Strona główna KMF


TERMINATOR
Efekty specjalne

Efekty specjalne w "Terminatorze" to niezwykle ciekawy przykład rzutującej na całą filmową SF kreatywności, która została zdeterminowana przez niski budżet całego filmu (zaledwie 6,5 mln $). Posiadając fachową wiedzę efektową i świadomość fiskalnych ograniczeń, James Cameron od razu odrzucił koncepcję kosztownych efektów wizualnych, szeroko wykorzystujących niebieski ekran i kamery komputerowo sterowane przez motion control. Zamiast tego zdecydowano się na tańsze rozwiązania w postaci kręconych na żywo miniatur, animacji poklatkowej i tylnej projekcji. Dzięki temu wiele efektów wizualnych powstało bezpośrednio w kamerze, bez korzystania z usług kopiarki optycznej. Tymi efektami zajęła się firma Fantasy II Film Effects, kierowana przez Gene'a Warrena Jr (jego ojciec otrzymał Oscara za efekty do "Wehikułu czasu" George'a Pala, 1960). Efekty pirotechniczne powierzono na ręce Joe Vyskocila, obecnie jednego z najwybitniejszych fachowców w trudnej sztuce wysadzania miniaturowych dekoracji w powietrze. Zdjęcia efektowe zrealizowano latem 1984 roku w siedzibie Fantasy II w Burbank, Kalifornia.

Pojawieniu się Terminatora w 1984 roku towarzyszyły efektowne wyładowania elektryczne. Uzyskano je z nakręconego na czarnym tle obwodu Tesli, który następnie nałożono na żywy obraz. Cameron posiadał odpowiednie doświadczenie w tego typu realizacji, bowiem używał go także w filmach produkowanych przez Rogera Cormana, gdzie udzielał się jako autor efektów.

Wszystkie sekwencje, ukazujące wojnę ludzi z maszynami, powstały jako połączenie miniatur z żywą akcją. Pierwszym etapem było zarejestrowanie modeli. W tym celu skonstruowano plan o głębokości zaledwie pięciu metrów. Na nim umieszczono kilkunastocentymetrowej wysokości dekoracje, wykonane z kartonu i gipsu, imitujące postnuklearne zgliszcza. Z uwagi na tak małe rozmiary planu, Gene Warren Jr uciekł się do optycznej sztuczki z wymuszoną perspektywą. Miniatury na pierwszym planie były większe w stosunku do modeli umieszczonych kilkadziesiąt centymetrów dalej. Po odpowiednim skadrowaniu i oświetleniu dało to pożądane wrażenie głębi, której brakowało w rzeczywistości.

Efekt ten najlepiej widać w ujęciu z prologu filmu, gdzie na tle małych czaszek leży jedna duża. Na ekranie to cmentarzysko ciągnie się bardzo daleko w głąb kadru. Tak naprawdę, małe czaszki w tle miały po pięć centymetrów długości, zaś leżąca 30 cm przed nimi duża czaszka, miała rozmiar ok. 20 cm. Pięć centymetrów długości miała również bomba, rzucona przez Reese'a pod gąsienice maszyny. W oszukaniu wielkości planu wydatnie pomogło też jego zadymienie.

Aby ruchome miniatury wyglądały w filmie jak rzeczywiste obiekty, należało je nakręcić z przyspieszonym czasem przesuwu taśmy w kamerze i jednocześnie z szybszym ruchem samego obiektu. Na efektowym planie "Terminatora" tak postąpiono z gąsienicowymi pojazdami eksterminującymi ludzi. Zbudowano jeden taki model o wysokości jednego metra, który kręcono z przyspieszonym klatkażem od 80 do 120 klatek na sekundę. Po zwolnieniu nakręconego materiału do standardowych 24 klatek, miażdżący miniaturowy plan model nagle zyskał pełną wizualną wiarygodność ogromnej machiny. Ze względu na brak czasu, ten sam model kręcono już we wcześniejszych stadiach jego budowy, tzn. gdy była gotowa jego część jezdna, nakręcono zbliżenia miażdżenia czaszek. Gdy wykonano jego górną część z poruszanymi radiowo działkami "laserowymi", zarejestrowano same bliskie plany tychże działek. Po ukończeniu i złożeniu modelu w całość, wykorzystano go w pozostałych ujęciach, wymagających ukazania jego pełnej sylwetki.

Machina latająca nad zniszczonym Los Angeles także była metrowej wielkości modelem, jedynym, jaki wykonano do filmu. Jej ruch ponad miniaturowym planem odbywał się z wykorzystaniem strun fortepianowych, przyczepionych do poruszanej ręcznie prowizorycznej konstrukcji, zawieszonej dwa metry nad planem.

