Dawno, dawno temu, niczym w polszmatowskim reality show, istniały dwa światy. Dwie niekolidujące ze sobą metody ożywiania martwych przedmiotów. Graficy rysowali, lalkarze animowali, a potem obaj naświetlali jedną celuloidową klatkę i zaczynali zabawę od początku. To był jeden świat, znany, oswojony, bezpieczny w okowach tradycji starej jak kino. Na początku lat 70. w głowach amerykańskich informatyków zaczęła kiełkować myśl "co by było, gdyby zastąpić tradycyjny warsztat komputerami?". Wówczas nikt nie traktował poważnie idei animacji, uskutecznianej przy pomocy wielkich, huczących, nieporęcznych i irytująco trudnych w obsłudze maszyn. Lecz już wtedy było za późno na odsunięcie skromnej grupki zapaleńców od żmudnej dłubaniny przy eksploracji nowego medium. Mamy cyfrę, więc sztuka też się znajdzie!
Pierwsze prezentacje cyfrowej animacji w filmach fabularnych były skromne i toporne, choć ich twórcy nie posiadali się z zachwytu. W 1982 roku tytaniczna próba opowiedzenia za pomocą generowanych cyfrowo obrazów historii człowieka wciągniętego w świat superkomputera, pogrzebała film "Tron" z kretesem. Cyfra była, sztuki wciąż brakowało. Ta miała narodzić się okrężną drogą. Nie przez spektakularne filmy SF dla nastoletniego widza, lecz objazdem, z przystankiem w dziecięcym pokoju. Na polu filmu konwencjonalnego taki kurs obrał Steven Spielberg, robiąc film o dzieciach i małym, pomarszczonym od tęsknoty kosmicie z wyłupiastymi ślepiami, świecącym paluchem i dobrym sercem. Na "E.T." płakał cały świat, z radością zostawiając w kasach setki milionów dolarów. Tak wyglądała sztuka bez cyfry.
Metodą Spielberga poszła dopiero grupka fascynatów CGI z Pixar Animation Studios. Wyszli oni z oczywistego założenia, że to co robią, to przecież animacja, jako taka bezbłędnie i natychmiastowo kojarzona z produkcjami dla dzieci. Za czasów tradycyjnych technik, filmy animowane dla dorosłych stanowiły ułamek światowej produkcji (inna sprawa, że za światową produkcję w miażdżącej większości odpowiadał Disney, Warner i Hanna/Barbera), więc nie było sensu pchać się z nową techniką wprost w wymagające ramiona dorosłego widza. Poza tym technika cyfrowej animacji wydawała się stworzona do kreacji nowych bytów, nowych światów i nowej jakości wizualnej. A gdzie szukać stosownej fabularnej pożywki? Oczywiście w świecie dziecięcej fantazji.
Od 1995 roku, obecny w pełnometrażowych produkcjach kinowych świat animacji rysunkowej i lalkowej, podzielił się miejscem z filmami generowanymi komputerowo. Wówczas była to nowinka technologiczna, a tradycyjni animatorzy i napędzany przez nich przemysł trzymał się mocno i pewnie. Po upływie dekady sytuacja uległa diametralnej odwrotce. Filmy CGI podbijają rynek, a ilość produkcji wzrasta z każdym rokiem, choć stosunek ilości do merytorycznej jakości nieco opadł. Rysunkowy potentat, Walt Disney Studios, zaprzestał produkcji w 2004 roku, a odesłanie tych, w większości sequelowych i przeznaczonych tylko na DVD produkcji do powiązanej firmy DisneyToon Studios, tylko przedłużyło konanie rysunkowych filmów pełnometrażowych made in USA. Ostatnim bastionem animowanych rysunków wydaje się być Japonia, gdzie sztuka anime trzyma się mocno. Boczną furtką, zarówno dla amerykańskich i japońskich rysowników, okazała się "tradigital animation", czyli niezwykle efektowne połączenie rysunkowych postaci z animacją 3D. Ale to tematy na osobne opracowania. Tutaj zajmijmy się tylko pełnometrażowymi filmami, zrealizowanymi w całości dzięki dobrodziejstwom cyfrowej animacji. Do dziś zebrało się ich kilkadziesiąt, a ich liczba z roku na rok nieustannie rośnie, podobnie jak lista kinematografii, które podejmują własne próby cyfrowych filmów kinowych.
Wśród zabawek Andy'ego wielkie poruszenie. Urodziny dzieciaka to jedyna w roku okazja na powiększenie zabawkowej rodziny nowymi prezentami. Podniecenie i obawy nie omijają także szeryfa Chudego, ulubionej zabawki Andy'ego. Niestety, spełniają się najgorsze obawy plastikowego kowboja, którego miejsce zajmuje Buzz Astral, strażnik kosmosu, całkowicie przekonany o swej autentyczności. Podejmowane przez zazdrosnego Chudego próby przekonania go że jest tylko zwykłą zabawką, spełzają na niczym. Wreszcie w przypływie rozpaczy Chudy wyrzuca Buzza Astrala za okno. Wyklęty przez resztę zabawek, szeryf podejmuje próbę ratowania Buzza. Wskutek splotu przypadków obaj trafiają do domu Sida, chłopca, którego pasją jest niszczenie zabawek...
Ponad 350 mln $ wpływów, Oscar Specjalny za prekursorskie osiągnięcie na polu animacji, pierwsza w historii Oscarów nominacja za oryginalny scenariusz dla filmu animowanego, oraz przede wszystkim poczesne miejsce wśród najbardziej przełomowych osiągnięć w historii kina - to najważniejsze splendory, które spłynęły na powstający cztery lata i kosztujący 30 mln dolarów pierwszy pełnometrażowy film CGI w historii kina. Miejsce akcji i wybór postaci były naturalną konsekwencją wcześniejszych krótkometrażówek wytwórni. Twórcy z Pixara udowodnili, jaki twórczy potencjał może kryć się w prozaicznym pokoju dla dziecka. To miejsce gdzie świat realny styka się z magią, budowaną przez dziecięcą wyobraźnię. Lecz "Toy Story" w pomysłowy sposób odwraca tę zależność. Fantazja Andy'ego, ożywiająca jego zabawki, przybiera realny kształt dopiero poza jego plecami. Zabawki naprawdę żyją, czują i myślą, lecz ujawniają to tylko wtedy, gdy ich właściciela nie ma w pobliżu. Perypetie Chudego i Buzza są czytelnym nawiązaniem do m.in. "Piekła na Pacyfiku". Oprócz głównej linii fabuły, scenariusz "Toy Story" naładowano w pojedynczych scenach aluzjami do m.in. "Poszukiwaczy zaginionej arki", "Star Treka", kubrickowskiego "Lśnienia", "Gwiezdnych wojen", "Egzorcysty", "The Thing", "Powrotu do przyszłości" , "Króla Lwa", czy "2001: Odysei Kosmicznej".
