Strona główna KMF
        
Słowo wstępne

Prawie trzydziesty zjazd Klubu Miłośników Filmu był wyjątkowy z kilku powodów. Przede wszystkim udało się definitywnie przerwać syndrom "niskiej frekwencji" na zjazdach wakacyjnych, podczas których średnia ilość uczestników nie przekraczała 16 osób (nieszczęsne lata 2007 i 2008). Tym razem do ośrodka Diabla Góra w miejscowości Tyrawa Solna, przyjechały aż 22 osoby. Żeby tradycji stało się zadość, wymienimy teraz wszystkich uczestników w kolejności alfabetycznej: Alieen, Artemis, Beowulf, Ciuniek, Crash, DesJudi, Dobermann, Dr_Bakier, Dux, Fidel, hOPS, Hunter, Kaha, Karol, Kasia (dziewczyna Beowulfa), Kasia Romeckowa, Kelley, Mefisto, Monika (dziewczyna Huntera), Monika (koleżanka Pati), Pati, Phonik oraz Romeck. Drugi powód, dla którego zapamiętamy ten zjazd, to... luksus! Tak, tak, jeszcze nigdy KMF nie dostąpił czcigodnego zaszczytu rezydowania w warunkach zbliżonych do Sheratona: w łazienkach podgrzewana podłoga, prysznic z biczami wodnymi (sado i maso za dopłatą 30zł), masażem i radiem, w salonie telewizor plazmowy 40 cali + sprzęt grający z możliwością podpięcia MP3. Alieen, patrząc na nasze zachwyty stwierdził ze śmiertelnie poważną miną: "Nie wiem czego wam brakowało w Rogoźniku..." (kto nie łapie żartu, niech zajrzy do relacji ze zjazdów rogoźnikowych). Idziemy dalej: aneks kuchenny zawierał tyle rzeczy, że nawet Joanna Brodzik mogłaby kręcić w nim swój "Brodzik od kuchni". Na zewnątrz domku stał wielki stół biesiadny, dwie huśtawki oraz potężny turbo-grill, w którym kiełbaski dochodziły w ciągu kilku minut, a wszystko to za jedyne 35 zł od głowy na dobę. Prawdopodobnie już nigdy nie uda nam się znaleźć miejscówki tak taniej i tak dobrej jak ta na Diablej Górze. Luksus miał jednak jedną wadę. Jak to powiedziała Kaha: "Aż żal będzie to w nocy rozpieprzać".
Czwartek

Żeby dojechać na miejsce zjazdu, należało w ostatniej fazie drogi przekroczyć... koryto wodne. Przejeżdżanie po betonowych płytach przez rwący strumień było doświadczeniem tak emocjonującym, że za każdym razem podnosił się poziom adrenaliny w żyłach i poziom oleju w autach, ze strachu, czy tym razem nie wpadniemy do wody! A że widok zapierał dech w piersiach, możecie przekonać się oglądając dwa niesamowite zdjęcia z przejazdu 3,5 km/h przez szalejący żywioł. Przy tych fotkach ucieczka limuzyną przez rozpadające się L.A. w "2012" to pikuś.
Przyjazd na Zjazd

Gdy już udało się przebrnąć przez strumień, należało podjechać pod górę o nachyleniu 90 stopni względem powierzchni ziemi, więc było to wzniesienie dość konkretne. Gdy już przyjechała większość zjazdowiczów, rozpoczęła się wieczorna impreza, w połowie której Ciuniek postanowił przeprowadzić swój nowatorski quiz. Zanim jednak rozpoczęliśmy quiz, Hunter poszedł do swojego auta, żeby przez CB-radio poprowadzić Dobków na miejsce zjazdu. Oczywiście, gdy Hunter poszedł do auta pilotować Dobków, wmówiliśmy jego dziewczynie Monice, że jej chłopak siedzi na CB i umawia się z bieszczadzkimi lachonami. W dodatku, korzystając z nieobecności Huntera, Alieen zaczął przedstawiać uczestnikom Monikę jako swoją siostrę, przez co potem, gdy Hunter próbował przedstawić ją nowoprzybyłym jako swoją dziewczynę, wszyscy głośno się sprzeciwiali mówiąc: "To nie jest twoja dziewczyna, to siostra Alieena!" .
Quiz Ciuńka

