Karol, daj karabin, bo Rambo zmywa naczynia...
...czyli filmowy sylwester KMF na końcu świata
"Jesteśmy w piekle" - powiedziała Kaha przez telefon, gdy zadzwoniliśmy do ekipy kieleckiej. "Jesteśmy w windzie ekspresowej do piekła... jedziemy na dół" - oświadczył Hunter zapytany telefonicznie o sytuację na drodze.
"W windzie" - odpowiedział Alieen gdy zadzwoniła do niego mama ostrzegając nas przed zaspami na drodze i pytając gdzie jesteśmy ;). Tak mniej więcej wyglądała sytuacja w piątkowe popołudnie, gdy to Polskę (a szczególnie Śląsk i Racibórz) zaatakowała zima, bynajmniej nie krótkimi kontrolowanymi seriami ;). To, co działo się na dworze, hektozaspy śniegu, zamiecie, zawieje i ogólna wszędobylska białość, kazała nam myśleć, że połowa ludzi z KMF nie zdoła dotrzeć do Raciborza, bo pociągi się powywalają, a samochody nie dadzą rady pokonać dróg przypominających zakorkowane tory bobslejowe.
Okazało się jednak, że ostatecznie na spotkanie sylwestrowe do Adiego dotarli wszyscy (ekipa krakowska: Arrakin, Dagmara i Fabian - najpóźniej, bo dopiero w sobotę). Bucho (jeden z debiutów zjazdowych) dojechał do Adiego najwcześniej (podobnie jak Beowulf 20 minut później), bo jeszcze do pracy, do budynku telewizji kablowej, gdzie Adi pracuje. Później ekipa warszawsko (Dejna, Mati, Karol i Sidda - drugi debiut zjazdowy) katowicka (Hunter), wrocławska (Phonik), sosnowiecko-warecka (Alieen, Dux, Gruby, Mia), ludziska z Kielc z którymi jechaliśmy razem na dwa auta (Dobermann, Jimi, Kaha i Maua) i ciemną nocą Romeck (kolejny debiut zjazdowy) i Kasia (dziewczyna kolejnego debiutu zjazdowego ;). Głównym tematem podczas drogi było to, jak bardzo na drodze jest ślisko i ciekawe za ile godzin damy rade dojechać na miejsce. Rozmawialiśmy też na temat przebrań filmowych (pomysł i inicjatywa Jimiego), które miały być głównym punktem programu sylwestra w Raciborzu. Wymyśliliśmy dwa oryginalne stroje: 1. wystarczy żeby ktoś rozebrał się do naga i przykucnął (maszyna nawaliła ;) - Terminator jak się patrzy - praktycznie, tanio i zabawnie ;). 2. można się przebrać za Koloseum (greckie, jak to napisał wydawca gazetowego wydania DVD "Drogi Smoka" ;), ale nie ustaliliśmy dokładnie jak takie przebranie miałoby wyglądać. Przejeżdżając przez Rybnik, Gruby wymyślił film pod tytułem "Rybnik zwany Wandą", a Alieen "Kroniki Rybnika". Porozmawialiśmy też o przemówieniu Kardynała Glempa, który w telewizorze kilka dni wcześniej powiedział coś w stylu:
"...każde stworzonko, nawet mały żółwek..." - i nieźle nas to zdrobnienie rozwaliło ;). Na miejscu w Raciborzu przejechaliśmy przez najmniejsze rondo świata, cudem poparkowaliśmy auta w zwałach śniegu i już mogliśmy pójść do Adiego, żeby się ze wszystkimi przywitać. W międzyczasie nastąpiła wpadka obyczajowa, gdy przechodzący mimo pan przeżył szok słysząc z ust Dejny soczyste
"dżizys, k..., ja p...!" ale jakoś dał się przekonać, że to jedynie cytat z kultowego polskiego filmu "Dzień Świra" (
"no, dobrze pani wybrnęła" ;) W sklepie, gdzie udaliśmy się po konieczne zapasy (herbata, kawa, soki) pani ekspedientka zwiedziona widać niewinnym wejrzeniem oczu Beowulfa poprosiła nas o... dowód osobisty. Cud, że ktoś w ogóle miał rzeczony dokument przy sobie. Następnie chcieliśmy zamówić pizze, ale niestety, z powodu nagłego ataku zimy, pizzy tego dnia nie dowożono, a raczej nie dopychano przez śnieg. Pojechaliśmy więc sami, czołgiem z napędem 2 x 2 gąsienice i przywieźliśmy 11 pizz, z czego jedna była mała z warzywami dla Adiego, a przypominała raczej grochówkę na cieście niż rasową pizzę. Gdy już się najedliśmy, nadszedł czas na wielką niespodziankę - którą w skrócie można nazwać Kubkami KMF ;). Eleganckie, gustowne, nadające się do użytku spożywczego (atest PZH i wytrzymałość 100 stopni temperatury - czyli tyle co Dejna ;) czarne kubeczki z białym napisem Klub Miłośników Filmu i fioletowym FILM.ORG.PL rozeszły się jak świeże bułki. Kilka tych sympatycznych naczyń będzie można wygrać w przyszłych konkursach KMF.
