Strona główna KMF


X-MEN 2
Efekty specjalne

Pracujący przy pierwszej części szef efektów Michael Fink, podjął wyzwanie pokierowania pracami nad efektami do "X-Men 2". Oprócz oczywistego prestiżu i pieniędzy, była to dla niego okazja do przelicytowania samego siebie i poprawienia efektów, które w pierwszym filmie z różnych przyczyn uznał za nieudane, bądź zbyt mało dopracowane. Nad kreacją niemożliwości w ponad 1000 ujęciach pracowało aż 17 firm. Główne zadania przejęła firma Cinesite Inc. (w pierwszej części gros efektów współprodukowała Digital Domain), wspomagana m.in. przez CIS Hollywood, Kleiser-Walczak Digital Effects, Hammerhead Productions, Pacific Title, Visual Concept Engineering i Rhythm & Hues. Ultraefektowną czołówkę wygenerowano w Asylum VFX, miniaturowe plany wykonały Grant McCune Design i 4-Ward Productions, zaś pracochłonną charakteryzację specjalną znów oddano w ręce artystów z FXSmith Inc.

Sekwencja wstępna, ukazująca wtargnięcie Nightcrawlera do Białego Domu, stanowi przegląd wielu technik efektowych, zmienianych praktycznie z ujęcia na ujęcie. Korzystano z żywych ujęć kaskaderskich, filmowano Alana Cumminga na niebieskim tle, zamieniano go na cyfrowego dublera. Ujęcia kręcono zarówno kamerami na stanowisku motion control, jak i tradycyjnym sprzętem zdjęciowym Panavision.

Efektowne teleportacje Nightcrawlera pomyślano na zasadzie nagłego wypełniania powietrzem pustki po jego zniknięciu, oraz wypychania powietrza na boki w momencie pojawienia się Mutanta. Kilkuklatkowy efekt znikania oparto na stopniowej zamianie sylwetki Alana Cumminga w dym, którego ruch wzorowano na algorytmach symulacji płynu. Efekt wzmocniono za pomoca kilku warstw cyfrowego dymu, zarówno czarnego, jak i w kolorze ubioru Mutanta. Wszystkie metamorfozy, nazwane przez twórców "efektem BAMF!" wykonano w Cinesite.

Ogon Nightcrawlera na większości ujęć był cyfrowym dodatkiem. Kiedy Mutant za pomocą ogona podaje sobie nóż przed przerażonym prezydentem USA, na planie rekwizyt został podany przez członka ekipy. W postprodukcji osobę tę usunięto, wstawiając w to miejsce cyfrową animację ogona.

Używano również ogona "prawdziwego", ze stalowym rdzeniem, który połączony specjalną uprzężą z aktorem, reagował na ruch jego ciała

Alan Cumming dostał solidny aktorsko/wytrzymałościowy wycisk od ekipy charakteryzatorów pod wodzą Gordona Smitha. Przez cztery godziny dziennie, najpierw pokrywano jego twarz i dłonie "tatuażami", nakładanymi na skórę przez strzykawkę, a następnie całą skórę malowano na granatowo. Zęby przykrywano stomatologiczną nakładką, w oczy wkładano szkła kontaktowe, zaś palce uzbrajano w plastikowe szpony. Wyjątkiem od reguły były przygotowania do sceny w kościele - Cumming przez bite 9 godzin był charakteryzowany przez trzech fachowców, pokrywających ciało aktora od pasa w górę. Aktor do każdej sceny musiał dodatkowo zakładać skórzane buty-racice.


Dla Rebecki Romijn-Stamos praca przy "X2" była nieco tylko mniej uciążliwa, w porównaniu z katorgą przygotowań i gry w pełnym make-upie Mystique. Gordon Smith zastosował co prawda te same gumowe nakładki, lecz posłużył się wydajniejszym, bezklejowym sposobem mocowania ich na ciele aktorki. Dzięki temu skrócono czas nakładania do 5 godzin (w stosunku do 8 godzin przy pierwszym "X-Men"), a zdejmowania do godziny. Rebecca nie musiała także męczyć się z niewygodnymi szkłami kontaktowymi. W "X2" jej demoniczne oczy dorobiono komputerowo.

Przy uzbrajaniu grającej Deathstrike Kelly Hu w szpony, Smithowi zadanie ułatwiła sama aktorka, która wyhodowała sobie na tyle długie paznokcie, że bez trudu można było przyczepić do nich jej filmowe szpony z adamantium. W ujęciu faszerowania jej niezniszczalnym metalem, wypływajace z oczu płynne adamantium było oczywiście cyfrową animacją. Posiadająca czarny pas w karate Kelly Hu, nie musiała osobiście grać sceny wpadnięcia do zbiornika, wieńczącej jej tytaniczny pojedynek z Wolverinem. Zastąpił ją manekin.

