Wigilijne spotkanie KMF

KMF był już nad morzem, w górach i za granicą. Spotykaliśmy się na koncercie Ennio Morricone, święcie Wianków w Krakowie i obchodziliśmy wspólnie pięcio oraz dziesięciolecie klubu, bawiliśmy się też wspólnie w Tatralandii, na klubowym sylwestrze i wreszcie, po 10. latach istnienia udało nam się zorganizować coś w stylu klubowej mini-wigilii. Do zaliczenia został nam już chyba tylko 1 listopada, ale to jeszcze nie teraz.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Wigilia KMF odbyła się 18 grudnia 2009 w warszawskim mieszkaniu Artemis. Jako że był to drugi dzień po gigantycznym ataku zimy i dojazd z miast oddalonych od stolicy był większości klubowiczów nie na rękę, na miejscu stawiła się przede wszystkim (co zrozumiałe) warszawska i podwarszawska część klubu: Artemis, Beowulf (wraz ze swoją lepszą połówką - Kasią), Bocian, Crash, Dejna, DesJudi (ten akurat przebił się przez śnieg aż z Białegostoku), Dux (Warka), Karol, Kelley, Mati i Pati (Warka po raz drugi) oraz były klubowicz Romeck (wciąż wspomagający nas swoim piórem - wkrótce na stronie jego opracowanie "Watchmen DIR CUT") i jego Kasia Pazuzu, a także stali współpracownicy KMF: Mefisto i Dr_Bakier. Przyjazd zapowiadali też Adi, BM, Senk i trochę Fidel, niestety, z różnych przyczyn nie dotarli. Może utknęli w zaspie i znajdą się za jakiś czas w kupie śniegu pod blokiem Artemis, jak mróz odpuści.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Wszyscy coś przynieśli - Karol upiekł ciasto czekoladowe, Pati przygotowała szarlotkę, sernik królewski i koszyk pierników na czele z piernikowym sercem KMF, Kasia beowulfowa upiekła murzynka (co za rasizm!), a Kasia romeckowa wykonała dwie sałatki, z czego jedna z kurczakiem, a druga nie pamiętam z czym. Reszta osób przedzierając się przez zastępy śniegu przyniosła resztę wigilijnych potraw: ptasie mleczko, paluszki, chipsy i piwo. Wszystkie pyszności przygotowane ręcznie przez uczestników wigilii były palce lizać!
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Dux przywiózł ze sobą opłatek i około godziny 21:00 z ust prezesa poleciały życzenia wesołych świąt oraz "żebyśmy się spotkali za rok w takim, albo większym towarzystwie". Po życzeniach symbolicznie się połamaliśmy - plecy bolą niektórych do dziś. Przed wigilią ustaliliśmy, że nie będziemy sobie składać życzeń indywidualnych tylko jedne duże życzenia, bo licząc 16 osób razy 16 osób minus 16 osób (bo nikt przecież sobie życzeń sam nie będzie składał) wyszłoby dokładnie 240 życzeń. A jeszcze weź się połap kto już komu składał, a kto komu jeszcze nie składał i w zasadzie impreza wigilijna upłynęłaby nam na przepychaniu się od osoby do osoby, coś w stylu powitania lekarzy "Doctor, doctor... doctor, doctor... aaand doctor!" ze "Spies like us". Oczywiście nie wszyscy wytrzymali w "ciszy wyborczej" i jednak indywidualne życzenia zaczęły być składane, bo w sumie głupio tak łamać się opłatkiem w milczeniu. Udało się jednak jakimś cudem dość szybko życzenia poskładać, tylko jeden Kelley stał z boku i zakazywał podchodzić do siebie. Prawdopodobnie bał się pokazać, że za czarnym ubraniem i mrocznym wizerunkiem kryje się dobry i ciepły człowiek. Zdemaskował się jednak w dalszej części imprezy, paradując wszędzie z piernikowym sercem KMF, z którym uwiecznił się na zdjęciu grupowym i które zabrał do domu z obietnicą jego "niezjedzenia" - ma co jakiś czas przysyłać nam zdjęcie serca w całości, wykonane na tle codziennej gazety z aktualną datą.