Późną nocą rozpoczął się quiz Ciuńka, podzielony na trzy etapy. W pierwszym prowadzący wyświetlał zdjęcie z filmu, po czym zadawał pytanie dotyczące tegoż filmu, etap drugi polegał na odgadywaniu koneksji między trzema (odsłanianymi jeden po drugim) filmami, w którym to etapie rządził Crash oraz etap trzeci, moim skromnym zdaniem najciekawszy, czyli polska szkoła plakatu. Ciuniek pozamazywał na starych plakatach tytuły filmów i... zgadujcie! Najzabawniejszym momentem quizu była pewna wtopa, gdy ktoś krzyknął: "Śpiąca królewna i siedmiu krasnoludków" i głos z sali: "Czy ty właśnie powiedziałeś Śpiąca królewna i siedmiu krasnoludków?". Quiz przebiegał w spokojnej atmosferze i okazał się bardzo udanym debiutem Ciuńka w quizowej branży. Nikt Ciuńkowi nie przeszkadzał, nikt nie podważał jego decyzji i Ciuniek wcale nie musiał krzyczeć co chwila: "To, że jestem tutaj najmłodszy stażem nie oznacza, że możecie traktować mnie jak szmatę!"
Gratulacje i brawa dla Ciuńka, że się nie dał i zachował zimną krew do końca swojego quizu! A pudło wyglądało następująco: I miejsce - Crash, który zostawił peleton niepoważnie daleko za sobą, II miejsce - Bakier, który jechał gdzieś tak pomiędzy Crashem a peletonem, III miejsce - Karol, który ledwo wysunął się na czoło peletonu. Aha, Crash za pierwsze miejsce otrzymał "Sherlocka Holmesa" w metal boxie. Po quizie standardowo siedzieliśmy do późna i rozmawialiśmy. Warto przytoczyć tu jedną z krótkich, ale jakże konstruktywnych rozmów, jaka odbyła się między Kelleyem a DesJudim. Kelley zapytał: - Des, czym ty się w ogóle zajmujesz?, a DesJudi udzielił wyczerpującej odpowiedzi: - Pracuję w firmie.


Piątek

Drugi dzień zjazdu przywitał nas pogodą jeszcze lepszą niż w dniu poprzednim. W ogóle przez cały zjazd pogoda nam dopisywała, było cholernie słonecznie, upalnie (choć zepsuty termometr na zewnątrz uparcie zaniżał temperaturę o jakieś 10 stopni), i co najważniejsze, nie było żadnego latającego ścierwa w postaci komarów, które były naszym koszmarem na zjeździe rocznicowym w Sandomierzu w roku poprzednim.
Zapora

W tak pięknych i niepowtarzalnych okolicznościach przyrody, postanowiliśmy wybrać się na zaporę w Solinie, która okazała się budowlą tak monumentalną i efektowną, że mogłaby spokojnie robić za miejsce akcji w "Transformers". Na tamie zrobiliśmy sobie masę zdjęć pojedynczych, podwójnych, potrójnych i jedno spektakularne zdjęcie grupowe, na które cichcem i niepostrzeżenie dostał się pomarańczowy kosz na śmieci (pierwszy od lewej, nie mylić z DesJudim).
Zdjęcie grupowe, tym razem w środku relacji, a co!
Od lewej: Desjudi, Artemis, Ciuniek, Crash, Kasia, Beowulf, Mefisto, Romeck, kolejna Kasia,
Kelley, Dr_Bakier, Kaha, Monika, kolejna Monika, Pati, Hunter, Dobermann
Kucają/siedzą: Karol, Alieen, Fidel, Phonik, Dux

