Efekty specjalne Założeniem projektów plastycznych animków (oczywiście z wyjątkiem postaci już wcześniej znanych), było narysowanie ich wg stylu kreskówek Warner Bros., animowanie z disneyowską jakością, oraz wyposażenie w humor, znany z bajek Texa Avery. "Kto wrobił królika Rogera", był pierwszym filmem z rzadkiego gatunku połączenia animacji rysunkowej z żywą akcją, podczas realizacji którego trzymano się trzech karkołomnych reguł, dotyczących ujęć efektowych. Pierwszą był swobodny ruch kamery. Uniknięto w ten sposób sztucznego i sztywnego "przylepienia" animków do rzeczywistego kadru, oraz zyskano niewątpliwy atut, jakim była dynamika obrazu, uwolnionego w dużej mierze od technologii motion control.
Drugim utrudnieniem było dodanie dynamicznych cieni oraz świateł na ciałach animków, które uwiarygadniały ich "obecność" wśród prawdziwych dekoracji. Było to także zgodne ze specyficznym kluczem plastycznym filmu, wzorowanym na grze światłocienia w obrazach z gatunku "film-noir". Techniczna realizacja tego konceptu, wymagała dodatkowych (dochodzących w porywach do 25) ręcznie malowanych warstw obrazu, nakładanych na każdą klatkę filmu.
Wreszcie trzecim, najbardziej skomplikowanym zadaniem, była pełna interakcja rysunkowych postaci z jakimkolwiek rzeczywistym elementem obrazu, obojętnie czy był to rekwizyt, woda, dym czy żywy aktor. Do realizacji tego zadania zatrudniono mistrza efektów mechanicznych George'a Gibbsa, który wraz ze swoją 30-osobową ekipą wykonał mechaniczne modele, odpowiadające za ruch rekwizytów, poruszanych w filmie przez animki. Cała ta skomplikowana maszyneria została później zakryta przez rysunki.
Niektóre rekwizyty, jak chociażby gnaty w rękach łasic, były poruszane na planie za pomocą linek, animowanych przez lalkarzy, umieszczonych nad dekoracją. Innym sposobem wprawiania w ruch rekwizytów, było umieszczenie lalkarza pod podłogą. Z tego miejsca animował on ruch przedmiotów, poprzez pręty, przechodzące przez podłogę dekoracji. Tak zrealizowano m.in. tace, niesione przez animowanych kelnerów w nocnym klubie.
Każda klatka filmu, która miała zawierać elementy rysunkowe, została nakręcona w 65mm formacie Vista Vision i następnie przerobiona na duże, czarno-białe zdjęcie, na podstawie którego animatorzy dorysowywali animki.
"Kto wrobił królika Rogera", to film budzący szczery podziw i zachwyt, wspaniale użytą (i dwukrotnie nagrodzoną przez Amerykańską Akademię Filmową) technologią efektów wizualnych. Szacunek dla twórców jest tym większy, ponieważ film powstał jeszcze w epoce optycznego łączenia obrazów. Nie zastosowano tu jakiejkolwiek komputerowej ingerencji, z tego prostego powodu, że technologia cyfrowej animacji, była w owych czasach jeszcze za mało zaawansowana i zbyt kosztowna, by wdrożyć ją na tak szeroką skalę w ramach jednego filmu.
Wszystkie efekty animacyjne powstały tradycyjną metodą a'la Reksio :). 326 animatorów, wspomaganych 256 technikami, pracowało przez ponad rok w Londynie, nad animacją głównych postaci filmu. Sekwencje, w których masowo wystąpiły znane wcześniej animki, wykonało 72 animatorów, w trakcie ośmiomiesięcznej pracy w Los Angeles. Cała ta armia ludzi wykonała - uwaga - 82 080 ręcznie rysowanych i kolorowanych klatek. Łącznie ze storyboardami i projektami plastycznymi, daje to astronomiczną liczbę miliona rysunków.
Następnie każdy rysunek został za pomocą kopiarki optycznej połączony z odpowiadającą mu filmową klatką. Operację tę przeprowadzano kilkakrotnie na każdej klatce, ponieważ wiekszość animków składało się z kilku dodatkowych warstw obrazu, zawierających np ich cienie.
Sztandarowe powiedzonko Rogera "PPPPPleeeease!!!", było animowane na podstawie filmowego nagrania twarzy Charlesa Fleischera, mówiącego tę kwestię do kamery. Pierwszą ukończoną sceną z efektami specjalnymi, był latający na uszach słonik Dumbo, który wystraszył Vallianta, patrzącego przez okno. Jeden z animatorów, David Alan Barkley, był szefem zespołu, odpowiadającego za poruszanie modelem Jabby w "Powrocie Jedi" Richarda Marquanda (1983). Żona Rogera, Jessica Rabbit, była najbardziej złożonym, technicznym zagadnieniem filmu. Jej postać nie była nakładana na żywy obraz, jako jedna warstwa celuloidu. Włosy, skóra i cień, były oddzielnie animowanymi warstwami obrazu. Sama jej migocząca suknia, składała się z trzech osobnych elementów. Efektowne falowanie okazałego biustu Jessiki, wykonano w stosunkowo prosty sposób. Animatorzy po prostu odwrócili naturalny ruch piersi narysowanej seksbomby. Tam, gdzie u prawdziwej kobiety biust podczas ruchu by opadał, u Jessiki się wznosił...
Do sceny, w której Eddie Valliant wkłada mydło w japę upierdliwej łasicy, zaangażowano lalkarza z najchudszą ręką. Na planie Bob Hoskins po prostu przekazał kostkę mydła w dłoń lalkarza. Warunek chudej ręki musiał zostać spełniony, by w postprodukcji zakryć ją równie chudą łasicą.
Dynamiczną sekwencję pościgu za taksówką, zrealizowano trzema metodami. Część ujęć nakręcono w plenerze, z Bobem Hoskinsem w roboczej atrapie taksówki. Kilka ujęć wykonano w studio, na tle niebieskiego ekranu, z wykorzystaniem komputerowego sterowania kamerami motion control. W obu wariantach zamalowano atrapę animowaną taksówką. Natomiast w kilku wyjątkowo szybkich i krótkich ujęciach, nawet Bob Hoskins był narysowany.
Po bliskim spotkaniu z walcem, Sędzia Doom wraca do poprzedniej postaci. W pierwszym ujęciu spłaszczonego Christophera Lloyda zastąpił model, animowany linkami na żywo na planie. W kilku następnych ujęciach Doom był już rysunkiem, by poprzez gumowy model (scena nadmuchiwania), powrócić do wersji aktorskiej. Od tej sceny, na twarz Christophera Lloyda nakładano rysunkowe oczy, zaś lewą dłoń zakryto animowanymi narzedziami zbrodni.
Czas projekcji filmu wynosi 99 minut. Pierwotnie planowano w nim 40 minut animacji rysunkowej. Ostatecznie skończyło się na 55 minutach obecności animków na ekranie, co zajęło animatorom aż dwa lata pracy. Do filmu wykonano 1035 ujęć z efektami wizualnymi, więcej niż w "Powrocie Jedi". |