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Po uroczystościach opłatkowych rozpoczęło się świętowanie - w ruch poszły sałatki, pierniki, ciasta i noże. Po konkretnym posiłku odbyło się wręczenie Dejnie prezentu oraz życzeń z okazji urodzin. Dejna dostała książki i wszyscy żartowaliśmy, że wyjmując każdą z nich z reklamówki mówi znudzona: "Tę mam, tę mam i tę też mam, dziękuję, jesteście kochani!", albo że z miną pokerzysty dziękuje nam za książki, nie ujawniając okrutnej prawdy, że już je wszystkie ma. Tak czy siak Dejna była ucieszona, a czy ucieszenie było prawdziwe czy wyreżyserowane, to inna sprawa. Zmiana tematu, bo... Desjudi przywiózł bimber! Tym samym uczciliśmy zarówno przyjazd gościa ze wschodu, jak i odradzające się w pijackich bólach polskie kino, mianowicie "Dom zły" Smarzowskiego; szkoda tylko, że o słoiku ogórków w lodówce, Artemis przypomniała sobie dopiero pisząc te słowa - do czego z wielką skruchą teraz się przyznaje. Brak ogórków jednak nie miał jak dać się we znaki, bo stół i parapet aż uginały się od ciast, sałatek, pierników i całej masy słodyczy. Szczególne podziękowania należą się Pati, Pazuzu, Kelleyowi i Karolowi; ten ostatni zapakował blachę z ciastem do pudełka po butach adidasa, które wstawione do lodówki wyglądało dosyć komicznie i nader filmowo. Osobną kolejkę poświęciliśmy Dejnie, która dwa dni wcześniej obchodziła wspomniane wyżej urodziny, a także nieobecnemu (fizycznie) koledze Bucho; po północy zaś Artemis ogłosiła kolejkę za zdrowie Kelleya, któremu minęło akurat osiem lat w KMF. Wszyscy byli tym bardzo zdumieni, nie wyłączając samego Kelleya - okazało się jednak, że Artemis ma rację.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Po 23:00 rozpoczął się quiz muzyczny przygotowany przez Bociana. Gdy Bocian ustawiał na stoliczku sprzęt cichogrający (bo kolumny grały ciszej niż zegarek z sześcioma melodyjkami), ktoś doradził mu, żeby rozstawił się na dużym stole, na co Crash krzyknął: "To jego życie, nie mówcie mu jak ma żyć!". Uczestnicy zostali podzieleni na dwie drużyny. Drużyna kapitana Karola, nazywanego roboczo kapitanem Tsubasą Ozorą: Karol, Kelley, Crash, Pazuzu, Mati i Artemis vs. drużyna kapitana Romecka: Romeck, Mefisto, Dux, Kasia, Beowulf, Pati, Dr_Bakier oraz Desjudi. Niestety, po pierwszym etapie opuściło nas trzech uczestników (Pati, Dux i Mati). Quiz wygrał Mefisto (a raczej jego natarczywy łokieć) z 58 punktami na koncie. Drugie miejsce zajął Kelley (40 punktów), a trzecie Dr_Bakier (27), z depczącym mu po piętach Romeckiem (26). Największym wyzwaniem okazały oczywiście się fragmenty "Dawno temu na Dzikim Zachodzie" i "Ojca chrzestnego II", a motywem przewodnim spotkania stało się króciutkie "Three Best Friends" z "Kac Vegas". Zwycięzca quizu ze zjazdu rocznicowego - Dux, tym razem nie odgadł ani jednego motywu z pierwszego etapu, na drugim i trzecim już nie był, bo pod pretekstem późnej godziny i dalekiej drogi do domu, uciekł wraz z Pati do Warki.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
