Strona główna KMF


PREDATOR
Efekty specjalne


Nie licząc kosmicznej czołówki filmu, jak dla mnie bezwstydnie zerżniętej z prologu "The Thing" Johna Carpentera (1982), pierwszym efektem wizualnym "Predatora", było dodanie czerwonego odblasku na przeciwsłonecznych okularach zapalającego cygaro Dutcha (Schwarzenegger), w jednym ujęciu sceny przylotu komandosów. Co ciekawe, efektu tego już nie ma na kolejnym ujęciu, pokazującym to samo, tyle że w bliższym planie.

Metoda stopniowego ukazywania na ekranie postaci Predatora, wywodzi się w prostej linii od kilku najsłynniejszych potworów w historii kina, m.in. rekina ze "Szczęk" i Obcego, których - z wyjątkiem wybuchowych kulminacji - pokazywano wyjątkowo oszczędnie, w trosce o budowanie narastającego napięcia. W "Predatorze" swoistym technicznym novum (nie licząc efektowych ujęć z perspektywy robota w "Świecie Dzikiego Zachodu" Michaela Crichtona z roku 1973), jest użycie termowizyjnej kamery, ukazującej subiektywny punkt widzenia potwora.

Chłodzona ciekłym azotem kamera termowizyjna, została przysposobiona do współpracy z operatorskim osprzętem Panavision, dzięki urządzeniu "beam-splitter" (wykorzystywanym w systemie Showscan, używanym do realizacji filmów 3D), rozszczepiającym obraz na dwa tory wizyjne. 70 % obrazu termowizyjnego kierowano do macierzystej kamery, natomiast pozostałe 30 % rejstrowała kamera Panaflex.

Sprzęt termowizyjny posiadał swój własny układ chłodzący, umieszczony w samochodzie i połączony kablami z kamerą na planie. Podczas realizacji długich ujęć z kranu kamerowego, umieszczonego wysoko wśród drzew, sprzęt chłodzący razem z samochodem musiał być zawieszony na kablach obok kranu, ponieważ przedłużenie instalacji chłodzącej kamerę termowizyjną nie wchodziło w rachubę.

Inną ułomnością kamery termowizyjnej była jej rozdzielczość, która stanowiła zaledwie połowę rozdzielczości rejstrowanego obrazu, w stosunku do kamer Panaflex, systemu Panavision. Ta wada okazało się jednak nieoceniona w przydaniu tajemniczości pikselowatym ujęciom, z punktu widzenia Predatora.

Aby rozpoznać czułość kamery termowizyjnej, szef efektów wizualnych Joel Hynek pierwsze próby przeprowadził w cieplarni, gdzie sztucznie podwyższano temperaturę. Miało to na celu określenie granicy termalnej widoczności człowieka, wśród naturalnego środowiska. Jednakowoż na planie w Meksyku panowały nieco wyższe temperatury, które uniemożliwiały wyekstraktowanie ciepłoty człowieka ze skwaru otaczającej dżungli. Zaradzono temu problemowi, obniżając temperaturę dżungli, poprzez obłożenie planu lodem i spryskując roślinność zimną wodą. Dzięki temu kamera termowizyna mogła wydobyć ciepło człowieka z otaczającego środowiska.

Nadal jednak najzimniejsze obszary kadru rejestrowano w kolorze niebieskim. Tu z pomocą przyszła technika efektów wizualnych. Owe niebieskie części obrazu zostały w postprodukcji optycznie zaczernione, by jeszcze bardziej wydobyć na pierwszy plan ciepłe barwy, widziane przez Predatora.

Prace na efektowymi ujęciami niewidzialności Predatora, rozpoczęto od nakręcenia Jeana-Claude'a van Damme'a (!), ubranego w jaskrawoczerwoną atrapę kostiumu kosmity. Do każdego z ujęć stosowano kamerę sterowaną systemem motion control, a następnie każde ujęcie powtórzono już bez aktora, za to z użyciem szerszych obiektywów. Dla dodania większej selektywności kolorystycznej, niezbędnej do optycznego wydobycia postaci z zielonego tła dżungli, aktora dodatkowo oświetlano przez czerwone filtry.

W toku optycznej obróbki, najpierw na każda klatkę nałożono czerwoną maskę, dokładnie pokrywającą się z postacią Predatora, by później odwrócić obrys maski. Tym sposobem uzyskano czerwony kadr z pustym miejscem, zamiast potwora. Następnie czerwoną połać kadru wypełniono obrazem bez aktora, zarejestrowanym na planie w dżungli.

