Strona główna KMF


PAMIĘĆ ABSOLUTNA
Efekty specjalne


"Pamięć absolutna" to jedno z ostatnich wysokobudżetowych widowisk SF, gdzie efekty wizualne w swej znakomitej większości wykonano tradycyjnymi metodami, wykorzystując niebieski ekran, miniatury, efekty animatroniczne, komputerowe sterowanie kamer, dorysówki i optyczną kompozycję obrazu. Film Paula Verhoevena jest z perspektywy czasu swoistym almanachem tego, co w ciągu 90 lat istnienia kina zostało wynalezione w celu oszukania widza. W "Pamięci absolutnej" zastosowano niemal wszystkie rodzaje analogowych efektów specjalnych. Oprócz tego kilka ujęć zawierało nowatorską, jak na owe czasy, animację komputerową. Niemal roczne prace nad efektami specjalnymi, rozpoczęto po zakończeniu pięciomiesięcznego etapu aktorskiego.

Kluczowe przy realizacji sekwencji marsjańskich rozległe miniatury, to efekt pracy Stetson Visual Services, Inc. firmy kierowanej przez Marka Stetsona. Rejestracja ujęć z miniaturami, oraz ich blue-screenowa kompozycja z rzeczywistymi dekoracjami, to dzieło słynnej Dream Quest Images i ekipy kierowanej przez Erica Breviga. Część efektów z optyczną kompozycją obrazów wykonała Industrial Light & Magic. Szefem tej ekipy był David Carson, późniejszy reżyser "Star Trek. Pokolenia". Widoczne w scenach z udziałem prześwietlającej ściany ruchome szkielety, to cyfrowa animacja rodem z Metrolight Studios, Inc. Wreszcie wszystkie efekty animatroniczne, oraz charakteryzację specjalną wykonał zespół, kierowany przez Roba Bottina.

Pierwsze ujęcie filmu, szeroki plan marsjańskiego kanionu, to zdjęcia miniatury wykonane na stanowisku efektowym firmy Dream Quest Images. Po zatrzymaniu kamery, na dalekim planie widać dwie postaci ludzi. Jedynie maleńki fragment obrazu wokół nich, to rzeczywista dekoracja, wkopiowana optycznie w obraz miniatury.

Kolejne ujęcie to połączenie dekoracji studyjnej z Arnoldem Schwarzeneggerem i Rachel Ticotin, stojących na tle niebieskiego ekranu, z widokiem miniatury marsjańskiego krajobrazu. Dwa księżyce Marsa, Fobos i Deimos, widoczne na tle czerwonego nieba, to statyczny obraz matte-painting, wkopiowany w kadr. Na marginesie - księżyce Marsa w niczym nie przypominają regularnych, kulistych obiektów. To maleńkie (kilkadziesiąt kilometrów średnicy) ciała niebieskie, pochodzące z pasa asteroid między Marsem a Jowiszem, przechwycone swego czasu przez marsjańską grawitację. W rzeczywistości wyglądają jak dwa nieforemne ziemniaki, ale w takim filmie jak "Total Recall" nie wyglądałoby to za dobrze...

Nabrzmiała twarz Quaida po rozbiciu hełmu, nie należała do Arnolda Schwarzeneggera. To pierwsza w tym filmie prezentacja robotycznych lalek, geniusza tego typu efektów, Roba Bottina. Wsławiony makabrycznymi efektami do "The Thing" Johna Carpentera (1982), Bottin ugruntował swoją pozycję w branży pracą przy "Legendzie" Ridleya Scotta (1986) i "Robocopie" (1987), na planie którego popadł w ogromny konflikt z reżyserem Paulem Verhoevenem. Dwa lata później obaj antagoniści zakopali wojenny topór i zjednoczyli swe siły na planie "Pamięci absolutnej".

Kuchenna ściana, zamieniana na ekran telewizyjny, to efekt wizualny z wykorzystaniem niebieskiego ekranu. Jednak w zależności od ujęcia, zmieniano dekorację i rozmiar blue-screena. Kiedy Quaid podchodzi do stolika i po raz pierwszy widzimy telewizyjne wiadomości na ściennym ekranie, tylko środkowa część dekoracji za Arnoldem była niebieskim ekranem, na który optycznie wkopiowano przygotowany wcześniej materiał filmowy.

