Strona główna KMF
        

NAJWIĘKSZE W HISTORII SPOTKANIE KLUBOWE
...czyli jak prawie odwiedziliśmy Wesołe Miasteczko :)



Klubowy zjazd numer 20 odbył się w Rogoźniku (znowu), pięknej i malowniczej miejscowości, w której zawsze jest zimno, a w okolicach znajduje się leśny ośrodek wypoczynkowy "Predator" (którego rzecz jasna nie widać ;). Tym razem miało być inaczej - słonecznie i ciepło. Zjazd zaplanowaliśmy na ostatnie dni kwietnia. W sobotę mieliśmy jechać do Chorzowa do Wesołego Miasteczka, a całość imprezy ochrzciliśmy "Majówką KMF", choć o maj nawet się nie otarliśmy. Oczywiście pogoda nie zawiodła - w Rogoźniku padało i było zimno przez cały weekend ;). Podobnie jak w większej części Polski, w tym także w Chorzowie, gdzie 29 kwietnia miało zostać otwarte Wesołe Miasteczko... i w zasadzie zostało otwarte, ale i od razu zalane deszczem, więc z planowanych karuzel nic nie wyszło. Pozostało nam urządzić sobie wesołe miasteczko na miejscu, w Rogoźniku, a że na zjazd KMF przyjechało aż 31 osób, a każda z nich w doskonałym nastroju, o zwariowany klimat i pocieszną atmosferę nie musieliśmy się martwić. Ubolewamy jedynie nad tym, że pogoda uniemożliwiła nam postawienie namiotu a'la "Broke(n)back Mountain", który to namiot na czas zjazdu miał być miejscem spotkań dla kochających inaczej. Mieliśmy w nim też gotować grochówkę/fasolówkę i wypasać owce. Bucho specjalnie na tę okazję przywiózł nawet fasolkę. Z tego także nic nie wyszło, bo zamiast grochówki/fasolówki mieliśmy puszkę ananasów, a zamiast owiec - oposa z "Epoki lodowcowej 2", którego nie dało się zbytnio wypasać, gdyż był sztuczny.

Zdjęcie grupowe Od lewej, stoją: Kamila, Alieen, Mia, Gruby, Jimi, Dejna, Kaha, Karol, Artemis, Phonik,
Vera, hOPS, Sidda, Kelley, Kuba, Kasia, Romeck, Fabian, Łysy, Ania, Hunter, Pati i Dux
Kucają: Adi, Maua, Dobermann, Bucho, Beowulf, Dziadek i Dagmara


Podróż z różnych stron Polski odbywała się w rozmaitych klimatach. Osobą, która jako pierwsza wyruszyła z domu, był jeden z debiutów zjazdowych - czyli hOPS. W Poznaniu dołączył on do Beowulfa i podróżujących z Bydgoszczy Bucho i Artemis (kolejny debiut zjazdowy... ale o tym za chwilę). Podróż z Poznania do Katowic zleciała im jednakże bardzo szybko, ze względu na serię niefortunnych (?) zdarzeń, które miały miejsce w ich wagonie. Pomijając małą dziewczynkę, która zdawała się modlić do rozkładanego siedzenia na korytarzu ("patrz, hOPS, mała Jessica Alba" - komentowała złośliwie Artemis, doskonale zdając sobie sprawę ze słabości klubowicza, którego nick piszemy ZAWSZE małą literą) i serię zdjęć, której bohaterem został wychylający się przez okno Bucho, największym wydarzeniem okazało się poznanie Antychrysta, czyli Damiena we własnej osobie. No dobra, może nie był to TEN Damien (chociaż nigdy nic nie wiadomo... 6 czerwca na ekrany kin wchodzi przecież remake kultowego horroru z 1976 r.), ale w każdym razie - ktoś bardzo do niego podobny, czyli wielkooki chłopiec w zielonej bluzie, który czujnie obserwował KMF-owiczów od dłuższego czasu... a właściwie nie - to ONI obserwowali JEGO, ON tylko rzucał IM ukradkowe spojrzenia ;). Podpuszczony przez Beowulfa hOPS zdecydował się w końcu wkroczyć do akcji i przeprowadził z dzieckiem bardzo ciekawą rozmowę, która podczas najbliższych kilku dni przez Artemis, Beowulfa i Bucho cytowana była setki razy:

- Cześć. Wiesz, fajną masz bluzę...
- Mhm.
- Wierzysz w Szatana?
- Nie.
- A wierzysz w Boga?
- Aha.
- No ale widzisz; jeżeli jest Bóg, to musi być też i Szatan,
  rozumiesz, odwieczna walka Dobra ze Złem...