Później miał się odbyć Quiz Muzyczny...
Duxa (debiut), ale zanim do tego doszło, pośmialiśmy się złośliwie z Adiego, że w swoim kinie domowym nie ma subwoofera i musi kupować filmy w systemie 5.0 (a te w 0.1 mu w ogóle nie grają ;), oraz Dejny, która w nieodpowiednim momencie poszła do WC budować zamki z klocków Duplo. ;). Z kolei gdy siedzieliśmy (lub leżeliśmy) już wszyscy w pokoju przed rozpoczęciem Quizu, ktoś wskazał ręką gdzieś pod ławę i spytał Adiego:
"A to nie jest subwoofer?" na co ktoś inny odpowiedział:
"Nie, to jest Dejna" ;). Ok, rozpoczęliśmy Quiz muzyczny, w którym była przewidziana tylko jedna nagroda - film niespodzianka na DVD dla najlepiej odgadującej osoby. W prowadzeniu Quizu pomagała Duxowi Mia, a przeszkadzała cała reszta, na czele z wiecznie narzekającym na wszystko Grubym. Gdy Dux krzyknął Grubemu, że wszystko potrafi tylko krytykować, w odpowiedzi usłyszał:
"Naszego quizu nie krytykowałem" ;). W quizie udział wzięły dwie drużyny. Drużyna Grubego
"ŻÓŁWEK" w składzie: Adi, Phonik, Dobermann, Kaha, Karol, Sidda, Bucho i Mati i Drużyna Alieena
"DIABELSKI MŁYN Z JAJEC" (*) w składzie: Hunter, Romeck, Kasia, Jimi, Maua, Dejna i Beowulf (Alieen i Gruby z racji swojej dużej wiedzy muzycznej, mogli odgadywać tylko kompozytorów). Quiz przebiegał bez większych zakłóceń, a gdy zakłócenia się pojawiały, Dux puszczał kolejny motyw i wszyscy cichli ;). Gdy widać już było, że Adi odgadnie zdecydowanie najwięcej, ktoś mu zagroził słowami:
"Adi, jak się nie uspokoisz, to połamiemy Ci Robocopa" (**). Po odgadnięciu wszystkich 120 motywów muzycznych, ogłoszono wyniki. Przedostatnie miejsce zajęła drużyna "ŻÓŁWEK", zaś chlubne drugie miejsce drużyna "DIABELSKI MŁYN Z JAJEC". Adi otrzymał nagrodę zapakowaną na szybko w jakiś przypadkowo znaleziony kawałek papieru... i nie mógł uwierzyć, że dostał swój własny film "Dzień świstaka", który Dux wziął z parapetu w przerwie Quizu i podmienił z właściwą nagrodą, gdy już z punktów wynikało, że to Adi otrzyma nagrodę niespodziankę ;). Żart potrwał krótko, bo już za chwilę Adi otrzymał właściwą nagrodę: "Constantine" 2 DVD oglądane tylko jeden raz, stan idealny ;). Tym razem Quiz muzyczny obył się bez większych wpadek, ale pociesznych tekstów nie brakowało:
"Czy to Braterstwo Wilków?" - "Nie, to Siostrzyctwo Owieczek" lub podpowiedzi:
"Nie, to nie Wyspa, ale ten kompozytor też nie" :). Odkryliśmy także znakomitego, aczkolwiek mało znanego jeszcze kompozytora o nazwisku
George Zależy (gdyż co chwila ktoś swą odpowiedź rozpoczynał od słów: "Zależy..." w przypadku piosenki, która pojawiła się w więcej niż w jednym filmie ;). Z fenomenów należy wymienić fakt odgadnięcia przez Siddę motywu z "Draculi" w momencie, gdy sam prowadzący quiz zastanawiał się, czy w ogóle już jakiś utwór odpalił ;). Podczas trwania Quizu, o 2:00 w nocy sąsiad Adiego z dołu zapukał do nas w rurę, słowami:
"Ciszej tam" , na co odpukaliśmy mu:
"Ok." . Już się baliśmy, że nagle pojawi się kultowy Pan z okna znad klubu OKO z Krakowa i krzyknie do nas:
"Mam tam do Was zejść?" ;).