Dekoracja uległa zmianie przy ujęciu, na którym Lori (Sharon Stone) zmienia program telewizyjny na szeroki widok przyrody. Tutaj niebieski ekran powiększono na trzy segmenty ściany. Do momentu zamiany programów, w dwa skrajne segmenty wkopiowano obraz ściany. Analogiczny efekt zastosowano w momencie zamiany widoku przyrody z powrotem na program telewizyjny. Pomimo że wiadmości zajmują tylko środkowy segment, w tym ujęciu także segmenty po bokach były niebieskim ekranem. W jednym z kolejnych ujęć, na którym Lori siada na kolanach Quaida, ścienne segmenty po bokach z powrotem zamieniono na rzeczywistą dekorację.

W scenie przejścia przez strefę bezpieczeństwa, widzimy olbrzymi czarny ekran, sprowadzajacy widok każdego przechodnia do siatkowej postaci idącego szkieletu. Jesteśmy tu świadkami zastosowania cyfrowej animacji, wykonanej w firmie Metrolight Studios, pod wodzą Tima McGoverna. Wykorzystano tu raczkującą technikę motion capture, do zarejestrowania ruchów ciała Schwarzeneggera, celem późniejszego ich odwzorowania na komputerowym modelu. W tym celu ubrano Arnolda w czarny kostium, do którego przyczepiono kilkanaście małych punktów świetlnych. Każde ze światełek było przyporządkowane konkretnemu punktowi na ciele aktora. Taśma z nagraniem jego ruchów (zarejestrowanych w kompletnej czerni), miała stanowić wzór do opracowania cyfrowej animacji.

Oprócz tej techniki, skorzystano z roboczego ujęcia, które nakręcono podczas realizacji tej sceny na planie w Meksyku. Ujęcie to przedstawiało aktorów, idących obok czarnego ekranu, lecz z niewidocznej dla widza, drugiej strony dekoracji. Dopiero ten materiał zdjęciowy, wspomagany dwoma ujęciami Arnolda wchodzącego i wychodzącego zza czarnego ekranu, posłużył animatorom z Metrolight Studios. do wygenerowania idących szkieletów, oraz ich pełnej synchronizacji z prawdziwym materiałem zdjęciowym. Jak ten czas leci - dziś taką animację wykona każdy adept 3D Studio Max, a 15 lat temu przyznano za nią Oscara...

Ujęcie na którym sekretarka w Rekall, zmienia sobie kolor paznokci z niebieskiego na czerwony, to efekt wykonany cyfrowo. Paznokcie aktorki Alexii Robinson od początku były czerwone. W komputerze wykonano kopię tego ujecia, na którym zamieniono kolor paznokci na niebieski, a następnie, klatka po klatce, dokonano dynamicznej zamiany ujęcia przetworzonego cyfrowo, w jego wersję pierwotną.

Na początku sceny rozmowy w Rekall, za Quaidem stoi ekran telewizyjny, na którym widać komputerową animację powierzchni Marsa. Tego efektu nie trzeba było robić specjalnie do filmu, gdyż jest to cyfrowa animacja, którą swego czasu zamówiła NASA, na potrzeby popularnonaukowej wizualizacji powierzchni Czerwonej Planety. Z kolei animacje na ekranie podającym Quaidowi opcje sztucznej pamięci, zostały opracowane specjalnie do filmu.

Typowa dla twórczości Philipa K. Dicka postać taksówkowego robota Johnnycab (gwiżdżącego norweski hymn) to kolejna animatroniczna kreacja Roba Bottina. Twarz lalki została zaprojektowana w oparciu o facjatę aktora Roberta Picardo, który również użyczył swego głosu dla tej postaci.

W scenie walki między Quaidem i Lori widzimy dwa ujęcia, na których nóż dosięga ubrania i lewej ręki Quaida. Te przebitki nakręcono przy użyciu silikonowych protez, wypełnionych sztuczną krwią.

Pościgi na stacji metra nakręcono w prawdziwej lokalizacji metra Mexico City. Tam też ma miejsce strzelanina na ruchomych schodach, która przysporzyła Verhoevenowi sporo drażniącej uwagi ze strony cenzorów. Wszystko z powodu bezlitosnego potraktowania jednego z przechodniów jak żywej tarczy. Na większości ujęć kaskader grający tę niefortunną postać, miał pod ubraniem całą artylerię mechanicznie otwierających się woreczków z czerwoną farbą. Z ujęcia na ujęcie wymieniano na nim także ubranie na coraz bardziej poszarpane. Sama kurtka także była specjalnie sfabrykowana i zawierała sprężynujące mechanizmy, odpowiadające za efekt rozszarpywania ubrania kulami. w Ostatnich ujeciach kaskader został zastąpiony naturalnej wiekości manekinem, autorstwa ekipy Roba Bottina.

