Strona główna KMF


TERMINATOR 2. JUDGMENT DAY
Efekty specjalne

Jednym z najważniejszych powodów, dla których reżyser rozpoczął prace nad "Terminatorem 2", były nagrodzone Oscarem doświadczenia Camerona, nabyte podczas pracy nad "Otchłanią", pierwszym filmem tego reżysera, w którym zastosowano cyfrowe efekty wizualne. Rozpoczynająca podbój ekranów technika animacji komputerowej, była niezbędna do wiarygodnego wykreowania zdumiewających metamorfoz czarnego charakteru, zbudowanego z płynnego metalu robota T-1000.

Podobnie, jak przy "The Abyss", prace nad ponad 300 ujęciami z efektami specjalnymi, zostały podzielone na kilka wyspecjalizowanych studiów. Legendarna Industrial Light & Magic wykreowała całą animację komputerową; Fantasy II (która wykonała efekty do pierwszego "Terminatora") odpowiadała za zdjęcia z miniaturami oraz za efekt pojawienia się Terminatora w teraźniejszości, ekipa 4-Ward Productions przeniosła na ekran wizję nuklearnej zagłady; Pacific Data Images (późniejsi twórcy "Shreka") wykonała retusz linek w scenach kaskaderskich oraz kilka mniejszych poprawek cyfrowych; obrazy widziane z perspektywy cyborga to dzieło Video Image, natomiast wszystkie efekty animatroniczne i charakteryzatorskie to robota studia Stana Winstona.

W filmie jest ponad 30 ujęć z efektami cyfrowymi i ok. 150 z efektami animatronicznymi. Reszta to miniatury i efekty, wykonane metodami optycznymi.

Sekwencja przyszłościowej bitwy z maszynami, to przykład wielu, wzajemnie się przenikających technik trikowych. Stosowano tu miniaturowy plan zdjęciowy, z metrowej wysokości modelami niszczycieli na gąsienicach, wkopiowane cyfrowo do 42 ujęć lasery, "żywą" pirotechnikę na planie, tylną projekcję oraz szerokie ujęcia, zawierające wszystkie te techniki w jednym kadrze.

Dekoracja spalonego placu zabaw z przyszłości, była powtórnym wykorzystaniem tych samych elementów, użytych podczas realizacji sceny nuklearnego koszmaru Sarah.

Dwa pomysły na wygląd terminatorów z przyszłości, nie przedostały się do gotowego filmu. Oba były nieco makabrycznie i zasadzały się na pomyśle zniszczonych wojną cyborgów. Pierwszy - a'la zombie, miał mieć zwisające z metalowej czaszki szczątki skóry i mięśni. Drugi to rozwinięcie tego pomysłu, ale w oparciu o całą sylwetkę, której dół byłby endoszkieletem, zaś góra - grana przez aktora. Coś na kształ rozerwanego Bishopa z finału "Aliens". W tym drugim wariancie miał zagrać przyjaciel Arniego, kulturysta Franco Columbu, który w pierwszej części "Terminatora" zagrał cyborga ze snu Kyle'a Reesa.

Ujęcie, zawierające w jednym kadrze cztery strzelające endoszkielety na raz, było rezultatem kilkukrotnego, optycznego nakładania na siebie warstw obrazu. Tło stanowił finalny obraz wojny przyszłości, lecz bez efektów wizualnych, typu strzały laserowe. Następnie przed ekranem do tylnej projekcji, wyświetlającym ten właśnie obraz, umieszczono kilkudziesięciocentymetrowej wysokości miniaturkę terminatora, użytą już przy pierwszym filmie. Udoskonalona technika animacji poklatkowej, czyli go-motion (wcześniej stop-motion), wprawiła model w ruch. Aby zachować jednolite tło, także tylna projekcja byla wyświetlana klatka po klatce. Gotowy obraz ponownie użyto, jako tło tylnej projekcji. Z ta różnicą, że na pierwszym planie umieszczono animowane przez lalkarzy, pełonowymiarowe marionetki strzelających terminatorów.