Cześć ujęć z miniaturami wykorzystano do scen aktorskich. Aby w sekwencji wojny nuklearnej połączyć modele z żywą akcją, James Cameron zdecydował o użyciu muzealnej technologii tylnej projekcji. Cóż to takiego? Mimo, ze wyjaśniałem zasady tej techniki przy okazji innych filmów Camerona, opisywanych w dziale F/X, przytoczę je pokrótce jeszcze raz. Wszyscy widzieliśmy stare filmy hollywoodzkie, gdzie aktor udaje, że prowadzi samochód, a za tylną szybą widać niemiłosiernie skaczące tło ulicy, kompletnie niezsynchronizowane z kołysaniem się samochodu. Oczywiście każdy widz wiedział, że aktor siedział bezpiecznie w studyjnej atrapie, a tło ulicy było wyświetlane na ekran z projektora umieszczonego za nim. Od kiedy świat filmowy odkrył dobrodziejstwa niebieskiego ekranu (czyli od "Gwiezdnych wojen", choć metoda ta była znana od przedwojnia), z radością zarzucono tylną projekcję, wykorzystywaną od tej pory tylko sporadycznie ("Superman"). James Cameron przywrócił tę technologię w swoich naładowanych efektami filmach, lecz uczynił to o wiele subtelniej, z większą dbałością o wiarygodność i przytomnym omijaniem niedoskonałości tylnej projekcji.

Do aktorskich scen wojny przyszłości zbudowano tylko pierwszy plan w pełnej skali. Za nim umieszczono olbrzymi ekran, na który wyświetlano zarejestrowane wcześniej ujęcia z miniaturami. Prawidłowa głębia ostrości i dopasowane oświetlenie zniwelowały to optyczne połączenie. Dzięki temu z kamery wyjmowano niemal gotowe ujęcie efektowe, bez potrzeby laboratoryjnego łączenia obu obrazów. Wiarygodności dopełniła pirotechnika (zrealizowane zarówno na planie aktorskim, jak i w miniaturowych dekoracjach), oraz wkopiowane optycznie smugi laserowe.

Ekranowe informacje, widoczne w ujęciach z punktu widzenia Terminatora, wykreowano m.in. przy pomocy używanego w komputerach Apple II kodu procesora Motorola 6502. Efekt dogasającego ubrania Terminatora w końcówce sekwencji pościgowej, został uzyskany za pomocą rozrzedzonego kwasu, którym potraktowano kostium Arniego.

James Cameron bardzo starannie podszedł do koncepcji ukazania Terminatora, jako maszyny, pokrytej ludzką powierzchownością. To nie miał być człowiek w robociej charakteryzacji, lecz robot, wyglądający jak człowiek. W osiągnięciu tego ambitnego celu, Cameron zamierzał zaangażować mistrza makijażu Dicka Smitha (Oscar za "Amadeusza"). Lecz Smith po przeczytaniu scenariusza odmówił, stwierdziwszy, że do tego zadania potrzebny jest Stan Winston.

Winston był już znany w branży m.in. jako autor charakteryzacji do opartego na "Czarnoksiężniku z krainy Oz" musicalu "The Wiz" (1978) Sidneya Lumeta, w którym zamienił Michaela Jacksona w Stracha na wróble. Jego autorstwa była także fenomenalna sekwencja przemiany psa w tytułowe "Coś" w filmie Johna Carpentera (1982). Nominowany do Oscara za "Heartbeeps" (1981), Winston podszedł do kwestii właściwego ukazania Terminatora z taką samą inwencją, jaką legitymował się James Cameron jako reżyser i scenarzysta.

Stopniowe odsłanianie stalowego wnętrza Terminatora, ukrytego pod ludzką skórą, wymagało zastosowania dwóch technik: charakteryzacji specjalnej i modelu animatronicznego. Arnold Schwarzenegger zagrał w ujęciach, które nie wymagały ukazywania ruchomych części w czaszce cyborga. Wymagały w zamian wielu godzin dziennie, spędzonych w charakteryzatorni Stana Winstona, gdzie ze sceny na scenę nakładano na twarz aktora coraz bardziej rozległe, lateksowe nakładki. W sprzedaniu tego efektu wydatnie pomogła kamienna twarz Arnolda.

Do sceny rozcięcia przedramienia Terminatora wykorzystano mechanicznie sterowaną z zewnątrz kopię ręki. Ułatwieniem dla Stana Winstona była szeroka kurtka cyborga, dzięki czemu połączenie protezy z aktorem dokonało się pod ubraniem. W "Terminatorze 2" scena tego typu była oczywiście o wiele bardziej zaawansowana technicznie, co pomogło w śmielszym ukazaniu Arniego w T-shircie z odsłoniętym mechanicznym łapskiem, ku przerażeniu rodziny Dysonów.

