Efekty specjalne Wszystkie ujęcia z efektami wizualnymi zostały wcześniej rozpracowane w postaci uproszczonych animacji komputerowych, tzw animatics. Były one także bardzo pomocne przy wstępnym montażu filmu, kiedy efekty nie były jeszcze wykonane. Montażysta Paul Hirsch po prostu montował animatyki z resztą filmu, co później pozwoliło na dokładniejsze wmontowanie ujęć z efektami do gotowego filmu. Już ujęcie otwierające film, zawiera efekt wizualny. Sztukmistrz Brian De Palma, chcąc wprowadzić widza w błąd, sugeruje, że początek filmu to start rakiety marsjańskiej, podczas gdy była to tylko zabawka, odpalona z pikniku astronautów. Rakieta była obiektem cyfrowym, nałożonym przez Hoyta Yeatmana na prawdziwe ujęcie nieba, które następnie płynnie przechodzi w długie ujęcie pikniku. To przejście również zostało wykonane cyfrowo.
Z kolei ujęcie z małym próbnikiem, przemierzającym Cydonię na Marsie, początkowo wygląda na ziemskie próby tego urządzenia. Dopiero szeroki plan Marsa demaskuje kolejną próbę wprowadzenia widza w błąd. Plenery marsjańskie wykonano na planie w Vancouver, cyfrowo dodając do tego ujęcia przepaści, urwiska i góry w dalekim planie.
W ujęciach góry, skrywającej Marsjańską Twarz, tylko jej podstawa była wybudowana na planie. Reszta to model, którego obraz komputerowo wkopiowano w film.
Słynna sekwencja trąby powietrznej, wychodzącej z szczytu góry, została zrealizowana poprzez połączenie żywej akcji z animacją komputerową. Aktorzy w większości ujęć byli prawdziwi, oprócz m.in. momentu rozerwania na strzępy jednego z astronautów. Również wielki głaz, wbijający się w ziemię zaraz za plecami aktorów, był nakręcony fizycznie na planie. Cyfrowo wykonano całą "choreografię" wiru powietrznego i otaczającej go burzy piaskowej. Do tej realizacji wykorzystano program komputerowy firmy Dream Quest Images, napisany dwa lata wcześniej do filmu "Armageddon" Michaela Baya (1998).
Moment porwania jednego z astronautów przez trąbę, zrealizowano przy pomocy komputerowego nałożenia na siebie wielu elementów. Pierwszym z nich było cyfrowe wykreowanie wirującego prochu i piasku.
Następnie przygotowano ujęcie z kaskaderem w skafandrze, którego odrywa od ziemi linka, przymocowana do dźwigu. Z tego ujęcia wymazano niebo, linki i dźwig, przykrywając wszystko czarną maską.
Później wykonano cyfrową kopię dublera, by móc dokładniej animować elementy trąby powietrznej wokół jego postaci. Ostatnim etapem było złożenie wszystkich tych elementów w całość.
Powtarzającym się kilkakrotnie w "Misji na Marsa" rozwiązaniem operatorskim, są efektowne wjazdy kamery z przestrzeni kosmicznej wprost do wnętrza statków. Realizowano je w prawdziwych dekoracjach, których elementy "na zewnątrz", były w postprodukcji cyfrowo przykrywane przez trójwymiarowe animacje komputerowe. Dekoracje do tych ujęć były budowane na ruchomych platformach, co ułatwiało pracę operatorowi, ponieważ każdy z "wjazdów" był niezwykle skomplikowany, jeśli chodzi o ruch kamery - po prostu platforma przejmowała na siebie część ruchu w wirującym kadrze.
Statek kosmiczny "Mars Recovery" był modelem, długości kilkunastu metrów. Scenograf Ed Verraux zaprojektował go w niemal tym samym kształcie, co model "Discovery" z "2001 : "Odysei Kosmicznej" Stanleya Kubricka (1968). Ponieważ w filmie jest wiele długich ujęć na zewnątrz statku, uznano, że użycie obiektu komputerowego będzie zbyt drogie i zbyt pracochłonne i zdecydowano się na starą jak kino technikę zdjęć z miniaturami.
Pierwsze ujęcie ze statkiem, ponownie płynnie przechodzi do wnętrza "Mars Recovery". Oczywiście środek statku był już osobną dekoracją, natomiast oba ujęcia połączono w komputerze, dodając cyfrowe okno i M&M'sy.
Wiarygodne oddanie odmiennych warunków grawitacyjnych było jednym z najtrudniejszych wyzwań dla ekipy Briana De Palmy. Większość ujęć z aktorami w nieważkości kręcono przy pomocy linek, wymazywanych później cyfrowo klatka po klatce w postprodukcji. Natomiast bez użycia jakichkolwiek efektów komputerowych, zrealizowano najbardziej chyba karkołomne pojedyńcze ujęcie całego filmu, dziejące się na statku "Mars Recovery". Scenografią do tego ujęcia był gigantyczny bęben, wzorowany na identycznym rozwiązaniu z "2001 : Odysei Kosmicznej".
Ujęcie rozpoczyna się widokiem Terri (Connie Nielsen), która słysząc dobiegającą muzykę, opuszcza swe miejsce i zaczyna iść korytarzem. Bęben obracał się w kółko, a aktorka po prostu szła w miejscu, jak po ruchomej bieżni. Po drodze, w jednej z bocznych komórek widzimy ćwiczącego Phila (Jerry O'Connell), przymocowanego do swej mini-siłowni. Kiedy Jerry zniknął z kadru, członek ekipy technicznej podbiegł do niego i oswobodził z więzów, a Jerry musiał szybko wejść na korytarz, by po prostu nadążyć za wciąż obracającym się bębnem.