ściana ognia z początku czołówki filmu to dzieło Joe Vyskocila, czołowego pirotechnika Hollywood. Pierwotnie ujęcie to miało pojawić się jako wizja umierającego Dysona, niedoszłego protoplasty Skynetu. Ten pomysł przepadł w trakcie produkcji. Finał czołówki to endoszkielet terminatora, nakręcony pomiędzy dwoma warstwami płomieni. Było to niezbędne, dla uzyskania efektu odbijania się ognia na stalowym pancerzu. Złowrogie, czerwone oczy robota, zostały wkopiowane cyfrowo przez Industrial Light & Magic.

Pojawieniu się Terminatora w 1994 roku, jak zwykle towarzyszyły iskry, wielkości łuku elektrycznego. Uzyskano je z obwodu Tesli, które następnie nałożono na żywy obraz, jednocześnie nieco modyfikując ich kształt i "choreografię". Miskowate zagłębienie w podłożu pomalowano odblaskowym materiałem, na które następnie rzucono czerwone światło. Podobny zabieg wykonano przy "wypalonych" krawędziach ciężarówki, która zastąpiła nienaruszony pojazd sprzed pojawienia się cyborga.

Pomysł robota z ciekłego metalu, przyszedł do głowy Cameronowi już podczas pisania scenariusza pierwszego filmu. Lecz ówczesna technika efektów wizualnych, nie była w stanie przenieść na ekran tak śmiałej idei. Ponieważ efekty związane z T-1000, były w produkcji sprawą prirytetową, zdarzało się, że ujęcia efektowe były realizowane wcześniej, niż cała scena z udziałem tych ujęć. Tak było w przypadku pierwszego ekranowego zlewania się dziur w powłoce T-1000. Aby jak najwcześniej oddać to ujęcie do obróbki w Industrial Light & Magic, nakręcono je podczas zdjęć hutniczych, kilka miesięcy przed faktyczną realizacją strzelaniny w holu.

Wzorem do cyfrowej animacji zasklepiających się dziur na mundurze T-1000, były fizyczne modele, przygotowane przez studio Stana Winstona. Po ich laserowym zeskanowaniu, ILM wkomponowało je w żywy obraz, lecz tylko w dwóch ujęciach animacja zasklepiania się "dziur" była efektem komputerowym : finały strzelanin w holu i hucie. Wszystkie chromowe wykwity na ubraniu robota to efekt fizyczny. Do tych ujęć Robert Patrick zakładał kostiumy, z wkomponowanymi lateksowymi imitacjami, które miały wbudowane sterowane radiowo sprężynujące mechanizmy, błyskawicznie otwierające metaliczne "kwiaty".

Studio Stana Winstona wykonało trzy komplety mundurów. Pierwszy miał zaimplementowane w/w mechanizmy, drugi zawierał nieruchome ślady po kulach największego kalibru, trzeci natomiast był nakrapiany małymi kraterkami po mniejszej broni. Ponadto do sceny ucieczki ze szpitala, wykonano model, zawierający w sobie wszystkie te rozwiązania na raz.

Przygotowania do ujęć z T-1000 objęły także zakup najnowszych i koszmarnie drogich stacji graficznych Silicon Graphics (ze starszymi maszynami było ich ponad 30), oraz napisanie nowych programów animacyjnych, przy których do pracy zasiadło ponad 30 magików z ILM. W skład głównego oprogramowania wchodziły : program do renderingu RenderMan firmy Pixar, narzędzie do animacji Alias/2, graficzny mocarz Adobe Photoshop i system Cyberware do obsługi laserowych skanerów, odwzorowujących twarz Roberta Patricka. Aktor został także poddany swoistej odmianie motion-capture, czyli techniki polegającej na komputerowym odwzorowaniu rzeczywistego ruchu. Ekipa Dennisa Murena rozebrała Patricka do slipek, pomalowała w kratkę i kazała chodzić po ulicy. Obraz z dwóch rejestrujących go kamer, posłużył do zbudowania trójwymiarowego, cyfrowego dublera aktora.