Bardzo efektowne ujęcie z hologramem Quaida, zachowującym się identycznie jak swój rzeczywisty wzór, powstało w dekoracji hali zdjęciowej. Schwarzenegger zagrał obie postaci. Rejestrację poprzedziło wiele choreograficznych prób z dublerem, aby idealnie zgrać ruch ciała Douga i jego hologramu. Używając kamery motion control, najpierw nakręcono pustą dekorację, jako tzw. plate, czyli ujęcie robocze, przeznaczone do późniejszego wkopiowania weń kolejnych warstw obrazu. Następnie wykonano ujęcie Arnolda "prawdziwego", idącego w stronę hologramu. Potem przy tym samym ruchu kamery zarejestrowano Arniego jako hologram. Kolejnym etapem było optyczne połączenie wszystkich ujęć, dodając jednocześnie kilkuklatkowe "zakłócenia" na hologramie. Pod koniec tej sceny widać realizatorską wpadkę - Quaid wyłączając hologram uśmiecha się później niż jego kopia.

Scena wyciagania pluskwy z głowy Quaida, tylko do momentu wepchnięcia urządzenia do nosa, została nakręcona z Arnoldem. Od ujęcia na którym widać pluskwę pod skórą twarzy, aż do momentu wyjęcia nadajnika, zagrał fantastycznie przygotowany animatroniczny model Roba Bottina. Ujęcia te nakręcono dopiero po zakończeniu aktorskiego okresu zdjęciowego. Twarz lalki była wykonana wg gipsowego odlewu twarzy Arniego. Na jego podstawie wykonano silikonowy model, który uzbrojono w kilkanaście maleńkich serwomechanizmów, odpowiadających za każdy niuans mimiki tej mechanicznej twarzy. Całość przykryto odpowiednio ucharakteryzowanym lateksem, imitującym skórę. Kilkunastu lalkarzy przygotowywało się manualnie do tych kilku ujęć przez dwa dni.

Statek kosmiczny z Quaidem na pokładzie, to metrowej długości model, nakręcony na niebieskim tle, przy użyciu mechanicznego ramienia, sterującego ruchem miniatury. Następujący po tym ujęciu szeroki plan Marsa składał się z kilku osobno nakręconych elementów. Ten sam statek kosmiczny, podchodzący do pionowego lądowania, był mniejszą kilkudziesięciocentymetrową wersją modelu, użytego ujęcie wcześniej. Daleka perepektywa to namalowany obraz, który umieszczono za miniaturowym planem powierzchni Czerwonej Planety. Widoczna w prawym dolnym rogu konstrukcja, z dwoma spawaczami na jej wierzchu, to rzeczywistych rozmiarów dekoracja, którą razem z aktorami nakręcono na niebieskim tle.

No i wreszcie dotarliśmy do flagowej sceny "Pamięci absolutnej", czyli do efektu rozsuwanej głowy. Zaangażowano tu aktorkę Priscillę Allen, której autentyczny paszport (z jej imieniem i nazwiskiem) widzimy na jednym z ujęć.

Priscilla Allen zagrała we wszystkich ujęciach, na których tarmosi własną twarz i wykonuje spazmatyczne ruchy głowy, aż do ujęcia odrzucania kosmyku włosów zza jej prawego ucha. Aby w tym ostatnim ujęciu uzyskać wrażenie sztuczności, jej włosy były starannie dopasowaną peruką, pod którą charakteryzatorzy umieścili łysinę.

Następne dwa ujęcia głowy Grubej Damy to już hollywodzka magia efektów specjalnych. Efektów - dodajmy - bardzo konwencjonalnych, gdyż ani jedna klatka nie została wykonana przy pomocy komputerów. Całość wykonano za pomocą dwóch skomplikowanych modeli animatronicznych Roba Bottina, wykonanych z włókna szklanego i lateksu w skali 2:1.