 
(Damien wpatruje się w hOPSA jak zahipnotyzowany)

- A słyszałeś o Hitlerze?
- Aha.
- No widzisz... BO TO BYŁO TAK...
(i tu następuje długaśny hopsowaty wykład o przywódcy III Rzeszy,
  którego jednak nie można przytoczyć, bowiem Artemis, Beowulf i Bucho w tym czasie byli zbyt pochłonięci
  "staraniami o zachowanie ciszy", by cokolwiek zapamiętać).


Takim to sposobem tekst "bo to było tak" awansował na jedno z najczęściej powtarzanych zdań podczas całego zjazdu. Na tym się oczywiście doskonała zabawa nie skończyła - do zapadających w pamięć epizodów trzeba niewątpliwie zaliczyć Bucho pozującego do zdjęcia "Jeepers Creepers", a także jego pogięty bilet, jak również hOPSA grzecznie pytającego się siedzącej w przedziale pani "czy można otworzyć okno?" i Beowulfa z czterema komórkami na kolanach ;). hOPS przeżył także niesamowitą traumę, kiedy to wszedł do pociągowego WC i trafił na ubierającą się właśnie jakąś babcię ;). Najważniejsze jest jednak, że ekipie gdańsko-bydgosko-poznańskiej udało się dotrzeć do Katowic, a tam, samochodem marki Shatten Jager, do Rogoźnika, gdzie czekała już warszawska ekipa Romecka, czyli Romeck & Pazuzu, Sidda i Deina.
Dux, Pati, Hunter, Jimi i Maua Dobermann i Hunter Dziadek i Kelley
hOPS i Dux Bucho, Maua i ShOOmir Alieen, Kamila, Mia i Gruby
Podczas powitania doszło do ciekawej reakcji na nowy wyczes Alieena: "Jezu, on wygląda jak Beatles. Jak Ringo Sra ;)". I choć na zjeździe czasem padało zdanie "Cicho, idzie Alieen, zaraz nam zatka kibel", to Dziadek okazał się kopro-gwiazdą Rogoźnika skutecznie przesiadując w kolejnych ubikacjach, z powodu - jak się tłumaczył - grypy żołądkowej ;). Jednym z najciekawszych epizodów 20. zjazdu KMF była postać Klary Kukowskiej - Artemis. Cofnijmy się trochę w przeszłość... Bo to było tak: od prawie dwóch lat w naszym Klubie egzystował sobie niejaki Maciej Kukowski - Kakapo. Jak się jednak niedawno okazało, pod tą postacią kryła się dziewczyna, która wstępując do KMF miała zaledwie 14 lat i bała się do tego przyznać, myśląc, że Dux jej do KMF takiej młodej nie przyjmie (hehe, miała rację ;). Po dłuższym pobycie w KMF i opublikowaniu na naszej stronie kilkunastu tekstów, Klara nabrała ochoty na to, by poznać się ze wszystkimi na żywo. Na przeszkodzie stała jednak jej podwójna tajemnica, którą wreszcie postanowiła wyjawić Deinie, a później Naczelnemu KMF. Chociaż nie... naczelnemu KMF wszystko wyjawiła Deina, która przeżyła niezły szok, gdy na umówione spotkanie z Maciejem Kukowskim przyszła... dziewczyna (Artemis do dziś chełpi się, że udało jej się umówić z kimś TAKIM dzień po Walentynkach ;), na dodatek ubrana w bluzę z jej wizerunkiem (jak ktoś zna okładki płyt zespołu Cradle of Filth, to w lot załapie, o co chodzi ;). Naczelny Fuhrer KMF (jak przez niektórych pieszczotliwie nazywany jest Dux) zareagował dobrze (pięcioma minutami ciszy na gadu-gadu) - na tyle dobrze, że bez problemu zgodził się na wykreślenie z klubu Macieja Kukowskiego i zastąpienie go Klarą Kukowską - bo w sumie cała sytuacja nie nosiła w sobie znamion przestępstwa i stała się doskonałą okazją do wykonania długodystansowego żartu primaaprilisowego reszcie klubowiczów. Otóż wpadliśmy na pomysł, żeby Artemis (to znaczy jeszcze Kakapo) 1 kwietnia napisał(a) na forum klubowe list, w którym powie całą prawdę o sobie, a także załączy swoje zdjęcie. Oczywiście żartu nikt nie łyknął, nikomu nie wydał się zabawny, bo był grubymi nićmi szyty, i większość uznała go wręcz za żenujący i do bani ;). Nikt jednak nie domyślał się, że drętwy żart Kakapo będzie spuentowany dopiero na zjeździe w Rogoźniku, kiedy to obecni zobaczą na własne oczy klubowiczkę, który (która) przez prawie 2 lata działał(a) w KMF jako Kakapo. Powiem krótko - zdziwienie wśród KMF-owiczów było naprawdę niezłe, opadniętych szczęk nie brakowało, a szczękę Adiego warto liczyć potrójnie - całą sytuację trzeba mu było wytłumaczyć dwa razy. Artemis niestety nie podołała temu zadaniu i ostatecznie musiała to zrobić Kaha - o wiele mniej subtelnie ;). Drugą osobą, która w sposób bardzo zapadający w pamięć zareagowała