Niezwykła scena usunięcia uszkodzonego oka została zrealizowana z naturalnej wielkości modelem głowy Arnolda. Po raz pierwszy pokazano ją w ujęciu rozpoczynającym operację, przy czym Cameron korzystał z modelu tylko w ujęciach, ewidentnie ukazujących operację i późniejszy brak oka w całej okazałości. W ujęciach z profilu grał Arnold, którego dłonie dokonywały operacji usunięcia oka na ujęciach pokazujących animatroniczny model głowy Terminatora.

Osobnym modelem w znacznie powiększonej skali było mechaniczne oko, wykonane z użyciem mechanizmu obiektywu kamerowego.

Do krótkiej, zakończonej zabawną puentą sceny ("Fuck you, asshole"), w której Terminator przegląda notatki Sarah, szukając adresu jej matki, także wykorzystano mechaniczny model głowy. W odróżnieniu od sceny wyjmowania oka, zastosowano tu oświetlenie, ujawniające braki techniczne modelu Stana Winstona. Chodzi o ruch oczu, wyraźnie zdradzający ich mechaniczny charakter.

Finał zmotoryzowanego pościgu Terminatora za Kyle'em i Sarah, wieńczy pamiętna eksplozja cysterny. Pierwotnie Cameron chciał wykonać wybuch w pełnej skali, lecz na przeszkodzie stanęła policyjna zbrojownia, w pobliżu której kręcono finał pościgu. Aby nie posyłać gliniarskiego składu amunicji w powietrze, ekipa Gene'a Warrena Jr musiała zbudować cały plan ulicy w miniaturze. Dekorację w skali 1:6 wzniesiono na parkingu przez halą zdjęciową w Burbank. Model cysterny miał 2,5 metra długości i 45 cm wysokości.

Dodatkowych trudności przysporzył fakt wcześniejszego nakręcenia scen aktorskich w zgliszczach zniszczonej cysterny. Pirotechnicy nie mogli sobie pozwolić na dowolność; eksplozja musiała rozerwać miniaturową cysternę tak, by to co z niej zostanie pasowało do scen, nakręconych dziesięć dni wcześniej.

W miniaturze umieszczono 42 ładunki wybuchowe, odpalane po kolei w kierunku szoferki. Scenę nakręcono trzema kamerami z prędkością 120 kl/s. Pierwsze podejście nie powiodło się - lina, ciągnąca model od przodu, wyrwała przednią oś spod szoferki, skutkiem czego model wybuchnął w miejscu. Całość pomyślnie powtórzono dwa dni później z nowym modelem. Pełna integracja miniaturowej eksplozji z żywą akcją (biegnąca na pierwszym planie Sarah Connor), dokonała się za pomocą tylnej projekcji.

Od tej sceny Terminator był obecny na ekranie wyłącznie jako odarty z ludzkiej powłoki szkieletor. Cameron i Winston na dzien dobry rozważyli kilka projektów wyglądu endoszkieletu Terminatora, by ostatecznie powrócić do pierwotnej koncepcji, narysowanej przez Camerona po wybudzeniu się z gorączkowego snu w Rzymie. Tym samym Stan Winston nie musiał się troszczyć o sam wygląd Terminatora, ponieważ Cameron osobiście wykonał wszystkie szczegółowe projekty techniczne, które następnie były przekazywane bezpośrednio do wykonania w Stan Winston Studio.

Winstonowi natomiast zawdzięczać należy pomysł wykorzystania modelu Terminatora w skali 1:1, ponieważ Cameron pierwotnie planował wykorzystanie animacji poklatkowej we wszystkich scenach z endoszkieletem. Stan Winston przekonał go do użycia kombinowanej techniki, wykorzystującej zarówno miniaturowy model, jak i pełnowymiarowy szkielet, poruszany przez lalkarzy na planie. Użycie każdej z technik podyktowane było kadrowaniem postaci Terminatora i zadaniami ruchowymi, które model miał do wykonania. W zbliżeniach stosowano mechaniczny model. W ujęciach, pokazujących całą sylwetkę (bądź w planie amerykańskim), korzystano z miniatury i animacji poklatkowej. Całościowy model animatroniczny w pełnej skali wykorzystano m.in. w ujęciu, ukazującym Terminatora, podnoszącego się z ognia.

W zbliżeniach głowy, ręki i stóp wykorzystano osobno zbudowane detale, poruszane przez lalkarzy poza kadrem.

