Realizacja "Pianista" powstał jako koprodukcja polsko-brytyjsko-francusko-amerykańsko-niemiecka. Ze strony polskiej w produkcji uczestniczyły: Telewizja Polska, Canal+ Polska, Agencja Produkcji Filmowej i Heritage Films Lwa Rywina, który pełnił funkcję jednego z producentów wykonawczych. Mimo to Polański wybrał wersję anglojęzyczną i głównych aktorów z obszaru anglosaskiego, wychodząc z oczywistego założenia, że po polsku wiele na świecie nie zwojuje. Rodzimych aktorów zatrudnił do wielu ról drugoplanowych i epizodów. Natomiast przy wyborze swych najbliższych współpracowników, mających bezpośredni wpływ na warstwę plastyczną filmu, powtórzył manewr Spielberga i zatrudnił oscarowego scenografa Allana Starskiego i Annę Biedrzycką-Sheppard do zaprojektowania kostiumów. Na autora zdjęć wybrał Pawła Edelmana, niegdyś etatowego operatora Władysława Pasikowskiego i autora bardzo malarskich zdjęć do "Pana Tadeusza" Wajdy. Gigant polskiej muzyki symfonicznej Wojciech Kilar, po udanej współpracy z Polańskim przy "Śmierci i dziewczynie" oraz "Dziewiątych wrotach", skomponował muzykę.
Film kręcono w odwrotnej kolejności chronologicznej. Zdjęcia rozpoczęto na terenie legendarnej wytwórni Babelsberg w Poczdamie pod Berlinem, gdzie stanęły olbrzymie, budowane przez dwa miesiace, dekoracje kilku ulic Warszawy. W Niemczech zbudowano także największe plenery zniszczonej Warszawy. Po sześciu tygodniach ekipa przeniosła się do Warszawy i okolic, gdzie 26 marca 2001 roku rozpoczęto 11-tygodniową, krajową część zdjęć w plenerach i wnętrzach, przygotowywanych jeszcze podczas zdjęć w Niemczech. Cały poniższy opis będzie zgodny z linią fabuły.
Polański poznał Adriena Brody'ego w 2000 roku w Paryżu, kiedy ten grał w filmie "Afera naszyjnikowa". Później, podczas castingu do roli Szpilmana, Polański odrzucił ponad 1400 ofert i przypomniał sobie o Brodym. Zanim ważący 73 kg Brody przyjechał na plan, przez sześć tygodni na śniadanie wsuwał dwa jajka na twardo i popijał gorzką herbatą, na obiad zjadał mięso z kurczaka, a dzień żegnał kolacją złożoną z ryb i warzyw gotowanych na parze. Tym sposobem stracił 14 kilo. No i nie oglądał telewizji. Wszystko po to, aby wiarygodnie zagrać wycieńczonego Szpilmana pod koniec wojny. Później kręcono sceny chronologicznie wcześniejsze, systematycznie odkarmiając Brody'ego, zmniejszając jego zarost i skracając włosy.
Jako ostatnie powstały rozpoczynające i kończące film sceny ze Szpilmanem w studio Polskiego Radia. Nakręcono je w halach zdjęciowych w warszawskich Włochach. Choć grającego na fortepianie Szpilmana jest w filmie niewiele, dla Polańskiego bardzo ważne było, aby Adrien Brody potrafił wiarygodnie imitować grę. Reżysera nie interesował montażowy trik, polegający na osobnym kręceniu aktora i grających dłoni, należących już do prawdziwego muzyka. Brody nauczył się grać na fortepianie, ale to co słyszymy z ekranu zagrał wybitny pianista Janusz Olejniczak.
Michała Żebrowskiego, grajacego epizodyczną rolę Jurka, przyjaciela Władysława i jednocześnie brata Doroty, zdubbingował Roman Polański. Wcześniej to samo zadanie, lecz na nieporównywalnie większą skalę wykonał przy "Nożu w wodzie", gdzie podłożył głos Zygmuntowi Malanowiczowi.