Na dynamikę każdej przemiany T-1000 z formy ciekłej do sylwetki człowieka, składało się 5 oddzielnych elementów, które łączono ze sobą metodą morphingu, czyli płynnego przechodzenia kształtu w kształt. Faza pierwsza to bezkształtna masa płynnego metalu. Faza druga to zarys ludzkiej sylwetki, przypominający statuetkę Oscara :). Trzeci element zawierał więcej szczegółów policjanta Austina, którego postać przybrał robot. Faza czwarta to lśniąca, wierna cyfrowa kopia Roberta Patricka, który we własnej osobie stanowił końcowy etap każdej metamorfozy.

Metalowe ręce Terminatora, wykonano wg wzoru z roku 1984, zmieniając tylko grubość stawów w palcach na grubszą.

Zeskok ciężarówki do kanału burzowego, w filmie jest lustrzanym odbiciem ujęcia, nakręconego na planie. O ile odwrócenie obrazu było banalnie proste, o tyle problem pojawił się przy drogowskazie, mijanym przez pojazd. Ekipa z Pacific Data Images musiała odwrócić obraz, jedncześnie nie czyniąc tego z nazwą ulicy na tabliczce. Dodatkowo cyfrowo przyciemniono szybę w kabinie ciężarówki, by ukryć manekin, dublujący Roberta Patricka.

Wszystkie bliskie plany T-1000 za kierownicą ciężarówki, były nakręcone na odwrót. Na planie aktor siedział (patrząc z zewnątrz) po lewej stronie kabiny z atrapą kierownicy, pozostawiając prowadzenie pojazdu specjalnemu kierowcy. To pociągnęło za sobą zmodyfikowanie wyglądu policyjnego munduru. W montażu wszystkie te ujęcia zostały poddane efektowi lustrzanego odbicia. Identyczne rozwiązanie Cameron wykorzystał w sekwencji portu Southampton, skąd odpływał jego tytułowy "Titanic".

Ewolucję lądowania motocykla z Terminatorem w kanale burzowym, ćwiczono dwa miesiące. Cameron wybrał rozwiązanie najprostsze - dubler na motocyklu, prowdzonym na linowej uprzęży. W postprodukcji cyfrowo wymazano linki techniką wire-removal. Lecz gdy przyjrzeć się bliżej, w kadrze pozostały ślady po retuszu a także ewidentny kaskader, zamiast Arnolda Schwarzeneggera.

Trudno zauważalny efekt optyczny zastosowano w ujęciu przechwycenia Connora przez Terminatora. Planem, na którym nakręcono to ujęcie, nie był kanał burzowy, lecz studio z ekranem, na którym wyświetlano tło. Metoda tylnej projekcji, tak z upodobaniem stosowana kilkadziesiąt lat wcześniej w Hollywood, nieoczekiwanie znalazła zastosowanie w jeszcze wielu innych ujęciach "Terminatora 2". A wydawać by się mogło, że w tak nowocześnie zrobionym filmie, nie ma miejsca na archaiczne triki, rodem z filmów Hitchcocka...

Wyjście T-1000 z pożogi w kanale burzowym, to połączenie cyfrowego planu zdjęciowego z żywym obrazem. Pierwszym etapem było nakręcenie Roberta Patricka w płonącej dekoracji. Aktor podszedł do ognia najbliżej jak tylko się dało i zagrał końcówkę ujęcia. Następnie cały plan został zdublowany w komputerze, jako trójwymiarowa dekoracja. Fakturę wszystkich obiektów (betonu, nieba) "ściągnięto" z rzeczywistego ujęcia. Kolejnym etapem było dopasowanie ruchu wirtualnej kamery rozpoczynającej ujęcie, z ruchem kamery na planie. W tak przygotowane środowisko wstawiono animację T-1000. Dodatkowo, aby wiarygodnie oddać otoczenie, odbijające się na metalicznej powierzchni robota, wykonano zdjęcia całego planu, by w komputerze tymi obrazami niejako "otoczyć" renderowany model T-1000.

