Realizacja Patrząc z perspektywy lat na dobór reżysera i scenarzysty, nasuwa sie konkluzja, że Peter Weir to bardziej znana i uznana wersja Andrew Niccola. Obaj twórcy znakomicie czują się w opowieściach o światach zamkniętych, nieco egzotycznych, które istniejąc w normalnej rzeczywistości, w wielu aspektach funkcjonują jednocześnie poza jej obszarem. Sterylny świat "Gattaki", iluzoryczna perfekcja Seaheaven w "Truman Show", czy też kreacja wirtualnej gwiazdy filmowej w "S1m0ne" - te płody wyobraźni Andrew Niccola sprawiają wrażenie pt. "jakie filmy robiłby Peter Weir, gdyby preferował fantastykę" niekoniecznie przyszłościową, niekoniecznie naukową, za to perfidnie infiltrującą stan umysłu współczesnego człowieka. Lecz jakby na przekór fantaście Niccolowi, realista Weir postanowił zmienić scenerię oryginalnego scenariusza, rozgrywającego się w wielkim mieście, przypominającym Nowy Jork (reżyser dokonywał przeróbek wspólnie z Kennethem Lonerganem). Peter Weir wyszedł z logicznego założenia, że skoro The Truman Show jest oglądany od 30 lat, to musi być w nim coś przyjemnego, ludzkiego i zwyczajnie ładnego. Wręcz nierzeczywiście ładnego. Weir wpadł na pomysł miasta niezbyt dużego, lecz przyciągającego telenowelową widownię. Pierwsza koncepcja zbudowania Seaheaven, jako dekoracji na parkingu przed halą zdjęciową, nie wypaliła. Później ktoś wpadł na pomysł wykorzystania istniejących dekoracji w Universalu, lecz one także nie spełniały wizji reżysera. Wreszcie żona Weira, scenograf Wendy Stites podsunęła mężowi stary artykuł z australijskiego magazynu ilustrowanego, zawierającego zdjęcia miasteczka Seaside na atlantyckim wybrzeżu Florydy. Seaside zostało założone w 1980 roku przez małżeństwo Roberta i Daryl Davisów, jako oaza turystyczna. Stali mieszkańcy i letnicy rezydują w domkach, zbudowanych w tym samym neowiktoriańskim stylu (co jest warunkiem osiedania się w tym miejscu). Tego bajkowego obrazu dopełnia 35ha plaża. Gdy Peter Weir zobaczył to miejsce, żywcem wyjęte z obrazów Normana Rockwella, już wiedział, że tu będzie jego Seaheaven. Tutejsza architektura nieprzypadkowo gromadząc na zwartej przestrzeni identyczną i przemyślaną myśl urbanistyczną, wyglądała jak gotowy plan filmowy. Lecz twórców czekały trudne negocjacje z założycielami Seaside, którzy nie mieli zamiaru burzyć spokoju swych bogatych gości. Robert Davis początkowo zażądał 5 mln dolarów (co dla wytwórni było nie do przyjęcia), lecz producent Edward S. Feldman, używając sweego talentu negocjacyjnego, dogadał się wreszcie z Davisem.
Oryginalnie Seaside składało się przede wszystkim z zabudowy jednorodzinnej w ilości ok. 400 domków, które grały przedmieścia Seaheaven. Brakowało tam natomiast śródmieścia z wyższymi budynkami, biurowcami, itp. Te musiały zostać zbudowane w centrum miasteczka (dużo uboższym urbanistycznie, niż widac to w filmie), przez ekipę scenograficzną Dennisa Gassnera. Gdy zdjęcia w Seaside dobiegły końca, a ekipa zabrała się do rozbiórki, władze miasteczka poprosiły o to, by jeden filmowy budynek pozostawić.
Peter Weir zobaczył w Jimie Carreyu to, czego nie widzieli, nie chcieli widzieć, lub nie chcieli wiedzieć inni reżyserzy. Żeby posiąść zdolność tak genialnego parodiowania wszystkiego i wszystkich, trzeba być po prostu znakomitym aktorem. Takim, który poznał wszystkie tajniki swego rzemiosła, by umieć je potem sparodiować. Wieszanie psów na gumowej twarzy Carreya i bluzgi krytyków za prymitywne i uwielbiane przez widzów zachowania Ace'a Ventury czy Lloyda Christmasa, nie zmiotły Carreya z orbity zainteresowań obsadowych Petera Weira. Reżyser w przeszłości potrafił wykrzesać z gwiazdora Harrisona Forda kreację w "Świadku" na miarę jedynej oscarowej nominacji dla tego aktora, a dla komika Robina Williamsa miał prezent pod postacią dramatycznej roli w "Stowarzyszeniu umarłych poetów". Aby na planie "Truman Show", przynajmniej w jakimś stopniu odciąć się od komediowego dorobku Carreya, ekipa otrzymała zakaz wspominania i naśladowania wcześniejszych błazeństw aktora. Scenę z udawaniem astronauty wymyślił sam Carrey, który we własnej łazience robił to samo. Imię i nazwisko tytułowego bohatera to proste złożenie w całość gry słów - Truman to "true man", czyli prawdziwy, autentyczny facet, zaś Burbank to miasto w pobliżu Los Angeles, gdzie fabularnie postawiono kopułę Seaheaven.
Wszyscy główni aktorzy (Jim Carrey, Ed Harris, Laura Linney i Noah Emmerich) otrzymali od Petera Weira życiorysy swych postaci, poprzedzające czas akcji filmu. Reżyser dopisał każdemu back-story, zawierającą dzieciństwo, drogę zawodową i powody uczestnictwa w programie. Laura Linney wzorowała swój wygląd i zachowanie na katalogach i reklamówkach z lat 50. Ciekawostką jest to, że jej postać naprawdę nazywa się Hannah Gill i jest aktorką grającą Meryl. Podobnie z Noahem Emmerichem, grającym Louisa Coltrane'a, grającego Marlona (personalia skompilowane z nazwisk słynnych jazzmanów: Louisa Armstronga i Johna Coltrane'a - sam Marlon w filmie gra na trąbce).