Jako że 20 osób nawet jak rozmawia dość cicho, to jest głośno, sąsiad Adiego był tak miły i o piątej rano wezwał do nas policję, aby sprawdziła czy nic nam nie jest ;). Ów przemiły sąsiad wykazał się znakomitym wyczuciem czasu (znakomitych wyczuć czasu miało być na tym sylwestrze jeszcze kilka ;), albowiem dwóch przesympatycznych Panów policjantów zapukało do drzwi Adiego w momencie, kiedy prawie usypialiśmy ;). Oczywiście dopiero gdy Adi wyszedł do Panów Władz, zaczęła się największa i najtrudniejsza do opanowania śmiechawa i próby wytłumienia śmiechu poduszką, bo ktoś rzucił, że policja prowadzi z Adim taki oto dialog:
"Dobry Wieczór, mieliśmy tu wezwanie, czy ma Pan może jakieś darmowe napisy z internetu?" , na co Adi miał odpowiedzieć:
"Mam jedne, do użytku własnego, ale nie używam, bo leżą spakowane RARem" ;). Adi tak naprawdę dostał od Panów policjantów pouczenie, że w nocy się nie rozmawia i szybko do nas wrócił, stwierdzając, że jedyne dwie normalne osoby jakie do tej pory spotkał na zjeździe, to tych dwóch policjantów właśnie. Dziwne, że Adi nie wspomniał o nas, tak niezwykle normalnych inaczej ;). Dobermann stwierdził na dobranoc, że erudycja Jimiego dorównuje tylko jego elokwencji, a Alieen spod koca rzucił cicho:
"Jutro w nocy odwiedzi nas S.W.A.T. - Sylwester Weapons And Tactics" i w oparach absurdu, owiani "Mgłą" Carpentera (której nie daliśmy rady obejrzeć całej) posnęliśmy jak przysłowiowe koty.
Wszyscy którzy przebierają się za Chewbaccę, ostatni wchodzą do przebieralni...
czyli Jason vs. Wszystko co popadło ;)
SOBOTA, 31 grudnia 2005
Gdy już się wszyscy pomyli (nie mylić z pomylili) pod prysznicem, odwiedził nas wspominany już w niniejszej relacji sąsiad, jak go Adi opisał:
"z fryzurą czesaną wiatrem" . Teraz zaś go zalaliśmy ponoć, ale że policja prawdopodobnie do takich wypadków nie przyjeżdża, to Adi sam poszedł do niego zbadać sprawę i wyjaśnić mu, że fakt trzymania u siebie w domu bandy 20 osób, które jedna po drugiej wzięły rano prysznic, nie może mieć nic wspólnego z tym, że piętro niżej spod paneli kapie woda ;). Gdy Adi poszedł do sąsiada wyjaśniać kwestię przecieku, oczywiście musieliśmy wymyślić, że sąsiad zaatakował go niczym Alien Predatora i piętro niżej trwa właśnie dramatyczna walka na modłę "AvP" - Adi majta sąsiadem przez ścianę, a ten rzuca się na Adiego i próbuje ochlapać kwasem z urwanego ogona. Wszystko skończyło się jednak dobrze, Adi wyjaśnił temu sąsiadu, że poprzedni właściciel nic mu nie mówił o dziurawej łazience, a pancerz na ciele naszego organizatora Sylwestra był tylko w kilku miejscach przepalony kwasem z urwanego ogona sąsiada wiatrem czesanego ;). Później dopiero pojawiły się pomysły, że powinniśmy do upierdliwego sąsiada wysłać innego Klubowicza:
"Poślijcie Mati, ona jest z TVP2" :).