Kolejnym zaskakującym efektem jest śmierć Todda, ojczyma Johna, który ginie ze stalowej ręki T-1000, udającego jego żonę. Wydawać by się mogło, że ręka aktorki, zamieniająca się w błyszczące ostrze, przebijające kartonik z mlekiem a potem głowę Todda, jest cyfrowym dziełem sztuki. Nic podobnego. Komputery nie miały nic wspólnego z tym protetycznym efektem, autorstwa Stana Winstona, choć pierwotnie miał to być tylko roboczy model, do planowanej, w pełni cyfrowej realizacji tego efektu. Lewa ręka Jenette Goldstein była protezą, uzbrojoną w ostrze, którego koniec umieszczono w ustach Xandera Berkeleya, grającego Todda. Końcówka ostrza to osobny rekwizyt, umieszczony na krótkiej szynie. Reszty dokonało odpowiednie ustawienie kamery, wykorzystując efekt wymuszonej perspektywy oraz animacja komputerowa, której częściowo użyto dopiero w momencie wyjmowania ostrza oraz w już szeroko następnych ujęciach.

Morphing sylwetki Janelle do postaci T-1000, wykonano poprzez płynną zamianę dwuwymiarowego obrazu aktorki, w trójwymiarowy, cyfrowy model robota, z którego ponownie wykonano morphing w dwuwymiarowy obraz z kamery. Uff, trochę to skomplikowane.. :)

Pamiętne powstanie T-1000 ze szpitalnej podłogi wykonano dwukrotnie. W pierwszej, niewykorzystanej wersji, robot zlewał się z ciągle wyprostowaną w pionie sylwetką. Dopiero potem Dennis Muren wprowadził efektowne preludium w postaci poziomego zarysu twarzy.

Makabryczny moment przebicia głowy strażnika Lewisa przez T-1000, wykonano używając (oprócz aktorów bliźniaków) animacji komputerowej ostrza oraz animatronicznego modelu, który wykorzystano w ujęciu twarzy zabijanego strażnika. Poniżej wspólne zdjęcie oryginału i modelu.

Nie mniej słynne przjście T-1000 przez kraty, przygotowano na podstawie trzech ujęć : Roberta Patricka odchodzącego od krat, aktora przechodzącego w miejscu usuniętych krat i samych krat bez aktora. Następnie ILM odwzorowała w komputerze kompletne środowisko 3D tej sceny, z cyfrowym T-1000 i kratami. Używając napisanego na tą okazję programu Make Sticky, uzyskano efekt przechodzenia T-1000 przez kraty, z żądanymi zniekształceniami na twarzy.

W pierwszych ujęciach, pokazujących rozerwaną na dwie części głowę T-1000, wykorzystano mechaniczne modele Stana Winstona. Były one doskonale podobne do swego cyfrowego odpowiednika, użytego dopiero w ujęciu zlewania się na powrót głowy robota. Pierwszy model z wbudowanym sprężynowym mechanizmem, był wykorzystany do ujęcia głowy T-1000, rozerwanej strzałem Terminatora.

Drugi model posiadał bardziej zaawansowane ruchowo wnętrze, z dodatkowymi ruchomymi elementami barków i ramion. Trzecią wersję głowy założono już na szyję dublera, który musiał zagrać z maksymalnie odgiętą do tyłu własną, niewidoczną w kadrze głową. Ten mechanizm był najbardziej zaawansowany ruchowo, z animacją oczu i końcówek rozerwanego metalu włącznie.

Animacja 3D objęła kilka etapów : ujęcie pustego szpitalnego korytarza, korytarz z aktorem poruszającym oczami i wychodzącym z kadru, wymodelowanie obiektu w komputerze, nałożenie żywego ujęcia na powierzchnię obiektu i połączenie tych obrazów w całość.

Walka uciekinierów z Pescadero z T-1000, uczepionym tyłu samochodu, została nakręcona w studio, na tle ekranu z tylną projekcją, Kilka ostatnich ujęć, to turlający się po asfalcie kaskader. Cała następna scena rozmowy Sarah z Johnem to znów aktorzy w studyjnej dekoracji samochodu na tle tylnej projekcji.

Gdy Sarah i Terminator wzajemnie szyją sobie rany na plecach, charakteryzator Jeff Dawn nałożył na ich plecy połacie specjalnie wyprofilowanego plastiku, które następnie przykrył lateksową imitacją skóry.