Garść wiedzy

Tama solińska o długości 664 m i wysokości 82 m (od podstawy do korony) i potężnej kubaturze ok. 760 tys. m3 betonu zbudowana w latach 1961-1968 jest największą w Polsce zaporą betonową typu ciężkiego. Powstała w celu ujarzmienia groźnego ongiś (zwłaszcza wiosną i jesienią) Sanu. Dziś przy nadmiarze opadów zapobiega powodziom, a w czasie suszy reguluje niedobór wody w korycie tej rzeki. Kryje ona ciekawe wnętrze z licznymi korytarzami, które można zwiedzać z przewodnikami zakładowymi. W położonym u jej stóp budynku elektrowni pracują 4 turbinami Francisa, które po ostatniej modernizacji osiągają ponad 200 MW mocy. Spiętrzenie do 60 m głębokości daje potężną pojemność zbiornika ok. 500 mln m3, który jest wielkim rezerwuarem wody pitnej w 1 klasie czystości. Powstałe po spiętrzeniu wód Sanu i Solinki jezioro zajmuje 22 km2 powierzchni, a długość jego linii brzegowej dochodzi do 150 km. Rozlewisko w odnodze Sanu osiąga 27 km długości i 16 km w odnodze rzeki Solinki. Akwen otaczają lesiste strome stoki Jawora (742 m), Stożków (696-686 m) i wielu lesistych szczytów przekraczających wys. 500 m n.p.m. (źródło: www.esolina.pl)
Jedną z największych atrakcji pobytu na solińskiej tamie były zdjęcia z "rybiej perspektywy" robione aparatem Mefisto oraz zakłady totalizatora kaemefowego, czy Crash odważy się zjechać po linie z tamy (za marną opłatą 15 PLN), czy jednak sobie odpuści. Prób było wiele, doszło nawet do parafrazowania słynnych cytatów filmowych ("Are you chicken, Crash?"), ale nasz kolega nie dał sobie w kaszę napluć i poszedł w zamian kupić kilka pamiątkowych koszulek z Bieszczad. Najbardziej zawiedzeni byli ci, którzy obstawiali różnego rodzaju obrażenia, których Crash mógł doznać przy lądowaniu (od złamania otwartego po gałąź przeszywającą klatkę piersiową), ale co zrobić.
Po zejściu na parking, postanowiliśmy jeszcze cyknąć fotkę z zaporą w tle. Niestety, Mefisto ustawiając swój wypasiony aparat, zapomniał uchwycić zaporę, przez co na zdjęciu widać po prostu grupę ludzi stojącą w trawie - epic fail jak się patrzy. Musicie wierzyć na słowo, że za naszymi plecami wznosi się mierząca 82 metry gigantyczna konstrukcja. Musicie też wykazać się bujną wyobraźnią, bo w ogóle nie zamieszczamy tego zdjęcia w relacji, gdyż poza nieobecnością tamy, wyszło nieostre, a twarzy połowy ludzi nie widać przez źle padające słońce. Poza tym fotka wyszła zajebista, w sam raz na Naszą Klasę.
Biesiada

Wieczorem właściciele pensjonatu namówili nas na wielką biesiadę za 30 zł od głowy. Miały być regionalne potrawy z pieca i co najważniejsze, bimber. W oczekiwaniu na biesiadę wspominaliśmy stare czasy zjazdu z okazji V-lecia KMF, kiedy to niepodzielnie rządziła przeróbka Misia Uszatka z nieśmiertelnym tekstem Prosiaczka: "Biorę rowerek, jadę po bimber... kto chce bimber, niech się do mnie zbliży..." itd., którymi to tekstami rzucał później Alieen rozlewając bimber do kieliszków. Biesiada była ogólnie udana, tylko do dziś zastanawiamy się, co było regionalną potrawą: kiełbasa z grilla, wędzony boczek, ciasto z kremem czy Coca-Cola Zero.
O ile jedzenie było smaczne i było go sporo, to jednak spodziewaliśmy się czegoś konkretniejszego, na przykład pieczonego świniaka z jabłkiem w pysku ;). Nieco zniecierpliwieni brakiem jakiegoś dania, które zwaliłoby nas z nóg, wyekspediowaliśmy Ciuńka (bo był, jak zwykle, jedyną trzeźwą osobą, którą znaliśmy), żeby zagadał z właścicielem. Ciuniek poinstruowany przez nas, o co i jak ma spytać, podszedł dzielnie do właściciela i po chwili rozmowy wrócił z odpowiedzią. Spytałem się go tak jak kazaliście - mówi Ciuniek - czy to już wszystkie atrakcje, czy na przykład za chwilę na salę wiedzie pieczona świnia, a on odpowiedział: "Jakbyście zamówili, to by wjechała".
Aby zrzucić nieco kalorii po kiełbasie i boczku, niektórzy poszli w drugi kąt sali pograć w bilard i piłkarzyki. Jednym z graczy było jakieś dziecko - nie mam pojęcia skąd je Ciuniek wytrzasnął. Alieen nagle wpadł na szalony pomysł i z dzikim entuzjazmem w oczach zaczął się wszystkich pytać: "Hej, porzucamy się chlebem?". Biesiada skończyła się jednak dopiero w chwili, gdy wyżej wymieniony i Kaha przebrali się za Ku Klux Klan po cięciach budżetowych.
Quiz muzyczny