Ruchome ujęcie w którym Mystique, jako fałszywy senator Kelly, błyskawicznie zamienia się Lady Deathstrike, Bryan Singer zapożyczył z jednego z odcinków oryginalnego serialu "Strefa mroku" (1959-1964). Z kolei przemiana Deathstrike w Mystique we własnej osobie, zajęła 5 godzin pracy z kamerą motion control. Matowa szyba, za którą następuje transformacja, została dodana w postprodukcji. Ujęcie z dwoma identycznymi sprzątaczami (jednym z nich była Mystique), dokonano często używanym sposobem zatrudnienia bliźniaków jednojajowych.

W pierwszym filmie była scena z radiowozami podnoszonymi w powietrze przez Magneto. Tutaj nieco podobną scenę Singer rozegrał przed domem Drake'ów, również z policyjnymi autami. Jeden z samochodów po eksplozji Pyro, miał się unieść i obrócić w powietrzu, lecz nie korzystano z dźwigów i lin. Całość spoczywała na barkach pirotechników. Samochód wyposażono w metalowy dysk o średnicy ok. 1 metra i wadze ok. 100 kg, który rozpędzono do prędkości 800 obr/min. Pośrodku dysku tkwiła rura, przez którą wyrzucano pod podwozie mieszaninę sprężonego powietrza i azotu. To zapewniło nagły odrzut auta od ziemi na wysokość ok. 4 metrów. Gdy samochód był na wysokości ok. 1,5 metra, ładunki wybuchowe nagle zatrzymywały ruch dysku, dzięki czemu siła odśrodkowa została przekazana pojazdowi, który w powietrzu obracał się o ok. 90'.

Widowiskowę demolkę plastikowego więzienia przez Magneto, oparto na połączeniu cyfrowej animacji z częściowo zdemontowanym planem zdjęciowym. Ian McKellen stał we fragmentarycznej dekoracji, złożonej tylko z podłogi i ściany za jego plecami. Wszystko inne, rozsypujące się w drobny mak, wykreowano jako cyfrowa animacja.

Sekwencja ucieczki X Jeta, podczas której Storm tworzy chmurę burzową z tornadami, została stworzona w studiu Rhythm & Hues, pod wodzą Richarda Hollandera. Jest to doskonały przykład, jak szybko ewoluuje technika cyfrowej animacji i jak szybko można dziś zrobić efekty, które jeszcze kilka lat wcześniej były szczytem techniki. Tworzone w pocie czoła tornada w "Twisterze" Jana de Bonta (1996), zostały ilościowo skasowane praktycznie już po kilku ujęciach burzy w "X-Men 2", na potrzeby której wygenerowano ponad 100 trąb powietrznych.

Na podstawie ruchów kamery i podstawowych danych cyfrowego środowiska, stworzonych w animatykach, przystąpiono do konstruowania tornad. Ich bazą były proste siatkowe modele, wyposażone w szczegółowe dane, dotyczące animacji zewnętrznej "powłoki" w stosunku do szkieletu w środku. Na tej podstawie zbudowano system cząsteczkowy, którego ruch wokół trąby powietrznej był ściśle powiązany z ruchem rdzenia. Prostymi słowy - "wystarczyło" animować ruch trąby, by cząsteczki wokół posłusznie reagowały na każdą zmianę kształu i prędkości.

Następnie cząsteczki poddano efektowi wolumetryczności, zamieniając je w maleńkie drobiny trójwymiarowego pyłu. Po wyrenderowaniu połączono je z resztą środowiska tych scen, czyli z osobno wygenerowanym niebem, ziemią i samolotami.

Scenę wypadnięcia Rogue z pokładu X Jeta, wbrew powszechnym oczekiwaniom wobec angażowania kaskaderów do tego typu epizodów, zagrała Anna Paquin we własnej osobie. Oczywiście nie kręcono w powietrzu, lecz na otoczonym zielonym ekranem planie w hali zdjęciowej. Aktorka była uzbrojona w uprząż, do której zaczepiono linki, wyrywające ją z dekoracji X Jeta.

Efektowna rozpierducha tamy niszczonej przez wody jeziora Alkali, powstała w głównej mierze dzięki ogromnej miniaturze (samo określenie wydaje się być wewnętrznie sprzeczne - Amerykanie nazywają takie obiekty bigature) tamy, długości ok. 25 metrów i wysokości 7 metrów. Miniaturę uzbrojono w zbiornik i armatki wodne, rozbijające konstrukcję 10 tys. galonami wody. Zdaniem Michaela Finka, nawet skala 1/6 była za mała dla miniatury kręconej z użyciem wody. Wynika to z tego, że wody po prostu nie można zminiaturyzować. Jedynym wyjściem okazał się stary patent na wyrzucenie jej pod bardzo wysokim ciśnieniem, powodującym rozdrobnienie kropel i nakręcenie tego procesu szybkostrzelnymi kamerami. Miniatura tamy była tylko częścią całej filmowej budowli. Reszta, czyli fragmenty nie biorące udziału w wodnej demolce, powstały w komputerze.





POWRÓT DO WYBORU

STRONA GŁÓWNA KMF

Klub Miłośników Filmu, 2006.06.18