Efekty specjalne Do realizacji nowoczesnych (jak na koniec lat 70-tych) efektów wizualnych, wytwórnia zaangażowała dwóch najlepszych specjalistów w branży - Douglasa Trumbulla ("2001: Odyseja Kosmiczna", "Bliskie spotkania trzeciego stopnia") oraz Johna Dykstrę (Oscar za "Gwiezdne wojny"). Reżyser Robert Wise współpracował już z Trumbullem przy filmie SF "The Andromeda Strain" z roku 1972. John Dykstra był odpowiedzialny za efekty w sekwencjach statków Klingonów, stacji Epsilon IX oraz części wewnętrznych widoków planety V'gera. Za resztę efektów odpowiadała ekipa Douglasa Trumbulla. Obecnie widać piętno czasu, jakie odcisnęło się na efektach specjalnych do "Star Treka". Aż do końca lat 80-tych efekty, polegające na nakładaniu oddzielnie nakręconych obrazów, realizowano urządzeniem, noszącym nazwę kopiarki optycznej. Niechlubnym "znakiem firmowym" tej technologii była cienka czarna obwódka na każdym wkopiowywanym elemencie obrazu. Pół biedy, gdy np model statku gwiezdnego nakładano na czarne tło przestrzeni kosmicznej, gdzie czerń obwódki zlewała się z czernią kosmosu. Ale wystarczyło, że ów statek miał za sobą jasne tło, by zdemaskować niedoskonałość ówczesnej optycznej techniki trikowej.
Aż trzy tygodnie zajęły przygotowania i nakręcenie ujęcia otwierającego film - długiej, przyprawiającej o zawrót głowy prezentacji trzech statków Klingonów. W rzeczywistości zbudowano tylko jeden model, który dwa razy nieco przecharakteryzowywano, by udawał pozostałe dwa statki.
Efekt znikania statków w chmurze energetycznej, ukazany pod postacią wyładowań elektrycznych, "pożerających" jednostki latające, uzyskano za pomocą ręcznie malowanych błyskawic, które zmieniano w odstępach jednej klatki. Obraz samej chmury zrealizowano przy pomocy kilku warstw grafiki, namalowanych aerografem na szklanych taflach, przemieszczanych względem siebie. Efekt akcji dziejących ze wnętrzu statków kosmicznych, a widocznych "z zewnątrz" poprzez okna, uzyskano w ten sposób, że w modelach statków umieszczano maleńkie projektory, wyświetlające wcześniej nagrane sceny aktorskie.
Prosty trik operatorski pozwalał na ukazanie stosunkowo małych modeli, jako olbrzymich obiektów kosmicznych. Gdy operator zbliżał się do kręconego modelu, po prostu spowalniał dojazd kamery. Podstawę do słynnego efektu teleportacji, zrealizowano bardzo pomysłową, niemal chałupniczą metodą. Do produkcji tego efektu posłużyły... porozbijane kryształowe naczynia. Kawałki kryształu umieszczono w ruchomych chwytakach, sterowanych przez system motion control. Następnie przez kryszały przepuszczono światło lasera, które utworzyło ruchome wzory, rzutowane na przeciwległy ekran i zarejestrowane przez kamerę. Obraz ten następnie nakładano na tzw maskę, przedstawiającą kształt aktora.
Model Enterprise miał 3 metry długości i był wykonany z usztywnionego aluminium. Posiadał także własne oświetlenie. Oprócz tego korzystano także z kilkunastocentymetrowego drugiego modelu, używanego do kilku ujęć wewnątrz planety V'gera.
Do spektakularnych zbliżeń statku Enterprise, wypełniającego cały ekran, użyto tzw. obiektywów peryskopowych o niemal metrowej długości. Nakładane na właściwe obiektywy kamery, pozwalały na maksymalne optyczne zbliżenie się do kręconego modelu, co byłoby niemożliwe przy użyciu standardowego strzętu operatorskiego. Kolejnym problemem było wiarygodne oświetlenie zewnętrzne statku. Ponieważ Enterprise przez wiekszość filmu nie poruszał się w Układzie Słonecznym, gdzie kwestie światła rozwiązywało Słońce, statek musiał niejako oświetlać się sam. Douglas Trumbull zastosował symulację macierzystego oświetlenia modelu. W tym celu skierował światło jednego silnego studyjnego reflektora na kilkanaście lusterek dentystycznych o średnicy 2,54 cm, które znakomicie rozproszyły światło na modelu, dając iluzję kilkudziesięciu małych świateł.
Niektóre ujęcia z efektami wizualnymi z sekwencji suchego doku, wykorzystano w "Star Treku II". Natomiast sam model doku wykorzystano w 1994 roku w filmie "Star Trek. Pokolenia" W filmie na szeroką skalę stosowano technikę matte-painting, czyli malowanych obrazów, wkopiowywanych w gotowy film, celem "poszerzenia" scenografii o nieistniejące na planie elementy.
