|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
NAJWIĘKSZE W HISTORII SPOTKANIE KLUBOWE ...czyli jak prawie odwiedziliśmy Wesołe Miasteczko :) Klubowy zjazd numer 20 odbył się w Rogoźniku (znowu), pięknej i malowniczej miejscowości, w której zawsze jest zimno, a w okolicach znajduje się leśny ośrodek wypoczynkowy "Predator" (którego rzecz jasna nie widać ;). Tym razem miało być inaczej - słonecznie i ciepło. Zjazd zaplanowaliśmy na ostatnie dni kwietnia. W sobotę mieliśmy jechać do Chorzowa do Wesołego Miasteczka, a całość imprezy ochrzciliśmy "Majówką KMF", choć o maj nawet się nie otarliśmy. Oczywiście pogoda nie zawiodła - w Rogoźniku padało i było zimno przez cały weekend ;). Podobnie jak w większej części Polski, w tym także w Chorzowie, gdzie 29 kwietnia miało zostać otwarte Wesołe Miasteczko... i w zasadzie zostało otwarte, ale i od razu zalane deszczem, więc z planowanych karuzel nic nie wyszło. Pozostało nam urządzić sobie wesołe miasteczko na miejscu, w Rogoźniku, a że na zjazd KMF przyjechało aż 31 osób, a każda z nich w doskonałym nastroju, o zwariowany klimat i pocieszną atmosferę nie musieliśmy się martwić. Ubolewamy jedynie nad tym, że pogoda uniemożliwiła nam postawienie namiotu a'la "Broke(n)back Mountain", który to namiot na czas zjazdu miał być miejscem spotkań dla kochających inaczej. Mieliśmy w nim też gotować grochówkę/fasolówkę i wypasać owce. Bucho specjalnie na tę okazję przywiózł nawet fasolkę. Z tego także nic nie wyszło, bo zamiast grochówki/fasolówki mieliśmy puszkę ananasów, a zamiast owiec - oposa z "Epoki lodowcowej 2", którego nie dało się zbytnio wypasać, gdyż był sztuczny.
Od lewej, stoją: Kamila, Alieen, Mia, Gruby, Jimi, Dejna, Kaha, Karol, Artemis, Phonik,Vera, hOPS, Sidda, Kelley, Kuba, Kasia, Romeck, Fabian, Łysy, Ania, Hunter, Pati i Dux Kucają: Adi, Maua, Dobermann, Bucho, Beowulf, Dziadek i Dagmara Podróż z różnych stron Polski odbywała się w rozmaitych klimatach. Osobą, która jako pierwsza wyruszyła z domu, był jeden z debiutów zjazdowych - czyli hOPS. W Poznaniu dołączył on do Beowulfa i podróżujących z Bydgoszczy Bucho i Artemis (kolejny debiut zjazdowy... ale o tym za chwilę). Podróż z Poznania do Katowic zleciała im jednakże bardzo szybko, ze względu na serię niefortunnych (?) zdarzeń, które miały miejsce w ich wagonie. Pomijając małą dziewczynkę, która zdawała się modlić do rozkładanego siedzenia na korytarzu ("patrz, hOPS, mała Jessica Alba" - komentowała złośliwie Artemis, doskonale zdając sobie sprawę ze słabości klubowicza, którego nick piszemy ZAWSZE małą literą) i serię zdjęć, której bohaterem został wychylający się przez okno Bucho, największym wydarzeniem okazało się poznanie Antychrysta, czyli Damiena we własnej osobie. No dobra, może nie był to TEN Damien (chociaż nigdy nic nie wiadomo... 6 czerwca na ekrany kin wchodzi przecież remake kultowego horroru z 1976 r.), ale w każdym razie - ktoś bardzo do niego podobny, czyli wielkooki chłopiec w zielonej bluzie, który czujnie obserwował KMF-owiczów od dłuższego czasu... a właściwie nie - to ONI obserwowali JEGO, ON tylko rzucał IM ukradkowe spojrzenia ;). Podpuszczony przez Beowulfa hOPS zdecydował się w końcu wkroczyć do akcji i przeprowadził z dzieckiem bardzo ciekawą rozmowę, która podczas najbliższych kilku dni przez Artemis, Beowulfa i Bucho cytowana była setki razy: - Cześć. Wiesz, fajną masz bluzę... - Mhm. - Wierzysz w Szatana? - Nie. - A wierzysz w Boga? - Aha. - No ale widzisz; jeżeli jest Bóg, to musi być też i Szatan, rozumiesz, odwieczna walka Dobra ze Złem... (Damien wpatruje się w hOPSA jak zahipnotyzowany) - A słyszałeś o Hitlerze? - Aha. - No widzisz... BO TO BYŁO TAK... (i tu następuje długaśny hopsowaty wykład o przywódcy III Rzeszy, którego jednak nie można przytoczyć, bowiem Artemis, Beowulf i Bucho w tym czasie byli zbyt pochłonięci "staraniami o zachowanie ciszy", by cokolwiek zapamiętać). Takim to sposobem tekst "bo to było tak" awansował na jedno z najczęściej powtarzanych zdań podczas całego zjazdu. Na tym się oczywiście doskonała zabawa nie skończyła - do zapadających w pamięć epizodów trzeba niewątpliwie zaliczyć Bucho pozującego do zdjęcia "Jeepers Creepers", a także jego pogięty bilet, jak również hOPSA grzecznie pytającego się siedzącej w przedziale pani "czy można otworzyć okno?" i Beowulfa z czterema komórkami na kolanach ;). hOPS przeżył także niesamowitą traumę, kiedy to wszedł do pociągowego WC i trafił na ubierającą się właśnie jakąś babcię ;). Najważniejsze jest jednak, że ekipie gdańsko-bydgosko-poznańskiej udało się dotrzeć do Katowic, a tam, samochodem marki Shatten Jager, do Rogoźnika, gdzie czekała już warszawska ekipa Romecka, czyli Romeck & Pazuzu, Sidda i Deina.
