Film akcji, z ogromną ilością biegów, strzelanin, wybuchów i wszelkich możliwych efektów specjalnych, jest dla aktora szczególnym wyzwaniem. Wyzwanie to podwaja się, jeśli reżyserem takiego filmu jest James Cameron. Po doświadczeniach nabytych przy pracy nad poprzednimi filmami, reżyser przedstawił kierowniczce obsady (casting director) Mali Finn szczegółowe wytyczne, co do wyglądu, charakteru postaci i kondycyjnych predyspozycji kandydatów do ról głównych "Terminatora 2". Równie ważne były aktorskie umiejętności, by efekty specjalne filmu nie przytłoczyły grających w nim ludzi.
ARNOLD SCHWARZENEGGER

Czołgista w wojsku, kulturysta na zawodach, aktor na ekranie, facet z zasadami w życiu prywatnym, gubernator Kalifornii obecnie. Do pełnego zestawu osiągnięć Arnoldowi Schwarzeneggerowi brakuje chyba tylko Oscara (bez szans, choć kiedy zdobył Złotego Globa) i wyboru na prezydenta USA (na razie bez szans). Oto człowiek, który jest synonimem amerykańskiego snu, który osiągnął wszystko własną, tytaniczną pracą, żelaznym charakterem, odrobiną szczęścia i talentem do robienia interesów. Arnold na zawsze zmienił oblicze światowej kulturystyki i udowodnił, że Europejczyk z austriackiej wioski może zostać jednym z najsławniejszych ludzi na świecie. Gdy postanowił zostać aktorem, nikt nie dawał mu szans, ze względu na kwadratową szczękę, łamaną angielszczyznę i perfekcyjną budowę ciała, szczelnie maskującą dla sceptyków ponadprzeciętną inteligencję. Lecz świat filmu potrzebował człowieka, który jako jedyny mógł wiarygodnie wcielić się w postać Conana z Cimmerii. Arnold nie musiał grać, Arnold miał wyglądać. To wystarczyło, żeby z dnia na dzień Austriacki Dąb został bohaterem kina akcji. A takiego człowieka potrzebował nieznany James Cameron, przygotowujący się do relizacji "Terminatora". Początkowo reżyser przeznaczył mu rolę Reese'a, lecz Arniego porwała postać tytułowego zabójcy z przyszłości.
Po giganantyczym sukcesie filmu Arnold Schwarzenegger został, obok Sylvestra Stallone, herosem ekranów i symbolem kina popularnego lat 80. Wciąż rosnącą popularność ugruntował kolejnymi hitami SF, "Predatorem" i "Pamięcią absolutną". W 1990 roku ponownie stawił się na planie filmu Jamesa Camerona, tym razem jako pozytywna wersja postaci, której zawdzięczał tak wiele. Terminator powrócił w glorii najdroższego i jednego z najlepszych filmów science fiction, jakie widziało kino. Równie rekordowa była gratyfikacja 15 mln $, którą Arnie skasował za "Terminatora 2". Złośliwi przeliczyli jego gażę, przez 700 słów, któte wypowiada na ekranie. Wynika z tego, że jedno słowo Arniego w filmie, była warte ok. 21 tys. dolarów. Fraza "Hasta la vista, baby" została wyceniona na niecale 86 tys. dolarów.
LINDA HAMILTON

Niewiele brakowało by przez Lindę Hamilton przepadł cały projekt. Aktorka w tym czasie rozważała propozycję zagrania w innym filmie SF. Lecz gdy Cameron zagwarantował jej szaleńczą wręcz metamorfozę Sarah Connor, Linda wybrała "Terminatora 2". Filmowe 10 lat przerwy miało uczynić z Sarah niemal ludzka wersję terminatora. Matka Johna Connora nie przypominała już naiwnej kelnerki z pierwszego filmu. Wyzbyta złudzeń, zraniona śmiercią Kyle'a Reesa i opętana wizją wojny nuklearnej, Sarah, niczym australijski Mad Max, stała się skorupą człowieka, której jedynym celem było przygotowanie swego syna do roli przyszłego przywódcy niedobitków ludzkości.
Równie ważne było fizyczne przeobrażenie aktorki. Linda pod okiem swego trenera Anthony Cortesa poddała się morderczemu, trzymiesięcznemu (6 dni w tygodniu, 3 godziny dziennie) treningowi w siłowni. Dopiero wtedy przystąpiła do treningu strzelniczego pod okiem Uzi Gala. Przygotowania dotyczyły także radykalnych zmian w jadłospisie. Linda z uśmiechem wspomina, że zamiast filmowego "no fate" (bez przeznaczenia), bardziej adekwatne było "no fat" (bez tłuszczu).
ROBERT PATRICK