Były też wstępne propozycje zrobienia trzech herbat: dla sąsiada i dwóch policjantów, na których już się nie mogliśmy doczekać (na przykład po północy mógł do nas przyjść sąsiad z płonącą petardą i powiedzieć, że skapnęła mu spod panela i że pewnie to od nas ;), ale że - jak się miało później okazać - żaden z nich się już więcej u nas nie pojawił, wątek policjantów i sąsiadów w tym miejscu kończymy (no dobra, wspomnimy o sąsiedzie jeszcze jeden raz). Gdy już było nieco później niż rano, tak mniej więcej o po pierwszej, przyjechała ekipa z Krakowa, a Romeck kierowany ekipą zmywającą, wziął się za sprzątanie i chciał z ławy pozabierać szklanki, kieliszki, talerzyki i inne rzeczy. Jako że nie mógł do ławy dojść, poprosił Duxa o podanie kilku rzeczy. Ten dał mu do ręki jeden mały, pusty kieliszek i odprawił Romcka słowami:
"Masz i zmykaj" , po czym ten poszedł z tą jakże ciężką zastawą ;). Następnie wszyscy podzielili się na cztery grupy: jedna (Sidda, Beowulf, Phonik) leniuchowato-oglądająca "X-Men 2", "Iniemamocnych" i alternatywne zakończenie do "Titanica" + parodię, druga (Gruby, Mia, Jimi, Maua) tragająco-dźwigająca wyprawiona do supermarketu po wielkie zakupy, trzecia (Karol, Fabian, Bucho) sapersko-odważna po fajerwerki, czwarta (Adi, Alieen, Dux) bojowo-desantowa w misji do mamy Adiego w celu przywieźć surówki (w tym kiszoną sałatę ;), bigos, talerze, widelce i takie tam, oraz grupa piąta - najmniej entuzjastyczna, czyli Dejna zmywająca naczynia z czystego poczucia obowiązku. Na miejscu u mamy Adiego powitaliśmy ją staropolsko-dyplomatycznym:
"Dzień dobry jesteśmy kolegami Adriana, dobrze wychowała Pani syna, czy dostaniemy herbatę?" . Po zniesieniu do auta całego jedzenia i garnków, pojechaliśmy na hot-dogi do ekskluzywnej budki z hot-dogami za dychę (za ile?! ;), a zaparkować musieliśmy na parkingu, którego nie było widać spod śniegu:
"Zaparkuję tam" ...
"Ale tam jest śnieg" ...
"A gdzie kuźwa nie ma?" ;). W lokalu Adi stwierdził, że język niemiecki jest jak lawina kamieni i drut kolczasty, a Alieen opowiedział, jak co roku ojciec podczas wigilii uderza go karpiem w twarz - ponoć taka tradycja ;). Po powrocie do Adiego część osób (Romeck, Phonik, Bucho i Karol) pomagała znosić wspomniane prowianty do domu, a dziewczyny zaczęły szykować koreczki, wędlinki, surówki itp. Dagmara rozpakowała ciasto, Arrakin z Beowulfem tak się polubili, że cały dzień bili się na pięści, kopali z całej siły albo ogólnie jedno próbowało wywrócić drugie (jak stwierdziła Arrakin
"mało jest osób, które miałabym ochotę bić!" ), Phonik zrobił Duxowi herbatę po czym spytał: "Cukru ileś?", a ktoś nie wiedzieć czemu zarzucił tekst:
"Człowieka Baterię może pokonać tylko Człowiek Zużycie" :).