Nieszablonowe rozwiązanie zastosowano w wyciętej z producenckiej wersji filmu sekwencji wyjęcia procesora z głowy T-800. Ujęcie odsłoniecia fragmentu skóry głowy, odkrywające metalową powłokę, wykonano na modelu głowy Arnolda. Następne ujęcie, pokazujące od przodu głowę Terminatora, zrealizowano z niewiele ukazującą charakteryzacją, nałożoną na włosy Arniego. Dopiero kolejne ujęcie to ekwilibrystyka godna Camerona. Cała operacja miała miejsce przed lustrem, w którym odbijali się wszyscy trzej aktorzy, Kamera kontynuując długie ujęcie, wykonuje zbliżenie na stalową czaszkę, z której Sarah wyjmuje ukryty głęboko procesor. Trik ten wykonano, poprzez umieszczenie Lindy Hamilton, Eda Furlonga i pokazywanego od tyłu manekina Terminatora we "właściwej" dekoracji, podczas gdy Schwarzenegger, dubler Furlonga i Leslie Hamilton Gearren, siostra bliźniaczka Lindy, synchronicznie zagrali w fałszywym lustrzanym odbiciu, które było po prostu zdublowaną dekoracją garażu. To ujęcie wywołuje perwersyjne wręcz wrażenie, że Arnie naprawdę jest maszyną, a nie człowiekiem :)

Sen Sarah o nuklearnej zagładzie, to ekranowe dzieło firmy 4-Ward Productions. Cameron chciał, żeby obrazy zniszczenia odpowiadały rzeczywistości do najmniejszego szczegółu. Dlatego jako wzór, wykorzystano filmy z rządowych i militarnych archiwów, na których były zarejestrowane eksplozje atomowe, wraz z całym wachlarzem zniszczeń, jakie dokonywała fala uderzeniowa. Aby wiarygodnie przenieść tą apokalipsę na ekran, posłużono się lotniczym zdjęciem Los Angeles, na podstawie którego namalowano tą samą panoramę miasta, ale już po zniszczeniu. Efekt fali uderzeniowej był animacją komputerową.

Widoczny w tym szerokim ujęciu skrawek wzgórza, był już miniaturowym modelem, których użyto w pozostałych ujęciach atomowej hekatomby. Siłą niszczącą modele budynków, ulic, drzew i samochodów, była bateria dmuchaw powietrza, wspomagana przez linki, ciągnące miniatury w kierunku podmuchu. Całość nakręcono szybkostrzelnymi kamerami, rejestrującymi 120 klatek na sekundę. Postaci rozsypujących się, spopielałych ludzi były autorstwa Stana Winstona.

Najbardziej efektownym i przerażającym jednocześnie elementem tej sekwencji, była płonąca Sarah. Oczywiście aktorka nie przypłaciła tych ujęć poparzeniami trzeciego stopnia, lecz "zaledwie" posłużyła jako wzór do zdjęcia gipsowej formy jej ciała, służącej do zbudowania trzech animatronicznych modeli. Pierwszy miał za zadanie płonąć, z dłońmi uniesionymi nad głową. Drugi wykonał mniej więcej to samo, lecz z rękami, kurczowo wpitymi w siatkę ogrodzeniową placu zabaw. Trzecia marionetka została skonstruowana do niezwykle widowiskowego oderwania tkanki od szkieletu Sarah.

Przedstawiciele federalnego laboratorium atomowego Stanów Zjednoczonych, uznali atomową zagładę w "Terminatorze 2", za referencyjny obraz rzeczywistego przebiegu takiego zdarzenia.

Niezapomniany moment samozerwania tkanki z ręki Terminatora, to kolejny efekt mechaniczny Stana Winstona. Dzięki odpowiedniemu kadrowaniu, sztuczna lewa ręka Arnolda z powodzeniem udawała kończynę z metalowym szkieletem.

Motocyklowy desant T-1000 z drugiego piętra Cyberdyne wprost na pokład śmigłowca, zawiera ujęcie, złożone z dwóch oddzielnie nakręconych akcji. Pierwsza to helikopter krążący wokół budynku, natomiast druga to kaskader Bobby Brown (nie mylić z Bobby Brownem ! :)), który wykonał na żywo motocyklowy skok z okna. Do optycznego połączenia tych dwóch ujęć, Cameron zaangażował firmę Pacific Title, która pierwotnie miała do wykonania wyłącznie napisy początkowe i końcowe filmu.