Pierwszy z nich wykorzystano do ujęcia zapadania się oczu i wychodzenia ze środka czegoś w rodzaju tuby, fabularnie uruchamiającej mechanizm rozsuwający. Każdy ruchomy detal głowy, był osobno sterowanym mechanicznie szczegółem. Zastanawia mnie tylko, jak rzeczona tuba miała się zmieścić w środku, skoro była już tam głowa Quaida...

Drugi model był jeszcze bardziej zaawansowany technicznie, ponieważ zawierał oddzielne mechanizmy, sterujące każdą częścią rozsuwanej głowy. Modelem - niezbyt udanym zresztą - była także głowa Schwarzeneggera, gdyż obudowanie aktora taką animatroniką było zwyczajnie nierealne. Na korzyść takiego rozwiązania optował także czas potrzebny do nakręcenia tego ujęcia, o czym poniżej.

Całkowicie rozsunięta głowa w pewnym momencie zostaje podniesiona w górę. Za ten ruch odpowiadał specjalny dźwig, który umieszczono za modelem. Na nim była zamontowana cała konstrukcja nośna sztucznej głowy, uzbrojona w mechaniczny szkielet, odpowiadający za animację modelu. W filmie jest to niestety dokładnie widoczne...

Lecz sprawne ruchowo modele animatroniczne, nie były aż tak elastyczne, aby w czasie rzeczywistym wykonać swoje zadania. Szybkość efektu rozsuwania się głowy, była na planie ograniczona do absolutnego minimum. Za całą dynamikę odpowiedzialna była udoskonalona technika animacji poklatkowej. Na planie wyglądało to mniej więcej tak, że po każdej zarejestrowanej klatce, sztab charakteryzatorów i animatorów dokonywał minimalnych zmian na modelu, aby przygotować go do naświetlenia kolejnej klatki filmu. Prace te polegały na maskowaniu specjalnym woskiem wszystkich miejsc na głowie, które podczas animacji były przemieszczane względem siebie. Dzięki temu aż do momentu otwarcia się całej głowy, nie widać na niej ani jednej rysy.

Priscilla Allen zagrała w jeszcze jednym ujęciu, jako sama głowa mówiąca "- Get ready for a suprise!". Charakteryzatorzy ukryli włosy aktorki za imitacją łysiny, oraz odcięli kolorystycznie górną część tułowia, poprzez ubranie aktorki w niebieski kostium, zakrywający wszystko od szyi w dół. Ujęcie to zostało nakręcone na niebieskim tle, wraz z drugim aktorem, trzymającym Grubą Damę za szyję.

W kolejnym ujęciu przez kilka pierwszych klatek, widać aktora z głową Grubej Damy jako rekwizytem. W porównaniu z poprzednim ujęciem można dopatrzyć się wpadki realizatorskiej, polegającej na innym sposobie trzymania samej głowy. Kilka klatek później następuje zapowiadana niespodzianka pod postacią eksplozji ładunku wybuchowego, ukrytego w głowie. Sam wybuch zarejestrowano oddzielnie na czarnym tle i optycznie wkopiowano w scenę aktorską. Efekt ten można zdemaskować po kompletnym braku odbicia światła wybuchu na aktorach i dekoracji.

Wywołana wybuchem dekompresja powoduje gwałtowce wysysanie powietrza z hali przylotów. Do realizacji tej sceny zbudowano kilka dodatkowych dekoracji, umieszczonych pod różnymi kątami. Jedną z nich skonstruowano w pionie, a aktorzy (w tym Arnie) po prostu wisieli, zabezpieczeni ukrytymi linkami. Ujęcia te zarejestrowano kamerą obróconą o 90'. Część ujęć wykonano na normalnym, poziomym planie, a aktorzy wisieli na linkach, równolegle do podłogi dekoracji. Marsjańskie tło, widoczne za oknami było namalowane na płótnie, zawieszonym za dekoracją.

Widok zza okien pociągu, to miniaturowa dekracja powierzchni Marsa, nałożona optycznie na niebieski ekran, który na planie był wstawiony w miejsce okna.