O godzinie 22:00 rozpoczął się muzyczny quiz, który trwał tak długo, że wręczanie nagród odbyło się już w łóżkach, gdy wszyscy spali. Z ciekawszych zdarzeń na quizie warto wspomnieć o tym, że Monika, Kaha i Pati, siedząc na grzędzie (tj. na oparciu kanapy) nieco przeszkadzały uczestnikom w normalnej grze, i że podczas dość skocznego motywu muzycznego, Ciuniek zarzucił żartem, że to pewnie muzyka z jakiegoś filmu o Holokauście, i nie trzeba było długo czekać, aż ktoś doda, że to ilustracja sceny pod prysznicami... Na quizie muzycznym dowiedzieliśmy się, że powstała nowa trylogia, na którą składają się: "Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków", "Śpiąca królewna" i "Blade", a Alieen popełnił największą pomyłkę w historii quizów, mówiąc, że muzykę do "The Thing" skomponował John Carpenter (jeszcze Wam udowodnię, że to wcale nie był Morricone! :P - przyp. Alieen).
Zgodnie z przewidywaniami, gdy Beo puścił motyw muzyczny z "Incepcji", poleciało kilka stawów łokciowych, bo tak zażarcie ludzie zgłosili się do odgadywania! Kwiz tym razem przygotowali Beowulf ze swoją piękniejszą połówką, Kasią (oraz maskotką otyłej owcy nazwanej swojsko i po bieszczadzku Igłorkiem), przejmując pałeczkę po sztandarowym kwiz-masterze Alieenie, który z różnych - mniej lub bardziej nudnych - powodów, musiał tym razem zrezygnować. Obcy zajął siódme miejsce, czyli ostatnią nagradzaną pozycję, otrzymując DVD z nowymi polskimi filmami krótkometrażowymi, dokumentami i animacjami. Nagroda specjalna powędrowała do Dr_Bakiera, który za odgadnięcie perfidnie puszczonego kawałka z filmu "Hannah Montana" otrzymał breloczek z facjatą głównej bohaterki. Gdy Beo chciał wręczyć Bakierowi breloczek, Bakier krzyknął na niego: "No załóż mi go!". Bakier udowodnił, że klimaty młodzieżowe nie są mu obce również w przypadku starszego pokolenia, zgadując "Cambio Dolor" Natalii Oreiro z kultowej niegdyś południowoamerykańskiej telenoweli "Zbuntowany anioł". Kawałek ten stał się obiektem niemałej konsternacji pośród uczestników kwizu; wszyscy bez wyjątku przyjęli wyraz twarzy a'la Frank Drebin odkrywający bingo, a Alieen przez cały czas trwania quizu nie mógł przeżyć, że jedną z muzycznych zagadek był motyw z wenezuelskiego serialu i co chwila powtarzał: "Wszystko OK, ale Zbuntowany Anioł???".