Jednym zdaniem:
żelazna klasyka, działająca do dziś.
 |
reżyseria - John Lasseter
scenariusz - Joss Whedon, Andrew Stanton, Joel Cohen, Alec Sokolow
muzyka - Randy Newman
montaż - Robert Gordon, Lee Unkrich
wersja oryginalna
Tom Hanks
Tim Allen
Don Rickles
Jim Varney
Wallace Shawn
John Ratzenberger
|
obsada głosowa
szeryf Chudy
Buzz Astral
Pan Bulwa
Cienki
dinozaur Rex
świnka Hamm
|
wersja polska
Robert Czebotar
Tomasz Konieczny
Jan Kulczycki
Krzysztof Krupiński
Tomasz Sapryk
Emilian Kamiński
|
reżyseria wersji polskiej - Maria Piotrowska
dialogi polskie - Elżbieta Łopatniukowa
|
 |
Poznajmy herosów przestrzeni kosmicznej - kapitana Chopa, strzelca Chipa oraz nawigatorów Feela i Thota, czyli cztery humanoidalne roboty. Pewnego razu poznają panią astronom Lizę i naukowca Leonardo, którzy walczą o ocalenie swojej planety Atenei w gwiazdozbiorze Kasjopei przed zakusami złego Shadowseata...
A tutaj niespodzianka! Zwracając uwagę na splendory wokół "Toy Story" i hucznie rozpoczęty tą bajką nowy gatunek filmów animowanych, realizowanych wówczas tylko w USA, śladowa ilość widzów zauważyła brazylijską produkcję "Cassiopeia", która pojawiła się w kinach zaledwie kilka miesięcy po premierze "Toy Story". Sami twórcy filmu uważają się za prekursorów gatunku "full CGI", ponieważ podobno zaczęli prace nad swoim filmem zanim Pixar wystartował z produkcją "Toy Story", oraz nie korzystali oni z zeskanowanych trójwymiarowo fizycznych modeli postaci, jak było w przypadku "Toy Story" i kolejnych filmów Pixara. Zaledwie kilkunastu brazylijskich animatorów CG pracowało od początku na obiektach cyfrowych (inna sprawa, że były to obiekty zbudowane, jak w "Tronie", z prostych brył geometrycznych) choć ich praca przypominała raczej harówkę na zesłaniu, ponieważ, w co dziś trudno uwierzyć, przez cztery lata produkcji mieli do dyspozycji zaledwie 17 pecetów napędzanych muzealnymi procesorami 486DX2-66. Prace zaczęto już w styczniu 1992 roku, lecz animacja (programem Topas Animator) i rendering zajęły aż 32 miesiące. Obraz był gotowy wprawdzie w sierpniu 1995 roku, lecz reszta postprodukcji trwała aż do stycznia 1996 roku, miesiąc po premierze "Toy Story". Premiera "Cassiopei" 1 kwietnia tegoż roku wydaje się już być wiążąca dla stwierdzenia, że film Lassetera był niewątpliwie i pierwszy i, co najważniejsze, o niebo lepszy od naiwnej, kosztującej 1,5 mln dolarów robociej opowiastki dla najmłodszych, zaproponowanej przez Brazylijczyków. Bezwzględnie docenić jednak należy ich równoległe prekursorstwo i niewątpliwy heroizm w próbie stworzenia nowego gatunku animacji na tak prymitywnym sprzęcie. Ciekawostką jest fakt, iż film był wyprodukowany przez zachodnioniemieckie studio Norddeutscher Rundfunk.
Jednym zdaniem:
pierwszy brazylijski, drugi na świecie pełnometrażowy film CGI
 |
reżyseria - Clóvis Vieira
scenariusz - Aloisio Castro, José Feliciano, Robin Geld, Clóvis Vieira
muzyka - Vicente Sálvia
montaż - Marc De Rossi
obsada głosowa:
Marcelo Campos
Cassius Romero
Fábio Moura
Hermes Barolli
Rosa Maria Barolli
Osmar Prado
Jonas Mello
|
(Chip)
(Chop)
(Feel)
(Thot)
(Lisa)
(Leonardo)
(Shadowseat)
|
|
 |
Neurotyczna mrówka Z-4195 ma permanentnego doła z powodu bycia nic nie znaczącycm robolem w mrowisku. Pewnego dnia Z spotyka księżniczkę Balę, w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Chcąc zobaczyć ją jeszcze raz, zamienia się ze swym przyjacielem Weaverem i idzie zamiast niego na wojskową paradę, a z niej wprost na pierwszą linię frontu wojny z termitami. Wojskowy radykał, gen. Mandible jest niepocieszony na wieść, że jeden z żołnierzy przeżył masakrę. To Z, który zyskuje sławę i zostaje zaproszony do pałacu, skąd, ku furii Mandible'a, porywa księżniczkę Balę...
Po pierwszej jaskółce Pixara na rynku amerykańskim rozpoczął się prestiżowy wyścig o widza, wabionego nową technologią. Jako pierwsi rękawice podjęli Spielberg, Katzenberg i Geffen, właściciele DreamWorks. We współpracy ze studiem cyfrowej animacji Pacific Data Images zabrali widza w sam środek mrowiska, by opowiedzieć historię małej mrówy, która za dużo myśli i nieopatrznie zostaje bohaterem kolonii. Wygenerowano imponujące "organiczne" scenografie, a jakość animacji twarzy zostawiła w tyle "Toy Story". Powkładano w fabułę kilka zabawnych aluzji do innych filmów ("Patton", "Dr Strangelove", "Pulp Fiction"). Zaangażowano sensacyjną obsadę. Po raz drugi w karierze Woody Allen spotkał się w jednym filmie z Sylvestrem Stallone (pierwszy był "Bananas"). Nie chcę być złośliwy, ale rola Weavera jest chyba najlepszą w karierze Stallone, choć słychać tylko jego głos :)). W przeciwieństwie do Pixara, adresatem "Mrówki Z" był widz nieco starszy, który miał zrozumieć wszelkie psychologiczne rozterki mrówki. Film ogląda się świetnie, scenariusz skrzy się humorem, sceny masowe imponują rozmachem, lecz w zalewie atrakcji zgubiono gdzieś bajkową iskrę, która mogłaby wznieść ten film o klasę wyżej.
Jednym zdaniem:
królewska obsada, ale zabrakło odrobiny magii.
 |
reżyseria - Eric Darnell, Tim Johnson
scenariusz - Todd Alcott, Chris Weitz, Paul Weitz
muzyka - Harry Gregson-Williams, John Powell
montaż - Stan Webb
obsada głosowa:
Woody Allen
Sharon Stone
Sylvester Stallone
Gene Hackman
Dan Aykroyd
Anne Bancroft
Danny Glover
Jennifer Lopez
Christopher Walken
|
(Z)
(księżniczka Bala)
(Weaver)
(gen. Mandible)
(Chip)
(Królowa)
(Barbatus)
(Azteca)
(płk. Cutter)
|
|
 |
Społeczność mrowiska ciemiężona jest przez hordę koników polnych, rokrocznie kasujących haracz z zimowych zapasów. Proceder trwał do dnia, w którym Flik, pełen werwy i zwariowanych pomysłów mrówczy racjonalizator, niechcący spowodował przepadek haraczu dla bandy Hoopera. Rada mrowiska usuwa niewygodnego członka społeczności, pod pretekstem poszukania przez niego pomocy w szerokim świecie. Tak oto Flik dostaje się do dalekiego owadziego miasta, gdzie wyrzuconą na bruk grupę cyrkowców omylnie bierze za superbohaterów, mogących przegonić koniki polne. Cyrkowcy, myśląc że chodzi o gościnne występy, godzą się na propozycję Flika i przylatują z nim na mrówczą polanę. Tam dość szybko wychodzą na jaw intencje Flika i prawdziwa natura rzekomych pogromców. Tymczasem nieubłaganie zbliża się termin ponownego nalotu koników polnych. Zdruzgotany Flik na przekór wszystkiemu, postanawia bronić mrowiska...
