Realizacja Mario Kassar i Andrew Vajna, właściciele wytwórni filmowej Carolco Pictures, mogą mówić o prawdziwym pechu. To oni stali za sukcesami kasowymi filmów z serii "Rambo", oni wyprodukowali takie megahity jak "Pamięć absolutna", "Terminator 2" i "Nagi instynkt". Lecz producencki instynkt zawiódł ich także na manowce, pod postacią gniotów "Showgirls" i "Wyspa piratów", które zatopiły Carolco w morzu długów i skazały na niebyt w połowie lat 90-tych. Mario Kassar powrócił do świata wysokobudżetowych filmów dopiero na początku XXI wieku, kiedy to w ramach swej firmy C2, był współproducentem "Terminatora 3". Paul Verhoeven zebrał na planie swych współpracowników z "Robocopa". Byli wśród nich montażysta Frank J. Urioste, scenograf William Sandell, autorka kostiumów Erica Edell Phillips, operator Jost Vacano, oraz autor efektów mechanicznych i charakteryzacji specjalnej Rob Bottin. Projekty scenograficzne były autorstwa Rona Cobba, grafika który swoimi pomysłami wzbogacił m.in. pierwszą i drugą część "Obcego", oraz "Otchłań". Paul Verhoeven lubi w swych filmach pokazywać nagie kobiety. W "Ciele i krwi" do rosołu rozbierała się Jennifer Jason Leigh, w "Robocopie" w scenie w policyjnej szatni, na chwilę mignęły piersi jednej z funkcjonariuszek, "Nagi instynkt" zawierał bardzo odważne sceny erotyczne, "Showgirls" niemal całkowicie pławił się w goliźnie, w "Żołnierzach kosmosu" była scena w koedukacyjnej łaźni, a "Człowiek widmo" wykorzystywał swe zdolności do molestowania kobiet. Na tle wcześniejszych i późniejszych dokonań Verhoevena, "Pamięć absolutna" jest niemal pozbawiona widoku drugorzędnych kobiecych cech płciowych. Jedynym wyjątkiem jest trójpiersiasta mutantka na Marsie, lecz była to tylko charakteryzacja specjalna Roba Bottina. Niespełnioną okazją do pokazania całego piękna kobiecego ciała miała być scena łóżkowa na początku filmu, lecz Sharon Stone nie zgodziła się rozbierankę. Verhoeven odbił to sobie z nawiązką na planie "Nagiego instynktu".
Zarówno w "Robocopie", jak i w "Total Recall" w roli czarnego charakteru wystąpił Ronny Cox. W obu filmach Verhoeven w ten sam sposób wprowadził go na ekran. Zanim postać grana przez Coxa pojawi się w filmie we "własnej osobie", widzimy go na telewizyjnym ekranie, nadającym serwis informacyjny.
Pomimo pokaźnego budżetu 65 mln dolarów, "Pamięć absolutna" zawdzięcza swą widowiskowość wyłacznie temu, że cały film nakręcono w tanim Meksyku. Miało to również swe złe strony. Nienaturalnie zadymiona stolica tego kraju, z ciagle unoszącym się nad jej budynkami smogiem, oraz odpowiednio do tej atmosfery zanieczyszczone jedzenie, były powodem wielu dolegliwości żołądkowych całej ekipy. Jedynie Ronald Shusett i Arnold Schwarzenegger ustrzeli się przed egzotycznym menu, używając wody i jedzenia, sprowadzanego z USA. Arniego jednakowoż dopadł pech, gdyż zachorował jego osobisty kucharz i Austriacki Dąb musiał odżywiać się w miejscowych restauracjach. Skończyło się to długą i ścisłą współpracą z muszlą klozetową... Surowy styl architektoniczny przyszłości, nie był dziełem dekoratorów filmowych. Sceny rozgrywajace się na terenie stacji metra, a także rozległe przestrzenie siedziby firmy Rekall, nakręcono na terenie Akademii Wojskowej w Mexico City, zbudowanej w stylu, zwanym neobrutalizmem.