A oto drużyny i wyniki:

DRUŻYNA A 129 pkt.:
ROMECK, CRASH, ALIEEN, PHONIK, KLARA, HUNTER, KAHA, DOBEK, MONIKA, MONIKA
DRUŻYNA DRUGA 186 pkt.:
MEFISTO, KELLEY, DUX, KAROL, DR_BAKIER, DESJUDI, FIDEL, CIUNIEK, PAZOOZOO ,PATI
I miejsce CRASH 53 pkt.
Metal Box "American Gangster" i "Parnassus"
II miejsce MEFISTO 50 pkt.
"Kocham kino" i "Kwaidan"
III miejsce KELLEY 46 pkt.
Jakiś film rosyjski oraz "Walka o ogień" wersja francuska, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.
Po quizie, dzięki przywiezionej przez Dobka konsoli PS2 i grze SingStar odbyło się karaoke, w którym śpiewaliśmy między innymi piosenki "Ring of Fire", "Roxanne" oraz "Enjoy the Silence". Śpiewom nie było końca, nawet Kelley śpiewał, choć nie było w zestawie czarnej muzyki. Gdzieś tak po 4 godzinach śpiewania przez ludzi, Karol odczekawszy swoje w kolejce do mikrofonu, pierwszy raz w życiu odważył się zaśpiewać publicznie! Niestety, z przełamywaniem swoich lęków trafił na najgorszy możliwy moment, bo gdy tylko zaczął śpiewać, z góry zszedł Dobek, który chciał już spać i zakomunikował Karolowi, że po tej piosence ma wyłączyć konsolę. Podobno do dziś Karolowi śnią się koszmary, w których Dobek wyszarpuje mu z ręki mikrofon, zabiera konsolę i każe kłaść się spać.


Sobota

W sobotę mieliśmy iść na rowery, ale nie pojechaliśmy. Mieliśmy też iść na kajaki, ale nie popłynęliśmy. Mieliśmy iść na pobliską plażę i tego wyczynu udało się nam dokonać, a dużą część wydarzeń uwieczniliśmy aparatem Mefisto odkrywając, że na zdjęciach widać krzywiznę Ziemi. Zanim zawlekliśmy nasze tyłki na plażę, rozmawialiśmy o tym, że Vigo, który pod nieobecność Pati, Duxa i Moniki musiał sam siedzieć w pokoju, cichcem robi tunel, piach wynosi w nogawkach podczas spacerów, a dziurę zasłania plakatem z Lassie - jak się miało wkrótce okazać, ta idiotyczna teoria wcale nie odbiegała daleko od prawdy...
Projekt Plaża

Alieen, Dobek i Dux przeszli po usłanym kamieniami dnie Sanu na wysepkę, aby dokształcać się tam w sztuce puszczania kaczek. Gdy Alieen instruował Duxa, że kamień do kaczki musi być cienki jak kartka papieru, ten zapytał, czemu po prostu nie wzięliśmy ze sobą ryzy papieru? Ekipa na plaży podzieliła się na kilka pod-ekip, z których każda miała inne zadanie. Romeck i Kasia grali w piłkę plażową małą piłką nożną, Dobek i Dux kosili w badmintona, Kelley opalał łydki i ręce począwszy od łokci na palcach skończywszy, kilka dziewcząt się opalało, a pozostała część zjazdowiczów postanowiła schronić się w cieniu, by nie spalić się na proch jak wampiry z "Blade'a". Gdy robiliśmy sobie fotki okazało się, że Alieen i Dux na jednym zdjęciu wyglądają jak przejście dla pieszych, a Alieen może spokojnie służyć do ustawiania balansu bieli w aparatach fotograficznych.
Pod koniec obijania się na plaży, w przybrzeżnych krzaczorach pojawił się bocian, niestety bez Dejny, za to w towarzystwie ciekawych kaczuszek. Podczas gdy większość klubowiczek i klubowiczów korzystała z uroków słońca lub chłodnej wody, Romeck, Karol, Mefisto i Beowulf (a później chwilowo Beowulfowa Kasia) postanowili, że będą piłką rozmiarów mało rozwiniętego orzeszka włoskiego uprawiać sport siatkówkopodobny, który nazwali "idiotówką". Polegało to na tym, że piłkę można było odbijać czym się tylko zechciało, ale przez większość czasu nikt nie trafiał, bowiem piłka była za mała. Na plaży, ale już wieczorem, pojawił się też Vigo w towarzystwie Duxa i Pati. Ów Vigo, podobnie jak my, jeszcze wówczas nie wiedział, że najbliższej nocy przyczyni się do powstania jednej z największych śmiechaw w historii KMF.
Męska wyprawa