Druga pełnometrażowa bajka z Pixar Animation Studios. Rozwój technik animacyjnych pozwolił na opuszczenie rejonów cywilizacji i zagłębienie się w znacznie trudniejsze do wiarygodnego pokazania środowisko naturalne. "Dawno temu w trawie" zachwyca barwami, światłem i precyzją odzwzorowania przyrody, choć warstwa plastyczna jest celowo wystylizowana na bajkową umowność. Po raz drugi strzałem w dziesiątkę jest fabuła. Tym razem wzięto na warsztat schemat z "Siedmiu samurajów" Kurosawy i ich amerykańskiej wersji Johna Sturgesa "Siedmiu wspaniałych". Film skrzy się dowcipem. Komediowe sceny z udziałem cyrkowców, są praktycznie dosłowną kalką z "Trzech amigos!" Johna Landisa. Prześmieszne perypetie Steve'a Martina, Chevy Chase'a i Martina Shorta, mylnie wziętych za ich ekranowych bohaterów, zostały powtórzone w każdym gagowym szczególe. Pierwszy akt filmu trąci co prawda nieodrodnym disneyowskim infantylizmem, lecz od chwili wyruszenia Flika w wielki świat, możemy się napawać pełnią pixarowskej radości tworzenia. Podobnie jak w "Toy Story", potwierdził się piętrowy odbiór fabuły, z której śmieją się zarówno dzieci, jak i dorośli, choć nie zawsze przy tych samych scenach. "Dawno temu w trawie" to dowód na zupełnie nowe potraktowanie klasycznych bajkowych schematów, które wystarczy zaprawić wzorami z "dorosłego" kina, by otrzymać nową jakość, przypieczętowaną kapitalnym pomysłem z "nieudanymi ujęciami" na napisach końcowych.
Jednym zdaniem:
brawurowa powtórka z "Siedmiu wspaniałych" i "Trzech Amigos!".
 |
reżyseria - John Lasseter, Andrew Stanton
scenariusz - Andrew Stanton, Don McEnery, Bob Shaw
muzyka - Randy Newman
montaż - Lee Unkrich
wersja oryginalna
Dave Foley
Kevin Spacey
Julia Louis-Dreyfus
Hayden Panettiere
Phyllis Diller
Richard Kind
|
obsada głosowa
Flik
Hopper
księżniczka Ata
Dora
Królowa Mrówek
Morda
|
wersja polska
Tomasz Bednarek
Paweł Szczęsny
Magdalena Wójcik
Zofia Jaworowska
Elżbieta Gaertner
Krzysztof Jańczak
|
reżyseria wersji polskiej - Joanna Wizmur
dialogi polskie - Elżbieta Łopatniukowa
|
 |
Wśród zabawek Andy'ego ponownie wielkie poruszenie. Tym razem z powodu Chudego, który zaczął się rozłazić w szwach i popadł w niełaskę na zakurzonej półce. Andy nieubłaganie dorasta i coraz łatwiej przychodzi mu rozstać się z ulubioną zabawką. W związku z tym mama Andy'ego postanawia pozbyć się starych, nieużywanych zabawek i urządza wyprzedaż na którą trafia też pingwin Czarny. Chudy próbuje go ratować, lecz dostaje się w zachłanne łapska maniakalnego kolekcjonera Ala, właściciela dużego sklepu zabawkowego. Uwięziony w mieszkaniu Ala, szeryf Chudy odkrywa, że jest brakującym elementem unikatowej kolekcji zabawek z Dzikiego Zachodu, w skład której wchodzą wesoła kowbojka Jesse, jej koń, oraz poszukiwacz złota Śmierdzący Pete. Uświadamiają oni Chudego, że taka już jest kolej rzeczy, a jedynym rozsądnym wyjściem jest dołączyć do kolekcji, którą Al za grube pieniądze ma zamiar sprzedać nabywcy z Japonii. Tymczasem zabawki Andy'ego pod wodzą Buzza Astrala, śpieszą Chudemu na pomoc...
Pierwszy pixarowski sequel udał się nadspodziewanie dobrze. Schemat fabularny pierwszej części pozostał niezmieniony, z tą różnicą, że to teraz Chudy był obiektem ratunku ze strony pozostałych zabawek. Znacznie poszerzono scenerię działań bohaterów, wyprowadzając akcję do dużego miasta. Ewolucja technologii animacji pozwoliła na szersze zaprezentowanie postaci ludzkich (i psa), najtrudniejszych do wiarygodnego pokazania. Znaczącą różnicą wobec części pierwszej, stało się wprowadzenie nuty filozoficznej refleksji nad przemijaniem. Beztroski Chudy musiał się nagle zmierzyć z czymś, co wydawało się nierealne, z wyrastaniem właścicieli ze swoich zabawek. Szczególnie mocno zostało to zaakcentowane w fantastycznie animowanej postaci kowbojki Jesse, skrywającej pod żywiołowością traumatyczne przeżycia. Nieoczekiwanie poważne potraktowanie tych bardzo dorosłych dylematów szczęśliwie nie przerosło ducha zabawy. "Toy Story 2" to fantastycznie zorkiestrowanej rozrywki ciąg dalszy. Zapamiętani z części pierwszej bohaterowie w dalszym ciągu są pełnoprawnymi uczestnikami akcji, a ich charakterystyczne zachowania trafiają na podatny grunt wszelkich scenariuszowych sytuacji. Obowiązkowymi punktami programu były oczywiście nawiązania do twórczości własnej Pixara. Nie zabrakło także nieudanych ujęć, wypełniających napisy końcowe filmu.
Jednym zdaniem:
sequel dorównujący oryginałowi.
 |
reżyseria - John Lasseter, Ash Brannon, Lee Unkrich
scenariusz - Andrew Stanton, Rita Hsiao, Doug Chamberlain, Chris Webb
muzyka - Randy Newman
montaż - Edie Bleiman, David Ian Salter, Lee Unkrich
wersja oryginalna
Tom Hanks
Tim Allen
Joan Cusack
Wayne Knight
Kelsey Grammer
Don Rickles
|
obsada głosowa
szeryf Chudy
Buzz Astral
Jessie
Al
Stinky Pete
Pan Bulwa
|
wersja polska
Robert Czebotar
Łukasz Nowicki
Izabella Bukowska
Piotr Gąsowski
Witold Pyrkosz
Jan Kulczycki
|
reżyseria wersji polskiej - Joanna Wizmur
dialogi polskie - Elżbieta Łopatniukowa
|
 |
Alice Hayashi, najmłodsza astronautka w historii, leci swoim statkiem wprost w biegun północny. Nagle, tuż przed rozbiciem, Alice przenosi się trzydzieści lat w przyszłość, do krainy Lapland. Światem rządzi okrutny Nero i jego superkomputer SS10X. Alice dostrzega jakiś dziwny związek między sobą a przyszłościowymi zamordystami. Przypadkowa zrazu podróż w czasie okazuje się zaplanowaną misją o wolność...