Przy domku 32, podczas upajania się życiem i rozmowami filmowymi, nawiedził nas pan ochroniarz - z początku myśleliśmy, że dostaniemy jakieś pouczenie za to, że słychać nas aż w Katowicach, ale okazało się, że to wporzo chłop i napił się z nami wódki... eee... to znaczy soku pomarańczowego i w ogóle chyba ze dwie godziny dotrzymywał towarzystwa ;). Impreza pod domkiem 32 przejdzie do historii także z innego względu - otóż shOOmir i Deina postanowili zmierzyć się w pojedynku intelektualnym, za pomocą... przepychania się czołami. Opinie względem ostatecznego wyniku są rozbieżne. Po rozejściu się do miejsc noclegowych każdy był zdany na samego siebie, ale to, co się działo w domku 32, utknie Romkowi, Kasi, Deinie i Siddzie w pamięci na zawsze. Tylko im, bo Karol, który także spał w domku 32, śnił sobie spokojnie całą noc, chociaż próbowaliśmy go budzić za pomocą szerokiej gamy środków. Dzięki swojemu stoicyzmowi zyskał ksywkę Gnijącego Pana Młodego ;). Koło 5 rano, kiedy wszyscy zaczynali już powoli zasypiać, hOPS nagle wstał i zaczął ściągać zasłony ku konsternacji reszty współlokatorów. To wydarzenie podziałało na resztę jak płachta na byka i rozpoczęła się śmiechawka. W pewnym momencie wpadł do nas Romeck stwierdzając, że idzie spać. Poprosiliśmy go żeby zgasił światło, ale zmył się bez słowa. Jak wielki był to błąd, przekonał się na własne uszy, kiedy wszyscy z pokoju obok zaczęli ryczeć "Romeck! Światło!" z dokładnością co minuta-dwie. Po tym jakże smutnym wydarzeniu hOPS, Bucho i Beowulf założyli zespół o dumnie brzmiącej nazwie Tercet Wesołych Łabądków + dołączająca się w przypływie szaleństwa Kakapo/Klara/Maciek i dali półgodzinny recital muzyczny mieszkańcom domku (repertuar wahał im się od Queen poprzez Celine Dion, aż do Backstreet Boys ;) zakończony wieszaniem przez hOPSa zasłon - ponieważ stwierdził, że jednak je źle pourywał... Na końcu Bucho jeszcze stwierdził, że są dwa rodzaje środków antykoncepcyjnych - wesołe i dowcipne ;) oraz standardowym okrzykiem "Romeck! Światło!" przywitaliśmy nadchodzący świt i zagłębiliśmy się na kilka godzin w objęcia Morfeusza... W domkach nie było już niestety zajebiście pustych szafek, które kilka lat temu odkrył Jimi ;). Adi twierdzi, że u niego była, też zresztą zajebiście pusta, dopóki nie złożył w niej swych okularów nocną porą. Aha, zanim poszliśmy spać, Jimi pokazał koszulki, które przywiózł do rozdania. Były to koszulki KMF z różnych edycji - takie, których DHL nie dowiózł, których ludzie nie odebrali, bądź zostali wykreśleni z KMF zanim koszulki ujrzały światło dzienne ;). Jedna z koszulek miała nadruk z ksywką SMARK (tak, mieliśmy takiego klubowicza) i została sprezentowana Patrycji, która z dumą ją później nosiła.