I zaczęło się najważniejsze, czyli przebieranie za postaci z filmów, czemu towarzyszyły nieustanne i zwariowane sesje zdjęciowe. Na pierwszy ogień poszli Dobermann i Sidda, którzy dowiedziawszy się, że wybrali tę samą postać, postanowili przebrać się jednocześnie - i tak na sylwestrze u Adiego pojawiły się dwa
"Kruki" w pracochłonnych makijażach i odpowiednich czarnych strojach! Następna wyszła Kaha jako Elle Driver z
"Kill Bill vol. 1" (a dzięki temu, że niektórzy wzięli ją dodatkowo za panią doktor Zosię Stankiewicz-Burską, na resztę sylwestra mieliśmy zapewnioną opiekę medyczną ;), później wyskoczył Beowulf jako
"Bad Santa" i rozdawał cukierki (miał też flaszkę wódki, ale zatrzymał ją dla siebie ;), jednocześnie ukazały się nam Mati i Dejna jako
"Gnijąca panna młoda" i Morticia z
"Rodziny Adamsów" - bardzo mroczne postaci ;). Następnie z łazienki wyszedł Dux jako Marv z
"Sin City" z dwoma nabojami ostrymi dla "Kruków" ;) i zamaskowany Alieen z maczetą jako Jason z
"Piątku 13-go" (tudzież z "Freddy vs. Jason") - stając się chyba najczęściej fotografowaną postacią ;). W sumie to byliśmy tak zafascynowani wiarygodnością Jasona, gestykulacji i milczenia jego, że nikomu nie przyszło do głowy, że to może prawdziwy Jason wyszedł z łazienki, a Alieen leży pod prysznicem zaszlachtowany maczetą ;). Ciekawy był jeden "dialog", gdy Jason coś gestykulował do Marva stojącego przy drzwiach, jakby chciał gdzieś wyjść:
"Do sąsiadów?" - cisza, Jason dalej coś niemo pokazuje -
"A... zdjęcie chcesz" ;). W międzyczasie z drugiego pokoju wyskoczyli
"X-Men" czyli Dagmara/Storm i Fabian/Wolverine - który w zasadzie był tak autentycznie podobny do Wolverine'a, że jak tylko przyjechał, wszyscy myśleli że już jest przebrany ;). Nagle zadzwonił dzwonek, co oznaczało dla nas jedno; za drzwiami jest policja (a niby mieliśmy nie wspominać więcej o nich), która według Bucho przyszła po Jimiego, bo w 1984. ukradł lizaka ze sklepu ;). Na całe szczęście była to koleżanka Adiego, przebrana już za
"Dziewczynę z perłą" . Tak więc uspokoiliśmy się nieco, bo głupio byłoby, jakby np. na rozmowę z policją wyszedł Jason, nie mówiąc już o rozmowie z sąsiadem, do którego mieliśmy zamiar Jasona posłać w nocy, na 'negocjacje' w sprawie ustalenia godziny, do której będziemy mogli hałasować ;). Następnie oczom naszym ukazał się Karol jako
"Truposz" - oj smutna charakteryzacja ;), oraz Bucho jako... porucznik Dan z
"Forresta Gumpa" - szczerze zachodziliśmy w głowę, gdzie on schował swoje nogi od kolan w dół! Razem z Bucho wyszedł Hunter jako
"Harry Potter" (Hunter Potter) - ponoć Hunter w poniedziałek tylko wytarł sobie z czoła znak drogowy (uwaga dwa ostre zakręty, z których pierwszy jest w lewo, a drugi w lewo lub w prawo) i poszedł do pracy ;).