Przyszedł czas na scenę wlewania się T-1000 do wnętrza helikoptera. Żywe ujęcie, nakręcone na stanowisku do tylnej projekcji, zawierało aktora ubranego w srebrzystą wersję munduru, który został przykryty atrapą kostiumu, zdjętą błyskawicznie podczas ujęcia.

Kolejny kadr to T-1000 formujący się z bezkształtnej masy w sylwetkę policjanta. W tym ujęciu oprócz głównego bohatera, cyfrowy był także fotel pilota. Kolejnym problemem było odbicie pilota w metalicznym korpusie robota. W tym celu posłużono się dodatkowymi kamerami, które filmowały akcję w kontrplanie. Obraz z nich następnie przeniesiono na cyfrowy model T-1000.

Następnym wyzwaniem była kwestia "get out", jedyne słowa w filmie, wypowiadane przez T-1000 w stanie "niekompletnym". Aby zanimować ruch ust, laserowo zeskanowano twarz Roberta, w trzech położeniach mimicznych. Płynny ruch twarzy uzyskano poprzez morphing jednego położenia w kolejny. Na koniec komputerowo dodano trzęsący się kadr.

Podczas ucieczki z Cyberdyne, Terminator musi stawić czoło ostrzeliwującemu go oddziałowi specjalnemu. Aby pokazać odpryskujące fragmenty ludzkiej powłoki cyborga, ekipa Stana Winstona musiała wykonać naturalnej wielkości model Terminatora, który co prawda poruszał się nieco topornie, ale za to można było zrealizować na nim mikroefekty pirotechniczne. Scena ta była kręcona bardzo długo, ponieważ w gotowym filmie model naprzemiennie montowano z Arnoldem, który po każdym ujęciu lądował w charakteryzatorni, gdzie nakładano mu kolejne fazy makijażu specjalnego, "odsłaniającego" szkielet cyborga.

Od tego momentu aż do końca filmu, widzimy coraz bardziej zdartą skórę głowy Terminatora. To oczywiście efekt oscarowej pracy studia Stana Winstona. Pierwszym etapem było zdjęcie gipsowego odlewu głowy Arniego, na którym modelowano czyste płaty lateksu. Na nich malowano błyszczący chrom szkieletu, które przyklejano na twarz aktora. Następnie krawędzie farby przykrywano lateksem, który udawał porozrywaną i zniszczoną na krawędziach skórę. Cała sztuka polegała na uzyskaniu wiarygodnej iluzji głębi, ponieważ charakteryzacja nałożona na skórę, miała symulować warstwę podskórną.

Wraz z ranami, odnoszonymi w coraz cięższych potyczkach z T-1000, głowa Terminatora odsłaniała coraz wiecej endoszkieletu. Wymagało to nakładania coraz rozleglejszych partii charakteryzacji, która składała się aż 16 fragmentów i zakryła połowę twarzy, włosów i szyi Arnolda. Podobnie, jak w pierwszym "Terminatorze", tutaj cyborg traci też jedno ludzkie oko, które od tej pory jarzy się sztucznym, czerwonym światłem. Aby oko rzeczywiście się świeciło, pod charakteryzacją poprowadzono kabelek zasilający żarówkę z bateryjki, umieszczonej na plecach aktora. Schwarzenegger był torturowany przez ekipę chrakteryzatorów przez 43 dni, po 3-5 godzin dziennie. Dodatkową godzinę zajmowało zdejmowanie makijażu specjalnego po każdym dniu zdjęciowym. Arnold podczas każdej sesji żądał m.in. masażu stóp i... austriackich kolęd :)

Wdrożone miały być także dwa inne projekty charakteryzacji. Pierwszy miał być blizną na ustach Lindy Hamilton, którą odrzucono po pierwszych dwóch dniach zdjęć, argumentując decyzję niepotrzebną stratą czasu, potrzebnego na nałożenie tego efektu na twarz aktorki. Drugi pomysł wzięto z pierwszego filmu. Terminator miał mieć wypalone brwi. Ta idea nie doczekała się realizacji, ze względu na pozytywną rolę Arnolda, którego nie musiano już demonizować brakiem brwi. Ten pomysł pozostał tylko na jednym z roboczych odlewów twarzy Arnolda.