Scenariusz "Pamięci absolutnej" zawiera w sobie element niespotykany i absolutnie zakazany przez wszystkie poradniki scenopisarstwa. Otóż w 13 minucie filmu, podczas sceny rozmowy w Rekall, pracownik tej firmy, grany przez Raya Bakera... opowiada co zdarzy się w filmie aż do samego końca. Trik polega na tym, że widz nie może zdawać sobie sprawy z tego odkrycia kart. Bohater grany przez Schwarzeneggera rzeczywiście poleci na Marsa jako tajny agent, zdobędzie piękną kobietę, wyrżnie przeciwników, wykona zadanie i uratuje planetę.
Dickowskie obsesje, kwestionujące rzeczywistość, są po raz pierwszy zasygnalizowane w kolejnej scenie przygotowań do operacji wszczepienia wspomnień. Wśród opcji scenerii oferowanych Quaidowi, są także marsjańskie reaktory, które on uruchomi pod koniec filmu. Kobieta która będzie jego partnerką w fałszywych wspomnieniach, ma twarz Meliny (Rachel Ticotin), marsjańskiej rebeliantki. Należy zadać pytanie - czy cała reszta filmu obrazuje sen Quaida, który nie został wybudzony po aplikacji wspomnień? A może został wybudzony, lecz to co widzimy do końca, to ilustracja jego sztucznych wspomnień? Dlaczego Melina ma twarz anonimowego, opcjonalnego wizerunku brunetki z oferty Rekall? Dla miłośników twórczości Dicka, odczytanie "Pamięci absolutnej" jako fikcyjnej misji głównego bohatera, to z pewnością trop nie mniej fascynujący, niż założenie że Rick Deckard, bohater "Blade Runnera" był androidem, a cała jego przeszłość to zaimplementowane wspomnienia, doskonale znane innemu łowcy, Garthowi.
Podczas realizacji sekwencji akcji, kilka razy nie udało się operatorowi i montażyście ukryć twarzy Petera Kenta, dublera Arnolda Schwarzeneggera w scenach kaskaderskich. Kent zastępował Arniego także m.in. rok później, podczas realizacji "Terminatora 2". Zatrzymane na stopklatce ujęcie wskakiwania Petera Kenta do jadącego pociągu, z powodzeniem nadaje się do KMF-owego działu wpadek.
Każdy średnio rozgarnięty uczeń podstawówki wie, że odległość dzieląca Ziemię i Marsa, uniemożliwia bezpośrednie rozmowy radiowe między ludźmi, znajdującymi się na obu tych planetach. Fale radiowe (nie wspominając o świetle) potrzebują od 3 do 13 minut na przebycie dystansu dzielącego obie planety (w zależności od cyklicznie zmieniającej się odległości między Ziemią i Marsem, wynoszącej od 78 mln do 230 mln km). Tak przedstawiała to zagadnienie chociażby "Misja na Marsa" Briana de Palmy, który wykorzystał to opóźnienie do znakomitego zbudowania napięcia. Tymczasem w "Pamięci absolutnej", Richter na Ziemi rozmawia z Cohaagenem (znajdującym się na Marsie), jak gdyby jego szef znajdował się tuż za rogiem... Ciekaw jestem, jaką ilością benzyny była wyładowana plastikowa taksówka, najprawdopodobniej napędzana prądem jak nasze poczciwe melexy? Przecież tak pięknie wybuchła po dowiezieniu Douga do cementowni... No, ale to już żelazna zasada kręcenia filmów - bezużyteczny dla głównego bohatera pojazd, MUSI dokonać żywota w efektownej eksplozji, choćby nie miał na pokładzie ani grama paliwa ciekłego (jak samolot, z którego wypuszczono paliwo w prologu drugiej części "Indiany Jonesa").
Scenograficzna koncepcja umieszczenia ludzkich siedzib w kanionach Marsa, podyktowana była naukową hipotezą ochrony ludzi przed kosmicznym promieniowaniem, siejącym spustoszenie na otwartych marsjańskich przestrzeniach. To z kolei uprawomocniło koncepcję Philipa K. Dicka, który zaludnił Marsa ludźmi, którzy ulegli mutacji właśnie przez silne promieniowanie kosmiczne.