W międzyczasie dokonaliśmy wielu zwariowanych zdjęć, na których widać w jakich świetnych nastrojach byli uczestnicy. Podczas ustawiania się do najbardziej nieudanego zdjęcia grupowego w historii klubu, Pati powiedziała do Crasha stojącego z tyłu: "Nie widać Cię.", na co Crash ze stoickim spokojem udzielił nadzwyczaj irracjonalnej i wymijającej odpowiedzi: "Tak, to prawda". Powstały dwa zdjęcia grupowe. Na jednym Bocian leży na pierwszym planie i jego nogi sprawiają wrażenie długich na 2 metry, a jakiś bliżej nieokreślony bagaż podręczny w reklamówce pod jego lewą ręką sprawia wrażenie bałaganu. Na zdjęciu drugim osoby stojące są pochylone w prawo, a kilka osób kucających na dole kontruje ich przechył, pochylając się w lewo. Nie wiadomo co poeta miał na myśli.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Dyskusje toczyły się w atmosferze nader pokojowej czyli bez wojny płci i wątków antyklerykalnych; w kąciku palaczy w holu pojawił się "Moon", w kuchni "500 dni miłości", a także znaczenie kultury ludowej dla środowisk imigranckich w Stanach Zjednoczonych oraz "Muminki". Desjudi malowniczo opisał swoje wrażenia po obejrzeniu "Antychrysta", natomiast Artemis ze sto i więcej razy (za to z niegasnącą pasją) powtórzyła, że "Dystrykt 9 ma scenariusz platformówki, znajdź klucz-złap klucz-wsadź klucz do zamka-przekręć" i jakim rozczarowaniem były dla niej entuzjastyczne opinie kolegów Kelleya i Crasha. A jeśli już jesteśmy przy Crashu, to warto wspomnieć, że przez całą noc był on prześladowany pomówieniami o to, że nie jest prawdziwym chłopcem, tylko drewnianym, jak Pinokio. Pod koniec imprezy tuż nad ranem na podłodze zasnął Karol. Przyjaciele z KMF położyli na śpiącym i nieświadomym zagrożenia Karolu karteczkę z napisem ALPEJSKIE MLECZKO i zrobili mu zdjęcie, którego nie pokazujemy, bo nie jesteśmy głupi. Biorąc pod uwagę, że po internecie krąży mnóstwo zdjęć śpiących ludzi wymazanych przez "przyjaciół" markerami, owiniętych papierem toaletowym czy obstawionych puszkami po piwie, możemy stwierdzić z ulgą, że wciąż pozostajemy normalni, bo my tylko postawiliśmy na Karolu niegroźną karteczkę. Do siódmej (czy ósmej) rano toczyła się dyskusja na temat polskiej młodej krytyki filmowej pomiędzy Desjudim, Beowulfem i Arte; w tym czasie Kasia Beowulfowa ucięła sobie drzemkę na łóżku, nie wiedząc, że towarzyszy jej radosny Mefisto (i jego łokieć). A potem tak jakoś zatarła się granica pomiędzy jawą a snem, czart Mefisto został wygnany i nastał dzień.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
P.S. Co warte odnotowania, pomimo śnieżycy pierwszymi, którzy znaleźli się na miejscu, byli Pati i Dux, którzy przyjechali z Warki, po drodze zabierając ze sobą Mati.

P.S. 2. Jako jedyną szkodę (w sensie materialnym) należy zakwalifikować kapitulację wieszaka na płaszcze - ostatnią rzeczą, jaką udało się nań zawiesić, był ciężki niczym peleryna Mrocznego Rycerza płaszcz Kelleya.

Podziękowania dla Artemis za udostępnienie swojego mieszkania
i dla Beowulfa za wpadnięcie na pomysł klubowej wigilii.

e-mail Autorzy tekstu:
Rafał Donica - DUX & Klara Kukowska - ARTEMIS

STRONA GŁÓWNA | SPOTKANIA KMF