Pełnometrażowe anime 3D? Ten gatunek animacji wyjątkowo skutecznie oparł się pokusie zamiany rysunków na trójwymiarowe obiekty cyfrowe, jakby na przekór statusowi Japonii, jako najbardziej wyładowanego najnowszą technologią państwa świata. Po "A.Li.Ce" właściwie tylko dwa filmy powstały tą techniką, oba zresztą z serii "Final Fantasy". Było jeszcze trochę animacji rysunkowych, wspomaganych cyfrowo ("Ruchomy zamek Hauru", "Steamboy", "Karas") oraz "Appleseed", czyli połączenie prawdziwej animacji CGI i animacji 3D, symulującej rysunek. "A.Li.Ce" była pierwsza w "pixarowskim" gatunku i w swoim czasie była oceniana bardzo wysoko, zarówno technicznie, jak i scenariuszowo. Twórcy nie celowali w hiperrealizm "Final Fantasy", czyniąc z komputerów raczaj alternatywne narzędzie do pracy z anime, dzięki czemu to opowiadana historia, pełna nawiązań do "Terminatora" i "Powrotu do przyszłości", była właściwym bohaterem filmu.
Jednym zdaniem:
fantazyjna ciekawostka.
 |
reżyseria - Kenichi Maejima
scenariusz - Masahiro Yoshimoto
muzyka - Akira Murata
scenografia - Tsutomu Ishigaki, Hirosuke Kizaki
obsada głosowa:
Kaori Shimizu
Chihiro Suzuki
Mariko Kouda
Ryo Horikawa
Yuko Miyamura
Fumihiko Tachiki
Urara Takano
Shoko Kikuchi
Rei Igarashi
|
(Alice)
(Yuan)
(Maria)
(Nero)
(Yumi)
(Nicholai)
(Kasuba)
(komputer)
(SS10X)
|
|
 |
Zamieszkująca na wyspie rodzina lemurów wychowuje dinozaura Aladara, rozdzielonego ze swymi prawdziwymi rodzicami. Ich sielskie życie zostaje brutalnie przerwane przez meteorytowe bombardowanie. Wyspa zostaje zniszczona. Aladar z przyjaciółmi chroni się na stałym lądzie i dołącza do innych dinozaurów, przemierzających zniszczoną ziemię do ocalałej z pożogi Krainy Narodzin Dinozaurów...
Szefowie Disneya postanowili przekonać się, czy potrafią zrobić film CGI samodzielnie, bez Pixara. Koniec końców zrobili, lecz w dość nietypowy sposób. Cyfrowe zwierzęta zostały nałożone na komputerowe kompozycje prawdziwych krajobrazów, nakręconych w bajecznych plenerach m.in. Hawajów i Tahiti. Tak więc można tu mówić o fimie pół-cyfrowym, choć każdy element kadru przeszedł przez komputer. Scenariusz początkowo miał nie zawierać mówiących zwierząt, niczym w "Mustangu z Dzikiej Doliny", lecz szef Disneya, Michael Eisner, zażądał klasycznego podejścia do bajek. Całość kosztowała zawrotną, jak na animację kwotę 130 mln dolarów, co było jedną z najgorszych inwestycji Walt Disney Studios. "Dinozaur" przypomina to, czym naprawdę jest, czyli nieudaną próbę podczepienia się pod nurt komputerowych bajek za wszelką cenę. Projekty postaci były zadziwiająco toporne. Nieciekawie opowiedzianej historii nie uratowały nawet zabójczo piękne plenery. Po klęsce filmu wytwórnia wróciła do tego, co wychodziło jej najlepiej, czyli do finansowania i dystrybucji dzieł Pixara. Drugą tego typu próbę Disney zaprezentował dopiero cztery lata później.
Jednym zdaniem:
widowiskowe, lecz Disney bez Pixara nie dał rady.
 |
reżyseria - Eric Leighton, Ralph Zondag
scenariusz - John Harrison, Robert Nelson Jacobs
muzyka - James Newton Howard
montaż - H. Lee Peterson
wersja oryginalna
D.B. Sweeney
Alfre Woodard
Ossie Davis
Max Casella
Peter Siragusa
Della Reese
|
obsada głosowa
Aladar
Plio
Yar
Zini
Bruton
Fema
|
wersja polska
Paweł Iwanicki
Grażyna Wolszczak
Mariusz Leszczyński
Jacek Kawalec
Jerzy Trela
Wiesława Mazurkiewicz
|
reżyseria wersji polskiej - Joanna Wizmur
dialogi polskie - Joanna Serafińska
|
 |
Magiczny las Cecebre żyje własnym życiem. Każde drzewo, kwiat, roślina, zwierzę, to świadome i myślące byty, żyjące ze sobą w idealnej harmonii. Pewnego dnia pojawia się w nim gnuśny i nie liczący się z Matką Naturą bogacz D'Abondo z małżonką i służącym. Ich stojący w pobliżu lasu dom i świeżo postawiony w środku lasu słup linii telefonicznej nie zwiastują niczego dobrego. Pewnego dnia całe krecie stado zostaje uprowadzone przez lubiącą wypchane zwierzęta panią D'Abondo. Kret Furi przy pomocy kotki Morriny, stada myszy i zastępu narwanych much jednoczą siły przeciw nie umiejącym szanować przyrody ludziom...
Hiszpańskie studio Dygra powstało w 1987 roku w La Corunii. Po latach spędzonych w branży szeroko pojętych multimediów, przełom tysiącleci firma postanowiła powitać pierwszym pełnometrażowym filmem CGI w historii zarówno hiszpańskiej, jak i europejskiej kinematografii. Materiał wyjściowy znaleziono w napisanej w 1943 roku powieści dla dzieci Wenceslao Fernándeza Flóreza "El bosque animado". Książkę w wersji aktorskiej po raz pierwszy przeniesiono na ekran w 1987 roku. 10 lat później Ángel de la Cruz i Manolo Gómez podjęli decyzję o realizacji komputerowej wersji tej bajki. Produkcję znacząco finansowo wsparły władze okręgu Galicji. Efektem była urocza bajka o magicznym lesie z sympatycznymi bohaterami. Nie można jej oczywiście porównywać z filmami Pixara, nie to tempo, humor (choć atak much przy wtórze "Cwałowania Walkirii" rozśmiesza skutecznie) i technologia animacji (zabrakło efektu motion blur), lecz należy docenić odwagę hiszpańskich twórców, którzy za debiut obrali sobie trudną kreację świata przyrody i wyszli z niej zdecydowanie obronną ręką. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że zrobili to znacznie lepiej, niż w ich drugim filmie "Midsummer Dream", o którym w dalszej części opracowania.