Ciekawostką jest, że na planie funkcjonowały dwie wersje czerwonego kostiumu. Pierwsza (w którą był ubrany van Damme) była dość poglądowa i dalece uproszczona, natomiast druga (założna już na Kevina Petera Halla) przedstawiała Predatora w dalece bardziej imponującej wersji, która nie doczekała się przerobienia na właściwy kostium.

Aby uzyskać efekt załamywania się obrazu tła, przesłanianego niewidzialnym Predatorem, autor efektów Joel Hynek rejestrował każde ujęcie dżungli z użyciem przezroczystych masek w kształcie kosmity. Proces ten powtarzał od 8 do 15 razy (w zależności od ujęcia). Obraz dżungli otaczającej Predatora, był za każdym razem ten sam, natomiast obraz dżungli wewnątrz maski był każdorazowo nakładany z innym rozmiarem, ostrością i ekspozycją kadru. Następnie wszystkie te obrazy zostały optycznie połączone w jedną całość w formie koncentrycznych pierścieni. Tym sposobem uzyskano efektowny obraz "ruchomej dżungli", która miała kształt przybysza z kosmosu.

Dodatkowo, aby pogłębić wrażenie trójwymiarowości, optycznie powiększano wewnętrzne kręgi przezroczystości, jednocześnie zmniejszając te zewnętrzne. Była to bardzo czasochłonna operacja, ponieważ jedyne w tamtych czasach urządzenie, zdolne do łączenia obrazów, czyli kopiarka optyczna, musiała te najbardziej złożone ujęcia składać w aż 60 osobnych procesach (15 obrazów "wewnątrz" Predatora, pomnożone przez cztery kolejne zamiany głównych masek na każdy kadr).

Uzupełniając gotowy efekt niewidzialności, optycznie dodawano świecące oczy Predatora, strzały laserowe i iskry na pancerzu. Za te efekty odpowiadał Don Poynter. Szef efektów Joel Hynek twierdzi, że w ujęciu iskrzącej ręki Predatora pod koniec filmu, Poynter wśród animowanych wyładowań umieścił swoje imię. Przeglądając to ujęcie klatka po klatce, niestety nie zauważyłem tego swoistego podpisu... Jeśli ktoś go dojrzał, proszę o kontakt :))

Kiedy Predator po nieudanej próbie złapania go w siatkę, zwisa z gałęzi, na chwilę pokazując się w swej widzialnej postaci, do efektowego, roboczego ujęcia wykorzystano... małpę, której założono czerwony kostium. Niestety zwierzak źle się czuł w tym wdzianku i bez przerwy usiłował go zdejmować, co zniechęciło ekipę do tego typu eksperymentów.

Niezwykły wzrost postaci Predatora wymagał zaangażowania do tej roli odpowiednio wysokiego aktora. Pomimo tak nietypowych warunków zewnętrznych, wybór człowieka z przygotowaniem aktorskim oraz umiejętnością gry w niewygodnym kostiumie okazał się szybki i prosty. Predatora zagrał czarnoskóry Kevin Peter Hall, który dopiero-co ukończył zdjęcia do filmu "Harry i Hendersonowie" Matthew Robbinsa (1986), gdzie grał tytułowego, ogromnego sasquatcha.

Autorem "widzialnej" wersji Predatora, był mistrz efektów animatronicznych, czterokrotny zdobywca Oscara, Stan Winston, który przyszedł na plan "Predatora" zaraz po zakończeniu tytanicznej pracy nad "Obcymi - decydującym starciem" Jamesa Camerona (1986). Winston swój udział w filmie McTiernana zawdzięcza właściwie Arnoldowi Schwarzeneggerowi, który zaproponował producentowi Joelowi Silverowi właśnie Winstona, z którym wcześniej współpracował przy "Terminatorze" Camerona (1984).

Dla mnie osobiście, wygląd postaci Predatora nieco złośliwie kojarzy się z przerośniętym Jamajczykiem z dredami. Podobnie swój projekt nazywał Stan Winston, używając określenia "rastafarian warrior".

Słynna rozrośnięta, efektowna szczęka Predatora, narodziła się w samolocie, którym Stan Winston leciał do Japonii. Jego współpasażer, patrząc na powstające szkice przybysza z kosmosu zasugerował, że chętnie zobaczyłby film z potworem o niespotykanej dotąd żuchwie. Winstonowi pomysł ten przypadł do gustu. Zaś owym kreatywnym współpasażerem był sam James Cameron.



POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2004.03.07