Jak wspomniałem wcześniej, budżet filmu był zbyt niski, by na szeroką skalę korzystać z dobrodziejstw niebieskiego ekranu. Użyto go chyba tylko w ujęciu zamykania przez Sarah wielkich drzwi, wieńczących korytarz, którym podążał Terminator. Na niebieski ekran, przed którym grali aktorzy, nałożono animację poklatkową miniaturowego modelu Terminatora.

Stan Winston zbudował także model endoszkieletu od pasa w górę, który był umieszczany na barkach lalkarza Shane'a Mahana. W ten sposób powstały ujęcia, ukazujące górną część szkieletu Terminatora w finałowej sekwencji fabrycznej.

W kilku ujęciach widać niemal całą sylwetkę Terminatora wychodzącego ze zgliszcz, idącego korytarzem i w hali fabrycznej. Tu zastosowano technikę zdjęć poklatkowych, nałożonych na żywą akcję. Pierwszym etapem było zarejestrowanie tzw. plates, czyli "pustych" ujęć, bez Terminatora. Ten materiał następnie wyświetlono na animacyjnym stanowisku metodą tylnej projekcji. Przed ekranem zaś umieszczono miniaturowy model endoszkieletu. Realizacja wyglądała w ten sposób, że na każdą wyświetloną klatkę tła przypadała jedna faza ruchu Terminatora, kręcona przez kamerę do zdjęć poklatkowych. Następnie w tle zmieniano klatkę na kolejną, a animator Peter Kleinow przestawiał model do kolejnej fazy ruchu. Każda klatka tła była niejako "przepisywana" na czysto, zaś zmiany dokonywano wyłącznie na miniaturowym modelu Terminatora. Dzięki temu dokonało się osobliwie wyglądające połączenie prawdziwych, płynnych ujęć z szarpaną animacją poklatkową. Tą samą metodą w "Robocopie" wykonano sceny z udziałem robota ED-209.

O ile takie nałożenie animacji na neutralne tło fabryki było stosunkowo proste, o tyle większego nakładu pracy wymagała scena, w której Kyle walczy z Terminatorem. W bliskich planach posłużono się mechanicznym modelem, lecz jest w filmie kilka ujęć, na których Reese uderza cyborga, widocznego niemal w całej okazałości. Tu również przyszła z pomocą technika poklatkowa, wspomagana tylną projekcją. Michael Biehn walczył z pustką, a dekoracja była pozbawiona metalowych barierek na pierwszym planie. Te zostały wykonane jako miniaturowa scenografia, nakręcona na tym samym planie, na którym animowano miniaturowy szkielet Terminatora. Dzięki temu szkielet mógł być pokazany ZA barierkami, co byłoby niemożliwe do uzyskania ówczesną techniką trikową, gdyby wspomniane barierki były nakręcone na planie aktorskim. Natomiast dzięki tylnej projekcji zsynchronizowano ruchy cyborga i Kyle'a, dopasowując poklatkową animację Terminatora do sposobu poruszania się aktora.

W ujęciu ukazującym Kyle'a, odpalającego ostatni ładunek wybuchowy, widać również idącego w jego stronę Terminatora. Tu nie korzystano z tylnej projekcji. Ujęcie to stanowi optyczne połączenie planu aktorskiego z poklatkowo animowanym Terminatorem w miniaturze. Gdy przyjrzeć się bliżej, wyraźnie widać ślady optycznego maskowania, widoczne tuż nad sylwetką Reese'a.

Wykorzystany w scenie podnoszenia się ze zgliszcz pełnowymiarowy model Terminatora zagrał też w kilku krótkich ujęciach, tuż przed eksplozją endoszkieletu. Sam wybuch zarejestrowano z kopią modelu, wykonaną - ze względów bezpieczeństwa - z poliuretanu.

Częściowy model Terminatora (ten, który był kilka scen wcześniej animowany na barkach lalkarza), zagrał w finale, kiedy zredukowany do torsu i jednej łapy Terminator, wciąż próbuje zabić ranną Sarah. Animację modelu dokonano poprzez szczeliny w podłożu, przez które lalkarze poruszali modelem. Do ujęć samej ręki, próbującej chwycić Sarah, zastosowano osobny model mechanicznego łapska. Po raz trzeci wykorzystano łuk z obwodu Tesli, który nałożono optycznie na ujęcia aktorskie.

Ostatnie ujęcie filmu, ukazujące Sarah odjeżdżającą w dal, także jest efektem wizualnym. Na optycznej kopiarce połączono widok szosy z ujęciem gór i nieba, nakręconych w innym miejscu. Efekt ten można zidentyfikować po nienaturalnie szybkim ruchu chmur.




POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2005.06.10