Całą pierwszą scenę w domu Szpilmanów, podobnie jak wiele innych ujęć z ręki, zarejestrowano za pomocą kamery na Steadicamie w dekoracjach wzniesionych w warszawskiej hali WFD. Obsługiwało go dwóch niemieckich operatorów Marcus Pohlus i Jörg Widmer. Widoczne w kadrze rekwizyty, bibeloty, meble, nawet radio, to autentyki. Scenograf Allan Starski wykorzystał własne wspomnienia, związane ze Szpilmanem. Ojciec Starskiego, Ludwik, przed laty współpracował ze Szpilmanem jako autor tekstów piosenek. Ludwik Starski był także scenarzystą powojennych komedii m.in. "Skarbu", "Przygody na Mariensztacie" czy "Zakazanych piosenek".
W getcie, zamkniętym 15 listopada 1940 roku, stłoczono 400 tys. Żydów. Stanowili oni 30% populacji ówczesnej Warszawy, a obszar getta pierwotnie zamieszkiwało zaledwie 3% ludności miasta. Podczas zimy 1940/41 zmarło tam ponad 50 tys. ludzi. Na montaż ilustrujący wznoszenie i pierwsze dni muru getta, złożyły się zdjęcia nakręcone zarówno na warszawskiej Pradze, jak i w dekoracjach w Babelsbergu. Getto nakręcono na ulicach Konopackiej, Małej, Stalowej i Ząbkowskiej. Na Konopackiej postawiono prawdziwy mur z cegieł, natomiast na Stalowej - jego dekoratorską imitację. Także na Stalowej położono linię tramwajową, po której jeździły cztery zabytkowe wagony.
Budynek przy kładce wzniesiono jako dekorację. Brudne i odrapane kamienice na Pradze, udające wnętrze getta, miały coś, co spędzało sen z powiek Allana Starskiego, mianowicie nowe okna z białymi ramami. Ekipa scenograficzna starała się je poszarzyć i pobrudzić, by z daleka wyglądały jak trzeba. Dzieła dopełniła cyfrowa postprodukcja.
Kierowaniem tłumami statystów zajmował się Marek Brodzki. Szkoda, że nie robi tego nadal. Poza tym facet wciąż wisi mi kasę za bilet na "Wiedźmina" w jego żałosnej reżyserii. Nasi tu byli - Borys Szyc jako gestapowiec na ulicy.
Faceta z monetami w żydowskiej knajpie miał zagrać Lew Rywin, współproducent filmu, lecz podobno za długo się opalał, a czerwona twarz nie pasowała do bladych Żydowskich oblicz. Zastąpił go Zbigniew Zamachowski. Sam lokal nie był filmową dekoracją. Allan Starski zaadaptował w tym celu prawdziwą restaurację w Hotelu Saskim. Obskurne mieszkanko na Pradze w kolejnej scenie także było autentyczne.
Sekwencja kolacji Szpilmanów, zakończona pacyfikacją sąsiedniej kamienicy, została złożona ze scen, których czas realizacji dzielił spory okres czasu. Pacyfikację nakręcono w dekoracjach plenerowych w Babelsbergu, natomiast wnętrza mieszkania Szpilmanów powstały trzy miesiące później w hali zdjęciowej w Warszawie.
Konstrukcję dekoracji kilkupiętrowej kamienicy wyposażono w umeblowane atrapy mieszkań. Siedziba na trzecim piętrze posiadała balkon z którego gestapowcy wyrzucili staruszka na wózku. Starski na żądanie szefa kaskaderów musiał przedłużyć ten właśnie balkon, by grający staruszka niemiecki kaskader nie zahaczył o podobne balkony na niższych kondygnacjach. Kaskader był zabezpieczony linką, która, sterowana za pomocą descendera, płynnie zatrzymała go tuż nad ziemią. Samą linkę widać zresztą na kilka klatkach.