Marsjańscy mutanci mają zdolność przepowiadania przyszłości. Choć opowiadanie "Przypomnimy to panu hurtowo" zostało napisane w 1966 roku, wątek ten Philip K. Dick bardzo pomysłowo połączył ze swoim wcześniejszym opowiadaniem "Raport mniejszości" z roku 1956. Jasnowidze z Wydziału Prewencji, wywodzą się spośród marsjańskich mutantów, a szefem tej agencji jest właśnie Quaid (a właściwie Quail). Mimo to filmu Stevena Spielberga nie można traktować jako sequela "Pamięci absolutnej", choc istniały plany realizacji "Pamięci absolutnej 2", właśnie w oparciu o opowiadanie "Minority report". Reżyserią był ponoć zainteresowany Jonathan Frakes, reżyser i odtwórca roli komandora Rikera w serialu "Star Trek. Następne pokolenie" i filmach kinowych z załogą kapitana Picarda.
Paul Verhoeven, z racji swego zamiłowania do realnie pokazywanej przemocy, ani myślał o bójce między Lori i Meliną w standardowy, komiczny sposób, polegający na drapaniu, krzykach i wyrywaniu loczków z główek niewiast. Sharon Stone i Rachel Ticotin przeszły konkretny kurs walki wręcz, kontynuowany ze znakomitym skutkiem przed kamerą. Choreografię wszystkich walk opracował legendarny mistrz kaskaderski Vic Armstrong (także drugi reżyser filmu).
Pościg Richtera za Quaidem, wygląda jakby do jego realizacji zbudowano tunel długości kilkuset metrów. W rzeczywistości dekoracja miała tylko 30 metrów, a ekipa kręciła całą tę scenę praktycznie w tym samym miejscu, przenosząc się po każdym dłuższym ujęciu na początek tunelu.
Moment w którym Quaid wbija pręt z fotela w szyję pracownika Rekall, to niemal dokładne powtórzenie finału "Robocopa" kiedy tytułowy bohater wbija szpikulec w szyję Clarence'a Boddickera.
Jedną z największych i najchętniej komentowanych bzdur tego filmu, jest scena, w której oddział specjalny otacza Quaida i ładuje w niego wszystkim czym dysponuje. Ostatecznie okazuje się że zamiast w Quaida, chłopaki strzelali w jego hologram. Biorąc rzecz logicznie, taka kanonada powinna się zakończyć wyrżnieciem żołnierzy przez nich samych.
Wizja reaktora atomowego, ukrytego pod powierzchnią Marsa, przyszła do głowy Verhoevenowi, szukającemu inspiracji wśród starych ilustracji książek SF. Natrafił on a wizję urbanistyczną miasta przyszłości, pochodzącą z początku XX wieku, jako żywo przypominającą kadry z "Metropolis" Langa. Widok nienaturalnie skumulowanych drapaczy chmur został po prostu odwrócony do góry nogami i na podstawie tego zbudowano miniaturowy plan reaktora, którego elementy przypominają niejako wieżowce, podwieszone pod sufitem.
Na koniec powtórzę myśl, zasugerowaną wcześniej w tekście - istnieje wiele przesłanek, że marsjańska misja Quaida, rozgrywała się wyłącznie w jego umyśle. Rozmowę w ostatniej scenie filmu, kiedy Quaid pyta Melinę czy to wszystko nie było snem, można potraktować zarówno jako poważną przesłankę, jak i typowo efekciarski dialog, wieńczący hollywoodzką superprodukcję. Lecz romantyczny pocałunek na tle błękitu marsjańskiego nieba, został przewrotnie zilustrowany intrygującym tematem muzycznym Jerry'ego Goldsmitha, sugerującym pozostanie Quaida w sferze snu. Paul Verhoeven dopuszcza taką interpretację, podobnie jak Ridley Scott, który na początku lat 90-tych oficjalnie potwierdził, że Rick Deckard był androidem. Posumowując temat, warto wspomnieć, że niemal równo z premierą filmu, na rynku wydawniczym ukazała się powieść "Pamięć absolutna". Nie była to jednak reedycja opowiadania Dicka, lecz nowelizacja scenariusza, autorstwa znanego pisarza SF Piersa Anthony'ego (autora m.in. cyklu "Xanth"). Tym sposobem ta historia doczekała się swoistej literackiej wariacji na zadany temat. Tak sobie myślę, że gdyby kiedyś miałaby powstać ekranizacja powieści Anthony'ego, otrzymalibyśmy film zupełnie inny od dzieła Verhoevena. Wszak filmowe adaptacje rządzą się własnymi prawami... |