Do dziś nikt nie wie co się stało z Freddym Hunterem Kruegerem, który przez część wieczoru z nami był i nawet zrobił sobie fotkę z Marvem i Jasonem, a nagle zniknął bez śladu ;). Następnie wyszła Arrakin jako krzyżowiec z
"Królestwa niebieskiego" - z zabawnym mieczem i tarczą z plastiku ;). Cały czas kilka wtajemniczonych osób podsycało atmosferę zapowiadając, że strój Grubego to dopiero wszystkich zakasuje, że kompletował go przez tydzień i że na przebranie się będzie potrzebował dobrych 30 minut. Ok., jedziemy dalej. Adi dosłownie 'wtopił się' w postać McMurphy'ego z
"Lotu nad kukułczym gniazdem" , a później wtopił się w poduszkę, bo Bucho go nią dusił ;). Nagle zauważyliśmy, że do przebieralni wchodzi Phonik i wychodzi z niej po niecałych 10 sekundach... z plakietką T-1000 na klacie ;). Tak więc na sylwestrze towarzyszył nam najprawdziwszy T-1000 z
"Terminatora 2" i to nic, że była to wersja z krótkim rękawkiem i w klapkach ;). Oto minimum formy połączone z maximum treści, ważne że mogliśmy naszym T-1000 straszyć tych, którzy zbyt długo się przebierali:
"Wychodźcie szybciej, bo Phonik tam do Was przeniknie przez kratkę w drzwiach" :). I oto nadszedł czas na nokaut - albowiem Romeck i Kasia niesamowicie realistycznie przebrali się za Regan i ojca Merrina z
"Egzorcysty" . Kasia tak przerażająco odgrywała rolę Regan, że nawet po godzinie czasu, gdy już prawie przestaliśmy się jej bać, Gruby powiedział:
"Ja nie siedzę w tamtym pokoju bo tam jest Demon i obłąkana pielęgniarka" ;). Przebranie Mauej to zupełne pójście pod prąd - czyli postać na pierwszy rzut oka zupełnie nie pasująca do jej postury i wzrostu. Na drugi i trzeci rzut oka też postać
"Rambo" nie pasowała nijak do małej Mauej, ale przynajmniej było zabawnie popatrzeć na pocieszny grymas a'la Sylvester Stallone ;).
Jimi przebrał się za nieporozumienie chyba, bo nijak nie mogliśmy dojść czy jest
"Zoolanderem" czy kimś z
"3000 mil do Graceland" - tak czy inaczej, miał zajebiste pekaesy ;). Ostatni do przebieralni weszli Gruby i Mia - pierwsza wyszła Mia, a raczej wylazła na czworaka jako przerażająca Sadako z
"Ringu" . Wszyscy myśleli, że może Gruby wyjdzie przebrany za telewizor, ale on zaskoczył wszystkich... jego strój był tak genialny i pracochłonny, że była to jedynie koszulka
"Punishera" i pistolet pożyczony od Marva - śmiechu było co niemiara ;).
Konkurs na najlepsze przebranie wygrali Romeck i Kasia
(a w zasadzie sama Kasia - przyp. Romeck), drugie miejsce zajął Alieen, a trzecie ex aequo Mia i Bucho. Po zrobieniu masy zdjęć, w tym grupowego, niektórzy powoli zaczęli zdejmować z siebie duszne, ciasne czy też nazbyt ciepłe stroje, oraz zmywać charakterystyczne makijaże - żeby doprowadzić się przed północą do wyglądu galowego ;). Na sam koniec ubraliśmy Jasona w kawałki różnych strojów (broda Mikołaja, peruka Sadako, plastry Marva, koszyk dziewczyny z perłą, okulary Jimiego) i nazwaliśmy go Bałagan ;). Przebieranki filmowe okazały się strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Zabawa była przednia, klubowicze wykazali się naprawdę niezwykłą pomysłowością i odwagą dobierając i wykonując swoje ubiory. Nie wypalił tylko plan przejścia w strojach filmowych po kolędzie przez cały blok Adiego... bo Adi chciałby jeszcze kilka lat w tym bloku pomieszkać jednak ;). Szczególne brawa należą się wszystkim, a jeszcze większe tym, dla których ten sylwester był jednocześnie debiutem zjazdowym, albowiem nie dość że przyjechali pierwszy raz do ludzi, których nie widzieli wcześniej na oczy, to od razu rzuceni zostali na szerokie wody abstrakcyjnej atmosfery zjazdowej, doprawionej dodatkowo motywem przebieranek ;). Do godziny 23:30 trwała dyskoteka, której punktem kulminacyjnym był zbiorowy rytmiczny taniec do piosenki Daft Punk "Around the world" (kto widział teledysk ten wie, jak głupia to rzecz ;) a co jakiś czas natrętne skandowanie
"Michael! Michael!" - kiedy Michael się w końcu w głośnikach pojawił, mało brakowało a by wszyscy przeoczyli. Gdy już się wszyscy wytańczyli i wyszaleli, mogliśmy wziąć cztery szampany i zjechać windą na dół, gdzie między blokami puszczaliśmy petardy, kule moździerzowe i inne fajerwerki startujące z ziemi i eksplodujące w powietrzu, a niekiedy nie startujące z ziemi i eksplodujące na niej lub tuż nad nią... a czasami wydawało się, że fajerwerki spadają na nas z nieba ;). A wszystko to przy entuzjastycznych okrzykach:
"Fire in the hole!" ,
"RPG!!!" i
"Black Hawk down, Black Hawk down!" , aż do momentu kiedy jedna z naszych petard nie podpaliła jakichś papierków w koszu na śmieci, co ugasiliśmy dwiema garściami śniegu, oczywiście z okrzykiem
"Fire in the hole!" na ustach - ale już w wersji dramaturgicznej ;). My chociaż wyszliśmy na środek placu przed blokami, żeby nikomu nie przyrżnąć w okno, za to mieszkańcy bloków mieli chyba akurat "War of the blocks" a my trafiliśmy w sam jej środek, bo fajerwerki wyglądały tak, jakby Ci ludzie świadomie celowali sobie w okna i samochody ;).