Podczas nocnego grillowania, nie wiedzieć po co, Dobermann, Alieen i Dziadek, schowali się w krzakach przed Jimim i Mauą. Siedząc w krzakach nie mogli wytrzymać ze śmiechu, choć Jimi i Maua wcale ich nie szukali. Nawet nie przechodzili obok tych krzaków... Najbardziej chyba popularną osobą tego grilla był Romeck - kilka osób ustawiło się w kółeczko przy jego stanowisku zasilania żołądka kiełbasą i zaczęło bezczelnie wypytywać biedaka o to, jak obrabia recenzję w html-u: ile to trwa, w jakich programach to robi itd. W pewnym momencie zalatywało już nawet kolejną komisją śledczą, ale ktoś przytomnie się zapytał, czy idziemy pić, więc nie było mowy o jakiejkolwiek odmowie ;). A na pytanie co będziemy sączyć, Jimi odpowiedział, że "będziemy pić herbatę, zapijać Colą i nawalimy się jak prosięcia" ;). Po drodze Bucho zwierzył nam się, że ostatnio szukał napisów do filmu "Walka o Ogień", ale nic nie znalazł w internecie i teraz sam je zrobi ;).
Kakapo: Kelley, Ty masz twarz zabójcy. Nie myślałeś kiedyś o karierze hitmana? Kelley: Ja nie myślałem, od razu przeszedłem do czynów ;). Należy nadmienić, że Sidda grająca w Mafię pierwszy raz w życiu, dzięki złośliwości prowadzącego od razu wypłynęła na głębokie wody stając się Mafią... i wygrywając całą grę. Brawa dla tej Pani! Późną nocą do pokoju, w którym siedzieli m.in. Gruby, Mia, Patrycja i Dux, przyszedł Dziadek i czas upływał na miłej rozmowie. Nagle, po dwóch godzinach Dziadek wyciągnął z kieszeni plik pocztówek z krakowskim Podgórzem w roli głównej i zaczął je wciskać po 1zł za sztukę. Gruby skwitował sytuację: "Dziadek się przyszedł zaprzyjaźnić, żebyśmy od niego kupili pocztówki" ;). Dux proponował Dziadkowi wymianę: Dziadek zrobi sobie zdjęcie z oposem i w zamian za doznanie tego czcigodnego zaszczytu da pocztówkę ;). Opos był też bohaterem innego dialogu, gdy to został pomylony z dydelfem. Późną, już naprawdę późną nocą, na zjeździe pojawił się nagle Terminator, w wykonaniu Alieena. Otóż Alieen wsadził sobie do oka czerwona zakrętkę od wódki i wycelował 50. kubkami w Jimiego pytając głośno: "Gdzie jest Sarah Connor!?". Po chwili Terminator skapował się, że ma na oku naklejona akcyzę, a Maua powiedziała, żeby sobie odkleił z oka intercyzę ;). Aha, w domku 35 rządziła "Krowa łakomczucha" (pozdrowienia dla kabaretu Mumio) śpiewana i nucona przez niemal wszystkich - podchwytujcie "Lokuje" - ślicznie, nic nie słychać ;). Niekończąca się sobotnia noc była potęgą irracjonalizmu i wariactwa jakie uprawiamy. Podczas kalamburów rozmawialiśmy o tym, iż Deina, ze względu na wiek, przetrwała kilka epok lodowcowych, czekając aż się wreszcie Dux urodzi i założy KMF, by ona mogła do niego wreszcie wstąpić. Gwoździem programu było to, iż Deina przez wszystkie te zlodowacenia szukała "idealnego żołędzia". I nie chodziło tu bynajmniej o orzech;). Poza tym odwiedzili nas też znamienici goście: Zagibczak, Zajebczak i Egipczak ;). Ekipa krakowska zaś, cichcem namalowała Duxowi na lusterku w samochodzie elegancką i gustowną ARITĘ ;). Apogeum osiągnęliśmy w momencie, kiedy Alieen wyjął z szafki szufladę i w ręku został mu tylko uchwyt, bo szuflada poleciała na stół, wywalając kubki i butelki. Natychmiast, zamiast posprzątać bałagan, zaczęliśmy dokładnie oglądać wnętrze szuflady, w poszukiwaniu krasnoludków. Pojemnik na sztućce uznaliśmy na przykład za blok mieszkalny dla krasnoludków zamieszkujących Szuflandię (w kuchni stał jeszcze potężny lodówkowiec ;). Wyszła też na jaw prawda, że domek 32 jest najbardziej luksusowy, bo posiada... metro - takie długie, że aż z pokoju do kuchni ;). I noc w tymże domku również obfitowała w najróżniejsze wydarzenia; począwszy od hOPSA, który przespał cały wieczór, a następnie nie dał się pocałować na dobranoc, po jeszcze głośniejsze niż poprzedniego dnia krzyki "ROMECK!!! ZGAŚ ŚWIATŁO!!!" i śpiewanie inwokacji z EPOPEI NARODOWEJ, czyli "Pana Tadeusza", w rytmie "Stairway to Heaven" ;). Z tejże nocy pochodzi także Deinowe "Maciek, idź do hOPSA", wymierzone rzecz jasna w Artemis, która chyba już na zawsze dla KMF-u pozostanie Maćkiem ;).