Crash, Fidel i Ciuniek postanowili odłączyć się od grupy i we trzech udać się w bieszczadzką dzicz w celu przeżycia prawdziwie męskiej przygody. Zaplanowana na 9 kilometrów trasa okazała się nie tylko być trochę dłuższa, ale również przebiegać przez zaskakująco ciekawe tereny. Tereny, na które składały się nieprzebyte chaszcze, sięgająca szyi trawa (z której w każdym momencie mógł wyskoczyć na naszych kolegów velociraptor albo jakiś inny dzik), kałuże, pokrzywy, błoto i pająki. Wyprawy nie ułatwiało też to, że panowie, jak jeden mąż, postanowili ubrać się w krótkie spodnie, a na głowę nie zakładać kompletnie niczego, żeby ich włosy wybieliły się w słońcu. Dodatkowe utrudnienia nie ominęły Fidela, który w obawie przed zgubnymi skutkami wypitego dzień wcześniej lokalnego napitku (potocznie na zjeździe zwanego bimbrem) zaopatrzył się w siatkę piwa, aby utrzymywać niski (aczkolwiek względnie stały) poziom alkoholu we krwi. Po paru godzinach koledzy pojawili się w ośrodku zmęczeni, przemoczeni i, mimo trzydziestostopniowego upału, zziębnięci, ale jednocześnie dumni z siebie. Ich morale jednak trochę podkopała wiadomość, że nikt nie zwrócił uwagi na ich zniknięcie, a jedyną osobą, która wyszła ich przywitać był Mefisto. Tylko zresztą po to, żeby porzucać w nich kamieniami. Na sam koniec Crash podziękował Ciuńkowi za wyperswadowanie mu wycieczki na całkiem poetycko nazwaną Górę Straceńców, z której, biorąc pod uwagę obecny stan psychofizyczny naszych pionierów, mogliby już nie wrócić... Zagadką pozostaje jednak to, co działo się w ciągu tych paru godzin nieobecności kolegów, a jedyne, co innym klubowiczom udało się wyciągnąć w rozmowach to nazwa... "Góra Złamanych Pleców". Później Crash, Ciuniek i Fidel w tym temacie już tylko milczeli.


QH, czyli Quiz Huntera

QH był jedynym quizem tego zjazdu, który rozpoczął się o takiej godzinie, jaka była ustalona. Dopilnował tego Hunter, który osobom spóźnionym na grill nie pozwolił dojeść kiełbasek, kijem zaganiając towarzystwo do domku, na QH. Niektórzy w pośpiechu połykali kiełbaski w całości, nieco gorzej było z kaszanką, którą przyrządził sobie Dobek. Ja na przykład nie zdobyłem w pierwszym etapie QH żadnego punktu, ale na usprawiedliwienie powiem, że ciężko mówić z kiełbasą w przełyku. QH oczywiście był przygotowany bardzo profesjonalnie, rzutnik rzucał obrazki do odgadnięcia na ścianę, a Hunterowi w wyłapywaniu zgłoszeń z lasu rąk, pomagała jego Monika. Niektórzy (Karol, Ciuniek) tradycyjnie odgadywali niektóre kadry już po odsłonięciu pierwszego prostokącika, wzbudzając tym samym publiczny aplauz, a niektórzy nawet widząc już cały odsłonięty kadr, wciąż się głowili, z jakiego to filmu.
Najbardziej spektakularnie odgadniętym kadrem był chyba ten z "Zapaśnika", który Ciuniek odgadł po liczniku klientów na ścianie. Jeden z pierwszych obrazków odgadł hOPS, który na zjazd dotarł kilka godzin przed QH i oczywiście jego szybka odpowiedź została skwitowana tekstem: "Dopiero co przyjechał i już kozaczy", rzucona anonimowo gdzieś z tłumu. Jedną z największych gaf palnął Beowulf, któremu co chwilę coś się kojarzyło z "Kosmicznym pyłem" ("Stardust"), ale gdy po jednym z takich strzałów Hunter odkrył zdjęcie z "Samych swoich", Beowulf dał sobie spokój. Jako że Cash wygrał dwa wcześniejsze kwizy i był blisko niespotykanego na skalę KMFu kwizowego hat-tricka, większość uczynnych i dobrotliwych Klubowiczów była przeciwko niemu, robiąc wszystko, by uprzykrzyć mu zgadywanie kolejnych wyświetlanych przez Huntera klatek. Jak się okazało, Crash zdobył "jedynie" srebro, przegrywając z masta-blasta Ciuńkiem (o ponad 30 punktów, hehe), który nie ma sobie równych w rozpoznawaniu filmowych kadrów po ułożeniu pikseli na cyfrowym zegarze lub wariacji koloru na trzecim planie zdjęcia. Klasyfikacja wygląda następująco: Ciuniek 130 pkt., Crash 96 pkt., Karol 94 pkt., Dr_Bakier 37 pkt., hOPS 34 pkt.