Ktoś zaczął trąbić trąbką
- chyba pomylił mecz z sylwestrem, nad głową przeleciała nam rakieta, Alieen krzyknął:
"Uwielbiam zapach fajerwerków o północy" i wreszcie otworzyliśmy szampany, złożyliśmy sobie życzenia, wycałowaliśmy się, wyściskaliśmy, Arrakin z Dejną natłukły Beowulfa śnieżkami (ponoć dostał też kamieniem ukrytym w kulce śniegu ;), pogratulowaliśmy sobie przeżycia roku 2005 i zrzutu napalmu między blokami, i w zorganizowanym pośpiechu, uciekając spod zmasowanego, ognistego ostrzału udaliśmy się do mieszkania Adiego ;).
Ze śmiechu straciłem płuca, gardło, wątrobę, przeponę i nie mam już co tracić...
czyli moje lewe płuco widzi duchy
NIEDZIELA, 1 stycznia 2006 - głęboka noc
Około 1:00 w nocy gdzieś w bloku Adiego trwała konkurencyjna impreza, więc mogliśmy nie bać się już wrażliwego na hałas sąsiada i zaczęła się totalna śmiechawa. Napadnięto na przykład na rodzinne miasto Duxa. I tak powstała
"Warka o ogień" i
"Folwarka zwierzęca" . Adi miał przegrać jakiś film (bez napisów oczywiście - żeby oddział szturmowy Gutek Film nie wparował do nas przez okna niczym komando foki ;), między innymi "Wielką drakę w chińskiej dzielnicy":
"Adi, przegrasz Wielką drakę w wolnej chwili?" spytał ktoś i tak zrodził się film
"Wielka draka w wolnej chwili" ;), a Bucho oglądając kałasznikowa Mauej/Rambo stwierdził, że
"każdy jest twardy z nabitym karabinem" ;). Maua uświadomiła nas w kwestii istnienia japońskiego reżysera Takeshi Hitachi, Adi przebrał się za Obelixa podciągając swój dres (z uroczą dziurą na środku tyłka ;) na maxa, a około drugiej godziny coś głośno strzeliło:
"Co tak walnęło?" ...
"Nic, Jimi strzelił z kałaha" :). W tak zwanym międzyczasie Alieen zaliczył w kuchni największą śmiechawę w swoim życiu, gdy zobaczył Jimiego przebranego za żonę wikinga czekającego na powrót swego męża lub za średniowieczną ladacznicę wykorzystaną przez Krzyżaków :). Jimi po prostu nałożył perukę tak niezdarnie i stał w tak łajzowatej pozycji, iż Alieen przez to stracił ze śmiechu lewe płuco, a było to tylko preludium do dalszych humorystycznych sytuacji, w których klubowy kolega kolejno tracił wszystkie narządy wewnętrzne :). Jako że była już godzina 3:00 w nocy, zachciało się nam nieco spać, bo byliśmy zmęczeni niewyspaniem z nocy poprzedniej i mocą wrażeń sylwestrowych z nocy tej. Czekaliśmy więc jedynie aż Romeck i Kasia pojadą taksówką o 4:30 na dworzec. Romeck i Kasia znając już nasze ofensywne i kopnięte poczucie humoru nie obrazili się słuchając tekstów:
"Słuchajcie, może już byście sobie pojechali, bo chcemy iść spać" lub
"Zadzwońcie na dworzec, może pociąg już jest" :).