na tożsamość Kakapo, był Karol, który wraz z Kelleyem przyjechał na zjazd dopiero w nocy. Otóż Karol... zwyczajnie nie zauważył, że długowłosy koleś w okularach nie jest 26-letnim Maćkiem i dopiero Deina musiała mu na to zwrócić uwagę ;). Poza Artemis poznaliśmy jeszcze dwóch nowych Klubowiczów, czyli hOPSA (pseudonim - Blue Velvet ;) i Łysego, Było też kilka osób spoza KMF (osoby towarzyszące, przyjaciele), którzy zaszczycili nasz zjazd swoją obecnością: Ania (Łysa ;), Fabian (Wolverine), Kamila, Kasia (Pazuzu), Kuba i Patrycja (Pati). Na zdjęciu grupowym zabrakło jedynie ShOOmira, który na zjeździe obecny był jedynie w piątek (chociaż i tak dał się mocno niektórym we znaki - patrz: pojedynek na czaszki z Deiną, opisany później). Zastąpił go Hunter, który na zjeździe był jedynie w sobotę, bo leżał w domu łóżku z wysoką gorączką (wysoka gorączka to nie imię dziewczyny ;). Hunter - bądź zdrów! (jak to pomyliło się jednemu klubowiczowi, bo zapomniał, że mówi się "na zdrowie" po kichnięciu ;). Warto też wspomnieć, że Jimi zapomniał na zjazd wziąć spodni (z początku miała być to tajemnica i nikt miał o tym nie wiedzieć, ale skoro Alieen rozpowiedział to wszystkim zjazdowiczom, a potem wszystkim klubowiczom na zjeździe nieobecnym, to warto iść dalej i wspomnieć o tym wszystkim tym, którzy przeczytają niniejszą relację ;). Jimi przyjechał jedynie w krótkich spodenkach i nie da się opisać jego niesamowitego, niewyobrażalnego zdziwienia, gdy chyba 10 razy rozpakowywał i pakował z powrotem swoją torbę w rozpaczliwej nadziei, że jednak te spodnie znajdzie... Opisać się również nie da, jak obserwatorzy tego zdarzenia (Dobermann, Kaha, Maua i Alieen) wręcz (dosłownie) poskładali się ze śmiechu zamiast mu współczuć ;). W końcu prawdziwy przyjaciel Alieen pożyczył Jimiemu swoją zapasową parę wspaniałych dżinsów - to się nazywa gest! A że przy każdej możliwej okazji żądał pieniędzy za wypożyczenie spodni, to już inna kwestia ;).
Człowiek zakopany w ziemi głową w dół... Rollercoaster ;)
Jimi, Alieen i Phonik w tle Fabryka śmierci...
hOPS, Beowulf i Sidda Na ognisku - ShOOmir, Dagmara, Fabian,
Maua, Ania, Łysy, Kuba, Artemis i Dziadek Jimi, Alieen i nieśmiertelne, 
niezniszczalne ognisko ;)
Aha, na zjeździe podzieliliśmy się na trzy grupy: 1. Grupa fajna, 2. Grupa chcąca być fajna, 3. Jimi. Właściwie to tylko Jimi wiedział, w której jest grupie ;). Później do Grupy "Jimi", dołączyła za karę Patrycja ;). W piątek w nocy trzasnęliśmy ognisko i jedliśmy kiełbaski z kija (z kijów? z Kijowa? ;). Jimi i Alieen uparcie walczyli o to, żeby z ogniska było więcej ognia niż dymu i za każdym razem gdy przygasało, dmuchali nań czym się dało. Wkrótce wyszło na jaw, że ognisko jest niezniszczalne i nieśmiertelne, i Alieen zastanawiał się, czy nie dodać go czasem do swojego artykułu na stronie ("Niezniszczalni, nieśmiertelni" właśnie ;) i jak później powiedział - on i Jimi wcale nie rozpalali ogniska, tylko chcieli je ugasić ;). Podczas rozmów w dymie dowiedzieliśmy się, że Kevin Bacon, znany z pamiętnej roli w "Dzikich żądzach", miał zagrać u Spielberga w "Wojnie światów" - ponoć miał grać jednego z trójnogów ;). Jeden z klubowiczów (który prosił o anonimowość) opowiedział też mrożącą krew w żyłach historię, jak to jadąc na nartach chciał wjechać w zaspę, która wyglądała jak śnieżny puch, a okazała się litym betonem. I stąd się wziął termin "pucholity beton" ;). Od Alieena dowiedzieliśmy się zaś, że "granat to propozycja nie do odrzucenia" ;). Ponadto gdzieś w 30-osobowym tłumie padła jedna z prawd życiowych, że ponoć Japonki robią niezła s(s)ake... Przyznać się, kto to wymyślił? ;) Podejrzenie chyba spadnie na Bucho i Beowulfa, którzy na tym ognisku założyli alternatywny klub KFM (Klub Fanów Masturbacji - chłopcy prowadzą na Uniwersytecie wykłady z masturbacji i zawsze boją się, że studenci zaczną bez nich ;). Był też pomysł przyrządzenia na ognisku rogoźnickiego przysmaku, a mianowicie kaszanki z bitą śmietaną i owocami ;). Posiedzieliśmy, pokiełbasiliśmy, Romeckowi urwał się tłumik w jego Daewoo i poszliśmy sobie z ogniska.