Jednym zdaniem:
pierwszy i do tego udany europejski film CGI.
 |
reżyseria - Ángel de la Cruz, Manolo Gómez
scenariusz i produkcja - Ángel de la Cruz
wg powieści - Wenceslao Fernándeza Flóreza "El bosque animado"
muzyka - Arturo B. Kress
montaż - Mercedes Arcones, Ángel de la Cruz, David López
obsada głosowa:
Nacho Aldeguer
Mar Bordallo
Claudio Rodríguez
Javier Franquelo
Rafael Azcarraga
Lucía Esteban
Roberto Cuenca
Jose Padilla
|
(Furi)
(Linda)
(Carballo)
(Eucalipto)
(Castano/Rosendo/Cuscus)
(pani D'Abondo)
(pan D'Abondo)
(Piorno)
|
|
 |
Zły Lord Farquaad chce przegnać ze swego królestwa wszystkie bajkowe istoty, które muszą schronić się u Shreka, samotnego zielonego ogra z bagien. Ceniący sobie spokój Shrek idzie do Farquaada, a ten za cofnięcie rozkazu proponuje Shrekowi wyprawę po księżniczkę, którą Lord ma zamiar poślubić. Shrek i gadatliwy Osioł wyruszają do zamku, strzeżonego przez smoka. Uwalniają stamtąd księżniczkę Fionę, zawiedzioną widokiem swego wybawcy. Lecz nad Fioną ciąży pewna klątwa...
"Shrek", jak żaden inny film animowany, wywrócił gatunkiem do góry nogami. Ponad cztery lata produkcji przyniosły prawdziwą popkulturową burzę, której nie były w stanie rozpętać nawet produkcje z Pixara. Wytwórnia DreamWorks i jej studio animacji Pacific Data Images znalazły bowiem przepis na przebój doskonały. Coś dla dzieci, sporo dla dorosłych, klasyczne bajki potraktowane jako prześmiewczy podkład, a na wierzchu niczym nie skrępowana, postmodernistyczna jazda dowolna, połączona z bezustannym festiwalem odniesień, aluzji i parodii. Wreszcie archetypiczna, mistrzowsko skrojona para niedobranych bohaterów, zapewniająca burzę śmiechu i szczyptę najważniejszych życiowych wartości. Aż dziw, że udało się to wszystko spójnie połączyć, że zabawa w odgadywanie popkulturowych rebusów nie zepchnęła "Shreka" z fabularnej linii w tym wspaniale animowanym spektaklu. "Shrek" został laureatem pierwszego w historii Oscara dla pełnometrażowego filmu animowanego; wręcz był powodem wprowadzenia tej kategorii do Nagród Akademii. Światowy sukces filmu przypieczętował w naszym kraju genialny dubbing, nagrany pod zjawiskowo finezyjne teksty Bartka Wierzbięty, odtąd guru polskich opracowań dialogowych.
Jednym zdaniem:
genialna anty-bajka.
 |
reżyseria - Andrew Adamson, Vicky Jenson
scenariusz - Ted Elliott, Terry Rossio, Joe Stillman, Roger S.H. Schulman
wg powieści - Williama Steiga
muzyka - Harry Gregson-Williams, John Powell
montaż - Sim Evan-Jones
wersja oryginalna
Mike Myers
Eddie Murphy
Cameron Diaz
John Lithgow
Vincent Cassel
|
obsada głosowa
Shrek
Osioł
księżniczka Fiona
Lord Farquaad
Robin Hood
|
wersja polska
Zbigniew Zamachowski
Jerzy Stuhr
Agnieszka Kunikowska
Adam Ferency
Janusz Zadura
|
reżyseria wersji polskiej - Joanna Wizmur
dialogi polskie - Bartek Wierzbięta
|
 |
Rok 2065. Niemal cała ludzkość wyginęła po inwazji Fantomów, duchów istot przybyłych na meteorycie, będącym ostatnim skrawkiem ich zniszczonej planety. Dr Aki Ross i jej mentor dr Cid planują bezinwazyjne pozbycie się najeźdźców, poprzez ich konfrontację z poszukiwanymi przez Aki ośmioma duszami. Tej pseudonaukowej hipotezie przeciwstawia się twardogłowy gen. Hein, chcący uderzyć na obcych całą siłą orbitalnej stacji Zeus, co wg naukowców może zniszczyć Gaję, duszę Ziemi. Aki, Cid i oddział żołnierzy zostają uwięzieni przez wojska Heina, a zabierające dusze ludziom Fantomy rosną w siłę...
Osnuty na motywach bardzo popularnej serii gier fabularnych, "Final Fantasy: wojna dusz" był pierwszym filmem CGI, zrealizowanym z zamiarem pełnej fotorealistyczności. To udało się niemal w 100%. Jak dotąd, nikt nie wykreował bardziej zbliżonych do natury postaci ludzkich, jedynie Zemeckisowi udało się w "Ekspresie polarnym" powtórzyć wiarygodność poruszania się wirtualnych aktorów (z twarzami i mimiką było już dużo gorzej). Strona wizualna wgniata w fotel, opowiadana fantastycznymi obrazami historia, przypominająca skrzyżowanie "Aliens", "Piątego elementu" i "Żołnierzy kosmosu", także nie przysporzyła twórcom filmu wstydu. Cztery lata produkcji i prawie 140 mln dolarów budżetu nie zapewniło jednak tego, co stanowiło fabularną oś "Final Fantasy: The Spirits Within". Zabrakło duszy. Nawet tej jednej, jedynej, choć w filmie jest ich zatrzęsienie. Pamiętacie, jak w "Podziemnym kręgu" Tyler Durden zwracał uwagę, że twarze ludzi na rysunkach instrukcji awaryjnych pozbawione są wszelkich emocji? To podstawowy i chyba jedyny poważny mankament tej amerykańsko-japońskiej koprodukcji. Gdyby na wymuskanych i niesamowicie wiernie wymodelowanych twarzach bohaterów zagościły prawdziwie i wiarygodnie oddane uczucia, być może film nie poniósłby tak dotkliwej porażki w kinach. A przecież przed premierą hucznie zapowiadano nadejście nowej ery, zarówno w dziedzinie animacji, jak i aktorstwa, nie mówiąc o tym, że Aki Ross typowana była na pierwszą wirtualną globalną celebrity świata filmowego (w świecie gier niepodzielnie królowała Lara Croft). Gdy film spadał w rankingach, zadawano sobie pytanie, po kiego diabła mozolnie dłubać w pikselach, by wypuścić zaledwie podróbę prawdziwego aktora. Faktycznie, nie ma to sensu, przynajmniej na razie, choć skala widowiska, gdyby zrealizować go z aktorami, wymusiłaby ich grę na zielonym ekranie, a cała reszta i tak musiałaby być wygenerowana cyfrowo. Większość tego typu prób zakończyła się nieszczególnie ("Sky Kapitan", "Immortal", "Atak klonów"), lecz "Sin City" pokazało, którędy droga. Dusze przede wszystkim.