Długie, widowiskowe ujęcie panoramy Marsa, rozpoczynające się widokiem pociągu z Quaidem na pokładzie, wykonała firma Dream Quest Images niemal tą samą techniką, jakiej użyła w zdjęciach efektowych rok wcześniej, na planie "Otchłani" Jamesa Camerona. Założeniem tego efektu było połączenie zdjęć aktorskich z miniaturami, aby uzyskać wrażenie rzeczywistej akcji we wnętrzach modeli. Pierwszym etapem było nakręcenie ujęć z aktorami w dekoracji pociągu. Następnie materiał zdjęciowy włożono do małych projektorów, umieszczonych w oknach miniaturowego pociągu, sunącego po miniaturowym planie. Prędkość rejestracji tego ujęcia była zdeterminowana sposobem pracy projektorków, które były zdolne wyświetlać zaledwie jedną klatkę na sekundę. Do tej prędkości musiano dostosować zarówno szybkość poruszania się miniatury pociągu, jak i czas nakręcania tego ujęcia. Do sterowników motion control podłączono zarówno główną kamerę rejestrującą, jak i wszystkie miniatury. Kontrola ruchu każdego poruszającego się elementu kadru była niezbędna, gdyż to ujęcie w rzeczywistości poskładano optycznie z kilku identycznych pasaży. Jeden zarezerwowano wyłącznie dla zarejestrowania obrazu z projektora, w kolejnym nakręcono miniaturę bez obrazu aktorów w jej wnętrzu, inne z kolei przeznaczono na rejestrację modeli w różnych warunkach oświetleniowych.

W scenie rozmowy Cohaagena z Richterem, widać za nimi szeroką panoramę Marsa. To oczywiście wcześniej zarejestrowane miniatury, nałożone na niebieskie tło za dekoracją. Ekipa operatorska Josta Vacano musiała tu zmagać się z silnym niebieskim blaskiem, emitowanym przez blue-screen. Kolorem Marsa jest przecież krwista czerwień, która musiała być obecna na twarzach Michaela Ironside'a i Ronny'ego Coxa. Ten charakterystyczny klucz barwny uzyskano także dzięki laboratoryjnej obróbce negatywu, podczas której przesunięto klucz barwny w kierunku czerwonym. Tą samą techniką wykonano pozostałe ujęcia w filmie, na których widać zurbanizowane marsjańskie plenery.

Marsjańska dzielnica uciech Venusville, zaludniona jest wszelkiej maści mutantami. To kolejny dowód niezwykłej kreatywności Roba Bottina, projektanta i szefa ekipy charakteryzatorów, odopwiedzialnej za wygląd mutantów, włącznie z taksiarzem Bennym. Jego ręka była mechanicznie sterowaną z zewnątrz protezą.

We wszystkich ujęciach z Quaidem i Meliną na konstrukcji nośnej kopuły, wykorzystano niebieski ekran, który w postprodukcji zamieniono na widok miniatur. Z kolei ujęcie zza pleców Richtera, celującego w swego pomagiera, to połączenie aż dwóch miniaturowych planów (Mars na zewnątrz oraz konstrukcja kopuły) z ujęciem aktorów, grających na niebieskim tle.

Niezwykle ciekawy pomysł na ekstremalną wersję bliźniaków syjamskich, mamy w "Pamięci absolutnej" pod postacią szefa ruchu oporu George'a i zrośnietego z nim mutanta Kuato. George'a zagrał aktor Marshall Bell (Verhoeven zatrudnił go też w "Żołnierzach kosmosu" do niewielkiej roli płaczliwego generała na Klendathu). W jednej z kluczowych scen filmu, George ujawnia przed Quaidem, obdarzonego telepatycznymi mocami Kuato. Marshall Bell we własnej osobie zagrał do momentu, w którym zza pleców George'a widzimy ręce Kuato (a także w kilku późniejszych ujęciach tego samego typu). Do torsu aktora przyczepiono uproszczoną wersję marionetki Roba Bottina. Cała operacja umieszczania jej na ciele Bella trwała aż 5 godzin.

Od momentu odwrócenia się w kierunku Quaida, zarówno Kuato jak i sam George, to niezwykle skomplikowana, zrobotyzowana kreacja Roba Bottina. Ponad pięćdziesięcioosobowa grupa animatorów, poprzez kable sterowała dziesiątkami mechanizmów, ukrytych pod lateksową skórą animatronicznej marionetki. Każdy z nich odpowiadał za pojedyńczy sterownik, poruszający każdą częścią ciała bliźniaków-mutantów.

Prezentację wnętrza Marsa, ukrywającego reaktor atmosfery, wykonano za pomocą teoretycznie jednego, bardzo zawiłego ujęcia kamery. Tak naprawdę zmontowano go z ujęć miniatur, oraz żywej akcji przedstawiajacej ludzi Cohageena. Efektowne jazdy kamery wśród kilku miniaturowych dekoracji Marsa wykonano kamerą motion control, której ruch był w rzeczywistości o wiele wolniejszy, niż możemy to zaobserwować w filmie.