Innym sposobem na rozbudowanie scenografii był operatorsko-scenograficzny trik z "wymuszoną perspektywą". Zastosowano go w scenie spotkania Kirka i Deckera w maszynowni. W tle widać długi tunel z laserem, przy którym stoją pracownicy techniczni. Przedostatni technik w szeregu był bardzo niskim aktorem a ostatni to małe dziecko przebrane w kostium. Podczas pierwszej wymiany zdań między Deckerem a Kirkiem, za tym ostatnim widać korytarze statku, po których poruszają się członkowie załogi. Jeśli przyjrzeć się bliżej, wszyscy wchodzą lub wychodzą z korytarza na prawo i lewo, natomiast nikt nie idzie prosto. Dlaczego ? Otóż gdyby ktoś poszedł prosto, to rozbiłby sobie głowę o zastawkę scenograficzną z namalowanym korytarzem, optycznie przedłużającym dekorację...
Imponujący, jak na koniec lat 70-tych, efekt zakłóceń w tunelu nadprzestrzennym, wykonała ekipa Douglasa Trumbulla przy pomocy światła lasera. Laser rzucał obraz na ekran, natomiast kamera z drugiej strony ekranu poruszała się do przodu w kierunku ekranu. Z kolei efekt "fal", rozchodzących się od elementów wnętrza sterówki, wykonano niemalże ręcznie, nakładając klatka po klatce, przesuwające się obrazy na siebie. Samo nakręcenie tej sekwencji zajęło aż trzy tygodnie. Każde z niemal 50 ujęć, nakręcono w czterech wersjach : normalnej prędkości taśmy 35 mm, przyspieszonej prędkości taśmy 35 mm (w celu uzyskania efektu zwolnionego tempa), normalnej prędkości taśmy 65 mm oraz przyspieszonej prędkości taśmy 65 mm, które to ujęcia, kręcone z użyciem starych kamer systemu Vista Vision, były przeznaczone do realizacji efektów wizualnych. Praca nad całą sekwencją zajęła 9 miesięcy. W scenariuszu jej opis zajmował 3 strony, więc w przeliczeniu, ekipa realizowała 2 linijki skryptu dziennie.
Aby pokazać na ekranie torpedę fotonową, autorzy efektów uzyskali dostęp do prototypu 20-watowego lasera argonowego, co jak na koniec lat 70-tych było niezwykłą ekstrawagancją. Urządzenie to, potrzebujące olbrzymiej mocy i skrupulatnego wodnego chłodzenia, było żyłowane przez filmowców przez trzy miesiące non-stop.
Kiedy Kirk w swojej kwaterze odbiera wizualny meldunek od Uhury i Chekova, na ekranie widzimy duży ekran. Obraz na nim nie był efektem wizualnym, lecz tylną projekcją wcześniej nakręconego materiału. Krajobrazy planety V'gera nakręcono przy pomocy sześciu ponad dwumetrowych modeli, wykonanych m.in. z żywicy, szkła, plastiku i rzeźbionego mosiądzu. Efekt "nieba" wykonano przy pomocy lasera, co było jednym z pierwszych zastosowań tego urządzenia w filmie fabularnym. Każdy z elementów tych ujęć (miniatury, niebieskie światło, laser, dym) było nakręcone osobno, przy użyciu motion-control a następnie złożone w jeden obraz.
Całe wnętrze planety V'gera zostało zbudowane przez ekipę Gregory Jeina, który był m.in. także odpowiedzialny za modele przy "Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia" Stevena Spielberga (1977), oraz za zbudowanie Enterprise D, dla potrzeb serialu "Star Trek. The Next Generation". Sonda V'gera, przeczesująca mostek Enterprise, ukazana pod postacią snopu światła, była wykonana przez oświetleniowca, przesuwającego na planie bardzo silnie świecącą lampę. Następnie w postprodukcji obraz z kamery nałożono na wygięte lustro (w miejscach, gdzie stał członek ekipy), w którym skupiało się światło z reflektora, dając ów niecodzienny efekt. Wyładowania elektryczne z sondy były prawdziwe, a wykonano je nakładając obraz zarejestrowany podczas zabawy z obwodem tesli o napięciu - bagatela - 1,5 miliona wolt. Podczas tej realizacji, ludzie mieszkający wokół siedzimy firmy Apogee, skarżyli się na zakłócenia radiowe. Filmowcy chcąc-nie chcąc, musieli umieścić obwód tesli w drucianej osłonie, niwelującej zakłócenia.
Większość ujęć ze Spockiem w otwartej przestrzeni wykonano przy pomocy małej marionetki, ograniczając udział Leonarda Nimoya do bliskich planów twarzy. Refleksy na hełmie Spocka zostały nakręcone przy pomocy szerokiego obiektywu i następnie wkopiowane we właściwy obraz.
Pierścienie, przez które przelatuje Spock, nakręcono przy użyciu tylko jednego rekwizytu, który następnie powielono.
Podczas lotu Spocka w pewnym momencie widać maleńkie obrazy - uwaga - Dartha Vadera oraz Miss Piggy !
Fragment końcowej eksplozji wykorzystano ponownie w odcinku "Tin Man" serialu "Star Trek. The Next Generation".
Douglas Trumbull po skończonej pracy przy "Star Trek. The Motion Picture", był szczęśliwy, ale wylądował na dwa tygodnie w szpitalu z wrzodami, nadciśnieniem i paroma innymi dolegliwościami... Praca autora efektów specjalnych nie należy do bezpiecznych :) |