Przy domku 32, podczas upajania się życiem i rozmowami filmowymi, nawiedził nas pan ochroniarz - z początku myśleliśmy, że dostaniemy jakieś pouczenie za to, że słychać nas aż w Katowicach, ale okazało się, że to wporzo chłop i napił się z nami wódki... eee... to znaczy soku pomarańczowego i w ogóle chyba ze dwie godziny dotrzymywał towarzystwa ;). Impreza pod domkiem 32 przejdzie do historii także z innego względu - otóż shOOmir i Deina postanowili zmierzyć się w pojedynku intelektualnym, za pomocą... przepychania się czołami. Opinie względem ostatecznego wyniku są rozbieżne. Po rozejściu się do miejsc noclegowych każdy był zdany na samego siebie, ale to, co się działo w domku 32, utknie Romkowi, Kasi, Deinie i Siddzie w pamięci na zawsze. Tylko im, bo Karol, który także spał w domku 32, śnił sobie spokojnie całą noc, chociaż próbowaliśmy go budzić za pomocą szerokiej gamy środków. Dzięki swojemu stoicyzmowi zyskał ksywkę Gnijącego Pana Młodego ;). Koło 5 rano, kiedy wszyscy zaczynali już powoli zasypiać, hOPS nagle wstał i zaczął ściągać zasłony ku konsternacji reszty współlokatorów. To wydarzenie podziałało na resztę jak płachta na byka i rozpoczęła się śmiechawka. W pewnym momencie wpadł do nas Romeck stwierdzając, że idzie spać. Poprosiliśmy go żeby zgasił światło, ale zmył się bez słowa. Jak wielki był to błąd, przekonał się na własne uszy, kiedy wszyscy z pokoju obok zaczęli ryczeć "Romeck! Światło!" z dokładnością co minuta-dwie. Po tym jakże smutnym wydarzeniu hOPS, Bucho i Beowulf założyli zespół o dumnie brzmiącej nazwie Tercet Wesołych Łabądków + dołączająca się w przypływie szaleństwa Kakapo/Klara/Maciek i dali półgodzinny recital muzyczny mieszkańcom domku (repertuar wahał im się od Queen poprzez Celine Dion, aż do Backstreet Boys ;) zakończony wieszaniem przez hOPSa zasłon - ponieważ stwierdził, że jednak je źle pourywał... Na końcu Bucho jeszcze stwierdził, że są dwa rodzaje środków antykoncepcyjnych - wesołe i dowcipne ;) oraz standardowym okrzykiem "Romeck! Światło!" przywitaliśmy nadchodzący świt i zagłębiliśmy się na kilka godzin w objęcia Morfeusza... W domkach nie było już niestety zajebiście pustych szafek, które kilka lat temu odkrył Jimi ;). Adi twierdzi, że u niego była, też zresztą zajebiście pusta, dopóki nie złożył w niej swych okularów nocną porą. Aha, zanim poszliśmy spać, Jimi pokazał koszulki, które przywiózł do rozdania. Były to koszulki KMF z różnych edycji - takie, których DHL nie dowiózł, których ludzie nie odebrali, bądź zostali wykreśleni z KMF zanim koszulki ujrzały światło dzienne ;). Jedna z koszulek miała nadruk z ksywką SMARK (tak, mieliśmy takiego klubowicza) i została sprezentowana Patrycji, która z dumą ją później nosiła.