Cóż, w niedzielę standardowo wszyscy zbierali się powoli do wyjazdu, ale i tak nie obyło się bez niecodziennych zdarzeń. Z samego rana Jakuzzi wysłał nam smsa z pozdrowieniami - odpowiedź była szybka i miażdząca: "My Ciebie też nienawidzimy! Sidda najbardziej!" - pomimo tego, że Sidda jedynie żartowała, bo Jakuzziego jeszcze na oczy nie widziała (no chyba, że liczyć tę tapetę na pulpicie...). Od tego zaczęło się pozdrawianie Jakuzziego dla wszystkich i od wszystkich, i tym sposobem tekst "Macie pozdrowienia od Jakuzziego" stał się najczęściej wymawianym zdaniem niedzieli, a może i nawet całego zjazdu, przebijając mnogością wypowiadanych razy nawet słowo "fuck" w "Chłopcach z Ferajny" ;). Także w niedzielę rano jakieś rogoźnickie smyki zrobiły żart domkowi 35 przenosząc wszystkie możliwe worki ze śmieciami pod drzwi wejściowe tegoż domku (bardzo śmieszne). Podejrzewaliśmy nawet ekipę dziewczyn spod nr 40, które bardzo ostro imprezowały tej nocy, ale nikt nie zebrał się na odwagę by iść do nich z pretensjami (chociaż ShOOmir i hOPS mieli w piątkową noc wielką ochotę, by się do nich wprosić). Tu duch KMF dał się szczególnie silnie zauważyć - reszta Klubowiczów oszołomiona tak haniebnym czynem cały czas stała przed domkiem 35 i kibicowała jego mieszkańcom w wynoszeniu tych worków, dodając im otuchy słowami "Możemy Was popchnąć" albo "Jak Wam się powodzi?" ;). Później kilkanaście osób poszło zjeść upragnione śniadanie w pobliskiej restauracji. Przy samym wejściu Bucho zauważył duży napis w jadalni: Międzynarodowe Miasteczko Edukacji Ekologicznej - tyle, że coś dodał do słowa na końcu i tak jedliśmy w Międzynarodowym Miasteczku Edukacji Ginekologicznej ;). Z ciekawszych rzeczy należy jeszcze wspomnieć Siddę, która podczas nalewania sobie soku do szklanki stwierdziła, że nie ma to jak poranne ćwiczenia ręki, na co siedzący obok niej zaczęli się śmiać - ehh te skojarzenia ;). Ciekawą minę przybrała pani kelnerka kiedy usłyszała, że ma przynieść 13 jajecznic na szynce, 1 na maśle i krokieta dla Deiny ;). Biedna, musiała być bardzo zszokowana, bo przyniosła... 14 jajecznic na maśle ;). Jeszcze podczas jedzenia prowadzona była dyskusja o różnych rodzajach filmów xxx (nie tych z Vinem Dieselem) i poznaliśmy odmianę słowacką (diergaj diewecko, diergaj!), czeską (Pozor! Pozor! Budu triskat!) oraz szkocką z epizodem specjalnym Seana Connery'ego (szak maj kak - z akcentem na "sz" ;). Jeszcze przed samym wyjazdem Dux puścił w obieg plakaty z filmu "Hostel" (i kilku innych), poklepaliśmy się po plecach, ładnie pożegnaliśmy, posprzątaliśmy pobojowisko (były propozycje, by w jednym z worków ulokować Karola, który jest tylko gumową lalką) i rozjechaliśmy się do domów. Cytując kabaret Mumio: "Kocham Was... brawa też tutaj":). P.S. Pozdrowienia dla Jakuzziego ;).
"Chooodźmy stąąąd, małymi krokaaaamiiii..."(piosenka dedykowana Hansowi Zimmerowi - dziękujemy za słowa ;) WIELKI POJEDYNEK ZJAZDOWY
KĄCIK CHARYTATYWNY wyślij SMS-a na numer 4-8-15-16-23-42 o treści POMOC
Wszystkie pieniądze zostaną przekazane na nowe zwoje mózgowe.
|