderzy. W gotowe ujęcia wstawiono komputerowego tyranozaura.

Kolejnym trudno dostrzegalnym efektem w filmie jest widok przebudowywanego stadionu w San Diego - w rzeczywistości to miniatura w skali 1:48.

Tyranozaur patrzący na bohaterów nie został sfilmowany na ulicach San Diego - ze względu na rozmiary modelu postanowiono nie wywozić go ze studia. Zamiast tego kukłę nakręcono na tle niebieskiego ekranu, w miejsce którego wstawiono uliczny krajobraz.

Branźowe gremium Amerykańskiej Akademii Filmowej, choć nominowało Dennisa Murena, Stana Winstona, Randy'ego Dutrę i Michaela Lantieri za efekty przekraczające jakość oryginału, tym razem nagrodziło "Titanica".



POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2007.10.01