Jednym zdaniem:
wizualny majstersztyk, lecz emocje wirtualne.
 |
reżyseria - Hironobu Sakaguchi, Moto Sakakibara
scenariusz - Al Reinert, Jeff Vintar, Jack Fletcher, Ramin Mobdy
muzyka - Elliot Goldenthal, Ken Kitamura, Hideto Takarai
montaż - Christopher S. Capp
obsada głosowa:
Ming-Na
Alec Baldwin
Ving Rhames
Steve Buscemi
Peri Gilpin
Donald Sutherland
James Woods
Keith David
Jean Simmons
|
(dr Aki Ross)
(kpt. Gray Edwards)
(sierż. Ryan Whitaker)
(Neil Fleming)
(Jane Proudfoot)
(dr Cid)
(gen. Hein)
(członek rady)
(członek rady)
|
|
 |
Do Monstropolis zbliża się kryzys energetyczny. Wszystko przez ludzkie dzieci, które faszerowane przemocą, wylewającą się z telewizji, przestraszyć coraz trudniej. Ostatnią linią obrony są Potwory i Spółka, firma zajmująca się kompleksowym straszeniem dzieci na globalną skalę z Jamesem P. Sullivanem, straszackim mistrzem na czele. Wraz ze swym jednookim przyjacielem Mike'em Wazowskim, stanowią najskuteczniejszy duet, specjalizujący się w straszeniu dzieci z równoległego świata ludzi. Ich fach jest jednak obwarowany jednym, surowo egzekwowanym warunkiem - absolutne zero kontaktu organoleptycznego z dzieckiem, lub jakimkolwiek przedmiotem ze świata ludzi, bo podobno samo dotknięcie dziecka to pewna śmierć. Cały straszący biznes kręci się w miarę pomyślnie, aż do momentu, kiedy to do świata potworów niespodziewanie przedostaje się Boo, mała dziewczynka ze świata ludzi. Traf chce, że pierwszymi potworami, zmuszonymi do konfrontacji z gaworzącym niebezpieczeństwem, są właśnie Sulley i Mike...
Brzmi jak niewydarzona parodia horroru? Może i tak, lecz "Potwory i spółka", to 89 minut obcowania z najprawdziwszą filmową magią. Już samo założenie fabuły jest genialne w swej prostocie - skoro każdego z nas w wieku bardzo dziecięcym straszyły wyimaginowane potwory, więc dlaczego by nie zrobić filmu o potworach, które ze straszenia stworzyły sprawnie prosperujący przemysł? Autorzy filmu również wyjątkowo gładko zaaplikowali widzowi ideę świata równoległego, w którym mieszkają potwory. Istotną nowością, jak na konwencję bajki dla (teoretycznie) dzieci, jest umiejscowienie akcji w zakładzie pracy i operowanie słownictwem, nabitym dniówkami, premiami, normami, rekordami, raportami i radami nadzorczymi. Lecz cała ta "dorosła" otoczka jest zorkiestrowana z wyjątkową lekkością i finezją. Akcja nabiera właściwej temperatury dopiero po przybyciu do świata potworów małej dziewczynki ze świata ludzi. To uruchamia lawinę pościgów, pomyłek i całej gamy komediowych sytuacji, zapewniających solidny trening przepony. Dwójka głównych bohaterów to standardowa para amerykańskiego kina, duet oparty na przeciwieństwach, taki Asterix i Obelix inaczej. Sulley to w gruncie rzeczy dobroduszny olbrzym, pod wpływem małej Boo odkrywający w sobie nieznane pokłady wrażliwości. Jego przyjaciel Mike Wazowski to mały, zielony, okrągły i jednooki nerwus, na śmierć zakochany w sekretarce Celulince (też jednoookiej). Reszta postaci w filmie to przykład kreatywności w najlepszym tego słowa znaczeniu. Takiej galerii najdziwaczniejszych indywiduów nie spotkamy chyba nigdzie, poza filmami Pixara oczywiście. Każdy z potworów ma swój indywidualny, odjechany rys, zarówno fizyczny, jak i korespondujący z nim typ zachowań, gestów, mimiki oraz odzywek. Po prostu mistrzostwo świata.
Jednym zdaniem:
kolejna pixarowska rewelacja.
 |
reżyseria - Peter Docter, David Silverman, Lee Unkrich
scenariusz - Andrew Stanton, Dan Gerson
muzyka - Randy Newman
montaż - Jim Stewart
wersja oryginalna
John Goodman
Billy Crystal
Mary Gibbs
Steve Buscemi
James Coburn
Jennifer Tilly
|
obsada głosowa
Sulley
Mike Wazowski
Boo
Randall
Moczyknur
Celulinka
|
wersja polska
Paweł Sanakiewicz
Wojciech Paszkowski
Weronika Zakrzewska
Sławomir Pacek
Aleksander Bednarz
Małgorzata Kożuchowska
|
reżyseria wersji polskiej - Joanna Wizmur
dialogi polskie - Bartek Wierzbięta
|
 |
Jimmy Neutron jest niezupełnie normalnym chłopcem. Chodzi do szkoły, ma rodziców i psa, lecz w wolnych chwilach buduje rakiety kosmiczne, pilota zmniejszającego wszystko, a na skonstruowanie wehikułu czasu zawsze brakuje mu czasu. Właśnie przerobił toster na satelitę z zarejestrowanym przesłaniem dla obcych cywilizacji. Mimo takich osiągnięć, rodzice nie pozwalają mu pójść na otwarcie wielkiego parku rozrywki. Lecz Jimmy wymyka się nocą i bawi się we wszystkimi dziećmi z miasta. Tymczasem obcy przechwytują satelitę Jimmy'ego, przylatują na Ziemię i uprowadzają z domów wszystkich rodziców...
Oto bajka dla dzieci. Prawdziwa, wręcz wzorcowa. Niemal wszystko jest tu skrojone pod mało wymagający gust najmłodszego widza. "Jimmy Neutron" skrzy się kolorami, bawi humorem, zachowuje szybkie tempo narracji i przede wszystkim przedstawia bohatera, którym każdy dzieciak chciałby być. A dla jego rodzica to także okazja, żeby posiedzieć z pociechą, zrelaksować się na niewymagającym, acz przeuroczym filmie i wyłuskać garść zabawnych nawiązań, aluzji i parodii "dorosłego" kina, m.in. "Diuny", "Nocy żywych trupów", "Star Treka", "Marsjanie atakują!" czy nawet "Top Gun". Animacja technicznie plasuje się raczej na poziomie cyfrowych bajek na dobranoc w telewizji i jest uproszczona do akceptowalnej granicy dla filmu fabularnego. Jest to poniekąd zrozumiałe, gdyż, po pierwsze, był to pierwszy film CGI zrealizowany wyłącznie za pomocą ogólnodostępnego oprogramowania, i po drugie - film pierwotnie miał być właśnie pilotem serialu TV, lecz prace wstepne przebiegły tak obiecująco, że producent Steve Oedekerk (reżyser "Nic to stracenia") i szefostwo Paramountu zarządzili realizację filmu kinowego. Kolejne odsłony przygód małego geniusza dokonywały się tylko w telewizji i stanowiły połączenie CGI z tradycyjną rysunkową animacją. "Jimmy Neutron: mały geniusz" był nominowany do Oscara w inauguracyjnej odsłonie kategorii dla najlepszego pełnometrażowego filmu animowanego. Przegrał ze "Shrekiem".