Autorem zdjęć był Peter Biziou, wielokrotny współpracownik Alana Parkera, przy którym zdobył Oscara za zdjęcia do "Mississippi w ogniu" (1988). Za światło i kamerę odpowiadał także m.in. w "Żywocie Briana", "9 i 1/2 tygodnia" czy "W imię ojca". Za zdjęcia do "Truman Show" Biziou był nominowany do BAFTY i nagrody British Society of Cinematographers. Film Weira był wyjątkowym wyzwaniem dla autora zdjęć. Tematyka "Truman Show" przesunęła tradycyjny sposób rejestracji filmu fabularnego w kierunku ukrytych kamer reality show. Zdjęcia symulujące bezustanną inwigilację z 5000 kamer, musiały jednocześnie sprawiać wrażenie surowej rejestracji i pełnego filmowego odbioru. Stąd tyle w filmie ujęć z "rybiego oka", uzyskanych dzięki rzadko stosowanym w takim natężeniu szerokokątnym obiektywom, tyle ujęć pod ekstremalnym kątem, tyle mechanicznych transfokacji teleobiektywem, spotykanych raczej w kinie niskobudżetowym i amatorskich produkcjach, wreszcie tyle ujęć z nałożoną w postprodukcji owalną maską, udającą obudowy kamer wetkniętych w najdziwniejsze miejsca. Za to bardzo mało tak powszechnych dla produkcji filmowych ujęć z wózka, czy ruchomego kranu. Peter Biziou musiał się także uporać z głębokimi cieniami, rzucanymi na pastelowe domki podczas słonecznego dnia. Aby zmieścić się w wizualnej estetyce filmu, użyto ogromnej ilości lamp i wielkich ekranów odbijających światło, aby wyrównać ekspozycję pomiędzy obszarami nasłonecznionymi i stojącymi w cieniu.
To kamerowe zaplecze musiało być również pomysłowo rozwiązane scenograficznie, gdyż ukryte kamerki są wielokrotnie doskonale widoczne w kadrze, pod niepozornymi postaciami przeciętych na pół czarnych kulek.
Tematyka filmu wymagała znacznie więcej ujęć Trumana w różnym wieku, celem zapełnienia telewizyjnych reklamówek reality show, widzianych kilka razy w filmie. Zadanie to spoczęło na barkach drugiej ekipy zdjęciowej, która pod wodzą Ricka Whitfielda rejestrowała godziny materiału video. Kiedy ekipa wróciła z Florydy do hal zdjęciowych, by nakręcić wszystkie sceny z ekipą telewizyjną, pierwszego dnia odszedł Dennis Hopper, który miał grać Christofa. Produkcja dramatycznie stanęła w miejscu. Pewnego dnia z agencji aktorskiej CAA zadzwonił agent Eda Harrisa z pytaniem, czy jego klient mógłby objąć wakat. W ciągu zaledwie kilku dni Ed Harris zameldował się na planie filmowym, zdążywszy zapoznać się z postacią kreatora The Truman Show. Ten casting na wariackich papierach zaowocował dla Harrisa Złotym Globem i nominacją do Oscara za rolę drugoplanową. Przed rozpoczęciem zdjęć Ed Harris zaproponował, by Christof nosił niewielkiego garba. Po kilku luźnych próbach odstąpiono od tego pomysłu. Aktor Harry Shearer z racji swego głosu i radiowej przeszłości, wyspecjalizował się w graniu dziennikarzy. W "Świecie Wayne'a 2" był roztargnionym radiowcem, w emmerichowskiej "Godzilli" wrednym szefem w telewizji, a w "Truman Show" zagrał Mike'a Michaelsona, prezentera The Truman Show. Rok później w "EdTV" Rona Howarda, aktor wystąpił w roli niemal identycznej.
Ulice w Seaheaven nazwano na cześć słynnych aktorów. Mamy tu więc "Lancaster Square", "Bogart Avenue" i "Barrymore Road". Z kolei łodź Trumana nosiła nazwę statku Krzysztofa Kolumba, Santa Maria. Kiedy Truman próbuje porozmawiać z Meryl o jej skrzyżowanych palcach na weselnym zdjęciu, przez chwilę na stole widać buteleczkę z witaminą D. To nie przypadek - witamina D podawana jest ludziom, cierpiącym na niedobór światła słonecznego, a Truman nigdy takowego przecież nie doświadczył.
Kiedy Truman podejrzewając spisek, rozgląda się nerwowo po mieszkańcach, w pewnym momencie widać starszą parę przy stoliku. To Robert i Daryl Davis, założyciele Seaside. W nocnej scenie w studio, kiedy Christof gładzi ekran ze śpiącym Trumanem, muzykiem grającym na klawiszach jest współautor soundtracku do filmu, legendarny Philip Glass.
"Truman Show" zdobył trzy nominacje do Oscara: za reżyserię, scenariusz i najlepszą rolę drugoplanową dla Eda Harrisa; trzy nagrody BAFTA (scenariusz, reżyseria i scenografia) i cztery nominacje, oraz także trzy Złote Globy (rola główna, rola drugplanowa, muzyka) i trzy nominacje. I pomyśleć, że zaledwie rok później fantastyczny pomysł Andrew Niccola ziścił się pod co prawda mniej zaawansowaną technicznie, lecz w pełni zgodną z ideologią medialnego podglądactwa formułą Big Brothera... |