Adi i Bucho Romeck - człowiek-żongler Dux - człowiek-Joker ;)
Dzień następny, czyli sobota, miał być dniem wyjazdu do Wesołego Miasteczka, jednak - o czym pisałem we wstępie - było zimno i deszczowo, więc wybraliśmy się najpierw do restauracji "Biały dom", gdzie Dziadek został zachęcony do jedzenia słowami: "Siorbaj frytę", a wszyscy zjedli jajecznicę o nazwie: "Lepsza córka ladacznica, niż w tej knajpie jajecznica" (tekst Łysego ;), a później do okolicznego M1, mijając po drodze fabrykę śmierci niczym z prawdziwego horroru, oraz człowieka zakopanego w ziemi głową w dół ;). Pod M1 Jimi i Alieen przy pomocy wózka wykonali po placu jazdę, która miała być substytutem Rollercoastera, na którym oczywiście nie dane się nam było przejechać. Podczas naszej bytności w M1, reszta ekipy musiała się zająć czymś konstruktywnym i... zaczęła grać w kalambury ;). A biorąc pod uwagę to, że to bądź co bądź klub filmowy, to można domyślić się tematyki zabawy. Kalambury przybierały naprawdę najróżniejsze formy (Dziadek pokazujący "Kamasutrę" przy udziale rekwizytu-krzesła czy Sidda odtwarzająca na kolanach "Dzikie Żądze"), a hasła do odgadnięcia trzymały wysoki poziom ("Furman Śmierci", "Wystarczy Być" ;). Największymi hitami okazały się "Brokeback Mountain" czyli Romeck głaskający hOPSa po ramieniu, "Blue Velvet" czyli hOPS podcierający się papierem toaletowym i prezentujący słynną scenę podglądania z szafy (hehe), "Arita" czyli Deina w transie oraz "Casanova", czyli Deina klękająca przed Siddą ;). I wiele, wiele innych, ale to musiałby być tekst na osobną relację popartą zdjęciami, bo w co niektóre wygibasy (m.in. Łysego czy hOPSa) nikt by nie uwierzył ;). Po powrocie do Rogoźnika Grupy Trzymającej Kiełbasę (hm), zabraliśmy się do krojenia mięsiwa na grilla. Tak się zabraliśmy, że Kaha sama wszystko pociachała, a Dux w tym czasie otwierał puszkę ananasów, jak Adrien Brody puszkę ogórków ;). Tym razem nie mieliśmy ze sobą laptopa ani żadnych sprzętów do odtwarzania czegokolwiek, bo miał to być zjazd, na którym będziemy rozmawiać, a nie w milczeniu oglądać filmy, więc nie obejrzawszy nic poszliśmy wszyscy ku miejscu wieczornego zgromadzenia, uprzednio zrobiwszy sobie zdjęcia grupowe, z których dwa zepsuł Jimi ;). I gdy po zdjęciu wracaliśmy pod wiatę (przestrzeń ni to otwarta, ni to zamknięta), wyposażoną w zbierawkę (to takie coś do zbierania dymu z ogniska, jak stwierdził Jimi) aby rozpocząć kiełbaszenie i grillowanie, nagle z niewiadomych przyczyn Dziadek wywrócił się na bok, na krzaki, które po szybkim ugięciu się do samej ziemi równie szybko się wyprostowały i Dziadek wrócił do poprzedniej pozycji chodzącej - hm, dziwny to człowiek... ale pewnie zasłabł przez tę grypę żołądkową ;).