Jedno z najbrutalniejszych ujęć filmu, przebijanie prętem głowy pracownika Rekall przez Quaida, musiało zostać nieco złagodzone pod naciskiem cenzury. Mimo to przez chwilę na ekranie widać najbardziej chyba ekstremalne wykorzystanie talentu Roba Bottina do kreacji sytuacji niemożliwych.

W sekwencji dotarcia Quaida i Meliny do jaskini z reaktorem, wiele ujęć powstało z wykorzystaniem niebieskiego tła, które zamieniano na widok miniatur.

Efekt hologramu w scenie strzelaniny, wykonano dzięki nakręceniu Arnolda i Rachel na niebieskim tle i wkopiowaniu ich w główne ujęcia z żołnierzami.

Scenę mordobicia na pokładzie windy zrealizowano w nieruchomej dekoracji, otoczonej niebieskim ekranem. Tło stanowiły obrazy miniatur. Szeroki plan jaskini z windą, zrealizowano metodą odwrotną - żywe ujęcie wstawiono optycznie w model.

Typowy dla Verhoevena, brutalny moment ucięcia rąk Richterowi, wykonano dzięki protezom, przyczepionym do ciała Michaela Ironside'a.

W końcówce filmu po raz drugi wykorzystano trik ze scenografią zbudowaną w pionie. Bliskie plany nakręcono w normalnych dekoracjach, a Arnie wisiał na linkach, lecz w ujęciach ogólnych aktorzy po prostu wisieli w pionie.

Szeroki plan zbocza marsjańskiej góry, w momencie wypadnięcia Cohegaana na zewnątrz, to optyczna kompozycja meksykańskiego pleneru Red Mountain (dolna część ekranu), oraz obrazu matte-painting przedstawiającego daleką perspektywę gór na Marsie. Turlający się po zboczu Cohegaan, został zagrany oczywiście przez kaskadera.

Wyładowania na konstrukcji uruchamianego reaktora, powstały poprzez optyczne nałożenie odtwarzanych w przyspieszonym tempie efektów świetlnych, na obraz miniaturowych dekoracji. Rozgrzewające się pręty reaktora to po prostu silne lampy, włożone w plastikowe tuby, imitujące rozpalony metal. Dekoracja ta miała rozmiar 10 x 15 metrów.

Rob Bottin ma wyjątkowy talent nie tylko do wiernych, animatronicznych kopii postaci ludzkich. Inną cechą charatkerystyczną jego projektów jest ich groteskowe przerysowanie, co widzieliśmy już pod postacią zupełnie nieprawdopodobnych przemian obcego z "The Thing" Johna Carpentera. W "Pamięci absolutnej" Bottin sobie zaszalał podczas kreacji robotycznych kopii twarzy Arnolda Schwarzeneggera, Rachel Ticotin i Ronny'ego Coxa. Grane przez nich postaci, dostąpiły pod koniec filmu wątpliwego zaszczytu przechodzenia kolejnych faz śmierci dekompresyjnej na powierzchni Marsa.

Widowiskowość tych efektów odstawiła do kąta prawdę naukową. Zamiast kurczenia się ciała i eksplozji narządów wewnętrznych przy akompaniamencie krwawych fontann poprzez oczy, uszy, usta i nos (aż dziwne, że Verhoeven odpuścił sobie takie atrakcje), Rob Bottin poszedł w nieco innym kierunku. Jego marionetki w groteskowy i dość obrzydliwy sposób pęcznieją od środka, szczerzą plastikowe zęby, wściekle machają mechanicznie sterowanymi językami i wybałuszają oczy na zupełnie nieprawdopodobną odległość. Równie zabawna jest puenta. O ile Cohegaana spotyka jedynie słuszny koniec, o tyle Quaid i Melina po tym całym panopticum wyglądają jakby nic się nie stało. Żadnej zwisajacej skóry, żadnych wybroczyn, krwiaków, nic; ba - patrząc w zachwyceniu na błękit marsjańskiego nieba, wyglądają nawet lepiej niż przed uruchomieniem reaktorów.

Marsjańska góra była największą miniaturą, jaką wykonano na potrzeby filmu. Ujęcia zbocza góry, targanej wybuchami uwalnianego powietrza, nakręcono przy użyciu oddzielnych modeli. Do tych ujęć optycznie dokopiowano fragment prawdziwej dekoracji z aktorami.

