Efekty specjalne Efekty wizualne w "Truman Show" powstawały wg dwóch, pozornie zwalczających się zasad. Po pierwsze miały udawać rzeczywistość, wprowadzając subtelne poprawki do świata Seaheaven. Z drugiej strony musiały tę rzeczywistość deformować, by sprowadzić ją do umowności ogromnego studia telewizyjnego. Tworzono więc niejako rzeczywistość telewizji na podstawie już przetworzonej rzeczywistości miasteczka Seaside, gdzie kręcono plenery do filmu. Prace nad efektami podzielono na kilka firm. Wymieńmy te najważniejsze - w Matte World Digital pod kierownictwem Craiga Barrona, wykonano cyfrowy matte-painting. Amerykański oddział Cinesite (jest także europejski) zajął sie cyfrową animacją. The Computer Film Company odpowiadała za cyfrową kompozycję. Firma Imaginary Forces wykonała wszystkie "telewizyjne" fragmenty filmu. Szefem nadzorujacym całość był Michael J. McAlister ("Szklana pułapka 2"). Seaheaven w szerokich planach z perspektywy Christofa, to komputerowo przetworzony widok Seaside, jakim widział go ze śmigłowca Michael McAlister. Ponieważ ważne miejsce w topografii miasta i świadomości tytułowego bohatera miał most na morskiej odnodze odcinającej miasto od lądu, musiano domalować ten element geograficzny. Linię horyzontu przybliżono i łukowato wykrzywiono. Dodano wiele budynków. Zdeformowano również widok chmur, by pasowałby one do obrazu, wyświetlanego na wewnętrznej ścianie kopuły. Efekty te powstały w Matte World Digital.
Scenograf Dennis Gassner komputerowo zaprojektował śródmieście Seaheaven, z wyraźnym podziałem na to, co miało zostać postawione i to, co będzie dobudowane w komputerze. Dekoracje wyższych budynków skonstruowano tylko do ok. 10 metra. Reszta powstała jako grafika 3D w Matte World Digital. Korzystano z oprogramowania śledzącego kadr, czyli motion tracking, umożliwiającego dopasowanie elementów wkopiowywanych, bez użycia techniki motion control. Komputerowe rozszerzenia powstawały wg tych samych projektów i danych, co prawdziwa dekoracja. Dzięki temu uzyskano pełną integrację cyfry z materiałem zdjęciowym z planu.
Cyfrowe manipulacje znacząco wspomogły koncepcję kolorystyczną filmu, wzorowaną na kiczowatych pocztówkach z lat 50. Dotyczyło to głównie kolorystyki nieba, oceanu i pokazywania Księżyca. Założeniem było takie ukazywanie przyrody, jaką widziałby ją telewizyjny scenograf. Na ujęciach nakręconych techniką time-lapse, ukazujących błyskawiczny wschód Słońca, wymienianio odcień nieba na bardziej różowy. W scenie rozmowy Trumana z Marlonem na brzegu morza, całe niebo wykreowano cyfrowo, łącznie z niemożliwą o tej porze dnia fazą Księżyca.
Największym efektowym wyzwaniem "Truman Show" była krótka scena z czołówki programu "Tru-Talk", a konkretnie jedno dynamiczne ujęcie z wirtualnej kamery, oddalajacej się od Seaheaven i wychodzącej poza kopułę. Powstało ono w całosci jako animacja 3D, wspomagana zdjęciami Seaside i L.A. Ponieważ podczas oddalania się kamery, nieuchronnie zbliżał się moment przejścia przez kopułę, należało znaleźć sposób na bezinwazyjne przejście do świata zewnętrznego. Michael McAlister przebrał się więc w biały kombinezon i zagrał technika, który przechodzi przez właz w kopule, otwierając tym samym drogę dla oddalającej się kamery.
Krótką scenę zapalenia Słońca pośrodku nocy, zrealizowano w zaadaptowanej z opuszczonego magazynu hali zdjęciowej w Panama City, na zachodnim wybrzeżu Florydy. Tylko w warunkach studyjnych można było przeprowadzić operację nagłego rozświetlenia planu zdjęciowego, udającego plener. Oczywiście całość została cyfrowo wygładzona, począwszy od wyraźnie zaciemnionej części "nocnej" kadru (gdzie mimo to widać cienie ludzi), poprzez dodanie wyraźnej linii światła, przesuwającej się w pionie, aż po wirtualne budynki wokół.
Sekwencję morską nakręcono w filmowym basenie Universalu, ze sterowaną hydraulicznie łodzią. Bliskość horyzontu w tych scenach była najzupełniej celowa, gdyż niebo było namalowane na cykloramie, rozpiętej na części krawędzi basenu. Graficy komputerowi odstąpili od pomysłu wymiany nieba na prawdziwe, gdyż kłóciłoby się to z zamierzoną sztucznością namalowanych chmur. Stosowano jedynie cyfrową kompozycję, poszerzajacą niebo w szerokich planach. Bazowano tu właśnie na obrazie z cykloramy.
Do sceny wbicia się łodzi w kopułę, aby nie niszczyć cykloramy, dobudowano do niej przeznaczony do podziurawienia fragment. Tu pojawił sie kolejny problem, szczególnie widoczny w ujęciach z wysoka. Otóż w wodzie odbijało się prawdziwe niebo. Graficy musieli dokonać tu manipulacji polegającej na skopiowaniu i przesunięciu obrazu z cykloramy tak, by tylko on odbijał się w wodzie.
|