Mężczyzna wyrywa kobiecie puszkę zupy, która wylewa się na bruk. Aby zapewnić oczywiste warunki saniatarne aktorowi, który miał jeść zupę wprost z brudnej ulicy, fragment podłoża zastąpiono połacią identycznie wyglądającego lateksu. Kobietę zagrała Zofia Czerwińska, czyli Balcerkowa z nieśmiertelnego serialu Stanisława Barei.
Warsztat szewski, noclegownię i nocny plener nakręcono na terenie byłej Fabryki Norblina przy ul. Żelaznej na Woli w Warszawie. Zastrzeloną przez Niemca dziewczynę zagrała Joanna Brodzik.
Sekwencję na Umschlagplatzu nakręcono na terenie jednostki wojskowej w Rembertowie, dzielnicy Warszawy. Dobudowano do niego parter budynku szpitalnego. Pozostałe piętra szpitala postawiono tylko jako jedną ścianę z oknami. W tychże oknach odbijał się budynek naprzeciwko. Ponieważ w rzeczywistości go tam nie było, scenografowie wykonali olbrzymie zdjęcie, przedstawiające budynek i postawili go tak, by odbijał się w oknach dekoracji szpitala.
Kobietę z nieprzytomnym dzieckiem zagrała Maja Ostaszewska. W dwóch scenach (na targu i na Umschlagplatz) wystąpił Daniel Szpilman, wnuk pianisty.
Od lipca do sierpnia 1942 roku, 250 tys. Żydów wywieziono do obozu zagłady w Treblince. Sekwencję na bocznicy kolejowej nakręcono na ul. Instalatorów w dzielnicy Ochota. Bydlęce wagony do których ładowano Żydów zagrały wcześniej w "Liście Schindlera". Szczegóły sceny uratowania Szpilmana od wywózki do Treblinki nie pochodziły z książki. Mniej więcej tak uratował się sam Polański, który jako dziecko uciekł z operacji opróżniania z Żydów getta w krakowskim Podgórzu.
W pierwszej scenie pracy Szpilmana poza murami likwidowanego getta, przez chwilę widać szyld "Adolf Blumenfeld. Zakład węgla, koksu i drzewa". Benka, kolegę Szpilmana z getta, zagrał polski aktor o takim samym nazwisku, Andrzej Blumenfeld.
Porównując "Listę Schindlera" do "Pianisty", szczególnie w dwóch podobnych scenach widać diametralną różnicę w traktowaniu widza przez Spielberga i Polańskiego. W "Liście Schindlera" stary ślusarz miał zostać zastrzelony za zbyt wolne wykonanie zawiasu, lecz ani pukawka Amona Goetha, ani giwery jego podkomendnych nie chciały wypalić w głowę ślusarza. Stał się cud. Tymczasem Niemiec u Polańskiego wymienia magazynek i na oczach Szpilmana zabija Benka. Proste, pragmatyczne, przerażające, prawdziwe. Choć podobno spielbergowskie cuda także się podczas Holocaustu zdarzały...
Budynek przy budowie którego pracuje Szpilman jest autentyczny. Allan Starski kazał tylko skuć z niego tynk i dobudować rusztowania. Samoloty w tej scenie to oczywiście animacja komputerowa.
Nasi tu byli - w scenie cucenia Szpilmana zagrali Marian Dziędziel i Paweł Burczyk. Natomiast Marka Gębczyńskiego, który udzielił Szpilmanowi schronienia, zagrał Krzysztof Pieczyński.
Pierwsze wnętrze do którego Gębczyński wprowadził Szpilmana było autentyczne, natomiast kolejne, czyli piwnica, to już filmowa dekoracja.
Kolejny przykład filmowej iluzji - mieszkanie w którym ukrywa się Władysław Szpilman to dekoracja, zbudowana w Warszawie. Natomiast widok z okna na kilkupiętrowe kamienice, wśród których później rozgorzeje powstanie w getcie, to już scenografia postawiona pod gołym niebem berlińskiego studia Babelsberg.