Podczas nocnego grillowania, nie wiedzieć po co, Dobermann, Alieen i Dziadek, schowali się w krzakach przed Jimim i Mauą. Siedząc w krzakach nie mogli wytrzymać ze śmiechu, choć Jimi i Maua wcale ich nie szukali. Nawet nie przechodzili obok tych krzaków... Najbardziej chyba popularną osobą tego grilla był Romeck - kilka osób ustawiło się w kółeczko przy jego stanowisku zasilania żołądka kiełbasą i zaczęło bezczelnie wypytywać biedaka o to, jak obrabia recenzję w html-u: ile to trwa, w jakich programach to robi itd. W pewnym momencie zalatywało już nawet kolejną komisją śledczą, ale ktoś przytomnie się zapytał, czy idziemy pić, więc nie było mowy o jakiejkolwiek odmowie ;). A na pytanie co będziemy sączyć, Jimi odpowiedział, że "będziemy pić herbatę, zapijać Colą i nawalimy się jak prosięcia" ;). Po drodze Bucho zwierzył nam się, że ostatnio szukał napisów do filmu "Walka o Ogień", ale nic nie znalazł w internecie i teraz sam je zrobi ;).
Bucho - człowiek łowca kromek Adi i uśmiech Mona Lisy Jimi - człowiek z kubkiem w oku
Maua i Pati w pełni smutku ;) Gdzie jest Sarah Connor!? ;) Umierający Bucho, hOPS, 
Beowulf, Dagmara i Dziadek
Podczas nocnych szaleństw, stojąc na tarasie widokowym o wymiarach metr na metr na metr, wymyślaliśmy nowe odmiany skrótu HWDP - i tak powstały: HWDPKP - czyli wiadomo co i gdzie Polskim Kolejom Państwowym, HWDG - Goprowi (nie wiedzieć za co) i HWDHP - Hewlettowi Packardowi ;). Jimi poklepał nagle Mauą po głowie i powiedział: "Ale jesteś zajebiście pusta"... i ktoś krzyknął: "Jimi się właśnie oświadczył!" :). Po raz kolejny w domku pt. 32 (który to zyskał także inny przymiotnik, rozpoczynający się na "ch", o czym już w niniejszej relacji wspomniano - ale to już inna historia...) kilka osób postanowiło, że dyskusje filmowe poczekają do następnego poranka i zaczęło grać w sztandarową już grę KMF, czyli w Mafię ;). Za prowadzenie całej gry zabrali się Beowulf i Karol, no i trzeba przyznać, że tym sposobem kilkanaście osób odpłynęło na kilka godzin do świata mafijnych potyczek, zabijając, kalecząc i łamiąc niewinną konkurencję. Przy okazji gry w Mafię powstały kolejne prawdy KMF-owe: "Kelley zawsze jest w Mafii", "jedynie wiejska mafia mogłaby przyjąć Dziadka w swoje szeregi" oraz "Sidda oddała Mafii swój pierwszy raz"... Zabawy było co niemiara, dyskusje szalone (grupa krakowska znając się bardzo dobrze podejrzewała zawsze wszystkich, a najbardziej siebie ;), a teksty utrzymywały zwykle KMF-owy poziom abstrakcyjności:

Kakapo: Kelley, Ty masz twarz zabójcy. Nie myślałeś kiedyś o karierze hitmana?
Kelley: Ja nie myślałem, od razu przeszedłem do czynów ;).


Należy nadmienić, że Sidda grająca w Mafię pierwszy raz w życiu, dzięki złośliwości prowadzącego
od razu wypłynęła na głębokie wody stając się Mafią... i wygrywając całą grę. Brawa dla tej Pani!

Późną nocą do pokoju, w którym siedzieli m.in. Gruby, Mia, Patrycja i Dux, przyszedł Dziadek i czas upływał na miłej rozmowie. Nagle, po dwóch godzinach Dziadek wyciągnął z kieszeni plik pocztówek z krakowskim Podgórzem w roli głównej i zaczął je wciskać po 1zł za sztukę. Gruby skwitował sytuację: "Dziadek się przyszedł zaprzyjaźnić, żebyśmy od niego kupili pocztówki" ;). Dux proponował Dziadkowi wymianę: Dziadek zrobi sobie zdjęcie z oposem i w zamian za doznanie tego czcigodnego zaszczytu da pocztówkę ;). Opos był też bohaterem innego dialogu, gdy to został pomylony z dydelfem. Późną, już naprawdę późną nocą, na zjeździe pojawił się nagle Terminator, w wykonaniu Alieena. Otóż Alieen wsadził sobie do oka czerwona zakrętkę od wódki i wycelował 50. kubkami w Jimiego pytając głośno: "Gdzie jest Sarah Connor!?". Po chwili Terminator skapował się, że ma na oku naklejona akcyzę, a Maua powiedziała, żeby sobie odkleił z oka intercyzę ;). Aha, w domku 35 rządziła "Krowa łakomczucha" (pozdrowienia dla kabaretu Mumio) śpiewana i nucona przez niemal wszystkich - podchwytujcie "Lokuje" - ślicznie, nic nie słychać ;). Niekończąca się sobotnia noc była potęgą irracjonalizmu i wariactwa jakie uprawiamy. Podczas kalamburów rozmawialiśmy o tym, iż Deina, ze względu na wiek, przetrwała kilka epok lodowcowych, czekając aż się wreszcie Dux urodzi i założy KMF, by ona mogła do niego wreszcie wstąpić. Gwoździem programu było to, iż Deina przez wszystkie te zlodowacenia szukała "idealnego żołędzia". I nie chodziło tu bynajmniej o orzech;). Poza tym odwiedzili nas też znamienici goście: Zagibczak, Zajebczak i Egipczak ;). Ekipa krakowska zaś, cichcem namalowała Duxowi na lusterku w samochodzie elegancką i gustowną ARITĘ ;). Apogeum osiągnęliśmy w momencie, kiedy Alieen wyjął z szafki szufladę i w ręku został mu tylko uchwyt, bo szuflada poleciała na stół, wywalając kubki i butelki. Natychmiast, zamiast posprzątać bałagan, zaczęliśmy dokładnie oglądać wnętrze szuflady, w poszukiwaniu krasnoludków. Pojemnik na sztućce uznaliśmy na przykład za blok mieszkalny dla krasnoludków zamieszkujących Szuflandię (w kuchni stał jeszcze potężny lodówkowiec ;). Wyszła też na jaw prawda, że domek 32 jest najbardziej luksusowy, bo posiada... metro - takie długie, że aż z pokoju do kuchni ;). I noc w tymże domku również obfitowała w najróżniejsze wydarzenia; począwszy od hOPSA, który przespał cały wieczór, a następnie nie dał się pocałować na dobranoc, po jeszcze głośniejsze niż poprzedniego dnia krzyki "ROMECK!!! ZGAŚ ŚWIATŁO!!!" i śpiewanie inwokacji z EPOPEI NARODOWEJ, czyli "Pana Tadeusza", w rytmie "Stairway to Heaven" ;). Z tejże nocy pochodzi także Deinowe "Maciek, idź do hOPSA", wymierzone rzecz jasna w Artemis, która chyba już na zawsze dla KMF-u pozostanie Maćkiem ;).
Kelley, Artemis, Dejna, hOPS i Kuba Kalambury - Kuba, Łysy, Ania, 
Sidda, Dziadek, Kasia i Beowulf Fabian, Vera i Karol
Karol, Artemis (tyłem), Kasia,
Romeck, Beowulf (tyłem) i Bucho Dobermann, Alieen, Kaha
i rozjuszony tłum w tle Artemis, Dejna, Adi, hOPS, Vera,
Kelley, Dziadek, Dagmara, Bucho i Kuba
Ostatnia nocka zjazdowa zakończyła się wspólnym piciem soków jabłkowych w domku 35 oraz - dla tych co przetrwali - rozmową do rana w domku 32 ;). A, i jeszcze gdzieś pomiędzy grą w Mafię i pójściem spać, Bucho i Beowulf ubzdurali sobie, że Vera gdzieś znikła i poszli jej szukać po wszystkich domkach. Pomimo usilnych starań szanowna koleżanka została odnaleziona dopiero w niedzielę rano. Okazało się, że widziała i słyszała poszukiwaczy, ale zrobili na niej takie wrażenie, że zaniemówiła ;). W każdym razie swoją porażkę dwaj Klubowicze uzasadnili stwierdzeniem, że to - nie wiedzieć czemu - wina Huntera ;). Dodatkowo, już po ciemku, w domku 32 (a jakże) odbywały się jakieś dziwne rzeczy. Deina darła się co chwilę w kierunku spoczynku Kakapo: "Maciek, idź do hOPSa!", na co sama zainteresowana zripostowała "Mam zimne nogi jak Deina ręce". Biedny Karol ponownie został uznany za gnijącego pana młodego, ponieważ pomimo wszystkich wrzasków i śmiechów pozostał w nienaruszonej pozycji śpiącej ;).