Connie znika z kadru, wchodząc na drabinkę. W tym momencie jej miejsce we wciąż obracającym się korytarzu zajmuje Jerry, który idąc, mija siedzącego Jim McConnella (Gary Sinise). Lecz oto nagle Jerry sprawia wrażenie, jakby zaczynał iść pod coraz bardziej nienaturalnym kątem. Tą sztuczkę wykonano, zmieniając po prostu kąt kamery, przymocowanej do obrotowej głowicy.
Jerry wchodzi po drabince, natomiast kamera wykonuje gwałtowne przyspieszenie, by pokazać Gary'ego Sinise po drugiej stronie bębna. I niby wszystko wygląda naturalnie... Z wyjątkiem nienaturalnie purpurowej twarzy aktora, który w tym momencie ujęcia wisiał do góry nogami, będąc dodatkowo po dwóch pełnych pętlach obracającej się dekoracji.
Kolejna scena filmu ma miejsce w nieważkiej części statku, a Woody i Terri tańczą do piosenki Van Halen "Dance the Night away". Jerry O'Connell tak naprawdę wisiał do góry nogami, natomiast aktorka wykonywała swe finezyjne piruety, dzięki obracającej się małej platformie, na której stała.
"Misja na Marsa" jest jednym z nielicznych filmów, w których pokazano krew w stanie nieważkości (po m.in. "Star Trek VI" i "Ukrytym wymiarze"). Oczywiście cenny płyn ustrojowy był animacją 3D, wzorowaną na zachowaniach płynów podczas prawdziwych misji kosmicznych.
Pierwsze ujęcie, kiedy Woody wychodzi na zewnątrz statku, by znaleźć dziurę w kadłubie, zrealizowano przy pomocy modelu statku i Tima Robbinsa, nakręconego na niebieskim tle przy użyciu kamery motion control. Jego cień, widoczny na powierzchni statku kosmicznego był dodany cyfrowo, na podstawie cienia, rzucano przez "cyfrowego dublera" aktora.
W następnym ujęciu z tego samego miejsca akcji, postać Woody'ego jest już obiektem cyfrowym, nałożonym na rzeczywisty kadr, przedstawiający model statku. Natomiast do realizacji bliskich planów zewnętrznej powłoki statku, wybudowano dekorację w skali 1:1.
Scena, w której załoga opuszcza statek, była kolejnym wyzwaniem dla ekipy Hoyta Yeatmana z Dream Quest Images. Bazą dla tego ujęcia było nakręcenie modelu statku. Następnie wyjście aktora ze statku, zrealizowano przy pomocy szczątkowej dekoracji włazu. Reszta planu była niebieskim ekranem. Aby zasymulować obrót statku, ponownie wykorzystano wyłącznie obrotowy ruch kamery motion control. Problem ciągle zmieniającego się kąta padania światła słonecznego, rozwiązano przy pomocy pierścieniowej konstrukcji, po obwodzie której "jeździło" oświetlenie, symulujące Słońce. Ruch światła po pierścieniu był dokładnie zsynchronizowany z obrotem kamery.
Każdego aktora sfilmowano oddzielnie, a lina, spinająca ich skafandry była animacją komputerową.
Moment śmierci Woody'ego, zdejmującego hełm w otwartej przestrzeni, wykonano poprzez morphing twarzy Tima Robbinsa, do twarzy dublera z nałożoną odpowiednią charakteryzacją.
Aby optycznie zamienić niebieskie niebo Ziemi na czerwoną łunę Marsa, autorzy efektów musieli uciec się do technologii rotoscopingu, polegającej na cyfrowym śledzeniu gotowego kadru. Było to niezbędne, by wyznaczyć dla komputera miejsca w obrazie, w których później wymieniono niebo.
Do zrealizowania długiego, całkowicie komputerowego ujęcia, ukazujacego ewolucję życia na Ziemi, najpierw wykonano fizyczne modele każdego zwierzęcia. Po zeskanowaniu ich do komputera, kolejnym etapem była osobna animacja chodu każdego obiektu. Dbano przy tym, by każde zwierzę miało bardzo podobny, cyfrowy "szkielet", ułatwiający późniejszy morphing pomiędzy kolejnymi formami życia.
Wszystkie ujęcia z aktorami na tle obrazu kosmosu we wnętrzu Marsjańskiej Twarzy, nakręcono na kompletnie czarnym tle. To, co widac w filmie, dokonała oczywiście grafika i animacja komputerowa.
Jedno z ostatnich spektakularnych ujęć filmu, ropoczyna się nakręconym na żywo wejściem Jima McConnella do przezroczystego, podnoszącego się cylindra. Jego górna część była animacją 3D. W miarę oddalania się kamery od aktora, dokonano zamiany na obiekty cyfrowe całej dekoracji, samego aktora, jak i obrazu z kamery, płynnie przejętego przez wirtualną kamerę.
Do realizacji sceny z zalewaniem Jima wodą, użyto... wody, która podgrzana i i przefiltrowana, celem uzyskania żądanej przezroczystości, naprawdę zalała aktora. Dopiero późniejsze zbliżenia twarzy Jima wykonano przy użyciu komputerowej symulacji wody, z cyfrowymi bąbelkami włącznie.
|