Jednym zdaniem:
znakomita zabawa dla najmłodszych, relaks dla dorosłych.
 |
reżyseria - John A. Davis
scenariusz - John A. Davis, David N. Weiss, J. David Stem, Steve Oedekerk
muzyka - John Debney, Brian Causey
montaż - Gregory Perler, Jon Price
obsada głosowa:
Debi Derryberry
Megan Cavanagh
Mark DeCarlo
Jeffrey Garcia
Bob Goen
Mary Hart
Andrea Martin
Martin Short
Patrick Stewart
|
(Jimmy Neutron)
(Judy Neutron)
(Hugh Neutron)
(Sheen Estevez)
(prezenter)
(prezenter)
(Fowl)
(Ooblar)
(król Goobot)
|
|
 |
Nadciąga epoka lodowcowa. Zwierzęta szykują się do exodusu w cieplejsze strony. Ale leniwca Sida jakoś nikt nie obudził do wyprawy. Sid spotyka zgorzkniałego mamuta Mańka, który nie ma najmniejszego zamiaru użerać się z wiecznie gadającym głupoty leniwcem. Do tej dwójki dołącza szablozębny tygrys Diego, wysłany przez swoje stado w celu złapania ocalałego z pogromu ludzkiego dziecka, uratowanego przez swoją matkę. Cała trójka przygarnia malucha i kontynuuje z nim podróż na południe. Lecz stado tygrysów coraz mocniej naciska Diego, by ten zdradził swoich, niczego nie spodziewających się towarzyszy podróży...
20th Century Fox zwąchało w komputerowych bajkach żyłę złota, zaangażowało zdobywcę Oscara za krótki film CGI "Bunny" Chrisa Wedge'a i kierowane przez niego Blue Sky Studios (własność Foxa od 1997 roku) do realizacji pełnometrażowego filmu cyfrowego. Tak w wielkim skrócie doszło do realizacji "Epoki lodowcowej", obok bajek z Pixara i "Shreka" najsłynniejszej animki CGI w historii. Dziś może się to wydać nad wyraz dziwne, lecz początkowo twórcy planowali dramat, dopiero ktoś przytomny z wytwórni kazał im to przerobić na wariacką komedię dla młodych widzów. Osiągnięciem technicznym była o wiele szersza, niż w himalajskiej sekwencji "Monsters Inc.", kreacja śniegu i lodu, oraz rozwiązanie problemów związanych z oświetlaniem białych powierzchni. Fabułę zbudowano według sprawdzonego wzoru buddy-movie, oczywiście z diametralnie różnymi charakterami każdej z postaci. Promocyjnym motorem filmu był cudaczny wiewiór Scrat, na zasadzie "efektu motyla" wywołujący epokę lodowcową. Obdarzony głosem (a raczej odgłosami) samego reżysera, był początkowo obecny tylko w zwiastunie, lecz entuzjastyczne reakcje widzów przekonały twórców do wplecenia jego szaleńczych walk o żołędzia w fabułę filmu. Triumfu dopełnił rewelacyjny leniwiec Sid, zabawnie sepleniący głosem Johna Legiuzamo (w polskiej wersji równie znakomity Cezary Pazura). Niezbędną porcję wzruszeń zapewniło przeurocze ludzkie dziecko, którym opiekują się główni bohaterowie.
Jednym zdaniem:
klasyczny buddy-movie, rozśmieszający do łez.
 |
reżyseria - Chris Wedge, Carlos Saldanha
scenariusz - Michael Berg, Michael J. Wilson, Peter Ackerman
muzyka - David Newman
montaż - John Carnochan
wersja oryginalna
Ray Romano
John Leguizamo
Denis Leary
Goran Visnjic
Jack Black
Alan Tudyk
|
obsada głosowa
Maniek
Sid
Diego
Soto
Zeke
Oscar
|
wersja polska
Wojciech Malajkat
Cezary Pazura
Piotr Fronczewski
Andrzej Blumenfeld
Jarosław Boberek
Roman Szafrański
|
reżyseria wersji polskiej - Olga Sawicka
dialogi polskie - Barbara Robaczewska
|
 |
Rozśpiewane Warzywka wybierają się samochodem na koncert. Niestety, ich auto się psuje w jakieś rybackiej osadzie. Czekając na pomoc drogową, poznają grupkę niewydarzonych piratów. Ci opowiadają im historię o biblijnym Jonaszu, który zamiast zanieść mieszkańcom Niniwy słowo Boga, wyrusza w podróż pirackim statkiem. Na morzu spotyka go wiele niebezpiecznych przygód, z połknięciem przez wieloryba włącznie...
"VeggieTales" to seria półgodzinnych, edukacyjnych bajek CGI dla dzieci, z mówiącymi warzywami w rolach głównych, wymyślona w latach 90. przez Mike'a Nawrockiego i Phila Vischera. Każdy epizod w humorystyczny sposób opowiadał o tzw. wartościach, a jego gospodarzami byli pomidor Bob i ogórek Larry. W 2002 roku Nawrocki i Vischer zaprezentowali kinową odsłonę przygód swoich Warzywek. W stosunku do serialu zmienił się właściwie tylko metraż. "Jonah: A VeggieTales Movie" to wciąż ta sama ciepła, rozśpiewana, choć momentami drażniąco moralizatorska opowieść o przyjaźni, miłości, lojalności i uczciwości, zrobiona w błyskotliwym komediowym stylu. To także rzadki przykład komputerowej bajki, zawierającej tak dużo odniesień do chrześcijaństwa. Twórcy początkowo planowali, aby piracka opowieść traktowała o arce Noego, lecz animacja wielu zwierzęcych futer była zbyt kosztowna. Zdecydowano się więc na historię Jonasza z prostego powodu - wieloryb nie miał futra.
Jednym zdaniem:
warte obejrzenia, nawet przy błogosławieństwie Episkopatu.
 |
scenariusz i reżyseria - Mike Nawrocki, Phil Vischer
muzyka - Kurt Heinecke, David Mullen, Phil Vischer
montaż - John Wahba
obsada głosowa:
Phil Vischer
Mike Nawrocki Tim Hodge
Lisa Vischer
Dan Anderson
Kristin Blegen
Shelby Vischer
Jim Poole
|
(Jonah/Bob/Mr. Lunt/Percy Pea/Phillipe Pea/król Twistomer)
(Larry/Jean Claude Pea/Cockney Pea/Jerry Gourd) (Khalil)
(junior Asparagus)
(tata Asparagus)
(Laura Carrot)
(Annie)
(Scooter)
|
|
 |
Na wyspie Mata Nui żyją roboty Bionicle. Pewnego dnia młodzi Takua i Jaller odnajdują legendarną Maskę Światła, która może zaprowadzić ich do Toa Światła. To wywołuje reakcję włady cieni Makuty, który za wszelkę cenę i przy pomocy swych demonicznych synów Rahkshi robi wszystko, by wyprawa nie zakończyła się sukcesem małych robotów...