Cóż, w niedzielę standardowo wszyscy zbierali się powoli do wyjazdu, ale i tak nie obyło się bez niecodziennych zdarzeń. Z samego rana Jakuzzi wysłał nam smsa z pozdrowieniami - odpowiedź była szybka i miażdząca: "My Ciebie też nienawidzimy! Sidda najbardziej!" - pomimo tego, że Sidda jedynie żartowała, bo Jakuzziego jeszcze na oczy nie widziała (no chyba, że liczyć tę tapetę na pulpicie...). Od tego zaczęło się pozdrawianie Jakuzziego dla wszystkich i od wszystkich, i tym sposobem tekst "Macie pozdrowienia od Jakuzziego" stał się najczęściej wymawianym zdaniem niedzieli, a może i nawet całego zjazdu, przebijając mnogością wypowiadanych razy nawet słowo "fuck" w "Chłopcach z Ferajny" ;). Także w niedzielę rano jakieś rogoźnickie smyki zrobiły żart domkowi 35 przenosząc wszystkie możliwe worki ze śmieciami pod drzwi wejściowe tegoż domku (bardzo śmieszne). Podejrzewaliśmy nawet ekipę dziewczyn spod nr 40, które bardzo ostro imprezowały tej nocy, ale nikt nie zebrał się na odwagę by iść do nich z pretensjami (chociaż ShOOmir i hOPS mieli w piątkową noc wielką ochotę, by się do nich wprosić). Tu duch KMF dał się szczególnie silnie zauważyć - reszta Klubowiczów oszołomiona tak haniebnym czynem cały czas stała przed domkiem 35 i kibicowała jego mieszkańcom w wynoszeniu tych worków, dodając im otuchy słowami "Możemy Was popchnąć" albo "Jak Wam się powodzi?" ;). Później kilkanaście osób poszło zjeść upragnione śniadanie w pobliskiej restauracji. Przy samym wejściu Bucho zauważył duży napis w jadalni: Międzynarodowe Miasteczko Edukacji Ekologicznej - tyle, że coś dodał do słowa na końcu i tak jedliśmy w Międzynarodowym Miasteczku Edukacji Ginekologicznej ;). Z ciekawszych rzeczy należy jeszcze wspomnieć Siddę, która podczas nalewania sobie soku do szklanki stwierdziła, że nie ma to jak poranne ćwiczenia ręki, na co siedzący obok niej zaczęli się śmiać - ehh te skojarzenia ;). Ciekawą minę przybrała pani kelnerka kiedy usłyszała, że ma przynieść 13 jajecznic na szynce, 1 na maśle i krokieta dla Deiny ;). Biedna, musiała być bardzo zszokowana, bo przyniosła... 14 jajecznic na maśle ;). Jeszcze podczas jedzenia prowadzona była dyskusja o różnych rodzajach filmów xxx (nie tych z Vinem Dieselem) i poznaliśmy odmianę słowacką (diergaj diewecko, diergaj!), czeską (Pozor! Pozor! Budu triskat!) oraz szkocką z epizodem specjalnym Seana Connery'ego (szak maj kak - z akcentem na "sz" ;). Jeszcze przed samym wyjazdem Dux puścił w obieg plakaty z filmu "Hostel" (i kilku innych), poklepaliśmy się po plecach, ładnie pożegnaliśmy, posprzątaliśmy pobojowisko (były propozycje, by w jednym z worków ulokować Karola, który jest tylko gumową lalką) i rozjechaliśmy się do domów. Cytując kabaret Mumio: "Kocham Was... brawa też tutaj":).

P.S. Pozdrowienia dla Jakuzziego ;).

Zdjęcie grupowe i pozdrowienia od Jimiego ;) "Chooodźmy stąąąd, małymi krokaaaamiiii..."
(piosenka dedykowana Hansowi Zimmerowi - dziękujemy za słowa ;)



WIELKI POJEDYNEK ZJAZDOWY
T-1000 kontra Człowiek z Kubkiem In The Oko
VS.


KĄCIK CHARYTATYWNY
Jeśli chcesz pomóc tym chłopcom,
wyślij SMS-a na numer 4-8-15-16-23-42 o treści POMOC
Koszt SMS-a wynosi 1,22 zł (z VAT).
Wszystkie pieniądze zostaną przekazane na nowe zwoje mózgowe.



e-mailAutorzy relacji: Dux, Bucho, Beowulf, Alieen i inni
Zdjęcia: Dobermann, Dux, Hunter, Jimi, Pati, Romeck


STRONA GŁÓWNA | SPOTKANIA KMF