I gdy już Romeck i Kasia pojechali, zrobiło się cicho, bo Romeck tuż przed wyjazdem przypomniał sobie, że mieli ze sobą trąbki sylwestrowe - wyczucie czasu na medal - i zaczęli nam trąbić nad uszami aż do swojego wyjazdu ;). Wszyscy w końcu położyliśmy się spać (niektórzy w pozycjach embrionalnych, bo luźno to nie było ;), a Alieen nasłuchując odgłosów imprezy dochodzących z innego mieszkania, stwierdził:
"Konkurencja nie śpi" ;).
O świcie Alieen i Sidda urządzili sobie zawody w chrapaniu na zmianę, pobudziwszy całą okolicę - acz Alieen na wymówki Dejny odpowiedział wyniośle
"ja nie chrapę, nic mi nie udowodnicie dopóki nie zobaczę nagrania video" i za nic nie dał się przekonać, że jest inaczej ;). Rano się każdy znowu pomył, a Adi na koniec wyjaśnił nam dokładnie jak obsługiwać maszynkę do grzania wody, abyśmy nie brali lodowatego prysznica (wyczucie czasu na drugi medal ;). Należało po prostu wychodzić spod prysznica, przekręcać jakieś pokrętło w Junkersie i dmuchać w ogień, a tak w ogóle to każdy kto nie wiedział jak obsługiwać Junkersa, był traktowany jak ktoś, kto nie miał w szkole średniej przedmiotu o wdzięcznej nazwie OJ - czyli Obsługi Junkersa :). Jeszcze tylko porozdzielaliśmy plakaty z "King Konga" (3 rodzaje) i "Monachium", pożegnaliśmy się wszyscy ze wszystkimi - uściskom i poklepywaniom 'na Soprano' nie było końca - i każdy wyruszył w drogę do domu, Adi zaś został sam w zajebiście pustym mieszkaniu ;). Wyniknął w zasadzie (a może w kwasie) tylko jeden problem z tym sylwestrem. Taki, że ciężko będzie teraz zrobić zjazd dorównujący intensywnością wrażeń imprezie u Adiego - ale będziemy nad tym pracować ;).
A tymczasem poszukujemy odpowiedzi na najważniejsze pytania dręczące ludzkość:
Skąd przybywam
Dokąd zmierzam
Kto wziął maczete??? (***)
* - To określenie pochodzi z krótkiego filmiku Z.F. Skurcz, który maglowaliśmy na zjeździe w Borsukach. Diabelski młyn z jajec w prostej linii wywodzi się z Kolumbijskiego krawatu z jajec i jakkolwiek idiotycznie to brzmi, był to tak irracjonalnie zabawny zwrot, że na sylwestrze wszystko było albo kolumbijskie, albo z jajec, a przeważnie i kolumbijskie i z jajec, np.: Kolumbijski zbieg okoliczności z jajec ;).
** - Mowa o figurce Robocopa, którą Adi dostał od nas w prezencie na urodziny w kwietniu 2005 w Krakowie ;).
*** - Mówić z akcentem na KTO i bez ę w słowie maczete, przeciągając owo słowo ;).
Zobacz koniecznie
SYLWESTROWĄ GALERIĘ FREAKÓW!
ZDJĘCIE GRUPOWE
Od lewej:
Egzorcysta Romeck, Gruby The Punisher, Gnijąca Panna Mati, Hunter Potter, Kaha Driver,
Sidda Draven, Bad Santa Beowulf, Dagmara Storm, Krzyżowiec Arrakin, Jimi a.k.a. Nieporozumienie,
Maua Rambo, Alieen Voorhees, Morticia Dejna, Kruk Dobermann, T-Phonik
Kucają/siedzą:
Marv Dux, porucznik Dan Bucho, Katarzyna Pazuzu, Sadako Mia,
Adi McMurphy, Fabian Wolverine i Truposz Karol
 | | Autor relacji: Rafał Donica - DUX
Foto: Dux, Dobermann, Arrakin, Romeck, Jimi, Hunter
|
STRONA GŁÓWNA
|
SPOTKANIA KMF