Efekty specjalne Jednym z najtrudniejszych zagadnień podczas przygotowań do "Men in black", był wygląd kosmitów. Reżyser chciał za wszelką cenę uniknąć antropomorfoidalnych kształtów, by nie być posądzanym o łatwiznę, jak w przypadku "Star Treka", gdzie wszyscy obcy są bardzo podobni do ludzi. Wg tych wskazówek Rick Baker przedstawił wiele całkowicie surrealistycznych projektów wyglądu przybyszów z kosmosu. W trakcie kolejnych dyskusji okazywało się, że aby te postaci były wiarygodne dla widza, muszą posiadać pewne ludzkie cechy anatomiczne. To w ostatecznym rozrachunku doprowadzało do zatwierdzenia projektów bardzo przypominających tradycyjnego "człowieka z gumowym kostiumie", od czego przecież tak bardzo starano się trzymać z daleka... Czołówkę filmu, z ważką śmigającą sobie wśród napisów początkowych, zrealizowano pół roku o ukończeniu zdjęć do filmu. Skrzydlaty robal był całkowicie cyfrowy, natomiast tło pustkowia wykonano jako makietę. Niemal identycznie Tim Burton rozpoczynał "Sok z żuka". Jedynie przejeżdżająca ciężarówka była prawdziwa.
W pierwszej rozmowie Facetów ze złapanym wśród meksykańskich imigratów obcym, w pełnych planach wystąpił cyfrowy kosmita, stworzony przez Industrial Light & Magic. Jedynie w bliskich ujęciach zagrał aktor John Alexander w gumowym przebraniu.
Efekt rozbryzgania się obcego wykonano na żywo na planie, przy użyciu 100 litrów glutopodobnej substancji. Błysk neurolizatora pamięci, słynnego urządzenia do kasowania wspomnień niewygodnych świadków, był efektem dodanym w postprodukcji. Można to zauważyć po absolutnym braku reakcji oczu aktorów na nagły flesz.
W sekwencji pościgu Edwardsa (Will Smith) za kosmitą, przy realizacji wszelkich skoków, aktorzy zabezpieczeni byli linką, wymazaną cyfrowo w postprodukcji. Tą technikę zastosowano przy nieoczekiwanym momencie samobójczego skoku kosmity z dachu. Aktor - kaskader miał do nogi przyczepioną linkę, która wyhamowała lot już w połowie drogi. Resztę ujęcia wykonał za niego cyfrowy dubler. Na powierzchni ziemi nie było żadnych zabezpieczeń.
Ujęcie przedstawiające farmę Edgara przed i w momencie uderzenia UFO, było złożone z 30 osobnych elementów. Oddzielnie nakręcono dom, światła w oknach i spacerującą krowę, komputerowymi warstwami obrazu były pole i niebo, natomiast latający talerz i drzewo były stworzone, jako obiekty cyfrowe. Zniszczenie samochodu Edgara było fizycznym efektem, który wykonano poprzez umieszczenie odpowiednio przygotowanego modelu samochodu nad dziurą w ziemi, w którą wtłoczono auto przy pomocy 20-tonowego ciężaru, spuszczonego z wysokości. A swoją drogą, krowy o tak późnej porze chyba nie spacerują sobie po obejściu.. :)
W ujęciu wciągnięcia Edgara do leja pouderzeniowego przez robala, ręka kosmity była cyfrowa, natomiast aktora zastąpił kaskader na linkach. W tym momencie dla grającego rolę farmera Vincenta D'Onofrio (szeregowiec Pyle w "Full Metal Jacket"), skończyło się granie własną twarzą. Od tej sceny występował on we wspaniałej, choć ohydnej, oscarowej charakteryzacji mistrza Ricka Bakera.
Baker także był odpowiedzialny za "upiększenie" Tony Shalhouba, pasera Jeebsa ze sklepu. Żeby uwiarygodnić jego pozaziemskie pochodzenie, doprawił mu sztuczne uszy, zęby, nos i oko. Słynne ujęcie odrastania głowy, zestrzelonej przez Jonesa, zajęło fachowcom z ILM aż siedem miesięcy. Natomiast część dialogu, mówionego cienkim głosikiem załatwiono w bardzo prosty sposób - Tony nawdychał się helu...
Scenę w kuchni, kiedy kosmici częstują Jonesa kawą, a zszokowany Will Smith nie jest w stanie wypowiedzieć jednego słowa, nakręcono bez udziału jakichkolwiek efektów cyfrowych. Cwaniakujący, gadający i ciągnący faje robale, byli marionetkami, poruszanymi przez sztab lalkarzy za ścianą. Niemal tak samo, jak w reklamie kina domowego pewnej znanej japońskiej firmy... :) Z kolei kilkadziesiąt minut dalej, te same kreatury wywożące kupione w strefie wolnocłowej kartony Marlboro, były już obiektami całkowicie komputerowymi.