Incydent / Zdarzenie / Sytuacja

Po zakończeniu QH Monika poszła do pokoju, w którym mieszkała wraz z Pati, Duxem i Vigo i po chwili przyszła z wesołą nowiną. Z jej relacji wynikało, że pod drzwiami, za którymi bazował Vigo, pojawiło się coś na podobieństwo wiórów. Po dokładniejszej ekspertyzie okazało się, że to faktycznie są wióry, ale że Vigo nie miał dostępu do elektronarzędzi, zagadką było dla nas skąd owe wióry się wzięły. Po otwarciu drzwi ukazał się zadowolony z siebie pies z rozgrzanymi do czerwoności pazurami (widać właśnie skończył drążenie) oraz drzwi z dziurą wielkości... bardzo dużej wielkości. Na szczęście dziura nie była na wylot, bo inaczej Vigo już by był na wolności i stał w strugach deszczu wznosząc łapy do góry. Pati i Dux wrócili do domku imprezowego - Dux z dość nędzną miną, gdyż miał przed sobą perspektywę porannej rozmowy z właścicielem oraz wizję rozbijanej skarbonki, z której będzie musiał wyjąć pokaźnych rozmiarów pieniążek na nowe drzwi. I wtedy jak grom z nieba z domku wyszli Kaha, Alieen i Dobek... ubrani w srebrne okulary i obwieszeni jakimś srebrnym badziewiem.
Tak, zgadliście, ktoś z KMF przypadkiem wpadł w kuchni na folię spożywczą i zaczęło się tworzenie z niej idiotycznych przebrań. Ciuniek zrobił sobie sreberkową rękawicę Kruegera, Kasia Beowulfowa wielką kokardę na głowę, Mefisto sztucznego penisa wyglądającego jak hak, a Beowulf założył sobie na twarz całą resztę folii, jaka została i nie chciała ułożyć się w nic sensownego. I w tych idiotycznych okolicznościach, Alieen zaczął ze śmiertelną powagą pocieszać Duxa i szukać sposobów wyjścia z kłopotliwej sytuacji z drzwiami. Alieen ubrany w srebrne okulary, srebrną tandetną czapeczkę i ze srebrnym łańcuchem na szyi, wyglądający ogólnie rzecz biorąc jak ktoś lekko niedorozwinięty, w połączeniu z powagą, z jaką rzucał coraz to głupsze pomysły, przejdzie z pewnością do historii KMF! Pierwszym pomysłem Alieena było to, że on (w tym stroju!) pójdzie teraz o 23:00 do właściciela i powie mu, że pies podrapał drzwi. Właściciel, co oczywiste, nie weźmie go na poważnie i dopiero rano zobaczy, że pies faktycznie podrapał drzwi i będzie chciał za to kasę, ale Alieen powie mu wówczas: "Pan nie wziął mnie wczoraj na poważnie, więc ja dziś nie biorę na poważnie pana i nie zapłacimy". Pomysłem drugim było to, że Alieen i Kaha wyjdą tej nocy na drogę, spowodują wypadek, po czym uciekną, a pojawi się Mefisto ze swoim sreberkowym penisem w kształcie haka i zaproponuje odholowanie pojazdu za kasę i w ten sposób zdobędziemy fundusze na naprawę drzwi. Kolejnym pomysłem Alieena było to, że naprawi drzwi razem z DesJudim, który przyśle na miejsce zdarzenia maszyny rolnicze ze swojej firmy, które oczywiście drzwi nie naprawią, ale "przynajmniej będą sprawiać wrażenie, że coś się dzieje". Ostatnim pomysłem było zaproponowanie właścicielowi obrony jego snów oraz pomysły na to jak Dux ma zacząć rozmowę poranną rozmowę: "Miało miejsce zdarzenie... Miał miejsce wypadek... Miała miejsce sytuacja... incydent... itd.". Alieen zaproponował też, by urządzać wycieczki w celu oglądania dziury w drzwiach i pobierać opłaty. Na koniec Dobek wymyślił tanią metodę załatania dziury pastą do zębów, bo myślał, że to takie zwykłe, białe, łazienkowe drzwi. Normalnie BP powinno zatrudnić Dobka do zatkania wycieku ropy, a Alieena do Public Relations. W tym miejscu jednak wielki szacun dla chłopaków za rozśmieszenie Duxa w chwili, gdy był na skraju załamania nerwowego.
Impreza trwała do białego rana. Były śpiewy, hulanki i swawole, i Alieen, który o 3 w nocy, w samym środku balangi, wciąż ubrany w sreberka, krzątając się między gośćmi, spokojnie zamiatał podłogę i zmywał ją mopem.
Niedziela