Nasi tu byli - Katarzyna Figura jako straszna mieszczka.
Szpilman wychodzący z kamienicy to ujęcie z Babelsbergu, spowitego prawdziwym śniegiem. A na kolejnym ujęciu widać już Warszawę i sztuczny śnieg.
Widok z mieszkania, w którym stoi pianino, to wciąż ta sama dekoracja w Babelsbergu, którą widzieliśmy wcześniej w ujęciach z powstania w getcie. Różnica polega na tym, że teraz kręcono tę dekorację z przeciwnej strony ulicy, usunięto mur i słup ogłoszeniowy oraz przerobiono nieco detali architektonicznych w elewacjach.
W trakcie powstańczego bombardowania Szpilman ucieka z mieszkania na strych i dach. Mieszkanie to dekoracja w Warszawie, autentyczną klatkę schodową znaleziono w Niemczech, strych to znów dekoracja, a fragment dachu nakręcono w Jüterbogu w Niemczech. Przy montażowym połączeniu dekoracji mieszkania i wnętrza klatki mamy wpadkę - Szpilman wychodzi z mieszkania przez przedpokój, na którego ścianie nie ma nic oprócz farby. Kolejne ujęcie na klatce zaczyna się jeszcze w przedpokoju, w którym na ścianie wisi obraz.
Sceny szpitalne nakręcono w prawdziwych wnętrzach opuszczonej lecznicy. Fasada szpitala, podobnie jak przylegający do niej mur to dekoracja.
Wielkie, sztandarowe ujęcie "Pianisty", nakręcone kamerą na kranie zgliszcza Warszawy, to jedno z pierwszych ujęć na planie filmu. Widząc tak olbrzymie urbanistyczne cmentarzysko, do głowy przychodzi tylko jedno słowo - komputer; pewnie w nim stworzono ten obraz, bo kto w dzisiejszych czasach wpadłby na pomysł stawiania takiej dekoracji, gdy można to zrobić myszką zamiast cegły. Błąd. Niemal wszystko, co widać na ekranie, to prawdziwa dekoracja. Tyle tylko, że ekipa nie postawiła jej od zera na gołej ziemi. W miejscowości Jüterbog, kilkadziesiąt kilometrów na południowy zachód od Berlina, znaleziono opuszczone radzieckie koszary z czasów NRD. Opuszczone to mało - były kompletnie zdewastowane (nie od dziś wiadomo, że umundurowana ruska swołocz gdzie nie wlezie, zostawi spalone i rozgrabione zgliszcza; tak załatwiono w 1945 roku mój Racibórz, tylko dlatego, że przed wojną było to miasto niemieckie). Lecz teraz mogły przysłużyć się sztuce. Wystarczyło je dodatkowo podniszczyć i przykryć własnymi gruzami. Roman Polański pierwotnie chciał w niewielkim stopniu wykorzystać budynki koszar, zostawiając resztę kadru grafikom komputerowym. Allan Starski przystąpił do pracy nad kilkoma pierwszymi budynkami. Widząc imponujące efekty pracy, Polański sukcesywnie zlecał przerabianie kolejnych domów. Takim sposobem pion scenograficzny przerobił wszystkie budynki w osi ulicy i dotarł do linii drzew na końcu koszar. Co zrobił Polański? Kazał je wyciąć i stawiać atrapy następnych domów. Tak więc jedynie budynki niemal na linii horyzontu zostały dostawione cyfrowo. Po zakończeniu produkcji za każde ścięte drzewo producent musiał zasadzić siedem nowych.
Architektonicznym "ciałem obcym" wśród koszar była willa, którą postawiono jako dekoracja. Natomiast jej wnętrza nakręcono w autentycznej, opuszczonej willi w Berlinie, której wystrój jakimś cudem zachował przedwojenny charakter.