Główny ekran w głównej hali MiB, był na planie wyłącznie niebieską płaszczyzną, w którą w postprodukcji wkopiowano to, co widać w gotowym filmie. Dwóch mackowatych nawigatorów w wielkiej hali animowało 26 lalkarzy, ukrytych pod podłogą.
W momencie, kiedy Edgar zabija speca od dezynsekcji, komputerowo dodano zielony gaz oraz cyfrowo przedłużono pręt - narzędzie zbrodni. Kelner, poskładany przez robala Edgara w chińskiej restauracji był manekinem, wykonanym przez Ricka Bakera. Uciekającego z Nowego Jorku kosmitę, który ma zostać ojcem, zagrał Patrick Breen, aktor-fetysz Sonnenfelda, który wystąpił prawie we wszystkich filmach tego reżysera. Doskonałą, nakręconą w jednym statycznym ujęciu scenę, kiedy Jay odbiera poród z samochodu, zrealizowano w studiu. Pierwszoplanowy dialog Kay z kierowcą nakręcono osobno, a szamoczącego się Willa Smitha poskładano z trzech blue-screenowych ujęć aktora, którego na linkach tarmoszono we wszystkich kierunkach. Następnie w komputerze złożno wszystkie elementy w całość, dodając tło z World Trade Center na dalekim planie.
Nowo narodzony obcy, był zdalnie sterowaną marionetką Ricka Bakera, którą nakręcono w objęciach Willa Smitha na żywo na planie. Również paw, którym szkrab podziękował agentowi za odbiór porodu, był fizycznym efektem, ku niezadowoleniu aktora...
Kosmita Rosenberg, załatwiony przez robala w rosyjskiej restauracji trafił do kostnicy. Lecz grający go Mike Nussbaum, nie zagrał jego nieżywej wersji, gdyż zastąpił go manekin, stworzony przez Ricka Bakera. Było to konieczne do zainscenizowania doskonałego efektu mechanicznego z otwarciem głowy kosmity. Malutki arquillianin, ukryty w głowie Rosenberga, był w pełni animatroniczną kreacją Ricka Bakera. Jego mikroskopijne rozmiary są sztuczką optyczną - model tak naprawdę miał 70 cm wysokości i był nakręcony w 1,5-metrowej dekoracji "sterówki", którą w postprodukcji wstawiono w obraz modelu głowy.
Dużym problemem w tej scenie, była synchronizacja kwestii mówionych przez małego obcego z ruchami ust modelu. Dla ułatwienia sobie pracy, jeden z lalkarzy, Mark Setrakian na planie podłożył na roboczo dialog obcego. Zrobił to tak dobrze, że Sonnenfeld umieścił to w gotowym filmie. Bardzo śmieszną scenę "przesłuchania" psa-kosmity Franka na ulicy, zrealizowano dzięki fachowcom z ILM, którzy za pomocą animacji komputerowej, dodali do ujęć mopsa jego zupełnie nie-psią mimikę. Największym problemem dla animatorów była ilość zębów w paszczy psa. Na szczęście jeden nich miał mopsa, więc po kwadransie studiowania szczękowych psich czeluści, mogli oni z kompletem danych radośnie usiąść do komputerów... Efektem cyfrowym był także widok galaktyki w kocim wisiorku oraz jej odbicie w oczach dr Weaver (Linda Fiorentino). Nieco makabryczne ujęcie Edgara, któremu z ust wypełza robactwo, wykonano w ten sposób, że aktorowi Vincentowi D'Onofrio włożono do ust maszynkę, która rozszerzała mu jamę ustną. W postprodukcji dodano karaluchy.
Pamiętną sekwencję przejazdu tunelem, zrealizowano przy pomocy miniaturowego tunelu (skala 1/8), wypełnionego kilkudziesięciocentymetrowymi samochodzikami oraz Smitha i Jonesa, nakręconych do góry nogami w atrapie samochodu na niebieskim tle.
W sekwencji startu i rozbicia się UFO, używano animacji 3D w ujęciach lotu oraz miniaturowych modeli (3,5 metra średnicy) w ujęciach rozbicia się latającego talerza. Smith i Jones grali do niebieskiego ekranu.
Od chwili zdjęcia coraz bardziej rozkładającej się skóry z Edgara, wielki robal był całkowicie cyfrową kreacją magików z Industrial Light & Magic. Aktorzy na planie grali do prowizorycznej głowy, umieszczonej na drążku. Użycie efektów animatronicznych ograniczono do jednego ujęcia zza pleców Edgara, gdzie widać nadmuchiwane plecy robala wyłażące z rozrywanej skóry.
Ostatnie ujęcie filmu, monumentalny "odjazd kamery" od Ziemi, złożono ze śmigłowcowego ujęcia, niepostrzeżenie przechodzącego w całkowicie cyfrowy obraz kosmosu i obcych, grających wszechświatem w kulki. To zakończenie wymyślił Sonnenfeld po pierwszych próbnych pokazach dla szefów wytwórni Columbia. Bossowie studia zachwyceni filmem, dali reżyserowi dodatkowy milion dolarów na realizację tej końcówki.
|