Obecnie filmy robi się ze wszystkiego. Nawet z klocków Lego. No, może nie dosłownie, ale duński potentat zabawkarski, po wypuszczeniu w 2001 roku klockowych robotów Bionicle (ściepa słów "biological" i "chronicle"), wymyślił sobie realizację filmu CGI ze swymi bohaterami. Na szczęście Lego, przy pomocy studia animacji Creative Capers Entertainment, założyło premierę bezpośrednio na DVD, żeby nie kalać sal kinowych swoim pustym wydumiskiem. Wywiedzione z języka Polinezji wykręcone nazwy i imiona bohaterów świata robocików stanowią pierwsze wyzwanie dla widza, który albo je wkuje na blachę, albo będzie musiał rozróżniać maszynki po kolorach. Trzecim wyjściem jest obojętność na tę niezborną opowiastkę, ze ściągniętym z "Władcy Pierścieni" schematem fabularnym, kosmicznie nadętymi dialogami, wysadzanymi wielkimi, iście lucasowskimi bredniami o Przeznaczeniu, Celu, Misji, Legendzie i Przepowiedni, wreszcie campową powagą "Power Rangers". Zaopatrzone w minielementarną mimikę robocie łby uniemożliwiają jakikolwiek stosunek do postaci (nie wspominając o emocjach bohaterów), a linia fabularna najeżona jest wyłącznie chciejstwem scenarzystów, radośnie żonglujących wszystkim, nawet śmiercią bohaterów. Dla dorosłych "Bionicle" są za głupie, a dla dzieci zbyt wydumane, na dodatek kompletnie wyzute z humoru i lekkości, co przy bajce dla młodych widzów jest karygodne. Jedynie muzyka i animacja stoją na nieco wyższym poziomie od scenariusza, aczkolwiek na tle gatunku plasują się na szarym końcu.
Jednym zdaniem:
strata czasu.
 |
reżyseria - David Molina, Terry Shakespeare
scenariusz - Henry Gilroy, Alastair Swinnerton, Bob Thompson, Greg Weisman
muzyka - Nathan Furst
montaż - Craig Russo
obsada głosowa:
Jason Michas
Andrew Francis
Scott McNeil
Lee Tockar
Christopher Gaze
Kathleen Barr
Dale Wilson
Michael Dobson
|
(Takua/Toa Takanuva)
(Jaller)
(Toa Tahu/Toa Onua/Grallock The Ash Bear)
(Makuta/Pewku)
(Turaga Vakama)
(Toa Gali)
(Toa Lewa, Turaga Onewa)
(Toa Kopaka/Hewkii)
|
|
 |
Rok 2113. Odnaleziony przez ludzi pradawny artefakt spod lodów Antarktydy wysyła sygnał w kierunku planety Elysium. Rozpoczyna się inwazja na Ziemię. Wyposażeni w olbrzymie roboty, najeźdźcy szybko ścierają w proch ziemski ruch oporu. Ostatnią nadzieją rodzaju ludzkiego jest Sonra, opiekunka mitycznej Arki z peruwiańskiej pustyni Nazca. U jej boku stają czterej wybrańcy...
Pierwszy film CGI z Korei Południowej. Reklamowany jako idealna rozrywka dla dzieciarni kochającej zaprezentowane w tym samym roku "Bionicle" i zapatrzonej w mesjanistyczno-batalistyczną odmianę SF z wielkimi robotami, "Elysium" okazał się na szczęście strawniejszy i przytomniej zrealizowany, niż film o robocikach z klocków Lego. Do poziomu fotorealizmu "Final Fantasy" koreańska animacja nie podskoczyła, mimika postaci jest zredukowana do niezbędnego minimum, 1/3 filmu to godzillopodobne walki olbrzymich robotów w opustoszałych miastach, a dialogi to na przemian komiksowe one-linery i natchnione gadki o tzw. Wielkich Sprawach typu Przeznaczenie. Mimo wyzierającej zewsząd sztampy, "Elysium" daje się oglądać. To zasługa niezłej strony wizualnej, ciekawych rozwiązań w pracy wirtualnej kamery i operowania rozmyciami obrazu w ruchu, szczypty humoru i scenariusza, który, jak na film dla 10-latków, nie poraża głupotą i lenistwem w co drugiej scenie.
Jednym zdaniem:
dla małoletnich amatorów walk robotów.
 |
reżyseria - Jae-woong Kwon
scenariusz - Jung-hoon Park
muzyka - Sebastian Arocha-Morton
scenografia - Kwang-ho Choo
animacja - Young Lim Choi, Seung Yong Lee, Min Su Park
amerykańska obsada głosowa:
Lee Cherry
Justin Cowden
Hillary Huber
Kevin Michael Richardson
Pat Fraley
David Lodge
Alexandra Boyd
Megan Parlan
|
(Van)
(Paul)
(Nyx)
(Christopher)
(Oz)
(Necros)
(Sonra)
(Lydia)
|
|
 |
Błazenek Marlin samotnie wychowuje swego syna Nemo. Lecz maluch ma coraz bardziej dosyć nadopiekuńczości taty, bojącego się wyściubić nos poza Wielką Rafę Koralową. Pewnego dnia, podczas zajęć szkolnych, Nemo wskutek własnej brawury dostaje się do akwariowej niewoli dentysty z Sydney. Przerażony Marlin rusza w pościg za synem, w czym pomaga mu sklerotyczna rybka Dory. Tymczasem wieści o bohaterskim Marlinie i jego wyczynach, pocztą pantoflową rozchodzą się w oceanie i docierają do zamkniętego w akwarium Nemo...
Spośród wszystkich filmów Pixara, "Gdzie jest Nemo" jest z pewnością najbardziej adresowany do najmłodszej widowni. Złożyła się na to tematyka filmu, zbudowana wokół konfliktu ojca z synem, dziecięcy bohater, bajecznie kolorowe środowisko akcji, oraz ckliwo-melodramatyczne chwile z udziałem Marlina i Nemo, przywodzące na myśl ciepłe, animowane kluchy Disneya. Czterech lat potrzebowali pixarowscy artyści by okiełznać nowe dla nich środowisko i umieścić w nim dopieszczoną fabułę. Pierwszym sprawdzianem dla grafików, który decydował o rozpoczęciu pracy nad "Gdzie jest Nemo", było odwzorowanie środowiska wodnego. Udało mi się to tak doskonale, że trzeba było wręcz pogorszyć jakość ich pracy, by odpowiadała ona bajkowej atmosferze całej opowieści. Wśród osiągnięć technicznych, nierozpoznawalnych dla zwykłego oka, z pewnością należy wymienić sposób oświetlania błazenków. Ich ciała są tak wiotkie, że część światła przez nie przenika, co twórcy nazwali "efektem galaretki". Aby jednak postaci były mimo wszystko wyraziste, należało użyć dodatkowych świateł, rysujących ich sylwetki i wszystkie niuanse wspaniale animowanych rybich facjat.
Jednym zdaniem:
urocza historyjka w nieziemskim wykonaniu.
 |
reżyseria - Andrew Stanton, Lee Unkrich
scenariusz - Andrew Stanton, Bob Peterson, David Reynolds
muzyka - Thomas Newman
montaż - David Ian Salter, Lee Unkrich
wersja oryginalna
Albert Brooks
Ellen DeGeneres
Alexander Gould
Willem Dafoe
Andrew Stanton
Barry Humphries
|
obsada głosowa
Marlin
Dory
Nemo
Idol
żółw Luzak
rekin Żarło
|
wersja polska
Krzysztof Globisz
Joanna Trzepiecińska
Kajetan Lewandowski
Olaf Lubaszenko
Mirosław Baka
Jan Frycz
|
reżyseria wersji polskiej - Joanna Wizmur
dialogi polskie - Elżbieta Łopatniukowa
|
 |