Niezwykle efektowny czarny charakter filmu, zmieniający kształty robot T-1000, wymagał obsadzenia aktorem mało znanym, z łatwą do zapamiętania twarzą, niemal lekkoatletyczną kondycją i zdolnością zgrania się z komputerowymi i animatronicznymi "przedłużeniami" swej postaci. Wg Camerona "jeśli T-800 był czołgiem, to T-1000 musi być jak Porsche". Jednocześnie T-1000 miał się decydowanie, jako "nowszy model" odróżniać od "starego" T-800. Postać ta musiała być obsadzona niezwykle szybko, by jak najwcześniej przekazać wzór twarzy i sylwetki do ILM i studia Stana Winstona, które już przystąpiły do tworzenia praco- i czasochłonnych efektów specjalnych. Wybór padł na Roberta Patricka, szerzej nieznanego aktora, którego twarz pojawiła się kilku scenach "Szklanej pułapki 2" Renny Harlina. Charakterystyczny chód aktora jest wynikiem kontuzji nogi, odniesionej w przeszłości, w wyniku gry w piłkę nożną.
EDWARD FURLONG

Wymagania dotyczące postaci Johna Connora były bardzo surowe. Miał to być chłopak wychowany przez ulicę : inteligentny, silny, nieco amoralny, buntowniczy, sprytny w dokonywaniu kradzieży, lecz z drugiej strony wciąż dziecko, dziecko skrzywdzone, zabrane matce, wychowywane przez znienawidzonych rodziców zastępczych. W toku akcji młody John miał przejść metamorfozę, stać się czuły i kochający, a jednocześnie dojrzalszy i świadomy tego, że kiedyś poprowadzi niedobitki ludzkości do zwycięskiej walki przeciwko maszynom. Na dodatek miał to być 12-latek, który odnajdzie się na planie 100-milionowej produkcji, naszpikowanej efektami specjalnymi, u boku jednego z największych reżyserów współczesnego kina i z najsłynniejszą ówczesną gwiazdą wśród aktorów. Słowem - zawodowiec. Cameron na dzień dobry wykluczył pracę z naturszczykiem, mogącym w każdej chwili pogrążyć całą produkcję. Po bezowocnym przesłuchaniu wszelkich możliwych dziecięcych aktórów z całego kraju, Finn i Cameron doszli do wniosku, że uładzone i aktorsko przygotowane dziecko nigdy nie będzie wiarygodne, jako chłopak z ulicy. Wtedy ekipa obsadowa pojechała do Pasadeny, gdzie zamiast szukać kandydata w kółkach teatralnych, Cameron zasugerował kluby, tworzone przez organizacje społeczne. Tam znaleziono Edwarda Furlonga. Po dwóch dniach młody człowiek został zaproszony na zdjęcia próbne z Lindą Hamilton, na których niestety wyszedł brak jego przygotowania aktorskiego oraz zwykła trema. Standardowy problem z naturszczykami polega na braku umiejętności dokładnego powtarzania określonych zachowań w kolejnych dublach. By nie rezygnować z Furlonga, Mali Finn przydzieliła mu nauczyciela gry aktorskiej. To posunięcie okazało się bezcenne. Eddie został zaakceptowany przez Jamesa Camerona i otrzymał rolę Johna Connora.
Klub Miłośników Filmu, 2003.11.28