Efekt chmur powietrza, zbliżających się do marsjańskiej kolonii, wykonano za pomocą farbek rozpuszczanych w wodzie akwarium. Ten obraz następnie nałożono na niebieski ekran, umieszczony za dekoracją.

Piękny obrazek marsjańskiej góry, emitującej powietrze do atmosfery, składał się z trzech podstawowych elementów. Pierwszym była sama góra, wykonana jako wspomininana już miniatura. Rozchodzące się koncentrycznie kłęby chmur ponownie zrealizowano metodą rozpuszczania odpowiednio oświetlonych farbek w akwarium, wypełnionym słoną i słodką wodą z stosunku pół na pół (farba zatrzymywała się na linii słonej wody, co odpowiednio sfilmowane, do złudzenia przypominało chmury, identycznie wykonano czołówkę filmu "Niekończąca się opowieść"). Wreszcie trzecim elementem był słup powietrza, bijący z krateru, który zrealizowano identyczną metodą. Kilka ujęć dalej widzimy piękne rozejście się chmur. To ujęcie wykonano poprzez nałożenie kilku obrazów farb w wodzie, z tą różnicą, że niektóre z nich są odtworzone od tyłu.

Widowiskowy odjazd kamery od okna do szerokiego planu marsjańskiego kanionu, powstał identyczną metodą, co opisywany wcześniej efekt z miniaturowym pociągiem, za oknami którego widać było prawdziwy plan zdjęciowy. Różnica polegała tylko na więszej ilości małych projektorów, umieszczonych na miniaturze, bowiem widzimy postaci ludzkie w kilku miejscach na raz. Do tego ujęcia wkopiowano optycznie maleńkie sylwetki na szczycie kanionu (po prawej stronie kadru). Także niebo było osobno sfilmowanym elementem.

Ostatnie ujecie filmu, zakończone romantycznym pocałunkiem, zostało oczywiście sfilmowane z aktorami w studio na niebieskim tle, które zastąpiono widokiem miniaturowego planu Marsa.

Z punktu widzenia rozwoju technik trikowych, efekty wizualne w "Pamięci absolutnej" nie wyglądają na specjalnie skomplikowane. W wielu ujęciach jak na dłoni widać ograniczenia, typowe dla optycznych technik manipulacji obrazem (czarna lub biała obwódka wokół elementów, nakręconych na niebieskim tle, minimalne asynchrony w dopasowaniu obrazów na ujeciach wykonanych ruchomą kamerą). Także niektóre efekty animatroniczne Roba Bottina, moga razić i śmieszyć swym przeszarżowaniem. Należy jednak pamiętać, że efekty w tym filmie to niejako symbol dotarcia do krańca możliwości, oferowanych przez tradycyjne techniki. Więcej już nie można było wycisnąć z wykorzystywanego od dziesięcioleci i ciagle udoskonalanego wynalazku kopiarki optycznej. Kolejne lata, to już niepodzielna hegemonia komputerowej obróbki obrazu, coraz doskonalszej, tańszej i dalece bardziej elastycznej. "Pamięć absolutna" była w 1990 roku kompletnie sensacyjnym pokazem możliwości tradycyjnych technik, których największą siłą była widowiskowość. Coż z tego, że w scenie rozstąpienia się głowy Grubej Damy, jak na dłoni było widać, że Arnie jest plastkiowy, za nim widać hydrauliczny podnośnik, zaś ruch samej głowy daleki od naturalnego. Czegoś takiego jeszcze kino po prostu nie widziało. Pewnie dlatego "Pamięć absolutną" ogląda się znakomicie również w czasach, gdy ekrany kinowe zawojowały monumentalne wizje tolkienowskich bitew i pościgów na autostradzie.

"Pamięć absolutna" zdeklasowała kandydatów do Oscara za najlepsze efekty wizualne za rok 1990, otrzymując Nagrodę Specjalną Akademii, z pominięciem tradycyjnego głosowania (na placu boju pozostały "Powrót do przyszłości, część III", "Dick Dracy" oraz "Uwierz w ducha", których twórcy byli jedynie kandydatami do niedoszłych nominacji). Laureatami Special Achievment Award zostali Eric Brevig, Rob Bottin, Tim McGovern i Alex Funke.




POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2005.03.28