W sekwencji pościgu na autostradzie, wnętrza furgonetki były studyjną dekoracją, wspomaganą przez tylną projekcję. Prawdziwy śmigłowiec został zastąpiony pełnowymiarowym modelem, zaraz przed ujeciem uderzenia o samochód. Druga część pościgu to znów szerokie plany, kręcone na żywo na autostradzie i zbliżenia aktorów, wykonane w atelier na tle ekranu, na który od tyłu wyświetlano tło.

Po przewróceniu na bok (to ujęcie wykonano w miniaturze), cysterna była ciągnięta na kilku stalowych linach. Gdy przyjrzeć się bliżej, widać je nawet w samym filmie.

Rozbicie i pęknięcie cysterny to połączenie żywej akcji, miniaturowych modeli i zbliżeń na tle tylnej projekcji. Z kolei ta ostatnia technika wyświetlała zarówno obrazy nakręcone na planie, jak i ujęcia z miniaturowymi modelami. Jednym z takich modeli był sam Terminator. Jego turlającą się sylwetkę, podczas zeskoku z cysterny, nakręcono identyczną techniką animacji poklatkowej, jak endoszkielety z prologu filmu.

Walka T-1000 z ciekłym azotem i stopniowa redukcja jego postaci do znieruchomiałego kadłubka, to mistrzowskie dzieło ekipy Stana Winstona. Do zbliżeń przymarzających do podłoża i odrywających się od reszty ciała kończyn, zaangażowano dublera nazwiskiem Larry Johnson, który miał amputowane nogi, do których przyczepiano rozpryskujące się imitacje. Szersze plany T-1000 z zamarzniętymi nogami, nakręcono z Robertem Patrickiem, którego nogi umieszczono w zamaskowanych w podłodze studia dziurach.

Szron to drobno posiekany celofan, który rozpylono na twarzy i kostiumie aktora. Znieruchomiały T-1000 to było już oczywiście dzieło lalkarzy, a dźwięk rozsypującego się robota to nic innego, jak garść gwoździ, rzucona na ziemię.

Topniejące kawałki T-1000 to serabin (nie znam polskiego odpowiednika tego słowa :)), lekki stop metalu, leżący na miniaturowym podłożu, ogrzewanym od góry i spodu. Te ujęcia zostały w montażu przyspieszone. Płynny metal, którego krople łączą się w jedno jeziorko to rtęć. Jej "choreografia" na podłodze huty, to zasługa ekipy z dmuchawami powietrza, którzy kierowali przemieszczaniem się kropel po niewidocznych rowkach. Dla ułatwienia, podłoga była lekko obniżona w swej środkowej części, by rtęć bez problemów gromadziła się w jednym miejscu. Te obrazy z kolei nakręcono z nieznacznie przyspieszonym klatkażem 42 kl/sek. (w gotowym filmie mamy więc zdjęcia zwolnione).

Zlewający się na powrót T-1000, był kolejnym złożonym problemem technicznym. Skala trudności była znacznie szersza, ponieważ animowana cyfrowo sylwetka, musiała odbijać na sobie nie tylko wnętrze huty ale i efektownie sypiące się ze wszystkich stron iskry. Podczas komponowania T-1000 z ruchomym tłem w ostatnim, dynamicznym zbliżeniu twarzy, animatorzy musieli cyfrowo dopasować animację do ujęcia, nakręconego bez jakichkolwiek urządzeń, rejestrujących ruch kamery. To doświadczenie było jednym z pierwszych zastosowań, szeroko dziś stosowanej techniki cyfrowego śledzenia kadru, zwanej matchmoving ("dopasowanie ruchu").

W wyciętej z producenckiej wersji scenie przyklejenia się ręki T-1000 do barierki, cała kończyna była protezą, doczepioną do korpusu aktora, natomiast efektem cyfrowym było ujęcie, w którym robot przywraca ręce właściwy wygląd. Robert Patrick został nakręcony, patrząc na nieistniejącą dłoń, którą dodano w postprodukcji.