To się nazywa dobrze przyjęta rola - nazwisko Thomasa Kretschmanna figuruje na plakatach i listach płac obok Adriena Brody'ego. Tymczasem Kretschmann, jako kapitan Wilm Hosenfeld, pojawił się dopiero w 116 minucie filmu, a ostatnie ujęcie z nim zakończyło się w 133 minucie projekcji. Obaj aktorzy ponownie spotkali się na planie "King Konga" Petera Jacksona.
Słysząc nazwisko Szpilmana, Hosenfeld stwierdził, że to dobre nazwisko dla pianisty. "Szpilman" to spolszczona forma niemieckiego słowa, określającego po prostu muzyka, człowieka który gra. Warto zwrócić uwagę na różnicę w sposobie podejścia do Szpilmana przez żołnierzy niemieckich i kapitana Hosenfelda. Żołnierze mieli gdzieś uprzejmości, mówiąc co wszystkich Żydów "du", czyli "ty". Natomiast Hosenfeld zwracał się do Szpilmana "sie", co można uznać za "per pan". Filmowcy wszystko robią na opak. Na przykład zimę kręcą latem, a noc w dzień. Tak było z realizacją sceny gry Szpilmana dla Hosenfelda. Na zewnątrz willi, przy oknach, postawiono namioty, które odcinały światło słoneczne. Dopiero wówczas Paweł Edelman wchodził z własnym światłem, które wewnątrz budynku symulowało noc. Jeden z reflektorów dawał mocny strumień widocznego w dymie światła, które kontrowało (dawało światło rysujące) rozwichrzoną głowę Brody'ego. Światło było tak silne, że nawet prześwietlało nos aktora, który świecił na czerwono, jak reniferowi Rudolfowi ze znanej dzieciom bajki rysunkowej.
Nasi tu byli - Andrzej Pieczyński i Cezary Kosiński jako uwolnieni więźniowie. Plenerową dekorację obozu, w którym po raz ostatni widzimy Hosenfelda, postawiono w podwarszawskiej Kobyłce.
Polański lubi kończyć film sceną koncertu, na którego tle lecą napisy. Tak kończy się "Pianista", tak kończyła się również "Śmierć i dziewczyna". Dopiero na napisach końcowych widać tytuł filmu.
Jeszcze przed premierą "Pianisty" Roman Polański jeszcze raz powrócił na ojczyzny łono jako Papkin w "Zemście" Andrzeja Wajdy. Na planie ponownie spotkał się z ludźmi "Pianisty", m.in. autorem zdjęć Pawłem Edelmanem i charakteryzatorem Waldemarem Pokromskim. 23 marca 2003 roku "Pianista" zdobył trzy Oscary. Na nominacjach zakończyło się w kategoriach najlepszy film (producenci Roman Polański, Alain Sarde i Robert Benmussa), zdjęcia (Paweł Edelman), kostiumy (Anna Biedrzycka-Sheppard) i montaż (Hervé de Luze). Statuetki odebrali Adrien Brody za rolę główną (do historii przeszedł jego ognisty pocałunek z wręczającą mu Oscara Halle Berry) i Ronald Harwood za adaptowany scenariusz. W imieniu Romana Polańskiego nagrodę dla najlepszego reżysera przyjął Harrison Ford. Polański od 1978 roku nie może bezkarnie wrócić do USA za to, że po 42-dniowej odsiadce wyroku za seks z nieletnią Samanthą Gailey, będąc na warunkowym zwolnieniu, zwiał do Francji. Prawno-filmowej pikanterii dodaje fakt, iż w 2003 roku także współproducent Lew Rywin miał kłopoty z prawem, zakończone skazaniem za udział w płatnej protekcji i, niemal identycznie jak w przypadku Polańskiego, także zakończone warunkowym zwolnieniem z mamra 1 czerwca 2005 roku po 43 dniach więzienia. Sześć lat wcześniej przewidział to Juliusz Machulski, wypuszczając na wolność Siarę i Lipskiego w "Kiler-ów 2-óch" :).
|