W niedzielę powstawaliśmy, Dux zapłacił właścicielowi za rozwalone drzwi, nie próbując nawet proponować obrony snów, o maszynach rolniczych i lutownicy nie wspominając. Oto co Alieen powiedział po tym, jak nic a nic nie pomógł Duxowi w rozwiązaniu problemu z drzwiami: "Nie ma sprawy, polecam się na przyszłość. Pamiętaj, że gdy ma miejsce jakiś incydent, tudzież sytuacja bądź zdarzenie - Desjudi pracuje w firmie, a ja mam lutownicę - razem czynimy przejebane cuda". Wszyscy posprzątaliśmy wszystko, a Romeck został dziabnięty w rękę przez Vigo (ponoć ślad rany wykazał, że pies ma krzywy zgryz) i w drodze powrotnej do domu zaczął powoli zmieniać się w Vigołaka. Tuż przed wyjazdem Beowulf z Crashem odstawili przed domkami scenę z "Incepcji". To znaczy, im się wydawało, że odstawiają scenę z "Incepcji", bo z boku wyglądało to tak, jakby tańczyli (zdjęcie 1 i 2), albo jakby Crash próbował powtórzyć wyczyn NEO z Matrixa (podtrzymywany przez Beo na zdjęciu nr 3), albo jakby Beowulf prowadził pijanego Crasha do domu - zdjęcie 4. A i tak najlepiej wypadł Romeck (zdjęcie nr 3), który w momencie gdy Crash i Beo zawzięcie udawali brak grawitacji, spokojnie sobie obok nich przechodził idąc do domku po bagaże.
Za podsumowanie trzydniowej imprezy klubowej niech posłuży wymiana zdań
z wewnętrznego forum KMF na temat wrażeń pozjazdowych:

Artemis: Napiszemy w relacji, że współpracujący z KMF kolega Mefisto doprawił sobie aluminiowego penisa?
Alieen: To ten penis był sztuczny?


e-mail
Autor relacji: Rafał Donica - DUX (z pomocą Beowulfa i Ciuńka)
Korekta: Patrycja Pernak-Donica - PATI

Zdjęcia: BEOWULF, DESJUDI, DOBERMANN, DUX, KAROL, MEFISTO, PATI, ROMECK


STRONA GŁÓWNA | SPOTKANIA KMF