W kilku ujęciach podczas hutnicznego modrobicia obu Terminatorów, T-1000 jest pod ciekłą postacią. Zagrał go dubler, opakowany w materiał przypominający folię aluminiową. W tej walce T-800 traci lewą rękę. Od tej pory do końca filmu Arnold Schwarzenegger grał z protezą szczątków lewej ręki, ukrywajać swą prawdziwą kończynę pod kostiumem.

W dalszym ciągu nieudanych prób zabicia T-1000, mamy do czynienia z animacją komputerową, wspomaganą przez mechaniczne cuda Stana Winstona. Pierwsze z nich to animatroniczna głowa T-1000 z odstrzeloną prawą połówką twarzy. Dopiero kolejne ujęcie zrastania się dziury, nakręcone zza pleców Roberta Patricka, to animacja 3D.

Moment przebicia barku Sarah przez T-1000, wykonano dzięki rękawiczce z atrapą metalowego ostrza, którą Robert Patrick włożył na dłoń i szybko przyłożył do ciała Lindy Hamilton, nie czyniąc jej żadnej krzywdy.

Efekt przecięcia T-1000 przez Terminatora, to w pierwszej fazie kolejne dzieło Stana Winstona. Robert Patrick naprawdę na planie został niemal pozbawiony prawej części ciała, z tym, że ta odcięta część to ściśle przylegająca do ciała proteza. Prawdziwa ręka została ukryta za plecami aktora, a odpowiedni kąt filmowania, zapewnił całkowicie wiarygodną iluzję przecinania na pół T-1000.

Ujęcie, kiedy robot bokiem wyciąga z siebie pręt, to już cyfrowa animacja. Wykonano ją, dokonując manipulacji na żywym ujęciu, w którym Robert Patrick trzyma dwa fragmenty pręta, połączone drucianym pałąkiem.

Przebicie leżącego Terminatora przez T-1000, nakręcono z Arnoldem, którego niewidoczna część ciała leżała nieco wygięta w bok, by przebijający go na wylot pręt mógł przejść tuż obok niego. Zbliżenie świecącego na czerwono oka nakręcono przy użyciu osobnego, trzy razy większego modelu.

Zamiana fałszywej Sarah w T-1000, to stosunkowo prosty morphing 2D, do wykonania którego nakręcono Lindę i Roberta na niebieskim ekranie; osobnym elementem był obraz huty w tle.

Do nakręcenia finałowej eksplozji T-1000, użyto trzech modeli. Pierwszy (podobnie, jak rozerwana głowa w szpitalu) miał wbudowany sprężynowy mechanizm, którego użyto w ujęciu rozpadającego się T-1000. Druga marionetka posiadała już wbudowane serwomechanizmy, odpowiadające za efekt rozpaczliwych, nieudanych prób robota, by poskładać się w całość. Trzeci model, to nieruchomy manekin, który zagrał w ujęciu spadania T-1000 do kadzi z surówką.

Przedprodukcyjne rysunki, ilustrujące śmierć T-1000 w hutniczej kadzi, nie przewidywały wykorzystania obrazów wszystkich ofiar robota. W zamian oferowały iście tytaniczne zmagania T-1000 z topiacą go surówką. Na jednym rysunku widać nawet desperackie zaczepienie językiem o konstrukcję kadzi. Gdyby Cameron zdecydował się na wykorzystanie tego ostatniego pomysłu, posądzono by go zapewne o plagiat niemal identycznego motywu z filmu Johna Carpentera "Coś".

Ostatecznie wybrano wariant alternatywny, gdzie T-1000 po kolei przelewa się przez postaci, które zamordował. To wymagało ponownego wezwania na plan wszystkich aktorów, w tym Jenette Goldstein i jednego z braci Stantonów.

Terminator, ginący w roztopionym metalu był oczywiście manekinem. Spalający go ognień dodano optycznie w postprodukcji.

Ostatnim dziełem pracowni charakteryzatorskiej Stana Winstona, był (nakładany przez 6 godzin) makijaż postarzający Lindę Hamilton do wieku lat 64. Składający się z 15 elementów twarzy, szyi i rąk efekt charakteryzatorski, można zobaczyć jedynie w niewykorzystanym, alternatywnym zakończeniu filmu.





POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2003.11.28