Realizacja Pierwszymi i jedynymi kandydatami do zagrania głównych ról byli Michelle Pfeiffer i Harrison Ford, dla którego była to do zagrania pierwsza, tak zdecydowanie negatywna postać ekranowa. Był to następny haczyk, przygotowany na widza przez Roberta Zemeckisa. Do tej pory Harrison z reguły odtwarzał bohaterów albo pozytywnych, jak Indiana Jones lub Han Solo, albo przynajmniej z czasem zdobywających sympatię widowni, jak Rick Deckard w "Łowcy androidów". Realizacja filmu przypadła na roczną przerwę w kręceniu kolejnego filmu Zemeckisa "Cast away". Ten czas reżyser dał Tomowi Hanksowi na zrzucenie wagi, aby uwiarygodnić kilkuletni pobyt rozbitka na bezludnej wyspie. W tym czasie Zemeckis zrealizował zdjęcia do "Co kryje prawda". Autor scenariusza Clark Gregg, rok później epizodycznie wystąpił jako aktor u Stevena Spielberga w "A.I.". Zagrał tam pracownika Cybertronics, firmy produkującej Mechy. Wybudowany nad jeziorem Champlain w stanie Vermont dom Spencerów, został ponownie stworzony w studio. Założeniem było, aby dom za dnia wyglądał przyjaźnie i jak z obrazka, natomiast w atelierowych scenach nocnych, sprawiał wrażenie ponurego domiszcza skrywającego mroczną tajemnicę. Tam też - późnym latem 1999 - rozpoczęto zdjęcia do filmu.
Znak rozpoznawczy Zemeckisa - długie ujęcie dialogowe bez żadnych cięć - reżyser serwuje nam już w 6 minucie filmu, gdzie przez blisko 3 minuty na ekranie widzimy tylko Michelle Pfeiffer i Harrisona Forda. Zemeckis stwierdził, że mając dwie takie supergwiazdy, nie musiał robić niczego więcej, poza pokazaniem ich obojga w jednym kadrze.
W następnej scenie widać małą maskotkę E.T.
Zemeckis przyznaje, że straszenie widza poprzez tysiące razy ograny schemat, polegający na stopniowym narastaniu muzyki i nagle BUM !, jest chwytem tanim i naiwnym. Jednak jego niewątpliwą zaletą jest, że to zawsze działa i można mieć pewność, że widz podskoczy na fotelu. Kiedy Michelle po raz pierwszy spotkała się z Amber Vallettą, odtwórczynią roli zamordowanej studentki, miała wrażenie, że patrzy na samą siebie z młodości. Widoczna na ekranie komputera data urodzin Madison (02-09-74), to prawdziwa data urodzin Amber.
Jednym z wielu małych zemeckisowskich smaczków technicznych, była ujęcie zamykania drzwi wejściowych przez Claire. Ponieważ kamera ciągle towarzyszyła Michelle Pfeiffer, musiała ona zamarkować samą końcówkę zamykania drzwi. Finalny efekt sprawia wrażenie, jakby kamera niepostrzeżenie przeniknęła poprzez zamykane drzwi.
Następna scena przedstawiała Claire, która sprząta łazienkę po niefortunnym seansie spirytystycznym, wypuszcza wodę z wanny, wychodzi z łazienki, krząta się do pokoju, wchodzi do korytarza, z którego drugimi drzwiami wraca do łazienki, gdzie zszokowana zastaje wannę pełną wody. Ta scena to kolejny dowód na takie użycie środków filmowych, aby móc przeniknąć do podświadomości widza. Cała ta akcja została nakręcona w jednym, nieprzerwanym, niefałszowanym komputerowo ujęciu. Gdy Michelle wyszła z dekoracji łazienki, ekipa za ścianą musiała błyskawicznie zamienić wanny oraz napełnić pomieszczenie dymem, symulującym parę.
Dalsza część tego ujęcia przedstawia wystraszoną Claire, podczas gdy na zaparowanym lustrze przez chwilę widać martwą studentkę. Ale gdy przyjrzeć się bliżej, na kilka sekund przed pojawieniem się jej odbicia, w lustrze da się zauważyć inny - niemal symboliczny - zarys ludzkiej twarzy, utworzony tym razem z odbicia Claire.
Ekipa scenograficzna wybudowała aż pięć wersji dekoracji łazienki. James Remar w scenie oskarżania go przez Claire o zabicie żony, mówi "I didn't kill my wife". Te same słowa wypowiadał Harrison Ford do Tommy Lee Jonesa w pamiętnej scenie z filmu "The Fugitive" (1993) Andrew Davisa. Jedyny zabawny moment filmu, kiedy na przyjęciu sąsiad Claire udaje, że dusi swoją żonę, został na poczekaniu wymyślony przez grającego ten gag Jamesa Remara. W tym jednym długim ujęciu widzimy Harrisona Forda, któremu ktoś robi zdjęcie. Ponieważ wielkim optycznym problemem dla operatora był błysk flesza aparatu fotograficznego, scenę tą powtarzano 12 razy, a do filmu wmontowano ten dubel, na którym nie widać flesza, ponieważ błysnął on pomiędzy otwarciem migawki w kamerze i naświetleniem dwóch kolejnych klatek filmu.
Gdy opętana Claire odwraca się i widzi samą siebie w lustrze, intencją Zemeckisa było dość nowatorskie zainscenizowanie czegoś w rodzaju retrospekcji w czasie rzeczywistym. To, co widział duch Madison, było przypomnieniem sytuacji, kiedy romansowała ona z Normanem Spencerem. Właśnie ten flashback pozwolił Claire poskładać wszystkie elementy tej układanki i rzucić podejrzenie na własnego męża.
Pracownicy pogotowia, pojawiający się w scenie ratowania Normana, byli prawdziwymi lekarzami. W zwiastunie filmu jest scena, kiedy Claire ogląda album ze zdjęciami i na jednym z nich widzi twarz ducha. Scena ta nigdy nie weszła do gotowego filmu. W dramatycznym momencie, kiedy Claire rzuca się do jeziora, a Norman płynie jej na ratunek, aktorów zastąpili kaskaderzy, a zdjęcia podwodne zrealizowano w basenie, już bez dublerów. Głównym powodem była zbyt niska temperatura wody w jeziorze.
Pierwotnie w scenariuszu był opis drugiego skoku Claire do jeziora. Zemeckis doszedł jednak do wniosku, że publiczność w tym momencie już wie, jak wygląda moment jej nurkowania, więc w filmie mamy od razu cięcie na scenę otwierania mokrej szkatułki, wyciągniętej z dna. W miarę rozwoju akcji i ewolucji głównych bohaterów, punkt widzenia kamery ciągle się obniża, w paru momentach osiągając poziom pod-podłogowy, co stanowiło kolejną niespodziankę dla widza. Aby zwiększyć napięcie w scenie topienia Claire, wszystkie wydarzenia widzimy z jej perspektywy, a kamera prawie nie opuszcza wnętrza wanny. Tutaj również stały montażysta Zemeckisa, Arthur Schmidt, znalazł wreszcie pole do popisu, tworząc prawdziwe małe arcydzieło sztuki klejenia i cięcia. Wiekszość filmu to operatorski montaż wewnątrzkadrowy, natomiast tutaj walkę Claire z coraz bardziej wypełnioną wanną, rozegrano na wielu bliskich planach, nakręconych z niemal każdego możliwego ustawienia kamery na tak wąskiej przestrzeni.
|